Szkoła muzyczna: czy naprawdę warto do niej chodzić?

jestem copywriterem | inspiruję słowami

Szkoła muzyczna: czy naprawdę warto do niej chodzić?

8 marca 2018 Inspiracje 7


 

Musiało minąć ponad 20 lat, żeby do mnie dotarło, że szkoła muzyczna ma sens.

 


 

Po co chodzi się do takiej szkoły?

Wbrew pozorom, celem szkoły wcale nie jest wypuszczenie na rynek kolejnych wirtuozów gry na instrumentach. To tylko efekt uboczny. Tak naprawdę chodzi o coś innego.
 


 
Nawiasem mówiąc, liczba absolwentów, którzy odnoszą sukces na miarę włożonego wysiłku (gigantycznego), jest niewielka. Bardziej promil niż procent. A skoro jesteśmy już przy wysiłku. Wyobraźcie sobie, ile można osiągnąć w programowaniu czy chociażby gotowaniu, poświęcając na to kilka godzin dziennie przez kilkanaście lat życia. Co najmniej mistrzostwo, które będzie przekładało się na realne, bardzo dobre pieniądze.
 


 

Dlaczego warto zapisać dziecko do szkoły muzycznej?

Ponieważ szkoła muzyczna uczy wielu przydatnych rzeczy:
 

1) Cierpliwego czekania na efekty pracy

We wrześniu dostajesz nuty utworów, które za kilka miesięcy będziesz musiał zaprezentować na egzaminie.

Pierwsze próby nie nastrajają optymistycznie. Po tygodniu jest trochę lepiej. Po miesiącu trochę więcej niż trochę, ale wciąż jesteś w lesie.

Kiedy w końcu udaje ci się zagrać to od początku do końca, przychodzi czas na żmudne szlifowanie każdego dźwięku, każdej frazy.

Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Musisz znaleźć w nutach (gdzieś między wierszami) coś więcej niż tylko suche dźwięki.

Na zadowalający efekt czekasz więc bardzo długo.
 

2) Uporu graniczącego z obsesją

Przygotowując utwór trafiasz czasem na miejsce tak trudne technicznie, że niemal nie do przeskoczenia. Poddanie się absolutnie nie wchodzi w grę. Nie ma opcji, że „tego się nie da zagrać”.

Musisz więc dany fragment rozłożyć na czynniki pierwsze i ćwiczyć tak długo, aż zacznie ci on w końcu wychodzić (bokiem 😉
 

3) Systematyczności do bólu

Grę na instrumencie trzeba ćwiczyć codziennie. Nawet krótka przerwa może odbić się na formie. Tu nie da się zrobić urlopu, by „odzyskać wenę”, jak to się dzieje np. w blogowaniu.
 

4) Wrażliwości na piękno

To argument, który przemawia do mnie najsilniej. Wrażliwość na piękno ukryte w dźwiękach jest wartością, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze.
 


 

Dlaczego nie warto chodzić do szkoły muzycznej?

Czy szkoła muzyczna ma jakieś wady?

Tak, ale trzeba uczciwie zaznaczyć, że wiele zależy tu od predyspozycji psychicznych konkretnego ucznia. Jedni będą się w niej czuć jak ryba w wodzie, inni jak ryba wyrzucona na brzeg.

Do potencjalnych minusów zaliczyłbym trzy rzeczy:
 

1) Nadmierny poziom stresu

Szkoła muzyczna wystawia cię na wieloletni stres.

Na częste występy przed publicznością, która potrafi w lot wychwycić każdy twój błąd. Do tego dochodzi atmosfera rywalizacji. Nikt nie mówi o niej wprost, ale każdy ją podskórnie odczuwa.

Z drugiej jednak strony, muzyka naprawdę (i na szczęście) łagodzi obyczaje. W takiej szkole zgromadzeni są zazwyczaj ludzie o wysokim poziomie wrażliwości. Prawdziwe artystyczne dusze.

O wiele łatwiej się żyje ze świadomością, że nie jest się jedyną osobą, która każdym skrawkiem ciała przeżywa kolejny egzamin.
 

2) Zamknięcie w sztucznej „bańce”

Człowiek, budzący się rano z melodią, którą powtarzał sto razy przed zaśnięciem, nie ma czasu na zajmowanie się prawdziwym życiem. A przynajmniej ma go o wiele mniej niż „zwykły” uczeń.

Muzyka staje się więc jego całym światem. Ma to oczywiście dobre strony, bo w trudnych chwilach jest ona bezpieczną oazą, w której można się schronić i przeczekać najgorsze.

Tak sobie myślę, że ze wszystkich sztucznych światów, muzyka jest chyba tym najprzyjemniejszym.
 

3) Zamknięcie sobie drogi kariery

Z muzyką jest tak, że jeśli chce się odnieść sukces, trzeba postawić wszystko na jedną kartę. W pewnym momencie ma się za sobą wiele lat pracy i każda próba przekwalifikowania się oznacza przekreślenie całego włożonego w to wysiłku.

Na pewnym etapie po prostu szkoda jest porzucać wybraną wiele lat wcześniej ścieżkę zawodową.
 


 

Werdykt

Uważam, że mimo wszystko warto poświęcić kawałek życia na przygodę z muzyką.

Nawet jeśli po czasie zatracimy biegłość w grze na instrumencie, to zostanie w nas wyczulenie na piękno i jedyne w swoim rodzaju spojrzenie na świat.
 


 

PS

Czy posłałbym swoje dziecko do szkoły muzycznej?

Tak, ale tylko jeśliby tego bardzo chciało.




 

Zobacz koniecznie również te wpisy:

3 teksty, które popchnęły mnie w stronę muzyki

Zacznij przygodę z muzyką: od zera do Hansa Zimmera

Uwielbiam skrzypienie skrzypiec o poranku [WYWIAD]

Jak zostać Wojciechem Kilarem? [prawie recenzja]

 

7 komentarzy

  1. Bardzo miło wspominam szkołę muzyczną i zgadzam się, że wrażliwość na piękno muzyki to niezwykła wartość 🙂

  2. Marta Kasprzyk napisał(a):

    Wpis bardzo dla mnie na czasie, córka (lat 7) jest właśnie na etapie, że bardzo chce do szkoły muzycznej.. Początkowo myślałam, że to słomiany zapał, bo w tym roku jej najlepsza przyjaciółka zaczęła… I głowę dawałam, że też będzie chciała skrzypce.. Ale nie! Po głowie chodzi jej gitara. Niedługo rozpocznie się pewnie kurs przygotowawczy, potem egzamin, kto wie, może akurat się uda 🙂

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      Najważniejsze: nie zmuszać do niczego. To ma być przyjemność i frajda 🙂

    • Marta Kasprzyk napisał(a):

      Zmuszać? Nieee, z własnego doświadczenia wiem, że zmuszanie może przynieść odwrotny efekt.. Póki co, zapisała się córa na zajęcia przygotowawcze, zastanawia się nad instrumentem (pierwsza gitara, ale nad drugim się zastanawia), a potem się zobaczy 😀

  3. Agnieszka napisał(a):

    Ja akurat robiłam wieczorową szkołę muzyczną, co oznaczało brak życia, ale absolutnie nie żałuję. Zaprocentowało to umiejętnością rozciągania doby, umiejętnością dzielenia zadań na te, które muszę teraz i na te, które mogę później albo wręcz nie muszę no i w końcu sporą odpornością na stres, krytykę i parę innych rzeczy. Nie wspominając już o tym, że zaczęłam w gimnazjum, które było mocno patologiczne, a w szkole muzycznej w końcu czułam się „na miejscu”, bo tam nikt się ze mnie nie śmiał, że czytam książki dla przyjemności. 🙂

  4. A. napisał(a):

    Nie w kazdej szkole muzycznej jest sie otoczonym przez artystyczne dusze o wysokim poziomie wrazliwosci, niestety.
    Poza tym tekst w punkt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *