Najbardziej przewrotny tekst na tym blogu

Maciej Wojtas: copywriter z 10-letnim stażem

Najbardziej przewrotny tekst na tym blogu

22 maja 2017 Porady dla copywriterów 1


 


 
Pod żadnym pozorem nie czytaj tego przy obiedzie!

Ostatnie zdanie wyjaśni ci, dlaczego…
 


 
Na jednej z paryskich ulic znajdowała się dmuchana reklama kawiarni braci Cezanne.

A na samym rogu tejże ulicy mieściła się legendarna restauracja mistrza Fernando.

Pracowało w niej wielu mistrzów garnka i patelni i drugie tyle kelnerów.

Lecz jeden z nich, mam na myśli kelnerów, skrywał w swoim galijskim sercu mroczną tajemnicę.

Uciekał zawsze pierwszy z restauracji i biegł na pobliski przystanek.

Łapał tam pierwszy autobus, jaki tylko mu się nawinął.

Ewentualnie zamaszyście machał swoją chudą ręką, zatrzymując miejską taksówkę.

Musiał być naprawdę dziwnym człowiekiem, ponieważ żadna z pytanych o niego osób, nie chciała się wypowiadać na jego temat.

Całymi dniami pracował praktycznie bez odpoczynku.

Inny na jego miejscu dawno wyciągnąłby nogi (i to parę razy).

Do tego strasznie denerwował wszystkich swoim lekko drwiącym uśmieszkiem.

Okazało się, że miał swoje powody do radości.

To była, jak się pewnie już teraz domyślasz, niestety chora, perwersyjna radość.

Ale sprawa wyszła na jaw dopiero po jego śmierci.

Latami udawało mu się ukryć swój niecny i godzien potępienia proceder.

Ech… gdyby tylko goście mistrza Fernando wiedzieli,…

Ruszając po kolejne zamówienie na zaplecze, nasz bohater lustrował najpierw osobę siedzącą przy stoliku.

Zapamiętywał jak najwięcej szczegółów dotyczących gościa restauracji, żeby móc przygotować odpowiednią dla niego przyprawę.

Aczkolwiek nie były to ani zioła, ani nic, co normalnemu człowiekowi przeszłoby przez gardło.

Dodawał bowiem, najczęściej do zup, soczystą porcję ciągnącej się śliny starannie zmieszanej z trzydniowym katarem.

„Uwielbiam patrzeć, jak goście, których serdecznie nienawidzę, z rozkoszą połykają zupę, za którą zapłacili jak za zboże” (takie oto zdanie znaleziono potem w jego prywatnym notesie).

Rzucał potem okiem na cały personel, żeby mieć pewność, że pozostał niezauważony.

Nakładał na twarz swój firmowy uśmiech.

I otwierał drzwi do sali restauracyjnej, niosąc talerze z małą niespodzianką…

Uuuuulala…!
 


 

  • Mam nadzieję, że gładko przełknąłeś ten smakowity tekst.
  • Przewiń go teraz od początku.
  • Przeczytaj kolejno pierwsze litery wszystkich zdań.

 


 
PS. Historię o paryskim kelnerze zmyśliłem. Nie oznacza to jednak, że takie osoby nie istnieją w rzeczywistości.
 


 

image_pdfimage_print

One Response

  1. Moim zdaniem bardzo realne…
    Skojarzyło mi się to ze znanym polskim filmem i komentarzem – waliłem gruchę do głównego zbiornika

Skomentuj Przemysław "czarny" Piątek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Copy link
Powered by Social Snap