);

Bezcenna rada dla twórców i freelancerów (copywriterów)

Copywriting | Blogi firmowe | Spoty radiowe

Bezcenna rada dla twórców i freelancerów (copywriterów)

6 lipca 2020 Inspiracje 1

 


 

Żeby dojść do poniższych wniosków, potrzebowałem dwóch rzeczy: czasu i pokory. Właściwy czas w końcu nadszedł, a pokora – ze spuszczoną głową przydreptała razem z nim.

 


 

Największa wada twórców internetowych i freelancerów to…

Czy chodzi o brak kompetencji albo umiejętności?

Nie.

Czy o brak obycia przed kamerą albo mikrofonem?

Również nie.

Czy chodzi o brak pomysłów na ciekawe materiały?

Zdecydowanie nie!

Tym, co powoduje największe spustoszenia i działa najbardziej destrukcyjnie jest brak cierpliwości.
 
 

A co może temu zapobiec?

Zmiana perspektywy!

 


 

Szybciej, szybciej, szybciej!

Jednym z głównych winowajców tego masowego zniecierpliwienia, jest internet.

Wszystko przez tę dziwną przestrzeń, w której wszystko odbywa się nieprzyzwoicie szybko.

Każda informacja dostępna jest tam na pstryknięcie palców, a zakup produktu cyfrowego trwa tyle, co nic.

Wszystko to musi trwać właśnie tyle, bo nikt nie ma ochoty czekać dłużej niż to absolutnie konieczne.
 
 

Schemat ten coraz gwałtowniej przenosi się z sieci do świata realnego.

Dawniej brakiem cierpliwości odznaczały się głównie dzieci.

Dziś syndrom ten dopada nawet takie stare pryki jak ja.

Dopada je i czyni ogromne spustoszenia w ich życiu prywatnym i zawodowym.

 


 

Kiedy cudzy sukces boli bardziej niż własna porażka

To, że nie masz cierpliwości, by spokojnie czekać na owoce swojej pracy, to jeszcze nic.

Skrzydła najskuteczniej podcinają ci rozmaite historie sukcesu. Działają na Ciebie co najmniej deprymująco.

Kiedy widzisz wyniki wykręcane przez

  • Michała Szafrańskiego,
  • Bartka Popiela,
  • Panią Swojego Czasu,
  • Mirka Burnejko
  • czy Macieja Aniserowicza,

to zaczynasz się załamywać, że nigdy takiego poziomu nie osiągniesz.

Zaczynasz zazdrościć takim ludziom, choć nie zadajesz sobie odrobiny trudu, żeby zastanowić się, ile ich to wszystko musiało kosztować.

A cena z pewnością była adekwatna do dzisiejszych efektów, bo nie ma nic za darmo.

Kiedy więc widzisz, że Twój wysiłek nic nie daje, kiedy po roku, dwóch, trzech, pięciu nie zauważasz żadnych znaczących postępów – podnosisz ręce do góry i poddajesz się.

 


 

Czego ludzie nie widzą?

Swoją drogą, sam czasem dostaję maile, w których ludzie piszą, że „mi to pisanie wychodzi tak lekko”, że to pewnie dlatego, „bo mam talent”.

Piszą tak, bo czytając moje teksty, widzą tylko niesłychanie wąski wycinek rzeczywistości.

Nie wiedzą, ile czasu, energii, krwi i potu kosztowało mnie dojście do obecnego poziomu.

Nie mają pojęcia:

  • ile tysięcy godzin musiałem wysiedzieć,
  • ile razy chciałem się poddać,
  • ile razy miałem serdecznie dość tej roboty,
  • ile razy dosłownie nią rzygałem,
  • ile razy dopadało mnie cholerne zniecierpliwienie,
  • ile razy wkurzałem się, że dostaję za to wszystko tak marne grosze.

Nie wiedzą też jednego:

że pewnie dawno pieprznąłbym tym wszystkim, gdyby nie… szkoła muzyczna.

 


 

12-letni trening cierpliwości

To szkoła muzyczna nauczyła mnie cierpliwego, pokornego czekania na efekty.

Dzięki temu, że grałem na skrzypcach, czyli na prawdopodobnie najtrudniejszym do opanowania instrumencie świata, nauczyłem się spokojnego czekania na wynik.

Gra na skrzypcach to takie wredne zajęcie, w którym po roku nie możesz się pochwalić niczym sensownym.

Sytuacja nie poprawia się nawet po pięciu latach treningów.

Dopiero gdzieś po 8-10 latach zaczyna ci wychodzić coś w miarę fajnego. A to dopiero połowa drogi do otrzymania dyplomu magistra.

Połowa drogi do stania się muzykiem, o którym ludzie będą mówić, że jest teraz „u progu swojej kariery”.

Dopiero u progu!

 


 

Małe szczęścia i ich smak

A propos progu.

Całkiem niedawno odpaliłem nowy blog o muzyce. Założyłem newsletter i kanał na YouTube.

I teraz statystyki…

Jeśli chodzi o blog, to osiągnąłem próg 50 osób odwiedzających stronę dziennie. To i tak bardzo dużo, bo 10 razy mniej osób subskrybuje newsletter i kanał na YT.

I co? I jestem przeszczęśliwy z tego powodu!

Piszę na tym nowym blogu o rzeczach, które mnie szczerze jarają. Wrzucam na spokojnie kolejne wpisy.

Nie mam żadnego ciśnienia na wynik!

Blog traktuję jako miejsce do wrzucania swoich notatek.

I jako skuteczne narzędzie do trenowania mojej pasji, jaką jest komponowanie muzyki.

A skoro już mowa o ciśnieniu…

 


 

Zmniejsz ogień pod tyłkiem

Złe ciśnienie zabija rokrocznie najwięcej blogów, vlogów i podcastów.

Złe ciśnienie wpędza w depresję całe rzesze freelancerów.

To właśnie to chorobliwe ciśnienie:

  • na wynik,
  • na efekt,
  • na wzrosty statystyk,
  • na pozyskiwanie markowych klientów,
  • na przypływy fanów,
  • na zdobywanie subskrybentów

– niszczy życie tych osób.

Sam bardzo długo należałem do grona takich nieszczęśników.

Dopiero niedawno zrozumiałem jedno.

Używając kuchennej analogii z garnkiem stojącym na piecyku gazowym:

Zamiast zajeżdżać się, zamiast cisnąć bez oporów – powinno się zdjąć z głowy pokrywkę, czyli odrzucić presję otoczenia i równocześnie zmniejszyć ogień, który pali się pod tyłkiem, czyli odstawić ambicje osiągnięcia błyskawicznego sukcesu.

Bo zamiast podkręcać ciśnienie, lepiej zabrać się za wylewanie…

 


 

solidnych fundamentów na przyszłość

Zatem do rzeczy.

Zmień perspektywę, w której teraz funkcjonujesz – na zdecydowanie bardziej długoterminową.

Jeśli zakładasz blog, pomyśl, że będzie on działał nie rok czy dwa, tylko dziesięć albo dłużej.

Jeśli na poważnie bierzesz się za copywriting czy inny rodzaj freelancingu, postępuj tak, jakby to miał być Twój zawód na całe życie.

Przygotuj się mentalnie na to, że jeśli jesteś freelancerem, to budowanie pozycji zajmie Ci rok, dwa, pięć, a może nawet jeszcze dłużej lat.

Nie stresuj się tym.

Potraktuj to jako pracę podobną do wylewania fundamentów pod budynek, który przetrwa pokolenia.

Staraj się, żeby każde kolejne zlecenie, każda rzecz, która wyjdzie spod Twoich rąk, było odrobinę lepsze od poprzedniego. Albo przynajmniej dorównywało mu jakością.

Nic więcej.

Tylko tyle!

Wrzucaj kolejne wpisy na blog, kręć filmy, nagrywaj podcasty – na spokojnie, bez ciśnienia, że musisz nimi wywołać szum.

 


 

Masz czas

Masz mnóstwo czasu.

Nikt Cię nie goni.

Z nikim nie musisz się ścigać.

Uzbrajając się w tak potężną dawkę cierpliwości, będziesz obserwował, jak Twoi mniej cierpliwi konkurenci jeden za drugiem odpadają po drodze.

Nawet jeśli kiedyś tam na starcie docisnęli gaz do dechy tak bardzo, że momentalnie zostawili Cię daleko w tyle.

 


 

Twój zapis w testamencie

Dlaczego użyłem metafory budynku, który ma przetrwać pokolenia, skoro jesteś „jednoosobową armią” i nie masz zamiaru budować wielkiej firmy?

Dlatego, że efektem Twojego działania przez te wszystkie lata będzie wypracowanie silnej marki i wyrobienie rozpoznawalnego nazwiska.

Starannie wypracowane nazwisko zapewni Ci regularny dopływ klientów i fanów przez kolejne lata. Przez wiele długich lat.

Kto wie, może doczołgasz się na tym paliwie aż do emerytury?
 
 

Dobrze kojarzące się nazwisko będzie Twoim największym kapitałem.

Będzie ono też prawdopodobnie najcenniejszą rzeczą, jaką zapiszesz w spadku swoim dzieciom. Dzięki dobrze kojarzącemu się nazwisku będzie im łatwiej zacząć własną karierę.

Traktując to wszystko w ten sposób, czyli jako powolne budowanie czegoś, co ma przetrwać lata, co ma przeżyć Ciebie, radykalnie zmniejszysz ciśnienie na natychmiastowy wynik.
 
 
I zajedziesz dalej, niż myślisz.

 


 

Prowadzenie bloga firmowego | Pisanie artykułów blogowych

Scenariusze spotów radiowych, które przemawiają do wyobraźni słuchaczy

 

One Response

  1. Aga pisze:

    „Blog traktuję jako miejsce do wrzucania swoich notatek” – idealnie w punkt mojego nastawienia 🙂 Mój blog o wątkach romantycznych jest dla mnie tym samym, czym dla Ciebie blog o muzyce 🙂 Potrzebowałam miejsca, w które będę zaglądać, jeśli zapomnę, co mi się podobało w danym tytule, albo jakie miałam przemyślenia w trakcie czytania/oglądania. I stworzyłam je. Dla siebie. Teraz już nawet nie przejmuję się tym, czy ktoś to w ogóle czyta, czy tylko ja tam zaglądam. Raz miałam taki kryzys bezsensowności tego „hobby”. Pozbierałam się i piszę dalej. Chociaż ktoś tam jednak zagląda – mam podpięte GA, a to chyba nie kłamie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copy link
Powered by Social Snap