1

Jak Prosiaczek zachłysnął się minimalizmem, hygge i zero waste


 


 

Po latach spędzonych w wielkim świecie Prosiaczek wrócił w końcu do domu. 

Stumilowy Las wydał mu się teraz boleśnie prowincjonalny.

I jeszcze bardziej tekturowy w smaku. 

 


 

Prosiaczek i hygge

Prosiaczek, który podczas zagranicznych wojaży zachłysnął się obcymi trendami, postanowił urządzić przyjęcie powitalne na swoją cześć.

Nie wszystko jednak na tej imprezie szło zgodnie z planem:

– Prosiaczku, dlaczego zapaliłeś tyle świeczek? Czy ktoś tu umarł? – zapytał szczerze zdziwiony Tygrysek.

– Tu naprawdę nie ma czym oddychać… – westchnął astmatycznie Osiołek.

– Ignoranci… – syknął w myślach Prosiaczek – Nie dorośli jeszcze do cieszenia się z drobnych przyjemności w gronie przyjaciół.

Prosiaczek zręcznie udawał, że puszcza te uwagi mimo uszu. 

W pewnym momencie zaczął powoli i precyzyjnie rozkładać naczynia na stole. Bardzo bardzo powoli. Zniecierpliwienie gości pęczniało z kwadransa na kwadrans.

Wreszcie Sowa nie wytrzymała:

– To reumatyzm?

– Nie, a dlaczego pytasz?

– Czasami bóle stawów uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, wiem coś o tym – Sowa próbowała owinąć swoje poirytowanie w bawełnę.

– Nie, to nie reumatyzm.

– Kamień z serca…

– To slow life.

 


 

Prosiaczek i minimalizm

Wreszcie, po dwóch godzinach Prosiaczek poprosił wszystkich, by zasiedli do obiadu.

Na stół wjechał prawdziwy importowany miodek.

Wydawało się, że teraz przyjęcie ruszy z kopyta.

Puchatek miał jednak co do tego spore wątpliwości:

– Prosiaczku, a dlaczego na każdym talerzu jest tylko taka mała, tycia-tyciuteńka kropeleńka miodeczku?

– Bo less is more.

– Aha. Chyba nie rozumiem.

– To znaczy, że mniej znaczy więcej.

– Aha. Czyli mam rozumieć, że im mniej miodku wkładam sobie do pyszczka, tym zjadam go więcej?

– W rzeczy samej.

– Aha. Czyli gdybym zupełnie przestał jeść miód, to pękłbym z przejedzenia?

– Teoretycznie tak.

Mały rozumek Puchatka najwyraźniej nie był jeszcze gotowy na takie kuchenne rewolucje.

 


 

Prosiaczek i globalne ocieplenie

Po daniu głównym przyszedł czas na podwieczorek: herbatę i ciastko.

Z racji tego, że Prosiaczek powrócił do Stumilowego Lasu dość poważnie spłukany, musiano obejść się bez łakoci.

W powietrzu tańczył wesoło aromat herbaty earl grey, a bursztynowy napar delikatnie muskał kubki smakowe uczestników przyjęcia.

– Otóż lord Charles Grey – Prosiaczek postanowił wziąć na siebie syzyfowy ciężar edukowania swoich przyjaciół – wpadł kiedyś na pomysł, by wzmocnić zapach herbacianych listków olejkiem wytłaczanym ze skórki pomarańczy zwanej popularnie bergamotką.

– Prosiaczku, ta herbata jest jakaś taka… – Tygrysek nie zdążył niestety dokończyć zdania, ponieważ jego rozbrykany układ nerwowy został sparaliżowany przez podstępną neurotoksynę.

– Prawdą jest to, co mówią: walka z nadmierną emisją dwutlenku węgla wymaga ofiar… – cicho westchnął Prosiaczek, roniąc maleńką łzę.

 


 

Prosiaczek i…

Świt z niemałym trudem przebijał się przez gęste listowie Stumilowego Lasu.

Prosiaczek wziął i po raz ostatni spojrzał na swoich martwych przyjaciół.

A potem pozjadał wszystkie rozumy.

I to było zero waste.

 


 

Epilog

Parę dni później przed domem Prosiaczka stanęła tablica informująca, że „Projetk walki z globalnym oćepleniem zafundowała Óńja”.

Zaiste, dysortografia jego nie miała granic…

 


 

Chcesz nauczyć się tak pisać?

Zapraszam Cię na mój kurs copywritingu i kreatywnego pisania:
 

KURS COPYWRITINGU I KREATYWNEGO PISANIA: dla początkujących, z mentorem, online [WERSJA PEŁNA]


 


 

 


 

Zobacz równie pokręcone bajki:

Tatuś Muminka na drodze gniewu [MUMINKI KONTRA MAD MAX]

O chłopcu, któremu urodziła się mama [PRZEWROTNA BAJKA]

Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium [BAJKA NA FAKTACH]

O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami

Krótka historia pewnej internetowej rodziny




O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami


 


 
Jak stworzyć ciekawą historię?

Można zacząć od znalezienia ciekawych bohaterów.

Brzmi prosto, ale tylko brzmi.

 


 

Uruchomiłem edytor tekstu i wtedy mnie olśniło.

Przecież w pasku narzędzi od dawna siedzą naprawdę intrygujące postacie.

Nic tylko wziąć je i wstawić do swojej opowieści.

Zobaczcie, co z tego wyszło.

 


 
 


 

Żył sobie kiedyś mężczyzna, któremu w dzieciństwie ktoś powiedział, że jest gruby.

Słowo „gruby” zapuściło głębokie korzenie w sercu Bolda

(bo tak od tamtej pory wołały na niego dzieci z prawidłową przemianą materii).
 

 
Mijały lata.

Pan Bold był samotny i nieszczęśliwy.

Wypracował sobie jednak reakcję obronną.

Wszystko, na co patrzył, pogrubiało się w jego oczach.

Zamiast drzew widział drzewa, a zamiast mebli – meble.

Tylko jego marna wypłata stale wyglądała jak wypłata.
 
 
Po pracy nie spieszył się do domu.

Nie miał do czego.

Wsiadał do dowolnego tramwaju i jeździł nim od pętli do pętli.

Też zauważyliście, że nazwa ostatniego przystanku brzmi jakoś tak… samobójczo?

Pan Bold nie miał co do tego żadnych wątpliwości.
 

 
Pewnego popołudnia z okien wagonu spostrzegł panią Kursywę – kobietę, której od zawsze wiatr wiał w oczy.

Robił to na tyle skutecznie, że biedaczka z przyzwyczajenia chodziła cały czas mocno pochylona do przodu.

Bold spojrzał na nią ze szczerym współczuciem.

„Nie dość, że gruba, to jeszcze krzywa jak wierzba, która nie podniosła się po halnym” – pomyślał.
 
 
Wyskoczył z wagonu.

Pobiegł za Kursywą.

Zaproponował, że podwiezie ją do domu tramwajem.

Przepraszam, może panią podwieźć? – zagaił pan Bold.

Ach, nie trzeba. Mieszkam sto metrów stąd – odparła zawstydzona pani Kursywa.

Nalegam… – nalegał Bold.

Trudno, zaryzykuję… – zaryzykowała Kursywa.
 
 
Kobieta zgodziła się.

Stanęli na przystanku.

Wkrótce nadjechał ich środek lokomocji.

Był jednak jakiś inny niż reszta dwuszynowców.
 
 
Przekonali się o tym, gdy ich tramwaj postanowił pojechać skrótem przez park.

Miał na to prosty patent.

Układał przed sobą tory, a reszty możecie się już sami domyślić.

Łąka? Nie ma sprawy? Rynek miasta? Banał. Środek galerii handlowej? Prościzna!
 
 
Szaleńcza podróż skończyła się mało romantycznie, bo na komisariacie, gdzie Bold z Kursywą przez wiele godzin bezskutecznie zapewniali, że są niewinni.

Jednak ta wycieczka odmieniła życie całej trójki.

Tak, trójki.
 
 
Wkrótce po tym zdarzeniu Bold, Kursywa i tramwaj zwany Podkreślaniem dostali robotę w Microsofcie.

Podobno sam Bill Gates wpłacił za nich kaucję.

Od tej pory mieli dodawać smaku tekstom w milionach edytorów na świecie.
 
 
Bold pęczniał z dumy, kiedy nadawał słowom odpowiednią wagę i znaczenie.

Kursywa mogła wreszcie pokazać swoje zalotne oblicze, pochylając zdania dialogów.

A Podkreślenie miało niezły ubaw, kiedy dla żartów udawało linki, których za cholerę nie dało się kliknąć.
 
 
Tu powinna być puenta, ale dopadł ją skrót Ctrl+X i powiedział, że nie odda.

No wiecie?

Taki numer wyciąć na koniec?

Koniec świata…

KONIEC

 


 
 


 




Storytelling: jak spleść trzy historie w jedną opowieść?


 


 

Wierzycie w zbiegi okoliczności?

Ja też nie wierzyłem. Aż do tego wpisu.

 


 

XVII wiek

Stanisław, po wielu latach wojażowania po świecie, wraca do Polski.

Jest uroczystość Bożego Ciała.
Mężczyzna idzie do kościoła.
Podchodzi do drzwi.
Naciska klamkę.

Tym samym uruchamia gilotynę, która już niebawem spadnie na jego głowę.

Jednak zanim to nastąpi, na kilka godzin trafia do siódmego nieba.

 


 

Rok 1906

Mieczysław ma 30 lat. Jest kompozytorem i zapalonym taternikiem.

Kocha muzykę, ale bez wzajemności. Nie ma szczęścia do krytyków. Każdy na jego miejscu już dawno dałby sobie spokój.

Teraz bierze się za pisanie poematu symfonicznego opowiadającego o historii miłosnej sprzed trzech wieków.

Nie, nie chodzi o słynnych kochanków z Werony, tylko o kogoś z polskiego podwórka. On ma na imię Stanisław, a ona Anna.

 


 

Rok 1974

Wojciech jest kompozytorem znanym w branży.

To, czym się zajmuje, dla zwykłego zjadacza chleba oznacza różnego rodzaju piski, zgrzyty i inne bolesne dla ucha dźwięki.

Niestety takie czasy: dekonstrukcja rządzi. A postęp muzyczny wymaga ofiar. Szkoda tylko, że pierwszymi ofiarami tej rewolucji są słuchacze.

 


 

XVII wiek

Stanisław wstępuje do kościoła. Jego uwagę zwraca piękna, młoda kobieta. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, a ona w nim.

Parę godzin później mężczyzna wchodzi do swojego domu. Wita się ze wszystkimi i zasiada do obiadu.

Nagle zauważa znajomą twarz. Kobieta, którą poznał w kościele, siedzi przy tym samym stole…

 


 

Rok 1909

Mieczysław w końcu trafia do upragnionego raju. Jego koncert w Filharmonii Warszawskiej okazuje się wielkim triumfem.

Po latach upokorzeń w końcu czuje, że nadchodzą nowe, tym razem naprawdę dobre czasy.

 


 

Rok 1974

Festiwal Warszawska Jesień. Te trzy słowa wystarczą, by normalny człowiek przełączył telewizor na drugi program.

[w 1974 roku „drugi program” i „program drugi” są synonimami]

Wojciech już wie, że za parę minut ludzie pokochają jego muzykę. A krytycy? Ci będą w szoku.

 


 

XVII wiek

Nie on pierwszy i nie on ostatni zakochuje się w niewłaściwej kobiecie. Nie, wybranka Stanisława nie jest mężatką. Zakonnicą też nie.

Jest kimś o wiele gorszym.

 


 

Rok 1909

Mieczysław wybiera się samotnie w Tatry. Bierze ze sobą narty i spory zapas optymizmu, który został mu po niedawnym sukcesie kompozytorskim.

 


 

Rok 1976

Wojciech jest u szczytu swojej kariery. Jego muzykę znają w Polsce wszyscy. Nawet ci, którzy nie chodzą na koncerty tzw. muzyki poważnej.

Kompozytor jest na szczycie, dlatego nie wyobraża sobie, by można było zajść jeszcze wyżej.

 


 

XVII wiek

Stanisław zdaje sobie sprawę, że tylko jeden człowiek może wydać zgodę na ich ślub. Związek z przyrodnią siostrą wymaga podpisu samego papieża.

Przed wyjazdem do Rzymu Stanisław umawia się z Anną, że jeśli sprawy zostaną załatwione pozytywnie – wróci na białym koniu.

A jeśli nie, to na koniu tak czarnym, jak czarna może być najstraszliwsza rozpacz rozdzielająca dwoje zakochanych w sobie ludzi.

 


 

Rok 1909

Czy to sprawiedliwe, żeby człowiek, do którego kariera wreszcie zaczęła się przyjaźnie uśmiechać, zginął tak nagle i w taki sposób?

Wiadomość o śmierci Mieczysława spada na wszystkich niczym śnieżna lawina, która zakończyła życie tego 33-letniego kompozytora.

 


 

Rok 1976

„Kościelec 1909” – taki tytuł nosi kolejny po „Krzesanym” utwór z góralskiego nurtu twórczości Wojciecha Kilara.

To hołd oddany Mieczysławowi Karłowiczowi, autorowi poematu „Stanisław i Anna Oświecimowie”.

A Kilar?

Za kilkanaście lat zauważy, że wcale nie stoi na szczycie, tylko u podnóża góry z napisem „Hollywood”. Co więcej, zdobędzie ten wierzchołek w pięknym stylu.

 


 

XVII wiek

Niemal dwa tysiące kilometrów. Tyle dzieli Stanisława od Anny, kiedy ten dowiaduje się, że będzie mógł zawrzeć legalny związek małżeński z kobietą, za którą oglądają się nawet ślepcy.

Dziś to 2 godziny lotu. Wtedy – to stanowczo za długo. Zwłaszcza dla serca Anny.

Stanisław nie ma czasu do stracenia. Pędzi tak szybko, jak tylko może. Po tak ekstremalnej podróży jego biały koń wygląda jak siedem nieszczęść.

Ale najgorszy okazuje się stan sierści biednego rumaka, która z daleka wygląda jak…

Podobno serce człowieka w stanie wyjątkowego napięcia może ulec śmiertelnej destrukcji.

W krypcie kaplicy Oświecimów znajdującej się w kościele franciszkanów w Krośnie obok siebie leżą dziś dwie trumny.

W każdej z nich spoczywa człowiek z pękniętym sercem.

 


 

Rok 2017

Czytam biografię Wojciecha Kilara, człowieka, który napisał utwór na rocznicę śmierci Mieczysława Karłowicza, który z kolei w swoim poemacie muzycznym upamiętnił tragiczne losy Stanisława i Anny Oświecimów.

Jak zostać Wojciechem Kilarem? [prawie recenzja]

Czytam biografię i już po kilkunastu stronach wiem już jedno:

chcę być taki jak on, jak Kilar.

Więcej, zdaję sobie sprawę, że w paru punktach już osiągnąłem ten stan. To nie to, o czym w pierwszej chwili pomyśleliście.

Ale to pewnie zbieg okoliczności…

 


 

Rok 2023

A jednak nie.  😉

 


 

Zobacz równie niezwykłe historie:

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami

Dlaczego internet doszedł do ściany?

Lorem ipsum, czyli worek gipsu




Nieszczęścia są rude, jeżdżą multiplą i grają na altówce

 


 

Jedna historia.

Dwa punkty widzenia.

Trzy minuty frajdy.

 


 

Część pierwsza: historia z punktu widzenia mężczyzny

 


 

Styczeń

Dyrygent znowu się na mnie wydarł przy wszystkich. Już się nawet nie czerwienię ze wstydu. Przyzwyczaiłem się. Bycie rudym altowiolistą nie jest usłane różami.

Dostałem maila od jakiejś kobiety. Chciała się ze mną umówić. Prawie się nabrałem.
Ruda i gra na altówce?

Bez jaj.

Najwyżej będę samotny do końca życia.

 


 

Luty

Ktoś nasypał cukru do baku w mojej multipli.

Mechanik też się dziwił. Takich rzeczy się nie robi. To niehumanitarne.

Jeszcze bardziej zaskoczyły go wyrwane kable zapłonowe, jakiś tydzień później.
Ktoś musiał sobie zadać wiele trudu, żeby to zrobić bez podnoszenia maski.

 


 

Marzec

Pierwszy raz dyrygent nie miał do mnie żadnych uwag!

Większość koncertu pauzowałem. To znaczy nie grałem, bo w nutach, nie wiedzieć czemu, były głównie pauzy. W moich nutach i w jego partyturze.

Tak to ja mogę pracować!

 


 

Kwiecień

W futerale na altówkę znalazłem ulotki szamponu koloryzującego.
Ech, ta wszędobylska reklama.

Parę dni później ktoś podrzucił mi do kieszeni płaszcza saszetki z próbkami farby do włosów. Chyba zrozumiałem aluzję.

Swoją drogą, nie wiedziałem, że czarny kolor fryzury jest tak seksowny.

 


 

Maj

Zostałem dyrektorem filharmonii!!!

Przez dwa tygodnie nie mogłem wyjść ze zdumienia i dojść do siebie.
W końcu się udało.

I wyjść, i dojść.

 


 

Czerwiec

Zawsze wiedziałem, że koledzy mnie lubią, tylko zwyczajnie boją się to okazać.

Odkąd rządzę całą tą filharmonią, na każdym kroku natykam się na szerokie uśmiechy wycelowane w moją stronę.

Sprzedałem multiplę i kupiłem zapas farby do włosów.

 


 

Lipiec

Poszedłem do lekarza. Powiedziałem mu o dojmującym bólu podczas siedzenia.

Lekarz zaczął mnie badać. Spytałem, czy to hemoroidy. Zaprzeczył.
Spytałem, czy to rak. Zdecydowanie zaprzeczył.

Kazał przyjść za miesiąc.

 


 

Sierpień

Z drżącym sercem znowu poszedłem do lekarza. Poczułem wielką ulgę, gdy wreszcie postawił diagnozę.

Ileż było śmiechu, kiedy pielęgniarka w gabinecie zabiegowym zabrała się za wyciąganie mi z tyłka prawie całej orkiestry.

Blacha, drewno, smyczki…
Najgorzej było z kotłami i kontrabasami.

Jak oni tam weszli?
I najważniejsze: dlaczego niczego wcześniej nie zauważyłem?

 


 

Wrzesień

Do mojego gabinetu przyszła prześliczna wiolonczelistka i patrząc mi prosto w oczy, zapytała, czy jestem wolny.

Odpowiedziałem, że do końca roku jestem zajęty.

Mam wrażenie, że odpowiedź jej nie usatysfakcjonowała.

 


 

Październik

Postanowiłem wrócić do grania w orkiestrze, żeby nie wyjść z wprawy i w ogóle.

Zauważyłem, że dyrygent ewidentnie przymyka ucho na moje fałsze.

Nawet ja to słyszę.

 


 

Listopad

Parę razy błysnąłem dowcipem na spotkaniu z prezydentem miasta.

Mam teraz wielu przyjaciół.

Życie jest piękne!

 


 

Grudzień

Przyszło pismo z ministerstwa. Podobno moja nominacja była pomyłką.

Z dnia na dzień straciłem wszystko.

Okazało się, że altowiolistka, z którą grałem, nosi perukę, pod którą ukrywa prawdziwe włosy.

Nie zgadniecie, jakiego koloru…

***

 


 

Część druga: historia z punktu widzenia kobiety

 


 

Styczeń

Obiecałam sobie, że robię to ostatni raz.

Jeśli się uda, to naprawdę już zazdroszczę temu facetowi.

Ale jeśli mnie odrzuci, to… odbiorę mu wszystko!

Najwyżej zostanę starą panną.

 


 

Luty

Całkiem dobry patent z tym cukrem w baku.

Ten z kablami też.

Może to go przekona, że najwyższy czas pozbyć się multipli i przestać robić z siebie pośmiewisko.

 


 

Marzec

W życiu nie napisałam tylu pauz.

Na szczęście dyrygent ma wyjątkowo słabą pamięć do partii altówki.

 


 

Kwiecień

W końcu pojął aluzję.

Trzeba przyznać, że w czarnym nawet mu do twarzy.

 


 

Maj

Ten minister kultury nie jest taki obleśny, jak o nim mówią.

Zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu.

Dobrze, że wszystkie papiery trzymał w sypialni, bo inaczej cała robota byłaby na nic.

 


 

Czerwiec

Skręciłam kostkę na korytarzu filharmonii.

Poślizgnęłam się na wazelinie.

 


 

Lipiec

Aż żal patrzeć, jak mu wchodzą w tyłek…

 


 

Sierpień

Nareszcie wygląda jak człowiek.

Normalnie bym się z nim umówiła, ale mam zasady: nie zmieniam swoich postanowień.

 


 

Wrzesień

No ale żeby odesłać z kwitkiem najładniejszą wiolonczelistkę w Polsce?

Tego nie przewidziałam.

 


 

Październik

Znowu gramy razem.

Nie miałam pojęcia, że nasz dyrygent ma tak gigantyczne zdolności aktorskie.

 


 

Listopad

Nowe auto, nowy image, nowe znajomości.

Chyba założę swoją firmę od zmieniania ludziom wizerunku.

Chociaż tak po ludzku to mi go trochę żal.

Ale sam się o to prosił.

 


 

Grudzień

Zemsta najlepiej smakuje na zimno.

Nie miał nic, więc musiałam wepchnąć go na szczyt. A potem zrzucić z wysokiego konia. I odebrać wszystko.

A na finał zdjęłam przy nim perukę.

Rude jest piękne! Nawet jak gra na altówce.

 


 

 


 

Zobacz też inne, równie zakręcone historie: 

O chłopcu, któremu urodziła się mama [PRZEWROTNA BAJKA]

„Bajka o chrobotku reniferowym” (chusteczki wymagane!)

Tatuś Muminka na drodze gniewu [MUMINKI KONTRA MAD MAX]

Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium [BAJKA NA FAKTACH]

 


 




O chłopcu, któremu urodziła się mama


 


 

Ta historia nie wydarzyła się naprawdę. Ale mogła.

 


 

Dzień pierwszy

Do jednoosobowej szpitalnej sali weszła pielęgniarka, pchając przed sobą spory wózek. Podjechała nim do łóżka, w którym leżał mały, przestraszony chłopiec i powiedziała:

– Witaj, gratuluję, masz mamę. To kobieta.

Chłopcu aż zaświeciły się oczy z radości. Zawsze chciał mieć mamę, która będzie kobietą. Usiadł na brzegu łóżka i z czułością spojrzał na swój nowo narodzony skarb.

W międzyczasie pielęgniarka wyjęła z wózkowego schowka talerz z obiadem dla mamy.

– Spróbujesz ją nakarmić? Czy może mam zawołać kogoś do pomocy?
– Dam radę. A…
– Tak?
– To one nie piją mleka modyfikowanego?
– Nie, jedzą ziemniaki, buraki, mięso, sałatkę.
– Brr… paskudztwo.
– To normalne, z czasem wyrastają z tego.

Parę chwil później pielęgniarka pożegnała się z chłopcem i wróciła do swoich zajęć.

 


 

Dzień drugi

Następnego dnia znowu weszła do sali, w której przebywał chłopiec ze swoją mamą. Tym razem zauważyła, że jego wzrok wyraźnie przygasł.

– Nie poradzę sobie z tym.
– To normalne.
– Już jej nie chcę.
– Kochany… Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.

Chłopiec podniósł głowę i popatrzył na pielęgniarkę tak, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.

– W sensie, że lepiej było mamę usunąć?
– Tak.
– Nie jestem jednym z tych, którzy twierdzą, że matki do 20. roku życia są tylko zlepkiem stresów, fochów i kompleksów. I że dlatego można się ich bez skrupułów pozbyć.
– Naprawdę tak myślisz?
– Powiem więcej. Uważam, że od samego początku jest w nich jakieś trudno uchwytne piękno. Że są w nich głębokie pokłady dobroci i człowieczeństwa.
– To dlaczego teraz jej nie chcesz?
– Bo czuję, że nie będę miał dla niej wystarczającej ilości czasu. Wie pani, jakie jest życie. Ja muszę się bawić. Jestem stale zajęty zabawą. Od rana do nocy.
– Są żłobki.
– Nie mam samochodu, żeby ją tam codziennie dowozić.

Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Pielęgniarka odebrała bez słowa, po czym z pośpiechem wybiegła z sali. Wróciła po godzinie.

– Myśli pani, że warto mieć mamę?
– Popytam.

 


 

Dzień trzeci

Do sali wszedł psycholog. Ostrzegano go, że rozmowa z chłopcem łatwa nie będzie. Spojrzał na niego i zrozumiał, że nic tu po nim. Wychodząc, rzucił tylko w powietrze krótkie:

– Jest jeszcze jedno wyjście.
– Naprawdę?
– Dom dla samotnych matek.
– Mogę ją tam zostawić?
– Tak.
– I co się z nią dalej stanie?
– Może ktoś ją kiedyś adoptuje.
– Nie, nie zrobię jej tego.

Psycholog nie zamknął jeszcze drzwi, gdy chłopiec usłyszał szept:

– Synku…
– Mamo… 

Chłopiec poczuł, że coś ściska go za gardło. Zrobiło mu się głupio. Tak strasznie, ale to strasznie głupio.

– Mamo, przepraszam… Wiem, że to depresja poporodowa. To minie. Zawsze będę cię kochał.
– A lekcje odrobiłeś?

Chłopiec wybiegł z sali jak oparzony, krzycząc:

– Na jakiej ulicy jest ten dom?

 


 

PS. Ta historia miała swój dalszy ciąg 🙂

Napisałem na jej podstawie bajkę dla dzieci:

Bajka o chłopcu, któremu urodziła się mama

 


 

Zobacz też inne bajki:

Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium [BAJKA NA FAKTACH]

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

„Bajka o chrobotku reniferowym” (chusteczki wymagane!)

 


 

Zapowiedź kursu pisania:

KURS COPYWRITINGU I KREATYWNEGO PISANIA: dla początkujących, z mentorem, online [WERSJA PEŁNA]

 


 

https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/

OFERTA: scenariusze spotów (reklam) radiowych




Tatuś Muminka na drodze gniewu


 


 

Czy da się połączyć bajkę „Muminki” z filmem „Mad Max”?

Okazuje się, że tak.

 


 

Rozdział pierwszy, w którym Mamusia Muminka ma dość wszystkiego

Pewnego szarego poranka na Dolinę Muminków spadł pierwszy śnieg. Padał miękko i cicho. W parę godzin wszystko było białe*.

Tatuś Muminka jak zwykle pracował w swoim gabinecie. Co parę sekund  sprawdzał powiadomienia na Mumbooku. W tych sprawach starał się być na bieżąco.

Tymczasem Mamusia Muminka doszła do wniosku, że ma już wszystkiego dość. Nie chodzi o to, że opływała w luksusy, choć to pewnie też.

Powód był inny.

Między Tatusiem a nią coś zaczęło się psuć. Dlatego też postanowiła nie czekać na dalszy rozkład związku. Przy nadarzającej się okazji chciała uciec z domu, żeby zacząć żyć pełnią życia.

Potrzebny był jej tylko dogodny moment.

 


 

Rozdział drugi, w którym Tatuś wychodzi z pokoju

Tatuś Muminka przeglądał się w lustrze z przodu, z tyłu i z boku, po czym z westchnieniem położył kapelusz na komodzie.

– Masz rację – powiedział. – Nie wszystko potrzebuje ozdoby.
– Szlachetność sama w sobie jest ozdobą – powiedziała uprzejmie Mamusia Muminka, choć w środku czuła, że zaraz eksploduje.

Zreflektowała się jednak w porę, ponieważ uświadomiła sobie, że gdyby teraz wybuchła, to musiałaby potem sama sprzątać cały ten bałagan.

 


 

Rozdział trzeci, w którym Mamusia Muminka bierze sprawy w swoje ręce

Tatuś Muminka usiadł przy biurku i zaczął pisać. Nagle wypuścił wieczne pióro z ręki i wybiegł przed dom. Kurier z książkami podjeżdżał właśnie wózkiem widłowym.

– Na mój ogon! Na mój ogon! – zawołał rozdygotany Tatuś.
– Proszę bardzo! – kurier był jak zawsze nadzwyczaj kulturalny, w końcu woził książki.

Jednym ruchem uruchomił dźwignię, która sprawiła, że ciężka przesyłka runęła na tę część Tatusia, która u Muminków znajduje się zawsze z tyłu.

Okazało się, że to Mamusia Muminka przebrała się za kierowcę, który co tydzień przejeżdżał do Doliny, żeby zaopatrzyć Tatusia w nowości wydawnicze.

Chcecie wiedzieć, co się stało z oryginalnym kurierem? Cokolwiek się z nim stało, Mamusia mogła spać spokojnie, ponieważ tego dnia na Dolinę Muminków znowu spadł śnieg.

Padał tak miękko i cicho, że w parę godzin wszystko zrobiło się białe. Naprawdę wszystko.

 


 

Rozdział czwarty, w którym Muminek i Mamusia uciekają z domu

– What a lovely day, Mamusiu! – wesoło podskoczył Muminek.
– Istotnie – zauważyła Mamusia.

Uciekinierzy dreptali nieśpiesznie wąską ścieżką, od czasu do czasu napotykając sąsiadów.

– Dzień dobry, Mamusiu Muminka – ukłonił się Paszczak.
– Dzień dobry, Paszczaku – odparła Mamusia.
– Spacerek?
– Nie, uciekamy z domu.
– Powodzenia.
– Dziękujemy.

 


 

Rozdział piąty, w którym Tatuś Muminka rusza w pościg

Tymczasem Tatuś leżał pod paczką z książkami. W momencie uderzenia, całe życie przebiegło mu przed oczami niczym stado bizonów pędzących przez prerię w poszukiwaniu straconego czasu.

Po chwili Tatuś jednak wstał, otrzepał się i ruszył przed siebie. Dreptał nieśpiesznie wąską ścieżką, od czasu do czasu napotykając sąsiadów.

– Dzień dobry, Tatusiu Muminka – ukłonił się Paszczak.
– Dzień dobry, Paszczaku – odparł Tatuś.
– Spacerek?
– Nie, idę zabić Mamusię, szła może tędy?
– Nie, nie widziałem jej.
– Dziękuję za informację.

 


 

Rozdział szósty, w którym Muminek i Mamusia wracają do domu na podwieczorek

Minęło kilka godzin. Muminek zgłodniał i miał już dość tej ucieczki.

– Mamusiu, może jednak wrócimy?
– Wiesz, to dobry pomysł.

Zaczęli wracać. Musieli przedzierać się przez zaspy, bo nawet jak śnieg pada bardzo miękko i cicho, to z każdą minutą jest go mimo wszystko coraz więcej.

Po paru kwadransach Muminek nagle zatrzymał się na małym pagórku.

– Mamusiu, mam wrażenie, że stoję na Tatusiu.
– To możliwe. Zauważył, że nas nie ma, wściekł się i ruszył w pościg. Dostał zawału, padł na ziemię, a śnieg zrobił resztę.
– To co teraz zrobimy?
– Zabierzemy zwłoki do domu. Weźmiemy Tatusia pod ręce i będziemy udawać, że jesteśmy pijani.
– To ma sens! – zawołał radośnie Muminek.

 


 

Rozdział siódmy, w którym Mamusia zaprasza wszystkich na herbatę

– Paszczaku, Włóczykiju, Migotko! Zapraszam do stołu, upiekłam pyszne ciasteczka.
– A co z Tatusiem? – zapytała Mała Mi – Odkąd przyszliśmy, nie ruszył się z fotela i nie odezwał się do nas ani jednym słowem.
– Pracuje nad nową książką i dlatego… oszczędza słowa – Muminek bez mrugnięcia okiem sprzedał wszystkim historię, która zaskakująco dobrze trzymała się zasad logiki.

Nagle Tatuś chrząknął, a po chwili zaczął się dramatycznie krztusić.
– Muminku, biegnij po encyklopedię medycyny, szybko! Jest w gabinecie Tatusia!

Muminek pobiegł po książkę i wrócił na jednej nodze z wielką księgą pod pachą.
– Muminku, ale to jest książka kucharska… Chociaż… W sumie, może być.

Mamusia podniosła do góry grube tomiszcze i z całej siły uderzyła nim Tatusia w głowę. Ten jęknął cicho i zamknął oczy.

– W zasadzie to nigdy go nie lubiłem – zwierzył się Paszczak.
– Ja też za nim nie przepadałem – dodał Włóczykij.
– Ale mimo wszystko to był mój Tatuś… – Muminek chyba nie rozumiał, o co tu chodzi.
– Chyba nie rozumiesz, o co tu chodzi – wtrąciła się Buka – To nie był twój Tatuś.
– Mamusiu, czy to prawda? – krótkie życie Muminka przeleciało mu przed oczami.
– Przepraszam, kto chce jeszcze herbaty? – zapytała Mamusia jak gdyby nigdy nic…

 


 

*) Niektóre fragmenty dialogów pochodzą z książki Tove Jansson pt. „W Dolinie Muminków”.

 


 

Zobacz też inne, równie zakręcone bajki:

O chłopcu, któremu urodziła się mama [PRZEWROTNA BAJKA]

Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium [BAJKA NA FAKTACH]

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami




Ballada o miłości na granicy szaleństwa


 


 

W pewnej chińskiej wiosce, która położona była tak wysoko, że wieczorami słychać tam było chrapanie aniołów, żyła sobie młoda kobieta.

 


 

LingLing była uosobieniem pragnień tamtejszych mężczyzn o idealnej połówce pomarańczy:

  • całkiem mądra, całkiem zgrabna
  • bardziej piękna, niźli brzydka
  • trochę czarna, trochę ruda
  • w nocy wolna, za dnia szybka

 
***
 
Tymczasem setki metrów niżej, w głębokiej dolinie, która przykryta była kożuchem mgieł, nocnych westchnień i wodorostów, mieszkał LangLang.

Mężczyzna miał wszystko, o czym marzyły miejscowe kobiety:

  • nie za niski, nie za duży
  • w barkach krzepki, w dole wąski
  • trochę brunet, trochę ryży
  • – dożywotnie cenił związki

 
***
 
LingLing była bardzo samotna.

Dlatego pewnego dnia usiadła i napisała list matrymonialny.

Lekko podkolorowała w nim swoje walory i nieco przypudrowała wady.

Wskazała też czas i miejsce, w którym będzie czekała na swojego księcia z bajki.

Parę dni później list dotarł do LangLanga.

Młodzieniec nie wahał się zbyt długo.

Pożegnał się z rodziną i ruszył w stronę przełęczy.
 
***
 
LangLang i LingLing spotkali się w połowie drogi, a potem pokochali się cztery razy od pierwszego wejrzenia.
 
***
 
Nadszedł dzień ślubu.

Młodzi obiecali sobie nawzajem wierną miłość począwszy od kuchennego stołu, poprzez skrzypiące łóżko, aż po wspólny grób.

Po ślubie przyszedł czas na wesele.

Mieszkańcy obu wiosek zapamiętale tańczyli do białego rana:

  • nie za szybko, nie za wolno
  • nie za skocznie, nie za smutno
  • niezbyt składnie, niezbyt ładnie
  • jeden z drugim, z kim popadnie

 
***
 
Nawet najdłuższe wiejskie wesela kiedyś się kończą.

Nad przełęcz wróciła proza życia.

LangLang zbudował dom, spłodził syna, którego nazwał PingPing i posadził drzewo, które szybko uschło.
 
***
 
Po paru latach, pod grubą warstwą sielanki zaczęły pojawiać się ogniska rdzy.

Pewnego dnia przy śniadaniu LangLang powiedział do LingLing:

– To nie ma sensu. Nie tak to sobie wyobrażałem.
– Daj spokój, Lang, przecież mamy wszystko. Mamy siebie i Pinga…
– Dobra,  nie mogę tego dłużej trzymać. Zdradziłem cię dzień przed ślubem. Możesz mnie przepędzić. Przepraszam, że ci tego nie powiedziałem.
– Żartowniś z ciebie! Przecież wiem, że nie zrobiłbyś mi tego.

LangLang nie odpowiedział na słowa żony.

– Mam propozycję, zacznijmy wszystko od początku – LingLing postanowiła uratować swoje małżeństwo.
– Świetny pomysł. Zacznijmy wszystko jeszcze raz. Od zera.
 
***
 
LangLang starannie zburzył dom i wyrwał drzewo.

LingLing z niemałym trudem włożyła z powrotem do brzucha małego PingPinga.

W miejscu, w którym spotkali się po raz pierwszy, odkochali się w sobie cztery razy.

A potem każdy wrócił do swojej wioski.
 
***
 
Następnego ranka, w dniu „nowego początku” spotkali się znowu.

Jednak zamiast spodziewanej radości, na twarzy LingLing malowało się przerażenie:

– LangLang, PingPing zaraz się udusi!
– Musisz go urodzić!
– Nie mogę!
– Jak to nie możesz?
– Przecież on ma trzy lata. Jest za duży! Zrób coś, bo umrze!
– Mam ci rozciąć brzuch?

LangLang stanął przed dramatycznym wyborem. Wziął do ręki nóż.

Okazało się jednak, że na ratunek było już za późno.

Wyjął martwego chłopca.

A potem zabrał się za zaszywanie trzewi ukochanej.
 
***
 
Godzinę później drogą przechodził wioskowy mędrzec.

LangLang zauważył go i zaczął na kolanach błagać o pomoc.

Mistrz wysłuchał w milczeniu całej historii, po czym odrzekł:

– Twojemu synkowi nie da się już pomóc, ale jest sposób, by ożywić twoją żonę. Musisz wziąć ją na ręce i mocno, bardzo mocno przytulić do siebie. Tylko w ten sposób naprawisz to, co jej wyrządziłeś swoją zdradą.
– Tylko tyle?
– Tak. Musisz tulić ją w ramionach przez cały czas. We dnie i w nocy. Może przez tydzień, może przez miesiąc, a może przez rok. Nie zrażaj się złośliwymi docinkami. I staraj się uchylać przed kamieniami, które będą rzucane w waszą stronę.

LangLang nie miał nic do stracenia.

Przytulił z całych sił martwe ciało LingLing.

Nocą, kiedy ramiona zaczęły mu wiotczeć, brał gruby powróz i przywiązywał żonę do siebie.
 
***
 
Po tygodniu stał się pośmiewiskiem całej okolicy.

Po miesiącu, przed chatką, którą naprędce zbudował, stał już tłum gapiów.

LangLang wychodził wtedy i stawał przed nimi ze swoją żoną.

Patrzył na nich bez słowa, po czym wracał do środka.
 
***
 
Którejś nocy LangLang poczuł bolesne ukłucie w piersiach.

Po chwili po całym jego ciele mężczyzny rozlało się dziwne ciepło.

Tak, to LingLing wracała z dalekiej podróży.

Lang aż krzyknął z radości.

Chciał położyć żonę do łóżka, by dać wytchnienie umęczonym ramionom, ale okazało się, że to niemożliwe.

Przez te wszystkie dni, które spędzili spleceni ze sobą, serce Langa nieustannie szukało sposobu, by na nowo zdobyć serce żony.

Mężczyzna najwyraźniej przeoczył moment, w którym wypuściło ono młode pędy.

Te zaś przebiły się przez dwie warstwy skóry i z czułością objęły martwe serce LingLing, dając jej tym samym nowe życie.

Teraz stali się naprawdę nierozłączni.
 
***
 
Czterdzieści lat później przyszedł dzień, którego LangLang obawiał się najbardziej.

Serce LingLing straciło zapał do życia.

Mężczyzna zrozumiał, że ich ziemski czas dobiega końca.

I choć robił to codziennie przez całe dziesięciolecia, tego dnia ostatni raz poprosił LingLing o wybaczenie.

A LingLing ostatni raz powtórzyła, żeby do tego nie wracał, bo ona już o wszystkim zapomniała.
 
***
 
Jaki z tego morał?

Zanim położysz szpachlę przysięgi małżeńskiej, starannie oczyść podłoże:

  • nie za krótko, nie pospiesznie
  • nie za wolno, nie za szybko
  • skrupulatnie, krok po kroku
  • by służyło ci na długo

 



 

Zobacz równie wzruszający wpis o miłości:

„Bajka o chrobotku reniferowym” (chusteczki wymagane!)




Kurs pisania tekstów piosenek


 


 

Informacje na temat nowego kursu pojawią się tutaj w trzecim kwartale 2022 roku.

 
Na pewno wiadomo już, że:
 
1) kurs będzie prowadzony online, drogą mailową
 
2) będzie trwał kilka miesięcy (od trzech do sześciu)
 
3) uczeń będzie prowadzony przez mentora, osobiście, jeden na jeden
 
4) oprócz wykonywania ćwiczeń tekstowych, będziemy razem z uczniem pisać teksty na całą płytę (10-12 piosenek)
 
5) cena będzie wynosić kilkadziesiąt złotych miesięcznie
 
6) płatność będzie comiesięczna
 
7) w każdej chwili będzie można zrezygnować
 
8) po pierwszej lekcji będzie można zrezygnować bez konieczności płacenia za nią
 
9) do uczestniczenia w kursie będzie potrzebna wyłącznie skrzynka mailowa (+dobre chęci 🙂
 


 

Zobacz opinie uczestników innego kursu, który obecnie prowadzę:

Opinie o kursie copywritingu i kreatywnego pisania


 


 

Chcesz o coś zapytać? Napisz do mnie:

 


     


     




    Kurs online: pisanie bajek / książek dla dzieci


     


     

    UWAGA:

    Kurs zostanie uruchomiony w trzecim kwartale 2022 roku.

    Zapraszam Cię do wzięcia udziału w kursie copywritingu i kreatywnego pisania.

    W trakcie tego kursu nauczysz się pisać bajki dla dzieci / książki dla młodzieży.

    Więcej informacji znajdziesz TUTAJ.

     


     

    Zapisz się na newsletter z pomysłami na książkę dla dzieci + poradami dla pisarzy!

    Zobacz przykładowy newsletter

    Kliknij poniższy przycisk i podaj swój adres mailowy:

     


     

    Skąd pomysł na kurs pisania bajek dla dzieci?

    Od lat obserwuję próby podejmowane przez tysiące osób startujących w najpopularniejszym w Polsce konkursie na bajkę dla dzieci.

    Widząc, z czym ludzie mają największy problem, napisałem krótki poradnik dla autorów bajek.

    Można go przeczytać TUTAJ.

    Kurs jest kolejnym, naturalnym etapem tej misji.

    Misji, bo znaczenie bajek w procesie wychowywania nowego pokolenia jest ogromne!

     


     

    Kim jestem?

    Copywriterem i scenarzystą.

    Zajmuję się pisaniem (zawodowo) od ponad 10 lat.

    Mam za sobą tysiące długich godzin kreatywnej pracy.

    Zanim dotarłem na szczyt, popełniłem wszystkie możliwe błędy.

    Dzięki temu będę potrafił Cię przed nimi skutecznie uchronić.

    Dowiedz się więcej o mnie
     


     

    Co potrafię?

    Zamiast pisać o tym, że:

    – wykonywałem zlecenia dla topowych polskich agencji reklamowych, co akurat jest prawdą,

    – albo że pracowałem dla prestiżowych klientów, co też jest prawdą,

    pokażę Ci parę moich tekstów:

    KLIKNIJ TUTAJ

     

    „200–300 tysięcy straty. Co miesiąc. Naprawdę stać Cię na taką rozrzutność?”

    Poruszający artykuł opublikowany na blogu Coraz Lepszej Firmy. (przeczytaj)
     

    „Opowieść o miłości, która nigdy się nie kończy”

    Barwna, epicka historia opublikowana na blogu marki Crobbe. (przeczytaj)
     

    „Tatuś Muminka na drodze gniewu”

    Czy da się połączyć bajkę „Muminki” z filmem „Mad Max”? (przeczytaj)
     

    Ranking blogów, jakiego jeszcze nie było

    Ten tekst odbił się bardzo szerokim echem w blogosferze. (przeczytaj)
     

    „Bajka o chrobotku reniferowym”

    Zanim przeczytasz, przygotuj sobie zapas chusteczek (przeczytaj)
     

    „12 rzeczy, którymi sprawisz ludziom radość”

    Najczęściej udostępniany tekst jaki kiedykolwiek napisałem (przeczytaj)
     

    Jak opisać zapach szkła?

    Opisy produktów mogą być pasjonującą lekturą! (przeczytaj)
     

    Moje wyznanie wiary

    O tym, co w życiu najważniejsze (przeczytaj)
     
    Zobacz cały mój blog

     


     

    Informacje o kursie pisania bajek (książek) dla dzieci i młodzieży

    UWAGA: kurs pojawi się w trzecim kwartale 2022 roku.

    Aktualnie zapraszam na kurs copywritingu i kreatywnego pisania, który zawiera moduły dotyczące pisania bajek / książek dla dzieci i młodzieży.

    Więcej informacji: TUTAJ.
     
     

    Tryb kursu

    Kurs będzie prowadzony online, drogą mailową.
     
     

    Czas trwania

    Kurs będzie trwał kilka miesięcy (od sześciu do dziewięciu).
     
     

    Kurs z osobistym mentorem

    Uczeń będzie prowadzony przez mentora, osobiście, jeden na jeden.
     
     

    Wyróżnik kursu

    Oprócz wykonywania ćwiczeń tekstowych, będziemy razem z uczniem pisać jego bajkę / książkę dla dzieci
     
     

    Cena kursu

    Cena będzie wynosić kilkadziesiąt złotych miesięcznie, płatność comiesięczna.
     
     

    Rezygnacja z kursu

    W każdej chwili będzie można zrezygnować (bez żadnych konsekwencji).
     
     

    Wymagania techniczne

    Do uczestniczenia w kursie będzie potrzebna wyłącznie skrzynka mailowa (+ dobre chęci 🙂
     
     

    Pełne informacje na temat kursu pojawią się tutaj pod koniec października 2021 roku.

     


     

    Zobacz opinie uczestników kursu copywritingu i kreatywnego pisania, który obecnie prowadzę:

    https://maciejwojtas.pl/opinie-kursantow/

     


     

    Zapisz się na newsletter z pomysłami na książkę dla dzieci + poradami dla pisarzy!

    Zobacz przykładowy newsletter

    Kliknij poniższy przycisk i podaj swój adres mailowy:


     


     

    Chcesz o coś zapytać? Skontaktuj się ze mną:

     


       


       




      E-book o copywritingu (fragment)


       


       
      Darmowy fragment e-booka o copywritingu, który piszę razem z Małgorzatą Kalbarczyk-Leonczuk.

      Idea stojąca za e-bookiem jest prosta: to spojrzenie na copywriting z dwóch odmiennych perspektyw.

      Wersję Małgorzaty przeczytasz TUTAJ

      Mój tekst: poniżej.
       


       

       


       

      Rozdział dla copywriterów: „Jak być dobrym copywriterem?”

      Czy trzeba mieć piątkowe świadectwo maturalne?
      Nie.

      Czy trzeba skończyć polonistykę?
      (Lepiej) nie 😉

      Czy trzeba znać triki mieszające ludziom w głowach?
      Zdecydowanie nie!

      Co więc trzeba umieć i jakim człowiekiem trzeba być – żeby na to miano zasłużyć?

      Moim zdaniem, kluczowe są 3 rzeczy:

      1) Empatia
      2) Logika
      3) Sumienie
       


       
      1) Empatia, czyli umiejętność możliwie najgłębszego wczucia się w sytuację życiową klienta.

      To coś więcej niż ślizganie się po stereotypach typu:

      • student = głodny, chudy
      • matka = wiecznie zmęczona
      • facet = samiec myślący tylko o jednym
      • dziecko = nieporadne

      W zasadzie tutaj mógłbym zakończyć, a i tak spokojnie wystarczyłoby Ci to do osiągnięcia mistrzostwa w tym fachu.
       
       
      2) Logika, czyli umiejętność takiego argumentowania swoich racji, którego nie da się obalić.

      Logika to czyste zasady gry.

      Tak-tak, nie-nie.

      Zero kręcenia, ukrywania faktów.

      Jeśli potrafisz logicznie myśleć, to jako copywriter będziesz nie do zatrzymania.
       
       
      3) Sumienie to świadomość, że od tego, co napiszesz, zależy ile i jakich produktów, usług oraz idei będzie na świecie… więcej.

      To kompas pozwalający odróżnić Ci dobro od zła.

      Dzięki niemu potrafisz odrzucać zlecenia, które są sprzeczne z tym, w co wierzysz.

      Używanie sumienia w pracy sprawia, że Twoje życie prywatne i zawodowe jest spójne.
       


       

      Dlaczego ta spójność jest tak ważna?

       
      Bo człowiek, który jest spójny w tym, co robi w domu i w pracy – jest szczęśliwy.

      A szczęśliwy, nieskażony cynizmem copywriter – to skarb!
       


       
      Ćwiczenie nr 1: empatia

      Uargumentuj konieczność podwyżki swojej stawki (w trzech punktach).

      Spróbuj nie napisać ani słowa o sobie.

      Skup się wyłącznie na kliencie.

      Do których potrzeb się odwołasz?
       
       
      Ćwiczenie nr 2: logika

      Jak myślisz, czego może potrzebować ktoś, kto ma dosłownie wszystko?

      Wymyśl produkt, który mógłbyś mu sprzedać.

      Odrzuć pomysły nierealne, technicznie niewykonalne.
       
       
      Ćwiczenie nr 3: sumienie

      Dostajesz propozycję napisania całej serii scenariuszy spotów wideo dla firmy z branży alkoholowej.

      Produkt, który będziesz reklamował, to napój bezalkoholowy łudząco podobny do pełnowartościowego. Ma nawet tę samą nazwę.

      Nowy napój przeznaczony jest dla dzieci 10+.

      Co robisz z taką propozycją?

      Bierzesz bez mrugnięcia okiem, czy wybiegasz myślami w przyszłość, próbując oszacować, jak taki produkt wpłynie na życie młodych klientów?
       


       

      Rozdział dla przedsiębiorców: „Jak wybrać (znaleźć) dobrego copywritera?”

      Dobry copywriter podobny jest do rzemieślnika, który od lat, w zaciszu swojego warsztatu zajmuje się trenowaniem swoich umiejętności.

      Nie traktuje pisania jako zajęcia z doskoku, po godzinach, tylko jako swój stały zawód.

      Jako pracę na długie lata, a nawet na całe życie.

      Między tym, co i dla kogo pisze – a tym, jak żyje, nie ma u niego żadnej sprzeczności.

      Jest wewnętrznie spójny, a jego życie harmonijne, bo we wszystkich swoich wyborach kieruje się kompasem moralnym.

      Nie bierze każdego zlecenia.

      Nie współpracuje z każdym.

      Nie namówisz go na wszystko.
       


       

      Jak znaleźć kogoś takiego?

       
      Najprostszym kryterium jest czas.

      Ktoś, kto od lat trwa w tym zawodzie – trwa w nim nie bez przyczyny.

      Nie chodzi jedynie o jego nieprzeciętne umiejętności czy długoletnie doświadczenie, które posiadł.

      Bardziej o to, że na dłuższą metę nie da się pracować w tym zawodzie, nie będąc w zgodzie ze sobą.
       
       
      Czy to znaczy, że osoby z mniejszym stażem są z góry na straconej pozycji?

      Oczywiście, że nie!

      Wejdź na stronę internetową dowolnego copywritera.

      Poczytaj jego blog. Przestudiuj media społecznościowe.

      Poczytaj komentarze, jakie zostawia w branżowych grupach. Zobacz, jak odnosi się do innych.

      Zdaj się na swoją intuicję.
       
       
      A jeśli nie masz na to czasu, wrzuć swoje ogłoszenie do którejś z facebookowych grup dla copywriterów.

      Osoba, od której otrzymasz ofertę spełniającą w maksymalnym stopniu opublikowane przez Ciebie wytyczne – będzie tą najlepszą.
       


       

      Skąd to wiem?

       
      1) Przede wszystkim, jeśli odpisze na ogłoszenie, starannie odhaczając wszystkie ważne dla Ciebie punkty, jeśli jego odpowiedź będzie w stu procentach „na temat”, to będzie to znaczyło, że potrafi czytać ze zrozumieniem.

      To pierwsze sito oddzielające profesjonalistów od amatorów.

      Ale nie jedyne.
       
       
      2) Dobry copywriter, żeby do Ciebie dotrzeć, posłuży się empatią.

      Prześwietli Cię na wylot, żeby dokładnie poznać Ciebie i Twoje potrzeby.

      Będzie to znaczyło, że potrafi dotrzeć do każdej informacji.

      Znając Twoje potrzeby, zaproponuje konkretne rozwiązania.
       
       
      3) Logicznie uargumentuje swoją prośbę o nawiązanie współpracy.

      Czytając jego odpowiedź, od razu poczujesz, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu.
       
       
      4) A jeśli do Ciebie napisze, będzie to znaczyło, że Twoje wartości są mu bliskie.
       
       
      Prawda, że proste?
       


       

      Zapraszam Cię na mój kurs copywritingu!

      Ogrom wiedzy, indywidualny mentoring i fantastyczna grupa na FB to początek długiej listy zalet tego szkolenia:
       

      KURS COPYWRITINGU I KREATYWNEGO PISANIA: dla początkujących, z mentorem, online [WERSJA PEŁNA]