Jak znaleźć miłość na całe życie? [PORADNIK]


 

Każdy z nas przychodzi na świat z maleńką rysą na sercu.

Początkowo jest niemal niedostrzegalna. Z czasem, ta drobna szczelina zmienia się w bolesne pęknięcie.

Na szczęście jest na to lekarstwo.

 


Historia, która wydarzyła się naprawdę

W małym miasteczku żył sobie taki sobie chłopak.

Był odludkiem. Samotność robiła z nim, co chciała.  Choć cały czas szukał kogoś, kogo mógłby pokochać, efekty jego starań były więcej niż mizerne.

***

Pewnego dnia usłyszał przypadkiem, że z takim zmartwieniem najlepiej udać się do samego Króla. A najlepiej, żeby od razu wręczyć mu rysopis wymarzonej kobiety.

Mężczyzna przez trzy dni sporządzał długą listę cech. Starał się być precyzyjny. Dlatego opisał:

  • kolor i kształt oczu,
  • odcień i długość włosów,
  • wzrost w czapce i bez,
  • wagę w butach i bez,
  • wymiary tego i owego,
  • hobby i inne lubisie,
  • i wszystko, co tylko przyszło mu do głowy.

W końcu szukał kogoś na stałe. Do końca życia. Nie mógł więc pozwolić sobie na najmniejszy błąd.

***

Wreszcie dostarczył swoją prośbę Królowi.

Kiedy po kilku miesiącach nie otrzymał odpowiedzi, zrozumiał, że lista była zbyt długa i najwyraźniej kobieta z takim zestawem zalet po prostu nie istnieje.

Zmniejszył więc swoje wymagania o połowę.

A rok później znowu o połowę.

Robił tak przez wiele kolejnych lat.

W końcu na liście życzeń zostało tylko jedno słowo. Mężczyzna był pewien, że co jak co, ale tym razem w końcu załatwi sprawę pozytywnie.


Jak znaleźć żonę na całe życie?

Kiedy rok później samotny i rozczarowany wybrał się do pałacu, żeby powiedzieć Królowi, co o nim myśli, na dziedzińcu spotkał uśmiechniętego starca.

Trzymał on zdjęcie swojej żony. Było oprawione w drewnianą ramkę i przepasane żałobnym kirem. Młody mężczyzna pomyślał, że staruszek się cieszy, bo w końcu pozbył się „ciężaru”.

Okazało się, że powód jego radości był inny.

– Przyszedłem tu podziękować za żonę. Przeżyłem z nią sześćdziesiąt lat. Była największą radością mojego życia – przyznał bez skrępowania.

– Naprawdę?

– Tak.

– Czyli Król pomógł ci ją znaleźć, mam rację?

– Pomógł, bardzo pomógł.

– To dlaczego moje podania od dziesięciu lat ignoruje?

– Nie ignoruje ich, zaufaj mi. Po prostu czeka, aż do tego dojrzejesz.

– No, ale ile można…?

Staruszek zamyślił się.

– Dzień przed ślubem z moją żoną chciałem zdezerterować. Nie, nie bałem się utraty wolności. Bałem się, że nie będę dla niej dobrym mężem. Bałem się, że rozczaruję kobietę, którą kocham do szaleństwa. Nie myślałem wtedy w ogóle o sobie, tylko o niej.

– I co zrobiłeś?

– Przyrzekłem sobie, że zrobię wszystko, żeby nigdy, absolutnie nigdy nie uroniła przeze mnie choćby jednej łzy i że dosłownie stanę na głowie, żeby było jej ze mną dobrze.

– Aaaa… – do mężczyzny nagle dotarło, gdzie popełnił błąd.

Pobiegł do pałacu i po raz ostatni napisał do Króla.

***

W swoim liście poprosił, by kobieta, którą kiedyś znajdzie, czuła się z nim jak w siódmym niebie. Żeby potrafił ją uszczęśliwić swoją osobą, charakterem, zdolnościami i wszystkim, co posiada.

Poprosił o to, by potrafił zreperować jej pęknięte serce. I o to, żeby zawsze pragnął najpierw jej dobra, a dopiero potem swojego.

Wszystko inne, co wcześniej wydało mu się takie ważne – pominął.

Poprosił wreszcie o siły potrzebne do zrealizowania tego planu, bo wiedział, że zadanie, jakie przed sobą postawił, będzie wymagało nadludzkich umiejętności.


Jak usunąć rysę z serca?

Każdy z nas przychodzi na świat z maleńką rysą na sercu. Z czasem, z tej drobnej szczeliny robi się coraz większe, bolesne pęknięcie.

Niektórzy w akcie desperacji próbują załatać je na własną rękę. Zalepiają je maścią z kariery i smarują wyciągiem z konta bankowego.

Tymczasem, żeby usunąć tę rysę, potrzebujemy pomocy innych ludzi. Ich dobrych słów, przyjaznych gestów, szczerych przytuleń i czułych pocałunków.


Co było dalej?

To właśnie jest najlepsze.

Dalszy ciąg tej historii znajduje się tutaj.

  • Justyna Karolak

    Macieju, wiesz, że czytuję Twój blog (wiesz, bo czasem zostawiam po sobie ślady), ale ten tekst ujął mnie szczególnie (to mój drugi ulubiony z Twoich artykułów – zgadniesz, który jest pierwszy?). Piękna historyja o prawdzie życia – prawdzie miłości – ubrana w konwencję baśni. Mam nadzieję, że to Ty wygrasz tegoroczne Piórko – życzę Ci tego z całego serca, i umysłu :).

    • Wiem, pierwszy był o tatusiu Muminka 🙂

      Co do Piórka – chyba się nie wyrobię, ale bardzo dziękuję za życzenia 🙂

      • Justyna Karolak

        Tak, trafiłeś w sam środek tarczy – w rzeczy samej, tatuś Muminka w anturażu Mad Maxa skradł całe moje serce :). Szkoda, że się nie wyrobisz z Piórkiem, ale i tak szczerze, z pełnym przekonaniem trzymam za Ciebie kciuki :).

  • Ula H.

    Piękna historia. Lubię bajki, a ta ujęła mnie za serce :)) Nie wiem, co powiedzieć… będę zaglądać i wyczekiwać następnej !!! Pozdrawiam :))

  • Kasia Makarska

    Wspaniała historia. Lecę po c.d.:)

  • Pięknie Macieju, zupełnie mnie tą historią zaczarowałeś

  • Przepiękny tekst. A ten fragment: „Zalepiają je maścią z kariery i smarują wyciągiem z konta bankowego. Tymczasem, żeby usunąć tę rysę, potrzebujemy pomocy innych ludzi. Ich dobrych słów, przyjaznych gestów, szczerych przytuleń i czułych pocałunków.” jest esencją życia.

    • Dziękuję! 🙂

      To prawdziwa historia, może dlatego.