Dlaczego wszystko będzie dobrze? (nawet jeśli ludzie mówią, że nie będzie)


 


 
1)

Kiedy małe dziecko po raz pierwszy przewróci się na betonowym chodniku, jego kolana przypominają 2 pomidory roztarte na chropowatej ścianie.

Patrzy ze łzami w oczach na swojego rodzica.

Nie mówi tego na głos, ale całym sobą chce zapytać:

mamo, tato, co teraz ze mną będzie?

Wtedy rodzic mówi, że wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo dobrze wie, że takie rany naprawdę szybko się goją.
 


 
2)

Kiedy twarz chłopaka pewnej nocy obsypuje się dziesiątkami pryszczy, które od nadchodzącego poranka staną się dla niego powodem wieloletnich kompleksów, wtedy pyta swoich rodziców:

dlaczego życie musi być tak beznadziejne?

Rodzic odpowiada mu, żeby się nie martwił, bo wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo wie, że nawet najbardziej burzliwie pokręcony okres dojrzewania nie trwa wiecznie.
 


 
3)

Kiedy młoda kobieta, mimo najszczerszych chęci nie może znaleźć nikogo, kto chciałby się z nią zestarzeć, wtedy dzwoni zapłakana do swoich rodziców.

Nie musi nic mówić.

Każde pociągnięcie nosem, które słychać w telefonie, brzmi tak samo:

czy ze mną na pewno wszystko jest okej?

Wtedy rodzic mówi, żeby się nie załamywała, bo wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo dobrze zna swoje dziecko.

Wie, że gdzieś na świecie żyje mężczyzna, który doceni dobre serce jego córki.
 


 
Kiedy jednak rodzic sam wpada w tarapaty,

kiedy dopada go choroba,

kiedy żyje związany wstydem, lękiem i paroma innymi rzeczami,

kiedy każdy jego plan kończy się katastrofą

wtedy czasem zupełnie zapomina o tym,

co tyle razy powtarzał swoim dzieciom:

że wszystko będzie dobrze.
 


 
Czytałem kiedyś pewną starą książkę.

Liczyła jakieś 200, może 250 stron.
 
 
200 stron to nie jest dużo.

Tyle można przeczytać w jedno popołudnie.
 
 
Gdybym miał napisać jej recenzję, to byłaby wyjątkowo krótka.

Zawartość streściłbym jednym zdaniem:

„WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE”.
 


 
Gdyby tę książkę napisał Niemiec, pewnie jej tytuł brzmiałby jak szczekanie wkurzonego owczarka.

Gdyby zabrał się za nią Amerykanin, pewnie dałby tytuł „Good news”.

Jednak wydanie, które miałem w ręku, było przetłumaczone z greckiego.

Dlatego tytuł brzmiał jeszcze krócej:

Ewangelia.
 


 
Kiedy wpadasz w tarapaty,

kiedy dopada Cię choroba,

kiedy żyjesz związany wstydem, lękiem i paroma innymi rzeczami,

kiedy każdy Twój plan kończy się katastrofą,

wtedy sięgnij po tę książkę.
 


 
Dzięki niej,

zupełnie niedawno odkryłem

i przekonałem się na własnej skórze,

że cokolwiek się wydarzy,

to… będzie dobrze.
 


 
NAPRAWDĘ WSZYSTKO!
 


 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *