Jak uczyć dziecko języka polskiego?

Kursy pisania | Usługi copywriterskie | Copywriter z 12-letnim stażem

Jak uczyć dziecko języka polskiego?

16 lutego 2024 Korepetycje 0


 


 

1.

 
Piszę właśnie scenariusz kolejnego słuchowiska i znowu dochodzę do tego samego wniosku:
 
wymyślanie historii przypomina kręcenie filmu, którego nigdy się nie widziało.
 
Nie muszę dodawać, jak bardzo przyjemne jest to uczucie!
 


 
W tym momencie pewnie zadajesz sobie pytanie: ale jak to, pisanie jest przyjemne??
 
Przypominasz zapewne sobie, jaką traumą było dla Ciebie pisanie wypracowań z języka polskiego.
 
Widzisz też gołym okiem, jak trudno jest Twojemu dziecku zmierzyć się z tym przedmiotem.
 
I powiem Ci, że doskonale Cię rozumiem.
 


 
Na szczęście istnieje wyjście z tej sytuacji.
 
Jeśli nie chcesz, żeby Twoje dziecko zraziło się do języka polskiego, zachęć je do wymyślania i zapisywania bajek, rysowania komiksów, robienia scenariuszy do animacji poklatkowych z klocków itp.
 
Każda z tych aktywności ma w sobie „pierwiastek języka polskiego”, ale Twoje dziecko nie musi tego wiedzieć 🙂
 
Oglądając z dzieckiem bajki czy filmy, pokazuj mu elementy, z jakich takie dzieło zostało stworzone.
 


 
Mów mu o tym, jakie schematy są tam użyte:
 
– że przeciwnik bohatera musi być silniejszy niż sam bohater, żeby film trzymał w napięciu
 
– że pod koniec historii bohater jest na samym dnie i wydaje mu się, że już przegrał
 
– że czasami pojawia się postać fałszywego sojusznika, który w decydującym momencie pokazuje bohaterowi swoje prawdziwe oblicze
 
– że często jeden z drugoplanowych bohaterów pełni rolę śmieszka, a inny – mentora, doradcy
 
– że bohater zwykle nie chce na początku podjąć wyzwania, bo woli swoje dotychczasowe, poukładane życie
 


 
Jeśli dziecko nauczy się tego na rzeczach tak przyjemnych jak filmy czy bajki, to będzie mu łatwiej pojąć to wszystko, czego musi się uczyć na języku polskim.
 
Bo prawda jest taka, że niemal wszystko, czego tam się uczy, można zekranizować
 
(nawet gramatykę, o czym możesz przekonać się, klikając w poniższy link)
 

Bajka o królu Przymiotniku


 


 
Język polski powinien być przedmiotem wyzwalającym największe pokłady kreatywności.
 
Niestety – bardzo często jest inaczej.
 
Dlatego warto podejść do tego problemu w sposób opisany powyżej.
 
Zdradzając co nieco: akcja słuchowiska, które właśnie piszę, będzie działa się w roku 2033.
 
I już samo to daje niezłego kopa wyobraźni 🙂
 



 

2.

Uczenie swojego dziecka (lub okazjonalne pomaganie mu w nauce) wymaga od rodzica dwóch rzeczy:
 
cierpliwości oraz kreatywności.
 
Ta kreatywność przydaje się szczególnie w momentach, kiedy pojawia się przeszkoda nie do pokonania.
 
Na przykład lektura szkolna, która jest niezrozumiała dla dziecka, ponieważ powstała w zupełnie innej epoce i napisana jest językiem, który ze współczesną polszczyzną nie ma zbyt wiele wspólnego.
 


 
Na taką „podwodną rafę” natknąłem się ostatnio, przerabiając „Zemstę” Aleksandra Fredry.
 
Zacząłem czytać ją razem z dzieckiem, na głos, i momentalnie zdałem sobie sprawę, że muszę coś zrobić, bo inaczej mój „uczeń” odbije się od tej lektury.
 
 
Przede wszystkim postanowiłem zabawić się w tłumacza.
 
Czytałem oryginalny tekst jakiegoś dialogu, a następnie tłumaczyłem go na język zrozumiały przez dziecko.
 
Zauważyłem jednak, że samo zrozumienie treści poszczególnych zdań to zdecydowanie za mało, żeby przykuć uwagę.
 


 
Co najlepiej przykuwa uwagę i sprawia, że zapamiętujemy daną rzecz na dłużej?
 
Emocje!
 
Najprostszym sposobem na uruchomienie emocji w słuchaczu jest czytanie w taki sposób, by wcielać się we wszystkie postacie, różnicując intonację, styl mówienia itp.
 
Ale to tylko półśrodek.
 
Prawdziwym gamechangerem okazało się coś innego.
 


 
Ponieważ dla dziecka osoby takie jak „Cześnik” czy „Papkin” są jak ludzie z innej planety, postanowiłem odwołać się do czegoś bardziej znajomego.
 
Sięgnąłem po serial „Miodowe lata”, który od jakiegoś czasu oglądamy z całą rodziną.
 
To jeden z tych seriali, które są tak dobrze, momentami wręcz genialnie napisane, że nigdy się nie (ze)starzeją.
 
 
Gdzie więc ta innowacja?
 
Otóż tłumacząc dziecku, kim jest dana postać z „Zemsty”, zacząłem przypisywać te osoby do postaci z „Miodowych lat”.
 
Momentalnie wskoczyliśmy na inny poziom emocji.
 
Od razu stało się jasne, że Cześnik to wypisz-wymaluj Karol Krawczyk, a Papkin to Tadeusz Norek.
 
Zupełnie inaczej brzmią teraz czytane przeze mnie dialogi, kiedy obaj mamy w głowie obraz aktora z lubianego serialu.
 
 
Okazuje się, że nawet przerabianie takiej ramotki jaką jest „Zemsta”, może sprawiać dziecku radość.
 
Rodzicowi – też.
 
Tłumacząc tekst oryginału na współczesny język i podpinając postacie serialowe do tych, które stworzył Fredro, zupełnie niechcący bawimy się w teatr.
 
W coś, czego w dzieciństwie bardzo nie lubiłem.
 
Ech, te życiowe paradoksy…
 


 

Chcesz uczyć swoje dziecko, czytając mu bajki edukacyjne?

 
Odwiedź stronę mojego projektu edukacyjnego dla dzieci i rodziców: WOJTAS ACADEMY
 


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *