Co zrobić, żeby Google obraziło się na twoją stronę, a czytelnicy umarli z nudów?

Maciej Wojtas: copywriter | kompozytor

Co zrobić, żeby Google obraziło się na twoją stronę, a czytelnicy umarli z nudów?

17 września 2016 Porady dla piszących Tutoriale 26

 


 

Oto 5 trików, dzięki którym:

  • skutecznie zaszyjesz się na trzydziestej stronie wyników w Google
  • twoi czytelnicy po paru zdaniach zejdą z tego świata

 


 

1) Wywołaj mdłości już na wstępie

Weź głęboki wdech i przeczytaj ten akapit:

Wyekstrahowanie polimorficznych koincydencji multiprotagonistycznego wyalieniowania kafkowskiego uniwersum społeczno-kulturalnego w końcowym stadium liryki XIX-wiecznych poetów flamandzkich, na które nakłada się często koherentne współuczestniczenie konwergentnych ograniczeń, nie jest zadaniem łatwym i prostym. W niniejszym artykule postaram się jednak skrótowo wytłumaczyć to arcyciekawe i niewątpliwie ze wszechmiar intrygujące zjawisko.

Nie wiem, jak udało ci się przez to przejść, ale ja podczas pisania tych dwóch zdań trzy razy przysnąłem.

To nic, że potem będzie ciekawie.  Że zaczniesz sypać dowcipami. Że wstawisz nawet najśmieszniejszy kawał na świecie (chociaż akurat ten poniżej jest naprawdę fajny):

Jeśli początek tekstu będzie odstraszający – nikt normalny nie dotrwa do tego momentu.

 


 

2) Przesyć tekst słowami kluczowymi albo nie dodawaj ich wcale

Słowa kluczowe są jak sól, którymi przyprawia się zupę.
 

Sytuacja nr 1:

Może się zdarzyć, że do garnka wpadnie ci cała solniczka. Tak jak w tym tekście na stronę copywritera z Krakowa:

Copywriter to człowiek wykonujący copywriting. Kraków to miasto copywriterów utrzymujących się z copywritingu, a małopolskie to województwo pełne copywriterów, których najwięcej jest ich w Krakowie – copywriterskiej stolicy copywriterów. Bo copywriting to coś więcej niż zawód copywritera. To styl życia copywritera utrzymującego się z copywritingu (w Krakowie, ale nie tylko).

 

Sytuacja nr 2:

Równie dobrze możesz w ogóle zapomnieć o posoleniu zupy.

Zobacz ten sam tekst pozbawiony słów kluczowych. Wyobraź sobie przy okazji minę bota Google – biedak nie może znaleźć tutaj żadnego punktu zaczepienia, żadnej myśli przewodniej spajającej tekst:

Eugeniusz to człowiek wykonujący ramy do wózków dziecięcych, Bombaj to miasto pisarzy utrzymujących się z pieczenia ciastek zbożowych, a małopolskie to województwo pełne gołębi, których najwięcej jest ich w Radomiu – historycznej stolicy polskiego rocka progresywnego. Bo modelarstwo to coś więcej niż zawód sprzedawcy precli. To styl życia szewca utrzymującego się z handlu bronią (w Pekinie, ale nie tylko).

 


 

3) Kopiuj teksty od innych

Najlepiej w całości. Kropka w kropkę. Duplikuj bez zahamowań, a nagroda cię nie ominie.

Nie pisz swoimi słowami, bo niechcący zgubisz sens cudzego tekstu. Bo coś przekręcisz i wyjdzie ci to, co Chińczykom, którzy postanowili skopiować Poloneza (najprawdopodobniej ze zdjęć 😉

 


 

4) Rozciągnij tytuł strony lub artykułu

Nie przejmuj się tym, że tytuł ma mieć określoną liczbę znaków (dla porządku powiem, że w okolicach sześćdziesięciu znaków warto zacząć już podchodzić do lądowania).

Nie przejmuj się też tym, że wyrazy z lewej strony tytułu mają większą moc od tych z prawej strony.

Rób swoje:

Fatalne skutki noszenia kapelusza w maju przez leworęcznego pisarza prawą ręką w środku nocy o szóstej nad ranem uczynione, czyli jak, gdzie i kiedy można znaleźć trzeźwego na umyśle i niepodupadłego na duchu copywritera w Krakowie

znudzona

 


 

5) Zignoruj nagłówki, podkreślenia, pogrubienia

Nagłówki H1, H2, H3 to informacja dla robotów Google.

Dzięki znacznikom, wiedzą one, że tekst zamknięty między <h1> a </h1> jest o niebo ważniejszy od tekstu uwięzionego między <h6> a </h6>.

To także informacja dla czytelnika.

A konkretnie dla jego wzroku, który zatrzymuje się na nagłówkach (ale także na pogrubieniach czy wypunktowaniach) jak pociąg podmiejski na kolejnych przystankach.

Przy każdym nagłówku nasz zaspany pasażer budzi się, rozgląda dookoła, po czym zasypia dalej.

sen

„Obudźcie mnie, jak ten beznadziejny artykuł się skończy”.

Pozbawiając tekst nagłówków sprawiasz, że twój czytelnik obudzi się zdziwiony gdzieś w okolicach stopki, czyli miejsca na stronie, na której znajdują się teksty typu

Proudly powered by WordPress.

Tylko czy Wordpress naprawdę jest dumny z napędzania tak śmiertelnie nudnej strony?

 


 

Czy to wszystko?

Oczywiście, że nie. Ale na początek wystarczy.

 


 

Czy stosuję się do tych rad?

A znasz przysłowie o szewcu bez butów? 😉

 


 

 

26 komentarzy

  1. Blogierka pisze:

    Ironia <3
    Moim grzechem jest NIE pisanie pod seo a pod siebie i brak słów kluczowych 😀

  2. Chętnie przeczytam ciąg dalszy.I wielkie chapeau bas za pierwszy akapit. Co za dobór słów…:)

    • Maciej Wojtas pisze:

      Będę musiał pomyśleć nad kontynuacją 🙂
      Napisałaś na swoim blogu: „Kocham pisać i robię to od wielu lat. W końcu moje hobby stało się moją pracą.”
      Żyjesz z pisania? 🙂

  3. Kakaludek.com pisze:

    Muszę zacząć stosować w końcu te nagłówki… Bardzo fajny artykuł i ma wiele przydatnych treści 😉

  4. HenrykTur pisze:

    Klasa. Modelarz rządzi 🙂

  5. Justyna pisze:

    Super! Wiekszosc z tych zasad [nie]stosuje (procz pozycjonowania, kto szuka ten znajduje. chyba.) Fajnie przeczytac cos anty – zawsze to cos innego 😉

  6. dzikikucyk pisze:

    dobre! faktycznie podanych tekstów nie dało się czytać. dodałabym jeszcze punkt o zlaniu tekstu w jedną masę, bez akapitów, zdjęć, infografik i innych elementów urozmaicających.

    • Maciej Wojtas pisze:

      O tak 🙂 Znam takie blogi, w dodatku kontrast między tłem a tekstem jest tam czasem tak subtelny, że czytanie wymaga naprawdę niezłego samozaparcia 🙂

  7. cfarm pisze:

    Fajnie się czyta Twoje wpisy. Z pewnością będę tu wracać 🙂

  8. Krystyna Polek pisze:

    Ja myślę, że zrobię kurs online z tego tematu bo moja efektywność w braku pozycjonowania jest 100%! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *