Storytelling: jak spleść trzy historię w jedną opowieść?

jestem copywriterem | inspiruję słowami

Storytelling: jak spleść trzy historię w jedną opowieść?

4 maja 2018 Z życia wzięte 63


 


 

Wierzycie w zbiegi okoliczności?

Ja też nie wierzyłem. Aż do tego wpisu.

 


 

XVII wiek

Stanisław, po wielu latach wojażowania po świecie, wraca do Polski.

Jest uroczystość Bożego Ciała.
Mężczyzna idzie do kościoła.
Podchodzi do drzwi.
Naciska klamkę.

Tym samym uruchamia gilotynę, która już niebawem spadnie na jego głowę.

Jednak zanim to nastąpi, na kilka godzin trafia do siódmego nieba.

 


 

Rok 1906

Mieczysław ma 30 lat. Jest kompozytorem i zapalonym taternikiem.

Kocha muzykę, ale bez wzajemności. Nie ma szczęścia do krytyków. Każdy na jego miejscu już dawno dałby sobie spokój.

Teraz bierze się za pisanie poematu symfonicznego opowiadającego o historii miłosnej sprzed trzech wieków.

Nie, nie chodzi o słynnych kochanków z Werony, tylko o kogoś z polskiego podwórka. On ma na imię Stanisław, a ona Anna.

 


 

Rok 1974

Wojciech jest kompozytorem znanym w branży.

To, czym się zajmuje, dla zwykłego zjadacza chleba oznacza różnego rodzaju piski, zgrzyty i inne bolesne dla ucha dźwięki.

Niestety takie czasy: dekonstrukcja rządzi. A postęp muzyczny wymaga ofiar. Szkoda tylko, że pierwszymi ofiarami tej rewolucji są słuchacze.

 


 

XVII wiek

Stanisław wstępuje do kościoła. Jego uwagę zwraca piękna, młoda kobieta. Zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, a ona w nim.

Parę godzin później mężczyzna wchodzi do swojego domu. Wita się ze wszystkimi i zasiada do obiadu.

Nagle zauważa znajomą twarz. Kobieta, którą poznał w kościele, siedzi przy tym samym stole…

 


 

Rok 1909

Mieczysław w końcu trafia do upragnionego raju. Jego koncert w Filharmonii Warszawskiej okazuje się wielkim triumfem.

Po latach upokorzeń w końcu czuje, że nadchodzą nowe, tym razem naprawdę dobre czasy.

 


 

Rok 1974

Festiwal Warszawska Jesień. Te trzy słowa wystarczą, by normalny człowiek przełączył telewizor na drugi program.

[w 1974 roku „drugi program” i „program drugi” są synonimami]

Wojciech już wie, że za parę minut ludzie pokochają jego muzykę. A krytycy? Ci będą w szoku.

 


 

XVII wiek

Nie on pierwszy i nie on ostatni zakochuje się w niewłaściwej kobiecie. Nie, wybranka Stanisława nie jest mężatką. Zakonnicą też nie.

Jest kimś o wiele gorszym.

 


 

Rok 1909

Mieczysław wybiera się samotnie w Tatry. Bierze ze sobą narty i spory zapas optymizmu, który został mu po niedawnym sukcesie kompozytorskim.

 


 

Rok 1976

Wojciech jest u szczytu swojej kariery. Jego muzykę znają w Polsce wszyscy. Nawet ci, którzy nie chodzą na koncerty tzw. muzyki poważnej.

Kompozytor jest na szczycie, dlatego nie wyobraża sobie, by można było zajść jeszcze wyżej.

 


 

XVII wiek

Stanisław zdaje sobie sprawę, że tylko jeden człowiek może wydać zgodę na ich ślub. Związek z przyrodnią siostrą wymaga podpisu samego papieża.

Przed wyjazdem do Rzymu Stanisław umawia się z Anną, że jeśli sprawy zostaną załatwione pozytywnie – wróci na białym koniu.

A jeśli nie, to na koniu tak czarnym, jak czarna może być najstraszliwsza rozpacz rozdzielająca dwoje zakochanych w sobie ludzi.

 


 

Rok 1909

Czy to sprawiedliwe, żeby człowiek, do którego kariera wreszcie zaczęła się przyjaźnie uśmiechać, zginął tak nagle i w taki sposób?

Wiadomość o śmierci Mieczysława spada na wszystkich niczym śnieżna lawina, która zakończyła życie tego 33-letniego kompozytora.

 


 

Rok 1976

„Kościelec 1909” – taki tytuł nosi kolejny po „Krzesanym” utwór z góralskiego nurtu twórczości Wojciecha Kilara.

To hołd oddany Mieczysławowi Karłowiczowi, autorowi poematu „Stanisław i Anna Oświecimowie”.

A Kilar?

Za kilkanaście lat zauważy, że wcale nie stoi na szczycie, tylko u podnóża góry z napisem „Hollywood”. Co więcej, zdobędzie ten wierzchołek w pięknym stylu.

 


 

XVII wiek

Niemal dwa tysiące kilometrów. Tyle dzieli Stanisława od Anny, kiedy ten dowiaduje się, że będzie mógł zawrzeć legalny związek małżeński z kobietą, za którą oglądają się nawet ślepcy.

Dziś to 2 godziny lotu. Wtedy – to stanowczo za długo. Zwłaszcza dla serca Anny.

Stanisław nie ma czasu do stracenia. Pędzi tak szybko, jak tylko może. Po tak ekstremalnej podróży jego biały koń wygląda jak siedem nieszczęść.

Ale najgorszy okazuje się stan sierści biednego rumaka, która z daleka wygląda jak…

Podobno serce człowieka w stanie wyjątkowego napięcia może ulec śmiertelnej destrukcji.

W krypcie kaplicy Oświecimów znajdującej się w kościele franciszkanów w Krośnie obok siebie leżą dziś dwie trumny.

W każdej z nich spoczywa człowiek z pękniętym sercem.

 


 

Rok 2017

Czytam biografię Wojciecha Kilara, człowieka, który napisał utwór na rocznicę śmierci Mieczysława Karłowicza, który z kolei w swoim poemacie muzycznym upamiętnił tragiczne losy Stanisława i Anny Oświecimów.

Jak zostać Wojciechem Kilarem? [prawie recenzja]

Czytam biografię i już po kilkunastu stronach wiem już jedno:

chcę być taki jak on, jak Kilar.

Więcej, zdaję sobie sprawę, że w paru punktach już osiągnąłem ten stan. To nie to, o czym w pierwszej chwili pomyśleliście.

Ale to pewnie zbieg okoliczności…

 


 

Rok 2023

A jednak nie.  😉

 


 

Zobacz równie niezwykłe historie:

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami

Dlaczego internet doszedł do ściany?

Lorem ipsum, czyli worek gipsu

 

63 komentarze

  1. Daniel Aaron Prokop napisał(a):

    Zajebisty 🙂 wybacz za skromność recenzji, ale to słowo jest wystarczająco dosadne 🙂 tak myślę 🙂 umiesz wciągnąć czytelnika w historię 🙂 cały czas zastanawiałem się, co będzie dalej 🙂

  2. Goga napisał(a):

    Piękna historia… 🙂 Miłość jest czymś niesamowitym. Świetnie napisane.

  3. hrwdomu.pl napisał(a):

    Na początku przeskoki czasu mnie pogubiły, ale wiesz że w tym tkwi wątek tej biografi. Bo Wojciech i Stanisław…. a co w roku 2023? Uwielbiam czytać biografie.

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      Faktycznie, nie jest to zbyt prosto napisane, ale starałem się zrobić to w formie „filmu”, w którym akcja dzieje się na trzech planach czasowych 🙂

      Co będzie w 2023 roku? Nie wiem (i to mnie najbardziej jara 🙂

  4. czerwona filizanka napisał(a):

    Piękna historia

  5. Michał Kucharski napisał(a):

    Ha, fantastyczna historia!

  6. Paulina napisał(a):

    Ciekawa historia 🙂

  7. Łukasz Ferenc napisał(a):

    Papież na drodze do szczęścia, ach ten Kościół… przyjemnie się czytało. 🙂

  8. Dominika Rygiel napisał(a):

    Od kilkunastu dni wierzę w zbiegi okoliczności. Podobnej historii (wprawdzie nie tak szumnej – choć we mnie wywołuje istne trzęsienie ziemi) jestem świadkiem i poniekąd uczestniczką. Nie ma w życiu przypadku. Zaczęłam wierzyć w teorię fizyki kwantowej.

  9. Natalia Jaranowska napisał(a):

    Skąd Ty bierzesz czas na pisanie w takich ilościach? 🙂

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      To proste: poprzesuwałem swoje priorytety. Teraz najważniejszy jest blog. Mam nadzieję, że blog odwdzięczy mi się kiedyś tym samym 🙂

  10. Bogielczyk Dla Kobiet napisał(a):

    Przyznam, że z zapartym tchem czytałam do samego końca, ciekawa finiszu wszystkich trzech historii. Super napisane! 🙂

  11. Iwona napisał(a):

    Pięknie opowiedziana historia, a właściwie trzy. Co do biografii uwielbiam je czytać, szczególnie jak są napisane z pasją i pełnym poświęceniem… Kiedyś nawet wdałam się w dość żarliwą dyskusję na temat tego czy warto czy nie warto czytać biografie – usłyszałam że są nudne i nic z nich nie wynika, ehhh…

  12. TheFiorka napisał(a):

    Ale mega wciągający wpis!

  13. Ja tam wierzę w zbiegi okoliczności 🙂

  14. Monika | Konfabula.pl napisał(a):

    Potrafisz potęgować napięcie. Rzadko czytam posty do końca, zwykle skaczę z wyrazu na wyraz, pomijam niektóre, nawet całe zdania. Tu nie mogłam oprzeć się, by nawet kropki nie pominąć.

  15. Leniwiec napisał(a):

    Na pewno dla mnie coś nowego jeżeli chodzi o formę. Ale przekaz nijak mnie nie wciągnął, wręcz męczył

  16. Ola Figura napisał(a):

    Ten tekst jest genialny. Ostatnio odpytywałam moją siostrę z twórczości kompozytorów XX wieku, ale nie spodziewałam się, że za ‚Kościelcem 1909’ kryje się taka historia!
    Pozdrawiam,
    Ola z Muzycznej Listy

  17. Nigdy nie wierzyłam w zbiegi okoliczności. Zawsze jest za tym jakieś coś… 😉
    Ciekawie napisane.
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

  18. Ewa Kujawa-Szura napisał(a):

    Bezsprzecznie jestem nadal Twoją największą fanką i wchłonełam ten wpis. Masz tak ciekawe pomysły na podejście do tematu, ze jestem zawsze zachwycona. Pozdrawiam 🙂

  19. Justpoint Ofview napisał(a):

    Podobno nie ma przypadków 🙂 Świetny tekst!

  20. Nadrabiająca napisał(a):

    Jestem tu po raz kolejny i znowu jestem oczarowana Twoimi umiejętnościami pisarskimi. Czyta się wspaniale, nie sposób przerwać. 🙂

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      Prawdę mówiąc, dopiero się uczę.
      [i jeszcze masa pracy przede mną, bo moim zdaniem tekstom daleko do doskonałości]

  21. Miałam przeczytać i iść spać (a no i zostawić komentarz). Poczułam jednak nieodpartą ochotę usłyszenia o czym piszesz i teraz rozbrzmiewają dźwięki „Kościelca”. Do tego poczytałam już o Mieczysławie Karłowiczu i Stanisławie Oświęcimskim. Boję się co będzie dalej.
    Co do Wojciecha Kilara to miałam przyjemność spotkać osobiście. Jak zwykle genialny tekst, ale to już wiesz.

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      „Kościelec” jest nieco trudny do słuchania, chociaż ma momenty bardzo filmowe, które wywołują „ciary”.

      Zazdroszczę spotkania z Kilarem 🙂

  22. Joanna napisał(a):

    Uwielbiam takie historie zawarte w sobie nawzajem. Wolę ten motyw w kinie, gdyż jest bardziej obrazowy, ale literatura też daje radę 🙂

  23. Urszula Dębska napisał(a):

    Dawno nie czytałam tak napisanej historii.

  24. Magda M. blog napisał(a):

    Pierwszy raz miałam okazję, przyjemność! czytać tego typu ‚recenzję’. Naprawdę, masz chłopie talent do pisania. Tak jak Konfabuła przeczytałam od deski do deski, a też często zdarza mi się skanować tekst. Brawo! Po książkę sięgnę z prawdziwą przyjemnością.

  25. Maciej Wojtas napisał(a):

    Też się bałem, że wyjdzie z tego kaszanka 🙂

  26. Justyna napisał(a):

    Uwielbiam biografie. Śmieję się, kiedy to piszę. Jeszcze kilka lat temu dziwiłam się ludziom, którzy je czytali. No jak to? „Nie mają nic lepszego do roboty? Przecież powieści są o wiele ciekawsze”. No tak…. tylko, że nie napisało ich ŻYCIE. Teraz biografie stały się moim ulubionym gatunkiem. Warto się inspirować ciekawymi ludźmi!

  27. Kamil napisał(a):

    Zwykle pobieżnie przeglądam treści na blogach, ale tu przyznam się, że zwolniłem. Podoba mi się forma tej recenzji, ciekawie się to czytało 🙂

  28. DookolaPracy napisał(a):

    Och w „zbiegi okoliczności” wierzymy i to bardzo! Bo jakoś często mamy do czynienia z tymi zbiegami w ostatnim czasie 🙂

  29. Krzysiek Dąbrowski napisał(a):

    To nie Kościelec na tym zdjęciu, ale Matterhorn. Ale rozpala wyobraźnię :). Fajny tekst :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *