Kryzys-sryzys, czyli lekarstwo na wypalenie

Jestem copywriterem. Najtańszym z najlepszych

Kryzys-sryzys, czyli lekarstwo na wypalenie

7 maja 2018 Inspiracje 6


 

Jednego dnia kochacie pisać, a drugiego nie możecie patrzeć na klawiaturę?

Jest na to lekarstwo.

 


Rób to co kochasz?

Zaliczyłem parę tego rodzaju kryzysów. Wydaje mi się, że wiem, gdzie leży ich przyczyna.

Wszystko zależy od waszej wewnętrznej motywacji. Pewnie wiecie, że większość poradników w tym momencie wyjeżdża z hasłem „rób to, co kochasz” albo z innym: „znajdź swoją pasję”.

Problem w tym, że to tak zwana…


gówno prawda

To co najwyżej połowa sukcesu. I to ta mniejsza połowa. Dowód? Sam kocham pisanie i czuję, że to moja pasja, a mimo to regularnie łapię z tego powodu doła.

Ostatni kryzys sprawił, że postanowiłem w końcu znaleźć antidotum na wypalenia i inne kryzysy. Szukając go, doszedłem do wniosku, że jest coś, co pomaga omijać tego rodzaju przeszkody.


Lekarstwo

Myślę, że motywacja (i to nie tylko do pisania) powinna leżeć głębiej i być bardziej bezinteresowna.

Zwróćcie uwagę, że zarówno w „rób to, co kochasz”, jak i w „znajdź swoją pasję” akcent jest położony na „ja”: rób to, co sam kochasz, znajdź swoją pasję i tak dalej.

A gdyby tak przesunąć ten akcent z „ja” na „oni”?

Gdyby główną motywacją było dobro innych ludzi? Gdyby celem każdego waszego wpisu było rzeczywiste dobro waszych czytelników? Na przykład:

  • sprawienie im prawdziwej radości przepisem na obłędnie smakującą potrawę,
  • nauczenie ich czegoś, co od zawsze chcieliście im przekazać,
  • pokazanie im rzeczy, które są tak piękne, że musicie się tym pięknem z nimi podzielić,
  • podzielenie się z nimi refleksją, która wywróciła wasze życie do góry nogami,
  • rozśmieszenie ich w ponury poranek
  • albo otarcie im łez mądrym tekstem dającym nadzieję?

Uzależnienie od dobra

Jaki byłby efekt takiego podejścia do blogowania?

Myślę, że czytelnicy szybko zauważyliby, że w to, co robicie, wkładacie co najmniej całe swoje serce. I równie szybko zaczęliby zwracać wam „poniesione wydatki”.

Dobro włożone w taki blog zaczęłoby do was wracać ze zdwojoną siłą. Co więcej, szybko uzależnilibyście się od tego.

A uzależnienie się od rozsiewania dobra to przecież nic złego, prawda?


Wniosek?

Chcesz uchronić się przed wypaleniem?

Rób to, co kochasz, ale przede wszystkim kochaj ludzi, dla których robisz to, co robisz.



 

6 komentarzy

  1. Aneta D Falkiewicz napisał(a):

    Zgadza się. Mnie bardziej motywuje pisanie nie dla siebie, ale dla moich czytelników. I widzę w wyobraźni jak oni czytają moje przyszłe ebooki, jak reagują, jak je trawią, to działa bardziej niż pisanie dla siebie, wywlekanie swojej wiedzy.

  2. Goga napisał(a):

    To chyba umrę szczęśliwa i spełniona ;))) Oj też mam czasem kryzysy, ale chyba nie ma lepszej motywacji niż świadomość, że zawsze ktoś potrzebuje naszego pisania 🙂 W końcu pisze się zawsze dla innych 😉

  3. Justyna Karolak napisał(a):

    Piękny wpis, Macieju, i zasadniczo zgadzam się z jego postulatami :). Powiedziałabym jednak, że nie warto zupełnie rezygnować z „ja”, wyrzekać się… bezinteresowności względem samego siebie. Myślę, że nie można bez przerwy przyjemnie łaskotać się tym, że robi się coś wyłącznie dla innych, dla swoich Czytelników… Prawda przecież jest taka, że nasze pasje uskrzydlają nas samych, sprawiają, że życie nam smakuje :). A kryzysy? Przypływają i odpływają, zmieniają się jak fazy Księżyca. Coś można przeczekać, coś zwalczyć, coś naprawić, nad czymś zapłakać… „Śmiech ze łzami pomieszany”, jak powiedział chyba Leśmian :). Da się z tym żyć :).

  4. annastranc napisał(a):

    Pozornie prosty, świetny sposób, ale nie do końca. Zawsze wychodzimy od siebie, od tego co my i jak czujemy, a nie od reakcji innych na nasze samopoczucie. Trzeba myśleć o innych owszem, ale o sobie też. Nie można niszczyć siebie dla innych, więc niekoniecznie inni stają się motywacją:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *