Copywriterzy kontra seowcy

Szkoła języka polskiego | Nauka kreatywnego pisania | Kursy i korepetycje online | Copywriter z 12-letnim stażem

Copywriterzy kontra seowcy

1 czerwca 2020 Z życia copywritera 87

 


 

Dlaczego mam alergię na seowców?

Ostrzeżenie: poniższy wpis nie powinien być Twoim jedynym źródłem informacji o branży SEO.
 


 

Oto 3 powody:

Po pierwsze, mam wrażenie, że część z nich w szkole miała zwolnienie z polskiego. Ale to można im wybaczyć.

Po drugie, niektórzy wychodzą z założenia, że pozycja w Google to rzecz święta. Ich zdaniem, wysoko wypozycjonowana strona wypełniona słowną sieczką to jest to, co internauci lubią najbardziej. To też mogę zrozumieć.

Po trzecie, zdarzają się seowcy, których można porównać do kelnera wchodzącego do restauracyjnej kuchni. Człowiek taki bierze tacę z wykwintnym daniem, po czym ukradkiem wyjmuje z kieszeni butelkę keczupu i doprawia wszystko grubą warstwą czerwonej mazi. Wrrr…

 


 

Przykład:

Wyobraźcie sobie, że Adam Mickiewicz napisał rewelacyjny tekst reklamowy dla litewskiego biura podróży. Tekst trafia do seowca, a ten poprawia go z finezją młota pneumatycznego. W ten oto sposób:

Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie,
Ile cię trzeba cena za wczasy na Litwie, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Panno święta na Litwie gdzie spędzić, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy dojazd
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!

Jak mnie dziecko do zdrowia powrót z Litwy autobusem cudem,
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Wilna odległość do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu),

Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad Niemnem pola namiotowe rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;

 


 

Na szczęście tacy seowcy to tylko margines.
Barwny i denerwujący, ale tylko margines 😉

 


 

 

87 komentarzy

  1. Branża seo to 10% ludzi którzy do tematu podchodzą sumiennie, reszta to osoby które chcą iść na skróty. Tak się nie da. Jak ktoś uważa że Google to głupi algorytm którego można zrobić w konia to sam jest głupi i niech zacznie zamiatać ulice.

  2. Dawid pisze:

    Kiedy jako SEOwiec przeglądasz internet i trafiasz na tekst z 2016 r. o SEOwcach i śmiechasz.
    Śmiechasz, bo pokazywany margines kiedyś naprawdę bardzo mocno działał w polskim internecie.
    Śmiechasz, bo taki tekst o hejcie na SEOwców stał się evergreen content i wciąż trafia do nowych użytkowników pomimo upływu lat.

    Autor zna się na rzeczy i wie jak trafić wyjazdy do Lublina do użytkowników 😀

  3. Iwona pisze:

    Wreszcie ktoś podjął ten temat. Na wesoło, ale w punkt. Problem moim zdaniem jest jeden – seowcy to raczej umysły ścisłe, a copywriterzy to humaniści. Każdy z nich inaczej widzi świat i tu jest problem. Poza tym dla wielu liczą się koszty. Każdy chce na wszystkim zaoszczędzić. Myślę, że można zrobić jeszcze „lepsze wydanie” Inwokacji:
    Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie,
    Ile cię trzeba cena wczasy LITWA, ten tylko się dowie,
    Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
    Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

    Pozdrawiam 🙂

  4. Strzał w dziesiątkę. Gratuluję pomysłu aż nawet troszkę zazdroszczę 😉 Wpadłem dzięki udostępnieniu przez Zgreda na FB. Można tworzyć dobre teksty bez unikania naturalnej fleksji języka polskiego, czyli deklinacji rzeczowników i koniugacji czasowników dla słów kluczowych.

  5. Dobry tekst 🙂 Ale nawet najlepsza treść nie zostanie odkryta, jeśli jej nie zareklamujemy – nawet wśród znajomych.

  6. W końcu zrozumiałam SEO dzięki Tobie :)))) i również ta opcja mnie nie przekonuje, a bawię się nią od kilku ostatnich moich postów. Oddziera mnie z naturalności.

  7. Ja Zwykła Matkaa pisze:

    Ale żeby tak od razu brać Wieszcza narodowego ;). Uśmiałam się jak norka.

  8. hahahaha mistrz! kurczę dziękuję za ten wpis 🙂 faktycznie to kminienie nad SEO czasami mnie zabija… jak widzę na blogu pomarańczową kropkę SEO to mam grymas, przy zielonej śpię spokojnie, a tak jak piszesz – dobry content zawsze się obroni 🙂 Nie zabijamy języka!

  9. Dlaczego tak późno trafilam na tego bloga? Lov <3

  10. Graf Zer0 pisze:

    Obecnie ten post jest moim jedynym źródłem informacji o branży SEO, bo nigdy wcześniej nie interesowałem się nią. Ba, nie wiedziałem nawet czym jest. Dopiero dzisiaj postanowiłem poszukać w Google z czym to się je.

    Ale przyznaję, przerobiona inwokacja mnie rozbawiła.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

  11. świetny wpis, przykład z Mickiewiczem rozbraja;)

  12. Magda M. pisze:

    Hahahaha, dawno nic mnie tak nie rozbawiło 😀

  13. Dobre na przywołanie uśmiechu w ciągu dość pracowitego dnia, na króciutki przerywnik. 😉
    Bookendorfina

  14. Maciej Wojtas pisze:

    Mam nadzieję, że się spadkobiercy Mickiewicza nie obrażą za to 🙂

  15. Karolina Chodkowska pisze:

    Powinno być Litwo państwo sąsiadujące z Polską,
    Ty jesteś jak zdrowie 😀 fajny wpis 😉

  16. Ale się uśmiałam 😀

  17. Dawno się tak nie uśmiałam jak czytając twoją wersję inwokacji. Niestety, ten nurt o którym piszesz jest u blogerów coraz popularniejszy.

  18. Brawo! Uśmiałam się 🙂 Kiedy zaczynałam czytać tekst pomyślałam sobie „Ok, wszystko spoko, ale co do tego mają frytki? (zdjęcie główne)”, aż w końcu doszłam do wyjaśnienia i stwierdziłam, że to genialne porównanie 🙂 Pomysł z Mickiewiczem – fantastyczny.

  19. Aneta Grenda pisze:

    Świetny tekst z nutą humorystyczną 🙂 Jednakże złoty środek między Seowcami, a Copywriterami leży pewnie, gdzieś po środku 🙂

  20. Aneta Grenda pisze:

    Świetny, nieco humorystyczny tekst 🙂 Jednakże pewnie złoty środek między Seowcami a Copywriterami leży gdzieś po środku 🙂

  21. Okularnica pisze:

    Idealny wpis na poprawę humoru po ciężkim dniu! 😀

  22. Angelika pisze:

    się uśmiałam 😀

  23. Magda Lena pisze:

    Przykład z Mickiewiczem jest rewelacyjny 🙂 Szacun dla Ciebie za te pomysłowość! 🙂

  24. Wyrodna-Matka pisze:

    Genialne 🙂 Mickiewicz się w grobie… śmieje do rozpuku 🙂

  25. Blogierka pisze:

    Hehe, no Teresa miała racje- mega i wciągasz 😀

  26. Uśmiałam się, świetnie to zobrazowałeś. Z tekstami typowo do pozycjonowania, nie ma problemu, bo ich i tak nie czyta, gorzej, kiedy klient chce takie teksty na stronę albo bloga firmowego. 😉

  27. Krzysztof Radzikowski pisze:

    nie myl precli z SEO – content marketing to podstawa 🙂 a tu pryzklady precli

  28. Patryk pisze:

    Padłem. Zaplułem monitor. Zwracasz mi za tanie ściereczki do monitorów sklep.
    Ale prawda jest często taka, że starasz się przekonać klienta aby z tych 500 znaków tekstu na podstronie i 2000 w całej witrynie pozwolił Ci zrobić ciekawy content marketing czy skuteczne teksty seo. Niestety klient jest niczym, ściana którą pokrywa beton architektoniczny i nic nie zrobisz. Góra ciśnie o wynik, Ty chcesz wynik, a to już jest prosta droga do przejścia na ciemną stronę mocy i później wchodzi w nawyk tak bardzo, że w życiu codziennym zaczynasz przeplatać pozycjonowanie top 10 tanio. 😉

  29. Autopogoń pisze:

    mi się coś robi, jak dostaję od klienta wytyczne, że w artykule mają być frazy typu „wakacje w Chorwacji cena”. pytam się: jak? przecież to nijak nie brzmi – według mnie lepiej odpuścić trochę z SEO, ale przynajmniej mieć tekst napisany po polsku.

  30. Marcin Fige pisze:

    Hej Maciej,

    Chociaż sam zajmuję się SEO, to muszę przyznać, że rozbawiłeś mnie tym Mickiewiczem krople do oczu łez 😀 Świetny, zasadniczo masz sporo racji. Jest w tym coś prawdziwego, że SEO zabija język polski, ale to też trochę wina Google 😉

    Mam ubaw po pachy z komentarzy kolegów z branży, których piecze maść na hemorojdy dupka. Pozdrawiam i mam nadzieję, że takie teksty sprawią, że branża też spojrzy na siebie bardziej krytycznym krople do oczu okiem.

  31. Jak dobry content zjada SEO na śniadanie? Przecież to przede wszystkim BL decyduje o pozycji w organikach, a nie zawartość treści. Najlepiej, jeśli jedno idzie w parze z drugim, ale w relacji: słaba treść + dużo mocnych BL vs dobra treść + słaby BL, wygrywa zawsze i tak to pierwsze.

    • Maciej Wojtas pisze:

      Dzięki za komentarz. Przykład ze zjadaniem SEO pochodzi z tego artykułu: http://100ry.pl/smok-blog-czyli-jak-przeniesc-blogowanie-na-najwyzszy-poziom/

      Cytuję:
      „Google lubi unikalny jakościowy content. Optymalizacja jest ważna, ale nie zastąpi smakowitych kąsków na blogu – wysokiej jakości treści, zdjęć i filmów. W drugą stronę raczej się nie da. SEO nie zje dobrej treści na śniadanie. Sorry, Winnetou!”

      • Bo wpis pisał copywriter, a nie pozycjoner.

        • Szymon Slowik pisze:

          Argument anegdotyczny, bez liczb, szerokiego kontekstu, porównań etc. nie ma zbyt dużej wagi. To tak jak powiedzieć, że papierosy nie szkodzą, bo babcia ma 80 lat, pali od kilku dekad i jest zdrowa.

          • Postaw nowego WP, napisz wpis z tłustą treścią i czekaj na efekty. Potem postaw drugiego, czystego WP, wrzuć wpis wypluty z synonimizatora, wrzuć trochę linków i zobacz, co będzie wyżej.

            Nie musisz odpowiadać, ja wynik znam.

            • Konrad pisze:

              Mając naprawdę wartościową treść i zoptymalizowaną stronę, będąc odrobinę cierpliwym (jak sugerujesz), można zajść naprawdę wysoko.

              • Nie zrozumiałeś mnie. Nawet najlepsza, ale niepodlinkowana treść, nie będzie wysoko w wynikach organicznych (dot. startu serwisu, gdzie do domeny nie prowadzą żadne linki i nawet linkowanie wewnętrzne nic nie daje). Jasne, można czekać, aż autorytet domeny ktoś nam wbije (czyli podlinkuje taką treść sam – co w ujęciu całości działań SEO jest jednak kroplą w morzu potrzeb – szczególnie jeśli w branży jest już ciasno i wyniki obstawiają agencje SEO), ale argument o tym, że content zjada SEO na śniadanie, jest po prostu nietrafiony. Bo nawet jeśli przygotuję nieporównywalnie słabszą treść, ale mocno ją dopalę, to nawet najlepszy content go nie wyprzedzi. Przeceniacie algorytm. Stroną o oponach mózgowych można pozycjonować sklep z oponami zimowymi – algorytm nie potrafi rozróżnić, że są takie i takie opony i że to dwie zupełnie różne branże. Treść treścią, ale algorytm to tylko zbiór wskaźników, a nie osoba, która siedzi przed ekranem komputera i decyduje o tym, co jest sexy, a co nie. A, że to backlinki stanowią nadal większościowy udział w rankingu, jest jak jest.

                Żeby nie było wątpliwości, sami mamy w ofercie copywriting, tyle tylko, że odcinanie się od czysto technicznych aspektów SEO, jest zakrzywianiem rzeczywistości.

        • Maciej Wojtas pisze:

          Zgadzam się, racja leży gdzieś pośrodku. Content i SEO są na siebie skazane.

    • Bitec pisze:

      Dokładnie content i seo razem dają pełną moc, nie można napisać, że jedno jest lepsze od drugiego.

  32. Marcin Kowalski pisze:

    Posmarkałem się ze śmiechu, genialne, dlatego, że takie prawdziwe 😉 !

  33. Dorota Sfera Copywritera pisze:

    Padłam 🙂 Genialne!!! Szczególnie „powrót z Litwy autobusem cudem” 🙂

  34. Goga pisze:

    Hahaha 🙂 Uśmiałam się 🙂 Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *