O mnie

Jestem copywriterem. Najtańszym z najlepszych

W czym się specjalizuję?

Inspiruję ludzi słowami. Angażuję ich uwagę. Napędzam do działania. Tłumaczę najbardziej zawiłe sprawy na język zrozumiały przez każdego.

 


Z czego jestem znany?

Prowadzę grupę Jak zrobić wpis na bloga, żeby czytelnika wyrwało z butów. Jestem też autorem „najchętniej polecanego bloga w Polsce”.

 


Lista agencji, dla których pracuję (pracowałem):

KLIKNIJ TUTAJ

 


 
 


Dlaczego zostałem copywriterem?

Odpowiedź jest banalna: żeby moja rodzina miała co jeść.

Nie było w tym żadnej pasji, która od dzieciństwa wierciłaby mi dziurę w brzuchu, żadnej magii czy czegokolwiek natchnionego. Były za to pusta lodówka, kolejne rachunki do zapłacenia i brak perspektyw na przyszłość.
 


Wiatr w oczy, kij w szprychy

Nie zdawałem sobie sprawy, jak zatłoczona jest ta branża: dziesiątki, a nawet setki osób startujących do najmniejszego zlecenia i głodowe stawki, za które trudno kupić miskę ryżu.

Musiałem walczyć do upadłego, żeby utrzymać się na powierzchni i nie pójść na dno. Wiele razy chciałem wycofać się z podkulonym ogonem. Poddać się bez walki.

Rzucić całe to marne pisanie w cholerę.
 


Punkt zwrotny

I naprawdę rzuciłbym to wszystko bez żalu, gdyby nie to, co wydarzyło się parę lat temu, pewnej bezsennej, jesiennej nocy. To był ostatni moment na wysłanie scenariusza słuchowiska radiowego na prestiżowy konkurs organizowany przez Teatr Polskiego Radia. Postanowiłem spróbować, chociaż:

  • nie wiedziałem, jak wygląda scenariusz słuchowiska,
  • nie miałem żadnego pomysłu na ciekawą historię
  • i nie miałem bladego pojęcia, od czego w ogóle zacząć.

Była trzecia nad ranem. Wstałem z łóżka, włączyłem laptop i zacząłem pisać. Po dziesięciu minutach zrezygnowałem. Uznałem, że to kompletne wariactwo, że to nie ma sensu, że nie mam najmniejszych szans z zawodowcami, którzy od tygodni starannie dopieszczali swoje teksty słuchowisk.

Wróciłem do łóżka. W końcu musiałem się wyspać, bo rano czekała mnie wielogodzinna harówka za stawki, za które nawet najtwardszy student nie byłby w stanie przeżyć.
 


Z motyką na głęboką wodę

Po chwili jednak wstałem i jeszcze raz zasiadłem do pracy.

Pisałem przez wiele godzin bez przerwy, jak w transie. Byłem jak chirurg, który otwiera pacjenta jedną ręką, a w drugiej trzyma podręcznik przeprowadzania operacji. Potem nieprzytomny pobiegłem na pocztę. Wysłałem paczkę z wydrukiem słuchowiska. To był naprawdę ostatni dzwonek.

Okazało się, że warto było rzucić się z motyką na słońce, którego odbicie kołysało się na powierzchni głębokiego oceanu. Zdobyłem wyróżnienie. Dostałem wiatru w żagle. Wreszcie ruszyłem z miejsca.

Tamten huraganowy podmuch napędza mnie do dziś.
 


Dlaczego dziś klienci piszą, że muszą mnie mieć?

Jak to się stało, że dziś jestem dla wielu copywriterów wzorem do naśladowania, a klienci piszą w mailach prosto z mostu, że „koniecznie muszą mnie mieć”?

Bóg jeden wie.

To chyba najbardziej precyzyjna odpowiedź. W końcu to do Niego modliłem się i nadal się modlę o mądrość. To Jego za każdym razem prosiłem i nadal proszę o jasność umysłu, zanim zasiądę do pracy nad tekstem. Samą katorżniczą pracą, tonami szczęścia i szczyptą talentu – nie osiągnąłbym tego wszystkiego.
 


Wartości, które wyznaję

Wielokrotnie przekonałem się, że zwykłe słowa ułożone w odpowiedniej kolejności mają ogromną siłę oddziaływania. Zdałem sobie sprawę, że to, co piszę, może

  • uratować komuś życie,
  • zmienić czyjeś poglądy na świat,
  • rozbawić do łez
  • albo zmusić do refleksji.

Dlatego wspieram swoimi tekstami tych, którzy swoją działalnością pomagają szerzyć dobro i piękno:

Darmowa pomoc tekstowa

I dlatego piszę teksty takie jak ten:

Chrobotek reniferowy: love story [BAŚŃ DLA DOROSŁYCH]

i ten:

Ballada o miłości na granicy szaleństwa [BAŚŃ DLA ZAKOCHANYCH]


W co wierzę?

Głęboko wierzę w to, że skuteczne teksty reklamowe nie muszą być toporne. Nie muszą traktować czytelników jak ludzi z obniżonym ilorazem inteligencji. Mogą być lekkie, błyskotliwe i najzwyczajniej w świecie – piękne. Jeśli podzielasz te wartości, zapraszam Cię do współpracy.

 


Chcesz współpracować ze mną?

Jeśli szukasz copywritera, scenarzysty, ghostwritera, tekściarza – skontaktuj się ze mną. Jeśli nadal masz wątpliwości – zobacz opinie moich klientów.
 



W rzeczywistości wyglądam nieco starzej, ale w środku wciąż jestem soczyście młody 😉



50 komentarzy

  1. […] O mnie […]

  2. Witaj Na Moim Blogu! napisał(a):

    […] O mnie […]

  3. Maciej Wojtas napisał(a):

    Nie grał, nie czytał, nie fascynował się…

    • Ray Este napisał(a):

      Ani ja…omijam popkalczar poziomu muszli klozetowej.
      I bez FB oraz innych „spolecznosci”.

      Ale, jak Maciek Mackowi, powiem Ci szczerze ze jestes troche adwokatem diabla
      i to nic smiesznego :
      „Potrafię słowami zrobić prawie wszystko: nakłonić wegetarianina do zjedzenia soczystego schabu” : Mnie nie !
      Zostalem wege dzieki pysznej kuchni Hare Kryszna.

      To zastanow sie co ty pleciesz…
      sprzedajna ofiaro systemu, mimo ze bez smartfona !!

      Bez pozdrowien z francuskiej emigracji.
      Poza tym ciekawe.
      Houk !

      • Maciej Wojtas napisał(a):

        Hej 🙂
        To, że potrafię to zrobić, nie znaczy, że używam tego na co dzień 😉
        Zwłaszcza w jakichś niecnych celach 🙂

  4. Dominika Rygiel napisał(a):

    O rety! Mamy tyle wspólnego 😀

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      Też nie masz smartfona? 🙂

      • Dominika Rygiel napisał(a):

        Do niedawna nie miałam. Został mi brutalnie podarowany. Ale:

        Nigdy nie używałam Vine’a, Snapchata, ani Tindera. – Pierwsze i trzecie: NIE MAM BLADEGO POJĘCIA CO TO!
        Nigdy nie grałam w Wiedźmina, Call of Duty, Assassin’s Creed ani w Angry Birds.
        Nigdy nie używałam GPS-u – sama jestem żoną GPS.
        Nigdy nie oglądałam Gwiezdnych Wojen, Breaking Bad. – Gra o tron, tylko pierwszy sezon i to dopiero co.
        Nigdy nie paliłam trawy (siano w ogródku się nie liczy).
        Nigdy nie jadłam homara (czytanie Homera się nie liczy).
        Nigdy nie byłam w operze, cyrku ani w Starbucksie.
        Nigdy nie jechałam Pendolino, nie leciałem samolotem, nie płynąłem statkiem ani z Tadkiem.

        Też mam sporo do nadrobienia. NIECH KTOŚ NAGNIE TĘ CZASOPRZESTRZEŃ 😉

  5. Igor Cipek Sobczak napisał(a):

    Przeczytałem kilka wpisów i chciałem zostać na dłużej, jednak punkt:”Nigdy nie oglądałem Gwiezdnych Wojen, gry o tron” przekreślił wszystko. Nie dogadamy się.

    M+

  6. Margherita Szwec napisał(a):

    Zaszokowała mnie Twoja listy nigdy… gdzie Ty się uchowałeś ;). ? No, ale zamierzasz cokolwiek z tej listy nadrobić czy chcesz już tak mieć zawsze? Pozdrawiam Cię serdecznie, zza granicy –
    aż z Włoch, z nad cudnego morza Adratyckiego :).

  7. Nie nadrabiaj chodzenia do cyrku!
    Czekam na wpis lub opis tego co lubisz i co ciekawego zrobiłeś. Tak dla porównania. (Pisanie się nie liczy)

  8. Greenelka napisał(a):

    Mnie interesuje ten kotlet. Jestem wegetarianką od 24 lat. Ciekawe jakbys chciał mnie namówić do zmian na moim talerzu.

  9. Michał Kucharski napisał(a):

    Uaktualnij informację o Instagramie 😉

  10. Ale numer, nie myślałam, że są jeszcze jakieś bloggery bez smartfona ( poza mną ;)). Prócz tego, że byłam za granicą, piłam alkohol, byłam w cyrku i płynęłam statkiem reszta też się zgadza 😉

  11. s.Klara napisał(a):

    Najbardziej przekonały mnie twoje wady…Wyrwały mnie z butów…Reszta zbyt oklepana :-). Lubię tu zaglądać. Chociaż zawsze potem się dołuję, jak jestem beznadziejna w swoim pisaniu. Pozdrawiam

  12. Klaudia Sitek napisał(a):

    Widzę zbieżności do momentu podróżowania, wizyty w operze i Gry o tron, którą bardzo lubię.

Comments are closed.