O chłopcu, któremu urodziła się mama

Maciej Wojtas: copywriter | kompozytor

O chłopcu, któremu urodziła się mama

9 października 2018 Bajki dla dzieci i dorosłych 87


 


 

Ta historia nie wydarzyła się naprawdę. Ale mogła.

 


 

Dzień pierwszy

Do jednoosobowej szpitalnej sali weszła pielęgniarka, pchając przed sobą spory wózek. Podjechała nim do łóżka, w którym leżał mały, przestraszony chłopiec i powiedziała:

– Witaj, gratuluję, masz mamę. To kobieta.

Chłopcu aż zaświeciły się oczy z radości. Zawsze chciał mieć mamę, która będzie kobietą. Usiadł na brzegu łóżka i z czułością spojrzał na swój nowo narodzony skarb.

W międzyczasie pielęgniarka wyjęła z wózkowego schowka talerz z obiadem dla mamy.

– Spróbujesz ją nakarmić? Czy może mam zawołać kogoś do pomocy?
– Dam radę. A…
– Tak?
– To one nie piją mleka modyfikowanego?
– Nie, jedzą ziemniaki, buraki, mięso, sałatkę.
– Brr… paskudztwo.
– To normalne, z czasem wyrastają z tego.

Parę chwil później pielęgniarka pożegnała się z chłopcem i wróciła do swoich zajęć.

 


 

Dzień drugi

Następnego dnia znowu weszła do sali, w której przebywał chłopiec ze swoją mamą. Tym razem zauważyła, że jego wzrok wyraźnie przygasł.

– Nie poradzę sobie z tym.
– To normalne.
– Już jej nie chcę.
– Kochany… Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej.

Chłopiec podniósł głowę i popatrzył na pielęgniarkę tak, jakby zobaczył ją po raz pierwszy w życiu.

– W sensie, że lepiej było mamę usunąć?
– Tak.
– Nie jestem jednym z tych, którzy twierdzą, że matki do 20. roku życia są tylko zlepkiem stresów, fochów i kompleksów. I że dlatego można się ich bez skrupułów pozbyć.
– Naprawdę tak myślisz?
– Powiem więcej. Uważam, że od samego początku jest w nich jakieś trudno uchwytne piękno. Że są w nich głębokie pokłady dobroci i człowieczeństwa.
– To dlaczego teraz jej nie chcesz?
– Bo czuję, że nie będę miał dla niej wystarczającej ilości czasu. Wie pani, jakie jest życie. Ja muszę się bawić. Jestem stale zajęty zabawą. Od rana do nocy.
– Są żłobki.
– Nie mam samochodu, żeby ją tam codziennie dowozić.

Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Pielęgniarka odebrała bez słowa, po czym z pośpiechem wybiegła z sali. Wróciła po godzinie.

– Myśli pani, że warto mieć mamę?
– Popytam.

 


 

Dzień trzeci

Do sali wszedł psycholog. Ostrzegano go, że rozmowa z chłopcem łatwa nie będzie. Spojrzał na niego i zrozumiał, że nic tu po nim. Wychodząc, rzucił tylko w powietrze krótkie:

– Jest jeszcze jedno wyjście.
– Naprawdę?
– Dom dla samotnych matek.
– Mogę ją tam zostawić?
– Tak.
– I co się z nią dalej stanie?
– Może ktoś ją kiedyś adoptuje.
– Nie, nie zrobię jej tego.

Psycholog nie zamknął jeszcze drzwi, gdy chłopiec usłyszał szept:

– Synku…
– Mamo… 

Chłopiec poczuł, że coś ściska go za gardło. Zrobiło mu się głupio. Tak strasznie, ale to strasznie głupio.

– Mamo, przepraszam… Wiem, że to depresja poporodowa. To minie. Zawsze będę cię kochał.
– A lekcje odrobiłeś?

Chłopiec wybiegł z sali jak oparzony, krzycząc:

– Na jakiej ulicy jest ten dom?

 


 

PS. Ta historia miała swój dalszy ciąg 🙂

Napisałem na jej podstawie bajkę dla dzieci:

„O chłopcu, któremu urodziła się mama” [cz. 1]

 


 

Zobacz też inne bajki:

Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

Chrobotek reniferowy: love story [BAŚŃ DLA DOROSŁYCH]

 

87 komentarzy

  1. CoNaToTata pisze:

    Mam nadzieję, że Ci dobrze płacą za Twoją robotę…. muszą… ja bym się bał nie płacić. Jeszcze byś poszedł gdzie indziej takie wpisy pisać…

  2. Świetny tekst na wieczór Po takim dniu jak mój

  3. Adrianna Andrzejewska pisze:

    Piękny tekst. W ten sposób możemy zauważyć jak wielkim skarbem są nasi rodzice, a w szczególności mamy. Pomogą nam zawsze, za wszelką cenę.

  4. AgariPiżmo pisze:

    Świetne opowiadanie. Powinieneś wysłać je do jakiegoś periodyku, moim zdaniem są szanse, żeby je opublikowali.

  5. Jak zwykle napisałeś tekst dający do myślenia w taki sposób, że nie do końca wiem, jak go „godnie” skomentować 😀

  6. Goga pisze:

    Ciekawe to, co piszesz. Szczególnie fragment: „Uważam od samego początku, że jest w nich jakieś trudno ukryte piękno. Że są w nich głębokie pokłady człowieczeństwa i dobroci.” Ciekawa jestem, co miałeś na myśli 🙂 Ech, z tym czasem matek… i z tym macierzyństwem to bywa różnie… Moja nigdy nie miała go wystarczająco, ale chociaż wiem, że Mai tego nie zrobię 🙂

  7. Bardzo oryginalne, wciąga, tekst który czytając myślisz „szybciej, szybciej, chcę już wiedzieć co jest na końcu” 🙂

  8. To „jakieś” z „jakieś trudne uchwytne piękno” to prawdziwa sztuka, mam wrażenie, że dopiero samemu będąc rodzicem definiuje się je.

  9. Madzia pisze:

    Tekst, który daje do myślenia… Smutno mi się zrobiło 🙁

  10. jak to mama je mięso???!!! A co na to świat? Zjada biedne zwierzątka, które radośnie kwiczą przy korytku, taplając się w błotku i tylko w niebo spojrzeć nie mogą. Matka nie wie, że teraz jest moda na fit vege? W sumie skąd ma wiedzieć.. Przecież dopiero co się urodziła.. Przypał już na starcie.

  11. myslobook.pl pisze:

    Nie wiem, czy taki był cel, ale szczerze się uśmiałam 🙂 Szczególnie na zakończenie!

  12. Kat Nems pisze:

    Ojej, jestem zła na to zaskoczenie!!!
    Taki potencjał i czekałam, aż mnie chwyci za serce, a tu żart.
    No jestem nieusatysfakcjonowana. Potencjału początu, końcówka nie uniosła:))
    Pozdrawiam!! <3

    • Maciej Wojtas pisze:

      Łamałem się do końca, w jakie tony uderzyć na koniec. Czy smutno-patetyczne, czy lekkie i żartobliwe. Los chciał, że wybrałem to drugie. Przepraszam 🙂

  13. Mynio.pl pisze:

    Hmm, daje do myślenia i nawet uśmiechałam się pod nosem. Ciekawa perspektywa.

  14. To jednocześnie przerażająco smutna historia, ale i z zabawną nutką.

  15. Narwany pisze:

    Podoba mi się ta alternatywa dla standardowego myślenia. Wykorzystam ją kiedyś w szkole, jeśli pozwolisz 🙂

  16. Hania pisze:

    Ślicznie przewrotne!

  17. No i jak zwykle te zakończenie… które sprawia, że chętnie czekam na kolejny tekst 🙂

  18. He he, lubię takie nagłe zwroty akcji, tym bardziej, że niebezpiecznie rozpuszczałam się w tej wstępnej landrynie 🙂

  19. Marzena Rzadkowska pisze:

    Nigdy tak nie płakałam, jak czytając Twój wpis. Nie są to złe łzy, takie łzy, które koją zbolałe serducho. Wielki szacun Maćku.

  20. Powalił mnie na kolana ten tekst. Jest on bardzo głęboki i nakłaniający do chwili refleksji. Super!

  21. WOW. Jestem tutaj pierwszy raz, ale zdecydowanie nie ostatni. Zapisuję do zakładek.

  22. Nie raz w dzieciństwie miałem ochotę z okrzykiem „gdzie jest ten dom!” wybiec na ulicę…

  23. Blogierka pisze:

    Ty potrafisz- serio! Tak bardzo daje do myślenia.

  24. rademachera pisze:

    A mnie to wcale, a wcale. Rozczarowałam się. Nie pamiętając zupełnie to Twoim minimalizmie, oczekiwałam szeroko rozwiniętej baśni. Takiej co gardło ściska.
    Co dostałam?
    No… Wiadomo. Krótki zarys w stylu Wojtasa.
    W dodatku zmuszający do myślenia moje starannie wyprasowane zwoje mózgowe.
    Upiorne! 😉

  25. Historia oparta na moim ulubionym dramowym ćwiczeniu „Lustro” 🙂

  26. ewa ka pisze:

    Ciekawe, czy moje też by mnie oddały 🙂 Kurczę jak inaczej byśmy się zachowywali – my wszystkowiedzący rodzice, gdybyśmy mogli skończyć w przytułku dla niechcianych rodziców 🙂

  27. Krystyna Polek pisze:

    Było mi smutno czytać, serce ściśnięte, łzy w oczach, które na końcu poleciały ciurkiem… tak jak śmiech 😀

  28. Niedzielnykucharz.pl pisze:

    No kurcze, znowu mnie wzruszyłes, ale teraz to juz do łez. Piękne to i mądre❤️

  29. Fajne opowiadanie, można gdzieś dostać całość w wersji papierowej? 🙂

  30. Adrian pisze:

    Świetnie się to czyta, o zgrozo takie to proste i prawdziwe zarazem…

  31. Jakub pisze:

    Znakomity tekst który świetnie się czyta. Gratuluję talentu i nieco zazdroszczę 🙂

  32. Kasia pisze:

    znakomite opowiadanie !

  33. Kasia pisze:

    super opowiadanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *