Ten weekend zmieni wszystko! [15-16.10.22]


 


 

Sponsorem tego wydania newslettera jest słowo POCZĄTEK.

 


 

TEKST NR 1: ZACZYNANIE OD POCZĄTKU

Jeśli tworzysz treści do internetu albo dopiero chcesz zacząć to robić – koniecznie przeczytaj tę część newslettera.
 
 
Wyobraź sobie, że jesteś utalentowanym kucharzem.

Pewnego dnia postanawiasz otworzyć małą restaurację w swoim miasteczku leżącym gdzieś w górach.

Każde Twoje danie jest niezwykłe w smaku, ale jego przygotowanie jest wyjątkowo pracochłonne, a przez to – dość drogie.

Marzysz o tym, żeby Twoja restauracja przyciągała tłumy turystów.

Jednak po otwarciu okazuje się, że zaglądają do niej tylko miejscowi (i to z rzadka).

Gorzej – odwiedzają ją w większości Twoi znajomi i członkowie rodziny.
 
 
Dochodzisz do wniosku, że nie chcesz używać całego arsenału środków, żeby gotować dla ludzi, którzy i tak Cię znają.

Co innego, gdyby odwiedził Cię ktoś spoza kręgu znajomych, może ktoś znany, ktoś wpływowy…

Zaraz stałbyś się znany, popularny i tak dalej.

Wtedy bez wahania stanąłbyś na głowie, żeby rozpieścić jego podniebienie.

Ale dla „swojaków” przyrządzasz co najwyżej taniego schabowego z kapustą.

Robisz tak, bo babcia zawsze Ci powtarzała, że nie strzela się z armaty do wróbla.
 
 
Co dzieje się później?

Sytuacja taka ciągnie się miesiącami.

Liczba gości utrzymuje się na stałym, ale dość kiepskim poziomie.

Popadasz w coraz większe zniechęcenie.

W końcu restauracja upada.
 
 
Albo inny przykład, dużo bardziej absurdalny:

Wyobraź sobie, że trwa wojna, a Ty jesteś lekarzem wojskowym.

Na plac przed szpitalem polowym przywożą rannych w ostatniej bitwie.

Jednak zamiast zacząć od razu ratować im życie, polewasz im tylko rany wodą utlenioną.

Mówisz, że poczekasz, aż rannych będzie więcej i dopiero wtedy pokażesz, na co naprawdę Cię stać.

Dopiero wtedy użyjesz wszystkich swoich talentów.
 
 

Dlaczego Ci o tym piszę?

Newsletter, który czytasz, subskrybuje około 300 osób.

Z różnych przyczyn technicznych maile docierają do części z nich.

Jeśli już dotrą, to otwiera je jakieś 60% ludzi.

Spośród tych 60% jakaś połowa decyduje się kliknąć link umieszczony w treści maila.

Efekt jest taki, że realnie moje teksty czyta w najlepszym wypadku trochę ponad 100 osób.

Czasami dużo mniej.
 
 
Przejdźmy do kosztów.

Ostatni newsletter kosztował mnie kilka godzin pracy.

Część tekstów pisałem w środku nocy.
 
 
I teraz pytanie, które sobie na pewno zadajesz, jeśli tworzysz treści do internetu:

Czy warto poświęcać tyle czasu i energii, żeby dotrzeć ze swoim przekazem do tak niewielkiej grupy odbiorców?

Czy warto od samego POCZĄTKU oferować wszystko, co ma się najlepsze?

Czy nie grozi to wystrzelaniem się z nabojów?

Czy nie sprawi to, że kiedy w końcu powiększy się Twoje audytorium, to okaże się, że najlepsze pomysły na treści – zwyczajnie Ci się skończyły?
 
 
Odpowiedź:

Intuicja podpowiada mi, że warto od POCZĄTKU działać na co najmniej 100% mocy.

Warto przyrządzać genialne potrawy dla znajomych, którzy odwiedzają Twoją restaurację.

Warto ratować każdego rannego, nie licząc się z kosztami.

Dlaczego?

Z trzech powodów.
 
 
Pierwszy powód: dobra treść zawsze będzie dobrą treścią.

Jeśli opublikujesz ją, gdy będziesz mieć 3 fanów, to za x czasu możesz opublikować ją po raz drugi (np. w lekko zmienionej formie).

Jeśli wcześniej opublikujesz ją na swoim blogu, to obstawisz wejścia z Google.

Dobra treść to majątek, który raczej nie straci szybko na wartości.
 
 
Drugi powód: lęk o wystrzelanie się z najlepszych pomysłów – jest irracjonalny.

Praktyka pokazuje, że im więcej dobrych pomysłów „produkujesz”, tym więcej masz ich w swoim „magazynku”.
 
 
Trzeci powód: warto od początku tworzyć świetne rzeczy, bo znajomy, którego żołądek doprowadziłeś do ekstazy, z przyjemnością opowie o tym innym.

A ranny żołnierz, któremu rzuciłeś się na ratunek, będzie Twoją najlepszą reklamą.

Przynajmniej teoretycznie.
 
 
Badania przeprowadzone 2000 lat temu wykazały, że tylko 10% osób, którym ofiarujesz coś cennego, podziękuje Ci za to.

(źródło: jedna z Ewangelii, historia o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych) 😉
 


 

TEKST NR 2: ZACZYNANIE OD ŚRODKA

Piszę teraz scenariusz słuchowiska na konkurs.

Choć prawdę mówiąc, bardziej odbywa się to w mojej głowie niż w edytorze tekstu.
 
 
Wszystko ZACZĘŁO SIĘ pewnego dnia od takiej sceny:

Noc przechodząca w poranek. 5-letnia dziewczynka budzi starszego brata. Pyta go, gdzie są rodzice. On odpowiada, że tam, gdzie zawsze. Dziewczynka mówi, że nikogo nie ma w sypialni. Chłopiec na to, że pewnie są w kuchni. Dziewczynka płacze, że nie mają już kuchni. Chłopiec zrywa się na równe nogi. Wybiega z pokoju i…
 
 
Na pewno chcesz teraz wiedzieć 2 rzeczy:

1) co było dalej

2) co wydarzyło się wcześniej

Mam rację?
 
 
Stało się tak, ponieważ ZACZĄŁEM od środka.

Zwróć uwagę, że ta scena może znajdować równie dobrze na początku, w połowie, jak i na końcu słuchowiska.

Jeśli więc bezskutecznie szukasz pomysłu na książkę, scenariusz czy cokolwiek, co ma litery – ZACZNIJ właśnie od środka.

Od jednej, nawet przypadkowej sceny.

Zobaczysz, jak bardzo ułatwi Ci to pracę.
 
 
Jeśli szukasz pomysłu na artykuł, podcast albo filmik, zacznij od dowolnego strzępka informacji.

Przykład: „wczoraj ceny paliw spadły o 90%” albo „mój Krzysio wspiął się na najwyższe drzewo w ogrodzie” 🙂

Potem rozpisz sobie 2 rzeczy:

– co wydarzyło się wcześniej

– co zdarzy się później

A na koniec poukładaj spisane w ten sposób informacje np. w porządku chronologicznym.
 
 
W pracy kreatywnej najtrudniejszy jest moment początkowy.

Wpatrywanie się w migający kursor w pustym pliku tekstowym jest ogromnie stresujące.

Ale kiedy już się ZACZNIE, nawet od środka, nawet od jakiegoś nieistotnego drobiazgu, to potem wszystko leci z górki.
 


 

TEKST NR 3: ZACZYNANIE OD KOŃCA

Nie ukrywam, że momentami jestem już bardzo zmęczony copywritingiem.
 
 
Najbardziej męczy mnie konieczność każdorazowego wymyślania koła od nowa.

Czuję się jak szalony piekarz, który każdy bochenek wypieka na indywidualne zamówienie według coraz to nowego przepisu.

Marzę o tym, żeby napisać coś raz a dobrze (np. książkę), a potem przez jakiś czas móc z tego żyć.
 
 
I teraz najciekawsze.

Znalazłem ostatnio na stronie Imker.pl narzędzie o nazwie SalesCRM.

Narzędzie to pozwala podpiąć w dowolnym miejscu na stronie internetowej koszyk zakupowy.
 
 
Czyli:

Mam wpis na blogu o jakimś swoim produkcie albo usłudze.

Następnie w którymś miejscu wpisu umieszczam button z napisem „kup teraz”.

Internauta klika przycisk i przechodzi do koszyka.

Wypełnia dane, robi przelew i gotowe.

Tak jak w normalnym sklepie internetowym.
 
 
Mam więc koszyk z wszystkimi potrzebnymi funkcjami.

Pytanie, na które nie znam jeszcze pełnej odpowiedzi: jak doprowadzić do niego klienta?

W którym momencie zacząć „zastawiać na niego pułapkę”?

Czy w artykułach na blogu? W newsletterze? W stopce mailowej? W podcaście?

A może w jakiś zupełnie nieszablonowy sposób, np. występując u kogoś na kanale YT?

Jaką drogą poprowadzić klienta za rękę, żeby na końcu tą ręką kliknął przycisk „kup teraz”?
 
 
Od jakiegoś czasu mocno interesuję się tematem sprzedaży.

Zamiast zająć się tworzeniem świetnego produktu, rozkminiam, jak go sprzedam, jaki mechanizm muszę stworzyć, żeby doprowadzić klienta do koszyka.

ZACZYNAM więc trochę… od końca.

Stawiam sprzedaż na pierwszym miejscu.

Wychodzę z założenia, że większą sztuką jest stworzyć skuteczny, skalowalny, maksymalnie bezobsługowy system sprzedaży niż… nowy produkt lub usługę.
 
 
Do czego chcę Cię namówić?

Do ZACZYNANIA od końca.

Do podważania status quo.

Do szukania rozwiązań, które zdają się przeczyć zdrowemu rozsądkowi.
 


 

FINAŁ

Dziś napisałem Ci o 3 rodzajach rozpoczynania.

Do czego chcę Cię zachęcić?

Do odpalenia kolejnego NOWEGO POCZĄTKU w Twoim życiu.

Na przykład do ROZPOCZĘCIA przygody z czymś, co od 10 lat pozwala mi chodzić spać z pełnym żołądkiem:

Darmowy kurs copywritingu i kreatywnego pisania!


 


 

Napisz do mnie! 🙂

Chcesz o coś zapytać albo o czymś pogadać?

Odpowiedz na tego maila.

OTWÓRZ FORMULARZ KONTAKTOWY


     

     


     

    PS

    Oto artykuł gościnny, który pojawił się ostatnio na moim blogu.

    Jedno z zawartych w nim zdań jest warte co najmniej kilka tysięcy złotych miesięcznie.

    Guest posting – czym jest i po co pisać artykuły gościnne?


     


     

    Zobacz inne wydania newslettera

    Kliknij tutaj

    Kliknij tutaj

     


     

    Zapisz się na newsletter

    Jeśli ktoś podesłał Ci link z tym wpisem – zrób kolejny krok:

    Zapisz się na „Newsletter dla najwierniejszych fanów”

    Copy link
    Powered by Social Snap