Zapraszam Cię do sali bezbolesnych tortur

Maciej Wojtas: copywriter | kompozytor

Zapraszam Cię do sali bezbolesnych tortur

19 kwietnia 2019 Bajki dla dzieci i dorosłych 0

 


 

To historia dla zawodowych nieudaczników i rasowych szczęściarzy.

 


 

W pewnej pustynnej wiosce tak szczelnie zabitej dechami, że urzędnicy dawno odebrali jej status „szczerego zadupia”, mieszkał pasterz owiec z żoną. To znaczy pasł owce sam, nie z żoną. Z żoną tylko żył, bardziej z przyzwyczajenia niż z własnej woli. Tak gdzieś od jakichś pięćdziesięciu lat.

***

Pewnego dnia, który z wierzchu nie różnił się niczym od innych, pasterz wybrał się ze strzelbą w stronę skalistego wąwozu. Kilkadziesiąt metrów od krawędzi, po jego dnie wiła się kamienista ścieżka. Od czasu do czasu przejeżdżała nią jakaś karawana.

Mężczyzna zauważył w pewnej chwili grupę bogato odzianych wysłanników króla, którzy konno wybrali się w te niegościnne tereny. Pasterz, czemu trudno się dziwić, ucieszył się na widok ludzi. Z radości podniósł obie ręce do góry i potrząsnął strzelbą. A ta… wypaliła bez pytania o zgodę.

Kula odbiła się rykoszetem od skał i trafiła jakiegoś wysokiego rangą urzędnika. Prosto w jego wypchane przepisami serce.

***

Pasterz został błyskawicznie pojmany.

Na kolanach ubłagał, by zanim wykonają wyrok, zaprowadzili go do żony. Prośba została spełniona. Urzędnik, który miał uprawnienia do karania obywateli, powiedział, że „zgodnie z obowiązującym prawem”, potem dodał coś o „oku za oko” i tym podobne.

Żona zapytała, czy nie można tej kary dla męża zamienić na coś innego. Urzędnik odparł, że owszem, ale ta druga kara jest niewspółmiernie wysoka w stosunku do popełnionego czynu i że na miejscu sprawcy wybrałby jednak śmierć.

I wtedy coś zaświtało w głowie kobiety. Skojarzyła, że lata temu słyszała od przyjaciółki, że król wymyślił niezwykle okrutną, choć zupełnie bezbolesną karę. Ci, którzy opuszczali salę tortur, żyli potem przez kilka dni, po czym popełniali samobójstwo.

Żona w ostatniej chwili zatrzymała skrępowanego męża. Poprosiła urzędników o zamianę. Powiedziała, że chce wziąć tę straszliwą karę na siebie. Zgodzili się.

***

Po paru godzinach dotarli do królewskiego pałacu. W podziemiach znajdował się przybytek kata.

Było to zaskakująco komfortowe miejsce. Zamiast wody cieknącej po kamiennych murach lochu – w tle szemrała miła dla ucha muzyczka. Zamiast łoża pokrytego plamami krwi – na skazańców czekały wygodne, designerskie fotele. I zamiast sadystycznego wyrwiflaka z obłędem w oczach – przystojny, dobrze ubrany mężczyzna w typie sympatycznego pediatry z przedmieścia.

Kat podał kobiecie filiżankę herbaty i talerzyk ze świeżą szarlotką, po czym udał się na zaplecze. Tam włączył monitor i wstukał z klawiatury imię i nazwisko męża. Kilka sekund później na ekranie wyświetlił się film, którym skazaniec pierwotnie miał być torturowany.

***

Co było w filmie?

Kilkaset autentycznych scen z życia pasterza. Wśród nich był na przykład dzień, w którym mężczyzna zrezygnował ze zdawania do przypałacowej szkoły. Scenę tę kończyła niezwykle realistyczna symulacja tego, co by się stało, gdyby wówczas zdobył się na odwagę. Okazało się, że zaszedłby tak wysoko, że byłby jednym z najbogatszych mieszkańców królestwa.

W innej scenie można było zobaczyć, jak pasterz rezygnuje z podejścia do nieziemsko pięknej dziewczyny, która na miejskim placu upuściła niechcący jedwabną chusteczkę. W tym przypadku, według stuprocentowo pewnych obliczeń, to pozornie drobne zdarzenie miało się zakończyć ich ślubem i hucznym weselem.

W jeszcze innym miejscu pojawiał się trędowaty człowiek, który chciał pasterzowi sprzedać swoje bezwartościowe, usiane żwirem pole, żeby zdobyć pieniądze na leczenie. I tym razem pasterz odmówił, choć cena za parcelę była nieprzyzwoicie niska. Parę lat później w tym miejscu odkryto złoża cennego metalu.

Takich scen, w których pasterz powodowany strachem, brakiem pewności siebie albo chorobliwą nieśmiałością traci okazję za okazją, było naprawdę sporo.

Kat doszedł jednak do wniosku, że nie może pokazać filmu mężnej kobiecie. Była bowiem pierwszą osobą, która z własnej woli wybrała karę za kogoś innego. Gołym okiem było widać, że jej miłość do męża musiała naprawdę być gigantyczna.

Dlatego poczęstował ją jeszcze drugim kawałkiem ciasta i… pożegnał. Powiedział jej, że może wracać do domu.

***

Kiedy tylko przekroczyła próg swojej starej chaty, mąż rzucił jej się na szyję (fakt faktem, nie robił tego od niepamiętnych czasów). Zaczął wypytywać żonę, czy ją bolało i czy bardzo ją skrzywdzili. Nie chciał uwierzyć, że naprawdę jest cała i zdrowa. A historię o szarlotce uznał za objaw pomieszania zmysłów. Domyślił się, że pewnie zrobili jego żonie jakieś wyjątkowo perfidne pranie mózgu.

***

A kobieta?

Cóż, musiała się od tej pory pogodzić, że mieszka pod jednym dachem z kompletnym, zawodowym wręcz nieudacznikiem. Musiała, ale tego nie zrobiła. Pchana kobiecą ciekawością, postanowiła coś sprawdzić. Parę dni później wybrała się do wąwozu i zaczaiła się na urzędniczą karawanę. Zastrzeliła woźnicę, a potem od razu poprosiła o zamianę kary śmierci na wizytę w sali bezbolesnych tortur.

***

Kat z miejsca ją rozpoznał. Wyszedł na zaplecze, żeby przyjrzeć się filmowi z udziałem kobiety. I również tym razem uznał, że nie może go pokazać skazanej. Powód był jednak inny. Kolejne sceny utwierdziłby ją w przekonaniu, że ma nieprawdopodobne szczęście. Że każda jej życiowa decyzja okazywała się strzałem w dziesiątkę. Nawet to, że wybrała na męża taką ofiarę losu.

Taki film nie mógł zatem w żadnym wypadku być dla niej karą. Ale karą (i to dotkliwą) mogło być coś innego.

***

Kobieta nie chciała uwierzyć, że kat wyprasza ją z sali. Zrozumiała to dopiero wtedy, kiedy czterech osiłków brutalnie wyrzuciło ją z pałacu. Wróciła do domu. Obsesyjne myślenie o tym, co było na filmie i dlaczego kat odstąpił od wykonania kary, doprowadziło ją do szaleństwa, z którego nie udało jej się wyzwolić do dnia dzisiejszego.

***

Jaki z tego morał?

1) Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Nie znaczy to, że im lepiej śpisz, tym mniej wiesz.

2) Dlaczego taki morał?
Patrz: punkt pierwszy.

 


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *