„O chłopcu, któremu urodziła się mama” [cz. 1]

Jestem kreatywnym copywriterem. Mam pomysł na Twój biznes

„O chłopcu, któremu urodziła się mama” [cz. 1]

19 kwietnia 2018 Bajki dla dzieci i dorosłych 5

 


 

Pierwszy rozdział bajki dla starszych dzieci. Początek jest smutny, ale zakończenie całej bajki – niezwykle pozytywne, energetyczne i radosne.

 


 

To był zwyczajny dzień. Na niebie świeciło zwyczajne słońce, z ziemi wyrastały zwyczajne kwiaty, a Niki zwyczajnie zmęczony wracał ze szkoły do domu. Mieszkał tak blisko niej, że mógłby wstawać za pięć ósma, a i tak zdążyłby wytrzeć gąbką tablice we wszystkich klasach i to przed pierwszym dzwonkiem.

Chłopiec wyjął klucz z kieszeni pobrudzonych spodni. Otworzył drzwi do mieszkania. Wszedł do przedpokoju. Rzucił swój poplamiony tornister na półkę regału powleczonego cieniutką warstwą kurzu. I krzyknął to, co zawsze:

– Mamo! Wróciłem!

Gdzieś z głębi mieszkania usłyszał to samo, co zawsze:

– Umyj ręce i siadaj do stołu! Zaraz do ciebie przyjdę, tylko skończę pisać ten okropny raport.

Niki poszedł do łazienki i odkręcił wodę. A potem włączył grę w laptopie.

– Co było w szkole? Masz zadanie domowe? Zjadłeś śniadanie? – mama zapytała o to samo co wczoraj i to samo, o co zapyta jutro.

– Nie, wyrzuciłem, bo nie lubię szynki! Kupiłem czipsy w sklepiku!

– Ile razy ci mówiłam, żebyś nie jadł tych śmieci?

– To nie są śmieci! – zawołał głośno, po czym dodał szeptem: A mówiłaś mi o tym 235 albo 236 razy. W tym roku.

– W dodatku marnujesz pieniądze!

– Nie marnuję.

– Przecież wiesz, że musimy oszczędzać!

– To dlaczego nie zarabiasz więcej? Mama Patryka daje mu tyle kieszonkowego dziennie, co ty mi na cały miesiąc.

– Mało to robię, żeby nas utrzymać? Haruję po nocach… – z żalem odparła mama.

Z pokoju rozległ się odgłos kaszlu. Po chwili jego dźwięk zastąpiło szuranie butów po podłodze. Mama Nikiego dotarła wreszcie do łazienki i stanęła jak wryta:

– Niki! Chodź tu! Znowu nalałeś pełną wannę! A miałeś tylko umyć ręce!

Chłopiec co prawda szybko przybiegł do mamy, ale widać było, że myślami przechodzi właśnie piąty poziom tej nowej gry, którą dostał od wujka na urodziny.

– Yyy… tak. No, zapomniałem…

– Mikołaj, powiedz mi, skąd mam wziąć pieniądze na rachunki? Wiesz, ile to wszystko kosztuje?

Nagle w kieszeni Nikiego zadzwonił telefon. Chłopiec błyskawicznie go wyciągnął i odebrał:

– A… nic. Znowu to samo. Szkoda gadać. Twoja też tak zrzędzi? Dobra, zadzwonię później.

Popatrzył na mamę i dokończył przerwaną rozmowę:

– Nie wiem, mamo. Nie mam pojęcia, ile to wszysto kosztuje.

– Dobra już, dobra. Siadaj i jedz.

Niki spojrzał na talerz stojący na stole tak, jak patrzy najedzony pies, któremu ktoś do miski nałożył kilogram zamarzniętej na kość wczorajszej kaszy:

– Znowu pomidorowa?

– Co chcesz od pomidorowej? Zdrowa jest, smaczna, ma w sobie dużo pomidorów.

– Nic.

– Ciesz się, że w ogóle masz co jeść. Inne dzieci…

– Cieszę się bardzo. Ale jadł tego nie będę.

Taki właśnie był Niki, czyli Mikołaj. Przez pierwsze osiem lat żył jak w bajce. Miał wszystko, co chłopiec w jego wieku może mieć. Dostawał każdą zabawkę. Nawet zanim zdążył o niej pomarzyć.

Rok temu jego tata zniknął. Nie, nie umarł. Są w życiu rzeczy gorsze od śmierci. Po prostu wziął, spakował swoją walizkę, powiedział mamie, że już jej nie kocha, pogłaskał Nikiego po głowie, wyszedł z domu i już do niego nie wrócił.

To właśnie wtedy chłopiec zaczął zmieniać się na gorsze.

 


 

Przeczytaj drugi i trzeci rozdział tej bajki:

„O chłopcu, któremu urodziła się mama” [cz. 2]

„O chłopcu, któremu urodziła się mama” [cz. 3]

 

 

5 komentarzy

  1. Że co? Że tylko tyle?!
    Czekam na ciąg dalszy, dobra robota! 🙂

  2. Goga pisze:

    Bardzo fajna narracja, czyta się przyjemnie, choć to smutne, a może to zwyczajnie ja jestem odporna? 🙂 Ciężko ocenić mi bajkę po tym fragmencie, ale jakoś tak mam przeczucie, że rodzice i dzieci będą mogli się na jej podstawie wiele nauczyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *