Jak dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium


 

Parę dni temu obejrzałem „The Swedish Theory of Love” – przygnębiający film dokumentalny o życiu w Szwecji. Kilka miesięcy wcześniej odświeżyłem sobie szwedzką książkę pt. „Dzieci z Bullerbyn”.

W poniższym wpisie połączyłem te dwa wątki. Przeniosłem mieszkańców Bullerbyn do 2017 roku.

Wyszło bardzo gorzko, choć historia zaczyna się całkiem niewinnie…

 


MY – DZIECI Z BULLERBYN*

Mam na imię Lisa. Mam osiem lat, dwóch braci i właśnie zrobiłam coś bardzo strasznego. Ale o tym opowiem wam później.


PONTUS IDZIE DO SZKOŁY

Mam w domu małe jagniątko. Ma na imię Pontus.

Żeby dostać się do szkoły, Pontus musiał zaliczyć test kwalifikacyjny. Udało mu się, chociaż za każdym razem kiedy padało pytanie, on uparcie wybierał odpowiedź „b”.

Teraz plan jest taki, żeby Pontus dociągnął jakoś do matury. Marzą mu się studia, konkretnie weterynaria, bo zawsze uwielbiał bawić  się z innymi baranami w doktora.


PRZYJEMNIE JEST MIEĆ WŁASNE ZWIERZĘ, LECZ DZIADZIUŚ TEŻ JEST DOBRĄ RZECZĄ

Oprócz dwóch braci i baranka, mam też dziadka.

Mieszka po drugiej stronie naszej ulicy. Widujemy się z nim średnio raz na rok. Mamusia mówi, że nie ma potrzeby robić tego częściej.


MOJE NAJPRZYJEMNIEJSZE URODZINY

To były niezapomniane urodziny.

Dziadziuś należy do takiego stowarzyszenia, które w weekendy organizuje poszukiwania osób zaginionych.

Z okazji urodzin zabrał mnie na cotygodniowe przeczesywanie terenu. Dał najpierw administratorowi grupy zdjęcie osoby poszukiwanej i ruszyliśmy w miasto.

Dziadek przez bite cztery godziny śmiał się pod nosem. Dopiero w domu powiedział mi, że na tym zdjęciu to był on. I nikt tego nie zauważył.

Bardzo śmieszne (tak uważam).


W JAKI SPOSÓB OLLE DOSTAŁ PSA

Wczoraj Olle pochwalił się nam swoim nowym psem.

Nie chciał powiedzieć, co musiał zrobić, żeby go dostać. Postanowiliśmy nie drążyć tego tematu. Olle i tak ma wystarczająco smutne życie.


ANNA I JA UCIEKAMY Z DOMU

Pewnego dnia zrobiłyśmy z Anną dwadzieścia kanapek, spakowałyśmy się i uciekłyśmy z domu.

Kiedy dwa tygodnie później wróciłyśmy z powrotem, tata spytał mnie, jak tam w szkole.


URZĄDZAMY SOBIE POKOIK DO ZABAWY

W sobotę Britta zaprosiła nas do nowego mieszkania. Miałyśmy urządzać pokoik do zabawy.

Zaraz po wyjściu z windy uderzył nas dziwny zapach. Mama Britty gotuje fatalnie, ale nie aż tak. Sąsiedzi powiedzieli nam, że tak jest od bardzo dawna.

Następnego dnia okazało się, że w sąsiednim mieszkaniu żył mężczyzna, który dwa lata temu ustawił sobie stałe zlecenia przelewu za czynsz i energię elektryczną.

A potem się powiesił.


ZNÓW IDZIEMY DO SZKOŁY

Kiedy rozpoczynałam rok szkolny, w naszej klasie tylko ja i wychowawczyni, pani Anita, mówiłyśmy po szwedzku.

Po feriach pani Anita znalazła jednak normalną pracę. Teraz wszystko jest na mojej głowie. Mówię wam, bycie tłumaczką jest strasznie męczące.


JAK OBCHODZIMY W BULLERBYN GWIAZDKĘ

Szerokim łukiem! A nie, nie dosłyszałam pytania. Myślałam, że chodzi o Boże Narodzenie.


JEDZIEMY Z WIZYTĄ DO CIOCI JENNY

W pierwszym dniu nowego roku wybraliśmy się całą rodziną do cioci Jenny. Ciocia zawsze częstuje nas swoimi imbirowym ciasteczkami sprzed wojny.

Po obiedzie zapytałyśmy ją, jak myśli, dlaczego jako społeczeństwo jesteśmy nieszczęśliwi, skoro mamy wszystko, a nawet więcej?


LASSE WPADA DO JEZIORA

Mówiłam już, że trudno wytrzymać z braćmi? No właśnie… Równocześnie chciałbym stanowczo zaprzeczyć, że miałam jakikolwiek związek z tym nieszczęśliwym wypadkiem.


IDZIEMY DO SZKOŁY I ŻARTUJEMY RAZEM Z PANIĄ

Okazuje się, że poczucie humoru naszej nowej pani nie zawsze jest kompatybilne z naszym.


DZIADZIUŚ KOŃCZY OSIEMDZIESIĄT LAT

Tatuś dziś zażartował, że dziadek to chyba chce żyć wiecznie.

Nawet ja, chociaż mam dopiero osiem lat, wiem, że tatusiowi tak naprawdę chodzi o jego 14-arową działkę w centrum miasta. Dziadek odparł tatusiowi, że „po jego trupie”.

Tego dnia śmiechom nie było końca.


GDY WRACAMY ZE SZKOŁY

Zwykle wracamy ze szkoły autobusem, ale wczoraj Bosse powiedział, że zna fajny skrót przez tą dzielnicę, o której policjanci boją się mówić na głos.

Bosse zawsze był słaby w bieganiu. Wieczorem na pogotowiu założyli mu 20 szwów. Zazdroszczę mu, dostał dwa tygodnie zwolnienia i nie będzie musiał chodzić do szkoły.

Anna mówi, że jutro ona pójdzie skrótem, tylko nie wie, w co ma się ubrać, żeby załatwić sobie miesiąc wolnego.


ANNA I JA SAME NIE WIEMY, CO ROBIMY

Anna przyniosła mi ulotkę z numerem telefonu do państwowego urzędu do spraw przemocy domowej.

Macie rację, to musiało się udać.


TRUDNO WYTRZYMAĆ Z BRAĆMI

Mówiłam wam już, że trudno wytrzymać z braćmi? Żałuję, że kiedykolwiek tam pomyślałam.

Jutro zamieszkam z nowymi rodzicami.
Starzy rodzice dostaną kuratora.
A bracia zostaną rozdzieleni.

To nie tak miało być.

Kurwa, nie tak!



Syndrom Bullerbyn?

Wiem, że powyższa historia jest smoliście czarna i zdecydowanie przesadzona.

Nie pociąga mnie taka wizja świata. Jeśli już miałbym się przenieść w czasie, to wybrałbym Bullerbyn w wersji zaproponowanej przez Astrid Lindgren.

Nawiasem mówiąc, o tym, że tęsknota za prostym, sielskim życiem jest powszechna, przekonałem się, kiedy znalazłem w Wikipedii informacje o tzw. syndromie Bullerbyn:

Syndrom Bullerbyn (niem. Bullerbü-Syndrom) – obraz wyidealizowanej Szwecji występujący w krajach niemieckojęzycznych. Obraz Szwecji jest stereotypowy, z wyłącznie pozytywnymi i idealistycznymi skojarzeniami: drewniane domy, zielone lasy, czyste jeziora, łosie, włosy blond, zadowoleni ludzie. Pojęcie pochodzi z powieści Astrid Lindgren „Dzieci z Bullerbyn”, która opisuje życie w Szwecji jako idyllę.

„Dzieci z Lewkowca” – polska odpowiedź na „Dzieci z Bullerbyn”

Okazuje się, że są także pisarze, którzy tęsknią za klimatem wykreowanym przez Astrid Lindgren i próbują wskrzesić ducha jej książek.

Piszę o tym, ponieważ wpadła mi ostatnio w ręce świetnie sprzedająca się polska książka inspirowana szwedzkim bestsellerem.

Jeśli szukacie dla swoich pociech lektury, w której nie ma grama patologii, a jej bohaterowie żyją nad wyraz zwyczajnie (w najlepszym tego słowa znaczeniu) – zapraszam was do Lewkowca.


PS. Dlaczego dzieci z Bullerbyn pomieszały Prozac z Relanium?

To normalne, jeśli rodziców nie ma w domu, a ich lekarstwa na ból istnienia leżą na widocznym miejscu…


*) Śródtytuły pochodzą z książki „Dzieci z Bullerbyn”.



Zobacz też inne, równie zaskakujące bajki:

O pani Kursywie, panu Boldzie i tramwaju, który jeździł własnymi torami

Krótka historia pewnej internetowej rodziny

O Księżycu, który świecił tym-tym

  • Słyszałam, że w Szwecji jest pod tym względem źle, ale nie sądziłam, że aż tak. Muszę obejrzeć ten dokument. Mam nadzieję, że jako do „zaścianka Europy” nie dotrze do nas zbyt szybko ten oświecony model społeczeństwa.

    • Tekst jest mocno przerysowany, ale z tego filmu zapamiętałem ogromną samotność tych ludzi, pęd do samorealizacji na zasadzie „tylko ja się liczę”. Brak więzi rodzinnych. To było najbardziej przerażające.

  • Trochę jak gdybyś pomieszał Mrożka z Kongresem futurologicznym Lema. Dla mnie nie jest mroczne, ale w pewnym sensie zabawne, przez normalność z jaką dziecko opisuje to co je otacza. A może przywykłam do patologii już. 😉 Fajnie się czyta. Brakuje mi takich tekstów ostatnimi czasy, gdzie wszędzie poradniki, recenzje, achy i ochy i „…w weekend”.

    A co do pędu do samorealizacji i braku więzi rodzinnych – no takie czasy. Co zrobisz… Nawet w utopijnej krainie jest tak jak wszędzie indziej.

    • Dzięki 🙂

      Przywykłaś do patologii? [może nie będę drążył tego tematu] 😉

  • damian211289

    No i właśnie moje dzieciństwo legło w gruzach! Książkę była jedną z nielicznych lektur, którymi się skaziłem, na domiar złego czytałem ją kilka razy – bo się spodobała. Swoją drogą, czy dziadziuś nadal żyje? 😉

    Pozdrawiam,
    Damian

  • Mondro

    Doktorze Wojtas chyba mi Pan diagnozę postawił, nie miałam pojęcia że cierpię na syndrom bullerbyn :/
    a tak serio to zgodzę się z tym co napisała Olga, że zabawne jest z jaką normalnością dziecko opisuje to co je otacza, taką zwykłą, codzienną patologię, przecież ono nie ma pojęcia, że coś jest nie tak… zabawne napisałam? Nie, zabawne to jest tylko jak się czyta

    • Też nie wiedziałem, że taki syndrom istnieje 😉

      Co do dziecięcego patrzenia na świat – sam nie wiem, czy dzieci na pewno nie wiedzą, że ich świat jest patologiczny.

  • Kiedy przeczytałam fragment o mężczyźnie, który dwa lata spędził martwy w mieszkaniu, od razu coś mi zaświtało – oglądałam ten dokument. 🙁 Inny, opisujący podobne problemy to „Postęp po szwedzku”. Jest na YT. Najsmutniejszy fragment to ten, że nawet połowa pogrzebów, a raczej palenie zwłok, odbywa się tylko w obecności urzędników.

    • Mnie ten film strasznie zdołował.

      • Mnie z jednej strony zdołował, z drugiej podbudował, ponieważ egoistycznie patrząc – u nas w kraju tak nie ma. I mam nadzieje, że nigdy nie będzie. Poza tym czytałam też opinie, że oba filmy wybiórczo traktują rzeczywistość, trochę podkolorowują fakty. Mnie jednak wydaje się, że jest w nich sporo prawdy, ponieważ opinie znajomych mieszkających w Szwecji potwierdzają, że źle się tam dzieje w tym sensie, że państwo za bardzo kontroluje rodziny i dąży do rozbijania rodzin. Inaczej patrzy człowiek, który z biedy wyrwał się do Skandynawii i zachwyca się dobrobytem, a inaczej człowiek, który wprawdzie pojechał za chlebem, ale ma też trochę oleju w głowie i potrafi docenić wartości, jakie niesie rodzina. Generalnie moja opinia jest taka, że żadna skrajność, w każdej dziedzinie życia, czy to religii, czy obyczajach, czy poglądach, nie jest dobra.

        • Masz rację, ten obraz był jednostronny.
          Mnie też podbudował w sposób, o którym piszesz.

  • Zadziwia mnie ta prostota postrzegania świata u dzieci, ale to już chyba tak jest. Nawet do najgorszych rzeczy można mieć całkiem duży dystans 🙂 Co by było gdyby na jeden dzień móc stać się znowu dzieckiem i mieć jedyne zmartwienie: „Co zrobić, żeby dziś nie pójść do szkoły?” 🙂 Fajny pomysł na szaleństwo z wykorzystaniem oryginalnych śródtytułów 🙂

    • Zdania są proste, ale pisało się je bardzo ciężko.
      Masę wyrazów wyrzuciłem ;))
      Nie wiedziałem, że to aż takie trudne.

      • Nie wiem czemu, ale wyobraziłam sobie pot ogrodnika ściekający po czole i plecach 😀 😀 😀

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska

    Ależ to jest świetne! Wysil się troszkę, dopisz odrobinę i będzie kolejna modna kontynuacja bestselleru sprzed lat 🙂

    • Bardzo dziękuję 🙂

      Nie wiem, czy dałbym radę pociągnąć ten temat w takim stylu. Taka skrótowość, operowanie na niedopowiedzeniach – jest bardzo trudna (przynajmniej dla mnie 🙂

      • Hanna Pietrzak-Trzcińska

        Gdyby wszyscy piszący z taką pokorą podchodzili do swoich możliwości, nie byłoby na rynku wydawniczym tylu gniotów 😉

  • Luiza|Niktoris

    Świetne 😉

  • Fajny temat, ładne połączenie wątków. Wyszło bardzo zgrabnie, dzięki czemu czytało się lekko, czego po tytule się nie spodziewałam 😉

    • A czego spodziewałaś się po tytule? 😉
      Większej dawki patologii?
      [serio pytam]

  • Film „The Swedish Theory of Love”, a później jego kontynuacja – „Chirurg rebeliant”, wywarły na mnie ogromne wrażenie. O wiele bardziej podobała mi się Szwecja z książek Astrid Lindgren.
    Niestety myślę, że problem poruszany w filmie włoskiego reżysera nie dotyczy tylko Szwecji, ale również innych krajów Europy. Książka Donata Dominika-Stawicka już jest zamówiona – nie wiedziałam, że mamy polski odpowiednik 🙂 Dzięki

  • Tak miało być 😉

  • Mocne! Przypomniała mi się pewna historia i nie wydarzyła się w Szwecji. Rodzina i więzi rodzinne odeszły na dalszy plan, a dziećmi operuje się jak towarem. Powinniśmy cieszyć się z naszego dzieciństwa jakkolwiek by nie było. Jako dorośli jesteśmy zamknięci w pewnym schemacie, nie dopuszczając do siebie myśli, że na chwilę możemy zburzyć te granice. Dzieci mają o tyle dobrze, że są wolne w kreowaniu wizji, ogólnie w kreatywności. Tekst, daje dużo do myślenia. Krótko i w punkt!

    • Dziękuję, taki był zamysł, żeby zmusić do refleksji.

  • Kocham „Dzieci z Bullerbyn” ! jako dziecko cytowałam z pamięci fragmenty książki (moim ulubionym był „kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej” co dla żartu mówiłam pani w sklepie;czy to spożywczym czy „wielobranżowym” ilekroć babcia posyłała mnie po zakupy, po czym prostowałam „Żartowałam, kostkę masła / mydła”. )
    Dzieci z Bullerbyn o ile się nie mylę, były dziećmi w latach 20. XX wieku, wtedy i w Polsce życie wyglądało inaczej. A co do zmian w Szwecji i „syndromu” cóż…sami se to zrobili 🙂

  • Magda

    Bardzo fajnie mi się to czytało. Nie lubię jak jest tak ciągle sielsko.

    • Przeczytałem „zielsko” zamiast sielsko.
      W sumie – na jedno wychodzi 🙂

  • Czarny humor w wybornym stylu, poproszę o więcej.

    • W sensie: „Lasse wpada do jeziora i tyle go widzieli”? 😉

  • Gdzieś czytałem, że „Dzieci” mają być zdegradowane jako szkolna lektura. Czy coś mi się powaliło?
    Faktycznie mógłbyś z tego wpisu zrobić coś więcej. Może nie całą grubą książkę, ale dłuższe opowiadanie na pewno 🙂
    Swoją drogą ja też kiedyś uciekłem z domu. Ale wróciłem, zanim rodzice wrócili z pracy. Kanapki mi się skończyły…

    • To chyba chodziło o książkę o Pippi. Mieli ją zaktualizować (eliminując rzeczy niepoprawne politycznie 🙂

      Co do twojej ucieczki – najwyraźniej nawaliło to co zawsze, czyli logistyka 🙂

      • A faktycznie, chyba Pippi 🙂

        Masz rację, nawaliła logistyka. Plany nie sięgały dalej niż kilka godzin naprzód 🙂

  • myslobook.pl

    Mocne! Podziwiam za konsekwencję w trzymaniu formy, za zachowanie sensu mimo tylu skrótów i niedopowiedzeń. Chętnie przeczytałabym więcej 🙂

    • Mógłbym się „szarpnąć” nawet na książkę w tym stylu, ale nie wiem, co na to prawa autorskie itp. prawnicze sprawy.

  • No, poprzednicy mają rację. Dawaj – koniecznie, będzie ciekawie 🙂

  • czytajkomiksy.pl

    Rewelacyjny wpis. Wspomnienia wróciły 🙂

  • Prawie puściłem ze śmiechu 😀 Genialne!

    • Nie ma chyba lepszego komplementu dla autora :)))

  • Świetny wpis. Uwiadomieś mi, że nie pamiętam już nic z tej lektury. Chyba najwyższy czas do niej wrócić.

  • Kasia Markowska

    Przeczytałam. Moje wspomnienia „Dzieci z Bullerbyn” mimo wszystko przeżyły 😉 Puenta: „To normalne, jeśli rodziców nie ma w domu, a ich lekarstwa na ból istnienia leżą na widocznym miejscu…” po prostu prawdziwa. Żyjemy w świecie, w którym wiele rzeczy się pomieszało i coraz mnie j osób sobie z tym radzi. Kończąc poważny ton, każdy akapit wywołał mój śmiech 🙂

    • O, założyłaś Disqusa 🙂

      A co do śmiechu – chyba nie potrafię inaczej pisać :))

      • Kasia Markowska

        Maciek, to Twój znak rozpoznawczy 🙂

  • Paulina Wlezień

    Uwielbiam Dzieci z Bullerbyn – to książka z dzieciństwa, do której wracam najczęściej. Jednak ta wersja mnie totalnie powaliła – oczywiście że śmiechu… 🙂

    • W założeniu to miał być taki śmiech przez łzy, bardziej komediodramat niż komedia 😉

  • No piękne! I trochę dałeś mi do myślenia z tym syndromem. Może i ja tak trochę cierpię? 😀

    • Wszyscy na to cierpimy. Inaczej nie rzucalibyśmy wszystkiego w cholerę i nie przeprowadzalibyśmy się w Bieszczady 😉

  • Kasia Makarska

    Czytało się super.
    Niestety ta Szwecja już dawno nie jest tą z tamtych czasów.
    Domki czerwone i czyste jeziora tak ale…
    No cóż, chyba dlatego zdecydowałam się powrócić ze Szwecji do Polski. 🙂

    • Czyli wpis nie jest aż tak przesadzony, na jaki wygląda?

  • Wreszcie jakaś normalna książka o tej szwedzkiej miejscowości na B 😀 Btw. Nienawidziłam oryginału pasjami!

  • Gośka Budzowsk

    Nie podoba mi się

  • Dlatego należy chować leki przed dziećmi 😉

  • Już wiem, że nie powinienem czytać twoich tekstów w pracy. Idę na dywanik. Może dadzą się namówić na porozumienie stron.

    • Rozpłakałeś się publicznie?
      Cholera, to nie tak miało być…

  • Sylwia

    Przypomniała mi się lektura z dzieciństwa… 🙂

  • Jak ja nie cierpiałam tej lektury, nawet niedawno odświeżyłam znajomość z nią wraz z moimi dziećmi, ale znów było to bolesne. 😉

    • Aj, aż tak? Ale dlaczego? Chodzi o idealny świat?

  • Bardzo podoba mi się tem fragment „Moje najprzyjemniejsze urodziny”. Normalnie utożsamiam się z dziadkiem bohaterki. Czuję że mamy z sobą (dziadek i ja) wiele wspólnego – począwszy od humoru.

    • Starsi ludzie często mają takie właśnie poczucie humoru (chciałbym mieć takie) 🙂

  • Świetne. Naprawdę. Choć czekałam na jakiś mocny ( jeszcze mocniejszy) akcent w Twoim stylu. ;). No masz dar człowieku. Napisz coś większego a ja Ci chętnie coś do tego narysuję 😉

    • Nie chciałem epatować nadmierną przemocą, w końcu to bajka dla dzieci 😉

      PS. Jesteś ilustratorką książek?

      • No moim dzieciom raczej jej nie przeczytam ;). Na razie.
        PS nie, jestem architektem wnętrz, ale dużo rysuję 😉

        • Dzięki za info 🙂 Piszę książkę dla dzieci, więc.. kto wie 😉

  • Od kilku lat chodzi mi po głowie myśl, by sięgnąć po „Dzieci…” i
    przeczytać je ponownie – z perspektywy dorosłego i po wizycie w Szwecji.

    Nie ukrywam, że i mnie trochę dotknął ten syndrom, bo też Szwecję długo wyobrażałam sobie tak, jak to opisała ją Lindgren. „Dzieci…” to było moje pierwsze zetknięcie ze szwedzką kulturą. Drugie było, gdy mój tata przez jakiś czas pracował w Szwecji, a z jego opowieści wynikało, że ludzie faktycznie tam żyją w dobrobycie i spokoju (no i przywoził stamtąd fajne prezenty). No i Ci wszyscy ludzie mieszkający w wielkich i pięknych domach w skandynawskim stylu… A to przecież kraj, jak każdy inny. I u nich też się dzieje i dobrze, i źle.

    • Zawsze zastanawiał mnie fenomen skandynawskich kryminałów. A raczej kontrast między tą sielankową (powiedzmy) krainą dobrobytu, a sytuacjami opisywanymi w książkach.

  • August Ciechociński

    Zainspirowałeś mnie, poczytam o tej Szwecji i przeczytam w końcu „Dzieci Bullerbun” 😀

  • Akurat razem z córką jestem w trakcie lektury „Dzieci z Bullerbyn”, więc oryginalne sytuacje i teksty z książki mam w głowie. Przeniesienie tego na obecny zimny obraz Szwecji wyszło Ci doskonale, choć wydźwięk jest naprawdę bardzo gorzki 🙁

    • Fakt, słodkie to to nie jest (ale w jakimś stopniu prawdziwe, niestety).