Jak napisać książkę, którą pokochają twoje dzieci?

Od jakiegoś czasu nadrabiam zaległości w czytaniu książek. Z każdej z nich staram się wyciągnąć jak najwięcej informacji czysto warsztatowych.

Czuję, że jestem na dobrej drodze do zadebiutowania jako autor książki dla dzieci. Uświadomiłem sobie to podczas wywiadu, którego udzieliłem na blogu Messy Head:

Co mnie skłoniło do pisania? Pusta lodówka, rodzina na utrzymaniu, nóż na gardle, brak pieniędzy. Jednym słowem – proza życia. To zdecydowanie nie był świadomy wybór, bardziej przymus. Co więcej, pisanie nie było w żadnym wypadku moim marzeniem.

Dopiero teraz, po paru latach męczącego szamotania się ze sobą, bardzo bardzo powoli dochodzę do wniosku, że jednak chyba przed tym nie ucieknę.

I jakkolwiek to zabrzmi: pisanie jest mi chyba… pisane.


Przepis na książkę przyjazną dzieciom (10 porad)

Przepis to trochę za duże słowo. To bardziej kilka spostrzeżeń, które nasunęły mi się po lekturze książki Doktor Dolittle i jego zwierzęta:

1) Wyposaż głównego bohatera w jakąś niezwykłą (rzadką) cechę

Hugh Lofting, autor omawianej książki, miał prosty, ale genialny pomysł [nieprzypadkowo słowo „proste” pojawi się w tym wpisie wiele razy].

Jego doktor Dolittle potrafił porozumiewać się ze wszystkimi zwierzętami na świecie w ich własnym języku.

Był to pomysł niezwykły także dlatego, że dawał autorowi możliwość pisania kolejnych tomów serii (z punktu widzenia pisarza chcącego odnieść sukces rynkowy – to naprawdę idealna sytuacja).

Porada: Stwórz bohatera, który będzie się aż prosił, by wrzucić go wir szalonych przygód. Daj mu możliwości ku temu, okazje, by mógł się wykazać. Zbuduj taki punkt wyjścia, z którego będzie można wyprowadzić jak najwięcej historii.

2) Stwórz całą paletę bohaterów drugoplanowych

Niech będą pełnokrwiści, wyraziści, wyposażeni w co najmniej jedną, charakterystyczną cechę.

Dzięki temu dziecku łatwiej  będzie przyswoić nawet stosunkowo dużą liczbę postaci, a także zidentyfikować się (lub nie) z danym bohaterem.

W książce, o której teraz czytacie, bohaterami drugoplanowymi (?) są zwierzęta. Każde z nich można łatwo opisać jednym prostym przymiotnikiem: sowa – mądra, papuga – przebiegła, świnka – tchórzliwa itd.

3) Fabuła – lepiej prosta niż przekombinowana

Najlepsze są proste historie. Żadne tam nielinearne narracje, flashbacki czy flashforwardy.

Dobrze za to się sprawdza stara poczciwa powieść drogi, czyli historia podróży bohatera / bohaterów z punktu A do punktu B.

4) Unikaj przemocy

Jeśli już musi się pojawić, niech będzie pokazana bez naturalizmu. Pamiętaj o wrażliwości dziecka. To, co w dorosłym świecie jest normalne – dla psychiki małego czytelnika może być ciężarem nie do udźwignięcia.

Nie przeciągaj, nie przedłużaj stresujących momentów ponad miarę. Niech każdy rozdział skończy się happy endem, dobro zostanie nagrodzone, a zło ukarane.

5) Zadbaj o styl

Pisz krótkimi, prostymi zdaniami. Nie popisuj się znajomością wyszukanych słów. Nie sil się na oryginalność.

6) Nie puszczaj oka do dorosłego czytelnika

Piszesz dla dzieci. Nie wstawiaj co chwilę aluzji, które zrozumieją tylko dorośli.

Zdaję sobie sprawę, że twórcy współczesnych filmów animowanych mają inne zdanie na ten temat. Chcąc przyciągnąć do kin jak najszerszą publiczność, nadziewają swoje bajki tekstami skierowanymi do dorosłych.

7) Zróżnicuj język bohaterów

Weź pod uwagę, że każdy człowiek mówi w charakterystyczny dla siebie sposób:

Jak pisać dialogi (cz. 2)

8) Wyposaż bohaterów w charakterystyczne powiedzonka

Dzieci uwielbiają bohaterów, którzy mają własne, najlepiej dowcipne powiedzonka:

Jak pisać dialogi? (cz. 1)

9) Nie mów, tylko pokaż

Przedstawiaj bohaterów poprzez ich działania. Nie pisz, że X i Y przyjaźnili się od dziecka. Pokaż scenę, która to zilustruje.

10) Zapomnij o wszystkim, co tutaj napisałem

Rób swoje 🙂

Pisz tak, jak czujesz. Nie oglądaj się na innych, na mody, trendy i inne bzdury.


Historia powstania książki to materiał na książkę

Na koniec warto przytoczyć historię powstania pierwszej z serii książek o doktorze Dolittle. Okazuje się, że Hugh Lofting napisał ją… przypadkiem. W każdym razie na pewno nigdy nie planował zostać pisarzem.

W notce o autorze dołączonej do książki można przeczytać:

W czasie pierwszej wojny światowej porzucił pracę inżyniera i służył w stopniu porucznika w wojsku. Ilustrowane listy, które wysyłał do rodziny, pomogły mu łagodzić stresy związane z trudami i cierpieniami frontowymi.

„O czym tu pisać do dzieci z frontu: wiadomości są albo zbyt straszne, albo nudne. Jedna rzecz coraz bardziej zaczęła przykuwać moją uwagę: jaką znaczącą rolę odgrywają zwierzęta podczas wojny: dziwaczny wiejski lekarz z zacięciem do nauk przyrodniczych i ogromną miłością do zwierząt…”



Zobacz też inne artykuły o pisaniu książek dla dzieci:

Jak pisać dla dzieci? (cz. 1)

Jak pisać dla dzieci (cz. 2)

„Łaskotki” – bajka, którą piszę na konkurs Biedronki

77 odpowiedzi DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

  1. Iwona napisał(a):

    Mnie mój synek cały czas namawia na napisanie bajki dla niego – zarys już mam tylko coś ciężko mi idzie przygotowanie całości 😉 To wszystko chyba dlatego, że mały czytelnik, to niezwykle wymagający czytelnik 😉

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Może po prostu napisz ją takim językiem, jakim opowiada się dzieciom bajkę przed snem? 🙂

      1. Iwona napisał(a):

        Taki właśnie jest zamysł całej historii – ma to być bajka, którą można opowiedzieć/przeczytać dziecku przed snem 🙂

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          A, to rozumiem 🙂 Zatem, powodzenia w pisaniu! 🙂

  2. Goga napisał(a):

    Tak sobie myślę, że to bardzo dobry pomysł 🙂 „Zbuduj taki punkt wyjścia, z którego będzie można wyprowadzić jak najwięcej historii” – A co, jeśli masz taką historię, która inspiruje Cię do tworzenia kolejnych historii i może wyjść z tego taka druga „Moda na Sukces”? Ile życia trzeba, aby to napisać! :))
    Ja sobie uświadomiłam, jak trudno napisać coś naturalnego, szczerego i prostego, szczególnie gdy chcesz opisać historię, która z punktu widzenia odbiorców może wydać się nieprawdopodobna (nawiązuję do punktu 4). Co jeśli np. dziecko musi to udźwignąć, a nie może się na to przygotować, bo np. opisana historia to czysta kalka rzeczywistości, co jeśli np. chcesz opisać przekleństwa, które są elementem naturalności? Ja ciągle słucham, że wyobraźnię mam tak bogatą, że już dawno powinnam pisać dla dzieci, wszyscy mnie namawiają. Wiem, że przyjdzie ten czas, gdy będę miała takiego małego czytelnika 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Przekleństwa nie muszą być odwzorowane 1:1. Mogą być bardzo dziecinne (a ile radochy jest przy ich wymyślaniu 🙂

      Co do punktu wyjścia – autor książki wpadł na genialny pomysł, ponieważ zwierząt, czyli potencjalnych bohaterów – jest na świecie cała masa. W dodatku każde z nich, nawet małą myszka z jakiejś zapyziałej dziury – ma swoją historię, którą warto opowiedzieć. Jednym słowem, temat-rzeka 🙂

      1. Goga napisał(a):

        A co w sytuacji, gdy przekleństwa chcesz odwzorować, aby historia była autentyczna i nie robisz tego specjalnie? 🙂 To jest właśnie niesamowite w pisaniu, że tak naprawdę nie ma ograniczeń 🙂 🙂

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          Wiele zależy od wieku dziecka. 5-latkom oszczędziłbym wulgaryzmów, ale 10-latkom – hmm… pewnie sam bym się od nich wiele nauczył 😉

          1. Goga napisał(a):

            A jeśli pisałbyś książkę, której nie dedykujesz tylko dzieciom, ale też rodzicom? 🙂 Z jednej strony ten temat wymaga autentyczności i szczerości, z drugiej jest ta obawa o nadmiar przekleństw, ale w takich historiach to właśnie coś naturalnego.

          2. Maciej Wojtas napisał(a):

            Sam nie wiem.
            Chyba mimo wszystko brałbym pod uwagę przede wszystkim dziecięcego czytelnika.

          3. Goga napisał(a):

            W takim razie pozostaje mi się przekonać 🙂 A pomysł na książkę o doktorze Dolitte jest naprawdę genialny biorąc pod uwagę to, że autor nie chciał zostać pisarzem i napisał ją przypadkiem. Uwielbiam takie twórcze przebłyski!. Spodobał mi się też szczególnie fragment notatki „W czasie pierwszej wojny światowej porzucił pracę inżyniera i służył w stopniu porucznika w wojsku. Ilustrowane listy, które wysyłał do rodziny, pomogły mu łagodzić stresy związane z trudami i cierpieniami frontowymi.” – na myśl przychodzi mi jedno: „Pisanie ma niezwykłą moc terapeutyczną” 🙂

          4. Maciej Wojtas napisał(a):

            A książek sprzedano miliony i przetłumaczono na mnóstwo obcych języków 🙂
            To się nazywa mieć nosa 🙂

          5. Goga napisał(a):

            Wyobraź sobie, co musiał czuć autor! 🙂

          6. Maciej Wojtas napisał(a):

            To zależy od tego, czy przeczytał wszystkie paragrafy umowy, którą podpisał z wydawnictwem 🙂
            Te z gwiazdką w szczególności 🙂

  3. Sylwia Antkowicz napisał(a):

    Miałam małą przygodę z pisaniem dla dzieci – na studiach pedagogicznych musieliśmy napisać bajkę terapeutyczną pod konkretny problem – wówczas dla dziecka borykającego się z zrozwodem rodziców. Świetniesię przy tym bawiłam, musze powrócić kiedyś do pisania bajek.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Bajki terapeutyczne to w ogóle wyższa szkoła jazdy.
      Napisałem kiedyś taką i przetestowałem na jednym delikwencie 🙂
      Zadziałała jak cholera 🙂
      [to znaczy pozytywnie]

  4. Nie podjęłabym się napisania książki dla dzieci, niezwykle wymagający czytelnik. 🙂 Już samo tworzenie bajek dla moich dzieciaków, w które wsłuchiwały się wieczorową porą, stanowiło spore wyzwanie. 🙂
    Bookendorfina

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Tak myślę sobie, że może nie „wymagający” – bo każdy czytelnik jest wymagający.
      Na pewno jednak pisanie dla dzieci wymaga ogromnej odpowiedzialności za słowo.
      [pisałem słuchowiska i sztuki dla dzieci – wyjątkowo wyczerpujące zajęcie]

  5. Matka Puchatka napisał(a):

    Na studiach pisałam bajki terapeutyczne dla dzieciaczków, ale żeby coś więcej? Chyba nie mam do tego smykałki. Opowiadam córce bajki, prawda, ale takie „na już”, które w sumie dziecko tworzy razem ze mną 🙂

    „Doktora…” uwielbiamy, chyba właśnie ze względu na tę cudowną moc i zwierzaki. Większość dzieci kocha zwierzaki i wcale się im nie dziwię 🙂 Wspomniałeś o bardzo ważnej rzeczy – o przekombinowaniu. Popieram, bo lepiej pójść na prostotę i oczarować magią, niż kombinować, byle więcej, byle tylko.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Pierwsza część Doktora jest właśnie taka prosta.
      Ale np. Doktor na księżycu (bo i tam się zapędził) – dużo bardziej pogmatwana. Jak gdyby autor nie wierzył, że właśnie siła tkwi w prostocie.

      1. Matka Puchatka napisał(a):

        Aż tak daleko z Doktorem nie zaszłam 🙂 i nie planuję. Uwielbiam pogmatwane historie – ja uwielbiam, ale w literaturze dziecięcej cenię sobie prostotę.

      2. Goga napisał(a):

        Maciek, a widziałeś film „Bilet na księżyc”? Tak mi się teraz przypomniało 🙂 Ja ostatnio widziałam i strasznie mnie ujął prostotą 🙂

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          Tak, bardzo fajny 🙂

  6. Ania Abakercja napisał(a):

    kiedyś wydawało mi się, że pisanie książeczek dla dzieci jest łatwe 😉 jak mój mały recenzent podrośnie to sprawdzę, czy aby na pewno.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Pozornie jest mega proste. Ale to pozory 😉

  7. Agata - SarnieZycie.pl napisał(a):

    Bardzo fajne porady i… wcale nie takie łatwe do zastosowania 😉 Pewnie gdyby takie były, więcej osób by pisało dobre książki dla dzieci. Ja próbuję – póki co bez powodzenia (czyt. nie zostały wydane) swoich sił w krótkich formach dla dzieci. Tam trudno o armię postaci drugoplanowych, ale inne punkty postaram się wykorzystać 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Z tą armią na drugim planie to faktycznie może być trudne 🙂 No i chyba nie wszędzie da się to zastosować 🙂

  8. naszebabelkowo.blogspot.com napisał(a):

    Zawsze marzyłam o tym, żeby napisać coś dla dzieci – czy zbiór wierszyków, czy opowiadanie, czy całą książkę. Ale jakoś brakuje motywacji, pomysłu, wiary we własne siły – i podziwiam bardzo każdego, kto się odważył ! 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Zrób eksperyment i po prostu zacznij cokolwiek napisać. Przeznacz na to powiedzmy godzinę.

  9. Justyna napisał(a):

    Świetne rady! Myślę, że wielu osobom się przydadzą. Ja też myślę o pisaniu, ale chyba dla trochę starszych dzieci. Pomysł mam już od dłuższego czasu, tylko siadać i pisać, ale brak mi spontaniczności ostatnio. Jako nastolatka po prostu pisałam – ile ja „książek” kiedyś nabazgrałam to aż strach! Teraz muszę wszystko przemyśleć, poukładać sobie w głowie, zrobić plan wydarzeń o_O Ehhh… Twój wpis jednak mnie zainspirował. Obym tylko wygospodarowała czas 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Nie ma co układać w głowie (bo to może przeciągać się w nieskończoność 😉
      Najlepiej po prostu odpalić laptopa i zacząć pisać 🙂 Po paru minutach pojawią się takie pomysły, że… 😉

      1. Justyna napisał(a):

        No właśnie boję się tego, że się nie pojawią i że utknę w pewnym momencie. Ale chyba najtrudniej jest zacząć, napisać pierwsze zdanie. Nie wiem, co mi jest, ale wmówiłam sobie, że muszę nastawić się psychicznie XD

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          Uwierz mi, zawsze się pojawiają, to kwestia kilku minut 🙂
          Nie wiem, dlaczego tak jest – ale to zawsze działa.

  10. Karolina Kary B napisał(a):

    Swego czasu napisałam kilka opowiadań dla dzieci i… wrzuciałam do szuflady. Mimo iż moje Potwory (pierwsi recenzenci) krzyczeli: więcej, pisz jeszcze, co było dalej? Ale to były opowiadania. Biorąc się za książkę powinno się mieć chyba bardziej przemyślany temat – tak jak Ty to zrobiłeś 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Książka – masz rację, to większy wysiłek.
      Ale przecież można wydać opowiadania dla dzieci. Każdy tekst – jako osobna, zamknięta historia.

      Co Ty na to? 🙂

      Akurat czytam teraz zbiór opowiadań Teda Chianga (amerykańskiego pisarza s-f).
      Facet pisze chyba jedno opowiadanie rocznie. Mistrzostwo świata 🙂
      I wcale nie przeszkadza mi, że nie jest to „normalna” książka.
      Każde opowiadanie to perełka.

      1. Karolina Kary B napisał(a):

        Maciej, masz rację 🙂 Nawiązałam do tego, co pisałeś wyżej. Opowiadania wydałabym z wielką przyjemnością 🙂 (chociaż sama wolę czytać jednak dłuższe teksty, to dla dzieci krótsze formy mogą się lepiej sprawdzić).

        Jeśli chodzi o Teda Chianga (niestety nie znam) – są tacy autorzy, u których każde zdanie smakuje jak kostka czekolady. Mistrzostwo 🙂

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          A może wrzucisz jedno opowiadanie na bloga? Tak w celu zbadania rynku? 😉
          Chętnie bym przeczytał.

          1. Karolina Kary B napisał(a):

            Maciej, myślałam o tym. Może się w końcu zdecyduję 🙂

          2. Maciej Wojtas napisał(a):

            Koniecznie daj znać 🙂

  11. Napisanie książki to nie lada wyzwanie 🙂 A dla dzieci to chyba w szczególności. Zaciekawić małego odkrywcę- wyzwanie dla mistrza 🙂
    Nic tylko brać się za pisanie!
    Buziaki, Iga

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Prawda, że wyzwanie, ale jaka satysfakcja 🙂 Nieporównywalna chyba z niczym 🙂

  12. Motyw Kobiety napisał(a):

    A ja bym jeszcze dodała: wprowadź pouczający morał – tego dziś trochę brakuje w bajkach.
    Książka dla dzieci to pole do wyobraźni 🙂 Bo one ją mało nieograniczoną i jeszcze niezepsutą 🙂 Ale czy w Polsce da się porządnie zarabiać na pisaniu?? Hm…..

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Z tym morałem – sto procent racji.

      Co do zarabiania na książkach dla dzieci – kto powiedział, że trzeba pisać tylko na polski rynek? 🙂

      1. Motyw Kobiety napisał(a):

        No nikt! A nawet chciałam to zasugerować ;-p

  13. Monika | Konfabula.pl napisał(a):

    Ostatnio chciałam zarazić swojego syna lekturami, które sama uwielbiałam: Robinson Crusoe czy Tajemnicza wyspa. W mojej wiejskiej bibliotece w dziale „dzieci i młodzież” wszystkie te książki zostały zutylizowane, bo były stare i nikt ich nie czytał. Zachciało mi się płakać, bo zostały tylko serie o detektywach (mam nadzieję, że dobre) i o wampirach.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Masakra… Czytałem je mnóstwo razy.
      Chyba w księgarni „Tania książka” można je kupić w dobrej cenie.

  14. Wilk napisał(a):

    Bajki mówisz…? Czemu by nie? W zasadzie to nawet dobry pomysł, tym bardziej że początek już nawet poskładałem. „Dawno temu, w bliżej nieokreślonej krainie w której nie było fejsbuka ani bajek w telewizji, gdzie dobra królowa trudniła się nierządem, a król od kilku lat nie potrafił poradzić sobie z narkotykowym uzależnieniem, żyła dziewczynka, która handlowała ludzkimi narządami…”. Mogłoby chwycić.
    Bajek nie nadrabiam, a bardziej zdejmuję z nich pajęczynkę poprzez czytanie bandzie upierdliwych bachorów. Ferdynand Wspaniały, Karolcia, Dzieci z Bullerbyn, Porwanie w Tiutiurlistanie, Mikołajek, Pippi, czy Pan Kleks. Nota bene, sam uwielbiałem zwariowanego Ambrożego Kleksa kiedy byłem dzieckiem. Szczególnie Akademię. Dzieci z Bullerbyn, Mikołajek są natomiast zaprzeczeniem teorii nadprzyrodzonych cech. Ale to też kwestia o jakich dzieciach mowa. Mikołajek na pewno jest wyrazisty i posiada duże grono obrazowo opisanych kolegów. Aktorów drugiego planu.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Fajny pomysł na bajkę dla „trochę starszych dzieci” 😉

  15. halmanowa napisał(a):

    Myślę, że pisanie książek dla dzieci jest trudniejsze, niż pisanie dla dorosłych. Potrzeba dużo wyobraźni i lekkiego pióra, żeby stworzyć bajkę, którą dzieci pokochają. Ty masz ogromne predyspozycje 🙂 Więc jak już je wykorzystasz i stworzysz książkę dla dzieci, to chętnie ją przeczytam!

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Czyli pierwsze zamówienie już jest, super 🙂

  16. Kat Nems napisał(a):

    A mi się wydaje, że właśnie książki dla dzieci sa jednymi z trudniejszych do napisania. Dzieci mają niesamowitą intuicję i wyobraźnię, kochaja tylko tych bohaterów, którzy są szczególni. Nie tolerują nieszczerośći i zbyt logcznego dorosłego myślenia.
    Myślę, że książki dla dzieci muszą mieć w sobie trochę magi, o której my dorośli zbyt często zapominami wśród spraw dnia codziennego.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      „Kochaja tylko tych bohaterów, którzy są szczególni” – świetna uwaga 🙂
      Rzeczywiście może być trudno „wstrzelić się” w oczekiwania takiego małego czytelnika.

  17. Narwany napisał(a):

    Ja myślę, że najpierw spróbuje napisać książkę dla rodziców-ojców, a dopiero po jakimś czasie, kiedy już założę własnę rodzinę, napisze kolejną jej część dla dzieci 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      A ostatnia część trylogii – będzie dla wnuków, mam rację? 🙂
      PS. Zacząłeś już pisać?

      1. Narwany napisał(a):

        Tego jeszcze nie wiem. Póki co to są plany, która zaczną się zmieniać w konkrety,ale najprędzej za pół roku. Najpierw licencjat 🙂

        1. Maciej Wojtas napisał(a):

          Dzięki za info 🙂

  18. Mr. Kaffeino napisał(a):

    Dr Dolittle powiadasz … po lekturze tej książki chciałem zostać weterynarzem ale spotkało mnie rozczarowanie bo nie uczą języka. A co to za wet, który nie rozumie swoich pacjentów 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Najlepsi weterynarze podobno porozumiewają się z pacjentami bez słów 😉

  19. Kasia | KasiaGosposia napisał(a):

    Powodzenia w pisaniu! Ja bym się chyba nie podjęła tego zadania :). Mali czytelnicy są bardzo wymagający :).

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Oj tak 🙂 To trudna sztuka.

  20. Radosna Chata napisał(a):

    Rewelacyjne porady 🙂 Ja nad swoją już dość długo siedzę i jakoś utknęłam, ale muszę przeanalizować ją wg Twoich porad, myślę, że kilka zmian i znowu zacznę pisać 😉

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Powodzenia! 🙂 I daj znać, jak skończysz 🙂

  21. Monika napisał(a):

    Muszę sobie zapamiętać te rady. Napisanie książki dla dzieci to moje marzenie 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Moje też 🙂

  22. Wielopokoleniowo 3 napisał(a):

    Ja mam kilka bajek wymyślonych dla mojej córki, ale nigdy nie pomyślałam o tym, aby je wydać 😉

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Spróbuj wysłać je do jakiegoś wydawnictwa – a nuż komuś się spodobają 🙂

  23. Dziewczyna z herbata napisał(a):

    Do dzisiaj uwielbiam czytać bajki. Pipi czy doktor Dolittle są cudowne. Sama bajki jeszcze nie napisałam. Ale kto wie.
    Dziękuję

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Najlepsze rzeczy w życiu często zaczynają się od „kto wie..” 🙂

  24. jolabe napisał(a):

    Dzieci „zmuszają” mnie często do wymyślania dla nich historii na dobranoc. Dziękuję za pomysły! Właśnie wymyślenie ciekawego bohatera, który mógłby przeżywać różne przygody, ułatwiło by mi bardzo życie.

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      A może zrób tak: opowiadaj o niesamowitych przygodach dziecka, które niby przypadkiem ma tak samo na imię, jak twoje 🙂 To zawsze działa i sprawia, że słuchacz angażuje się w opowieść na 200 procent 🙂

  25. Ania - igimondo.pl napisał(a):

    Ja ostatnio cały czas opowiadam mojej córeczce bajki, które sama wymyślam. I zastanawiam się, czy jakiejś nie spisać na pamiątkę. Twoje punkty są bardzo ciekawe. Uwzględnię je następnym razem przy opowieściach. Poza tym świetne zdjęcie 🙂

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Z tym spisaniem na pamiątkę – super myśl 🙂
      Szczególnie, jeśli bajki są mocno „spersonalizowane” pod klienta 😉
      A zdjęcie – fakt, petarda 😉 Generalnie – ten twórca ma na Pixabay bardzo fajną galerię.

  26. Magdalena Bodnari napisał(a):

    Przyda się! Mój Sania bardzo chce żebyśmy razem napisali książkę. Niech się dzieje!

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Myślę, że komu jak komu, ale Wam nie powinno zabraknąć inspiracji 🙂

  27. Klaudia napisał(a):

    Pisanie książki to dla mnie cholernie trudna sprawa. Nawet takiej dla dzieci. Kiedyś próbowałam pisać własne fantasy, przez 5 lat napisałam może 5 stron: D o książki dla dzieciaków także bym nie napisała, nie jestem na tyle sumienna. Tak więc myślę że żadne zasady nie pomogą takim ludziom jak ja, trzeba też mieć jakiś magiczny składnik w sobie

    1. Maciej Wojtas napisał(a):

      Oj tak, to zdecydowanie wyższa szkoła jazdy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *