Coming out: czy warto było się tak wychylać?

Zmieniam świat dobrymi słowami

Coming out: czy warto było się tak wychylać?

25 kwietnia 2018 Z życia wzięte 8


 

Dwa miesiące temu zrobiłem na blogu coming out.

W jednym z wpisów określiłem mój stosunek do aborcji.

Czy było warto?

 


Czego się bałem?

Bardzo wielu rzeczy.

Przede wszystkim odpływu fanów z fanpejdża i ucieczki członków grupy z grupy. Tego, że cały wysiłek włożony w ich „zebranie” pójdzie na marne za sprawą jednego krótkiego tekstu.

Obawiałem się też:

  • zakręcenia kranu z propozycjami współprac blogowych,
  • zniechęcenia potencjalnych klientów do mojej osoby,
  • a nawet zmarnowania okazji na dobre miejsce w Share Weeku.

Co mnie zaskoczyło?

Wiedziałem, że pojawią się głosy za i przeciw. Spodziewałem się agresji skierowanej w moją stronę i tego, że część ludzi odejdzie z grupy prowadzonej przez admina o takich, a nie innych poglądach. I to się stało.

Natomiast kompletnie zaskoczyły mnie głosy poparcia od osób z drugiej strony barykady.

Nieoczekiwane były również wiadomości prywatne, w których ludzie pisali, że myślą tak samo i że moim tekstem dodałem im odwagi.


Czy moje obawy okazały się słuszne?

Absolutnie nie.

Na miejsce tych, którzy odeszli, przyszli nowi fani. Liczba klientów nie uległa zmianie. Propozycje współprac blogowych pojawiały się z taką samą regularnością (i z taką samą konsekwencją były przeze mnie odrzucane).

A Share Week… sami wiecie.


Czy więc było warto?

Czy ten wpis miał sens, skoro de facto nic się nie zmieniło, a statystyki nie drgnęły znacząco w żadną stronę? Myślę, że tak. Dzięki niemu odważyłem się pisać o tym, co dla mnie istotne.

Przestałem też się oglądać na to, co będą mówić o moich tekstach:

  • czytelnicy,
  • inni blogerzy,
  • agencje zajmujące się współpracami blogerskimi,
  • marki szukające influencerów,
  • klienci poszukujący usług copywriterskich
  • i wielu innych.

I właśnie dla tej zmiany myślenia warto było zaryzykować.

Jak przekonać ludzi, że aborcja nie jest fajna?

 

8 komentarzy

  1. Klaudia Sitek napisał(a):

    Coming out to jest gra w otwarte karty. Bez względu na to, czego dotyczy. Można nie podzielać cudzych poglądów, ale trzeba docenić to, że ktoś ma odwagę się do nich przyznać.

  2. Goga napisał(a):

    Pewnie, że warto 🙂 choć trudno pisze się takie „comingoutowe” wpisy 🙂

  3. Kasia z CzasNaZiemi.pl napisał(a):

    Ja też zrobiłam wielki coming out. Opowiedziała m na blogu swoją trudną i bolesną historię o walce z niepłodnością.Bałam się cholernie. Ale już wiem, że warto było bo dostałam feedback, że mój tekst pomógł ludziom, którzy borykają się z podobnym problemem. Także warto się czasem odsłonić;-)

  4. Karolina Łucja Kozioł napisał(a):

    Bo strach ma tylko wielkie oczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *