1

Inspirujące cytaty (cz. 1)

Rada Piotra Skrzyneckiego dla Jana Kantego Pawluśkiewicza.

Nie denerwuj się tak, nie przejmuj się, nie traktuj samego siebie tak śmiertelnie serio. Szukaj ciekawych rzeczy, ciekawych detali. Bądź perfekcyjny w szczegółach, bo to ma niesłychane znaczenie dla całości. Sztuka to bardzo ciężka praca, ale przynosi ogromną satysfakcję*.

*) Joanna Olczak-Ronikier, „Piwnica pod Baranami czyli koncert ambitnych samouków”, Warszawa 1994.



Prowadzisz agencję reklamową?
Szukasz copywritera, scenarzysty?

Zobacz, w czym mogę Ci pomóc (moja oferta)
Zobacz, co zachwyciło moich klientów (referencje)
Obejrzyj moje portfolio
Dowiedz się więcej o mnie (z kim współpracuję)
Zobacz, nad czym teraz pracuję


Napisz do mnie:

     


     




    28 lat życia – wzruszająca historia opowiedziana bez słów

    Niezwykły dowód na to, że poruszające historie można opowiedzieć zupełnie bez słów.

    Wszystko zaczyna się w roku 1986. Oto ojciec i jego maleńki synek…

    ojciec1

    Dalszy ciąg znajdziecie tutaj.



    Prowadzisz agencję reklamową?
    Szukasz copywritera, scenarzysty?

    Zobacz, w czym mogę Ci pomóc (moja oferta)
    Zobacz, co zachwyciło moich klientów (referencje)
    Obejrzyj moje portfolio
    Dowiedz się więcej o mnie (z kim współpracuję)
    Zobacz, nad czym teraz pracuję


    Napisz do mnie:

       


       




      Jak pisać dialogi? (cz. 1)

       


       

      Porada nr 1: każda postać powinna posługiwać się swoim językiem.

       


       

      Nie chodzi tu o to, żeby tworzyć filmową wieżę Babel i pisać sceny, które będą zrozumiałe jedynie dla zatwardziałych poliglotów, lecz by z jednej strony uczynić postać wiarygodną, a z drugiej – nadać jej pewien charakterystyczny, niepodrabialny rys.

      Uczeń najgorszego gimnazjum w mieście najprawdopodobniej będzie używał słów, na dźwięk których jego 90-letnia prababcia wytrzeszczy oczy ze zdumienia (zakładając, że je w ogóle usłyszy).

      Doszczętnie pijany ojciec wysławiał się będzie raczej monosylabami, a zgorzkniały profesor literatury na elitarnym uniwersytecie ostrzeliwał będzie biednych pierwszoroczniaków ostrymi i boleśnie celnymi one-linerami.

      Czy jednak zawsze trzeba się kurczowo trzymać tej zasady? A gdyby tak wyposażyć daną postać w język zupełnie do niej niepasujący? Ksiądz, który klnie jak szewc, małomówna przekupka albo rapujący ordynator oddziału psychiatrycznego – pole do popisu wydaje się być naprawdę spore.

      Warto także pomyśleć nad powiedzonkami, słownymi tikami, które wspaniale ubarwią naszych bohaterów.

      Pamiętacie film Nie lubię poniedziałku i postać Zygmunta Bączyka, zaopatrzeniowca z Sulęcic? Pewnie nie. A wielokrotnie padający w tej komedii tekst kurka wodna? Prawda, że trudno go zapomnieć?

      Trzeba w tym miejscu wspomnieć o serialu Dom, który jest wręcz naszpikowany tego rodzaju tekstami (Koniec świata, pani Popiołkowa albo ile i dlaczego tak drogo – to tylko dwa z wielu przykładów).

      https://www.youtube.com/watch?v=cvlPBQXs1vY

       


       

      Druga część artykułu >>>

       


       

       


       




      Książka, która rzuca na kolana i długo nie pozwala z nich wstać

      Bruno Schulz: Sklepy cynamonowe – absolutny majstersztyk. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto zawodowo zajmuje się pisaniem. Zresztą, pierwszy z brzegu fragment potwierdza, że wyobraźnia autora nie uznawała żadnych granic:

      Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku przechodziło co dzień na wskroś całe wielkie lato: cisza drgających słojów powietrznych, kwadraty blasku, śniące żarliwy swój sen na podłodze; melodia katarynki, dobyta z najgłębszej złotej żyły dnia; dwa, trzy takty refrenu, granego gdzieś na fortepianie wciąż na nowo, mdlejące w słońcu na białych trotuarach, zagubione w ogniu dnia głębokiego.

      Po sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje, zasuwając płócienne story. Wtedy barwy schodziły o oktawę głębiej, pokój napełniał się cieniem, jakby pogrążony w światło głębi morskiej, jeszcze mętniej odbity w zielonych zwierciadłach, a cały upał dnia oddychał na storach, lekko falujących od marzeń południowej godziny.

       


       




      Zanim go powiesili, czyli sztuka opowiadania historii


       


       
      Czy w świecie, w którym na coraz to bardziej znudzonych widzów czekają technologie 3D, 4D itp., zwykłe litery, zwyczajne słowa przelane na papier mają jakiekolwiek szansę, by przebić się ze swoją ofertą? Czy są jeszcze w stanie wywołać gęsią skórkę i sprawić, by dreszcz emocji przeszył nasze ciało od czubka głowy po palce stóp?
       


       

      Liczy się sposób opowiadania historii

      Zdecydowanie tak. Wystarczy tylko wiedzieć, jak opowiedzieć historię. Nawiasem mówiąc, jeśli przeczytacie artykuł do końca, zrozumiecie dlaczego storytelling robi ostatnio oszałamiającą karierę i jak ogromna moc drzemie w dobrze podanych i odpowiednio doprawionych opowieściach.

      Świetny przykład tekstu, w którym to forma ma kluczowe znaczenie, znalazłem w książce Listy do młodego pisarza M. V. Llosy. Sama fabuła wydaje się być szablonowa i niezbyt odkrywcza. Natomiast sposób, w jaki została przedstawiona, zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie.

      To równocześnie kolejny przykład na to, jak zabieg formalny potrafi nadać prostej historii – zaskakującej, niezwykłej głębi.

       


       

      Może wszystko to stanie się dla Ciebie jaśniejsze, jeśli podam Ci przykład. Czytałeś kapitalne opowiadanie Ambrose’a Bierce’a Przy moście nad Sowim Potokiem (An Occurrence at Owl Creek Bridge)?

      W czasie amerykańskiej wojny domowej farmer z Południa Peyton Farquhar, który zamierzał zniszczyć most kolejowy, ma być powieszony. Opowiadanie zaczyna się w momencie, kiedy na szyję nieszczęśnika, którego otacza oddział żołnierzy gotowych do przeprowadzenia egzekucji, zostaje nałożony sznur.

      Gdy jednak pada rozkaz wyznaczający kres życia skazańca, sznur się urywa i mężczyzna wpada do wody. Mimo ostrzału żołnierzy, mierzących doń z mostu i z brzegów rzeki, dopływa bezpiecznie do brzegu i podejmuje ucieczkę.

      Wszystkowiedzący narrator pozostaje bardzo blisko zmieniającej się świadomości Peytona Farquhara; widzimy, jak bohater idzie przez las, ścigany, wspominając epizody ze swego życia, i dociera do domu, w którym mieszka i wygląda go ukochana kobieta i gdzie, jeśli umknie prześladowcom, znajdzie schronienie.

      Narracja trzyma w napięciu – tak jak karkołomna ucieczka. I oto w polu widzenia pojawia się dom; mężczyzna, przekroczywszy próg, dostrzega wreszcie sylwetkę żony. W chwili gdy przytula kobietę, wokół jego szyi ostatecznie zaciska się pętla – co właściwie zaczęło się dziać na początku opowiadania, sekundę czy dwie wcześniej.

      Wszystko wydarzyło się w jednym momencie, stanowiło ulotną wizję, którą opowiadanie rozszerzyło, stwarzając swoisty, odrębny czas, czas słów, odmienny od realnego (od czasu obiektywnej akcji, liczącego zaledwie sekundę). Czyż nie widać tu wyraźnie sposobu, w jaki fikcja literacka buduje własny czas, oparty na czasie psychologicznym?

       


       

       


       




      Czy dialogi w filmie są naprawdę niezbędne?

      Wiadomo, że kino u swych początków obywało się zupełnie bez dialogów. Ale czy widzieliście współczesny film zupełnie pozbawiony słów, a mimo to wywołujący emocje? Jeśli nie – obejrzyjcie „A Thousand Words”.

      Przy okazji, jak (Waszym zdaniem) powinien zakończyć się ten króciutki film? Jedno z możliwych rozwiązań znajdziecie poniżej.

      Alternatywne zakończenie:

      Mężczyzna wchodzi do domu „nieznajomej z pociągu”. W pokoju na ścianach wiszą zdjęcia różnych młodych mężczyzn podróżujących kolejką podmiejską. Bohater filmu podchodzi do stołu, na którym znajduje się otwarty laptop. Widok tego, co kryje się na ekranie, sprawia, że w jednej chwili twarz mężczyzny tężeje z przerażenia (cięcie:)

      Zobaczcie również: http://www.bluecatscreenplay.com/articles/top-5-silent-sequences-in-film/

      Szukasz pomysłu na spot reklamowy?
      Napisz do mnie

       


       




      Skandynawska szkoła reklamy

      Po tej reklamie kawy na pewno odejdzie wam ochota na poranną filiżankę herbaty 🙂 Pewnie dlatego, że od teraz torebki z herbatą będą się wam kojarzyć tylko z jednym. Z czym konkretnie? Nie mogę zdradzić. Obejrzyjcie spot.

      Reklama ta jest świetnym dowodem na wyższość dobrego pomysłu nad nawet największym budżetem.

      Wystarczy jeden aktor, jedno pomieszczenie, zero dialogów i efektów specjalnych, by reklama wryła się głęboko w pamięć, a przy okazji – skutecznie zniechęciła widza do produktów konkurencji.

      W tym przypadku – właśnie do herbaty.

       


       




      Reklama samochodu – bez samochodu


      Genialna reklama Land Rovera, w której samochód nie pojawia się nawet przez ułamek sekundy, a mimo to, nie tylko czujemy podskórnie, jak wielką frajdą musi być podróżowanie terenówką po największych wertepach i bezdrożach, ale i nabieramy apetytu na mały „off-road”.

      Doskonałym pomysłem było zaangażowanie do tej reklamy parkourowców, czyli ludzi z swej natury lekceważących jakiekolwiek przeszkody, nie mówiąc już o prawach grawitacji.

      Ciekawostka: motyw muzyczny występujący w tej reklamie (preludium J.S. Bacha) występuje w pieśni kościelnej… „Ave Maria” (bardzo często wykonywanej na ślubach). Wydaje się, że zabieg ten miał na celu podkreślenie swoistego „konserwatyzmu” kojarzonego z tą angielską marką samochodów.

      Jak myślicie, czy można ten sam pomysł przenieść do reklamy samochodu miejskiego, autobusu, motocykla?

       


       




      Reklama społeczna, która wbija w fotel


      Na ogół reklamy społeczne dotykające problemu wypadków drogowych, epatują naturalizmem: hektolitrami krwi, drastycznym widokiem ciał ofiar wypadków itp. Elementy takie – w zamyśle twórców – mają wstrząsnąć sumieniami kierowców.

      Tymczasem jakiś czas temu powstał filmik przestrzegający przed brawurowym stylem jazdy, w którym najbardziej poruszającym elementem są… dialogi. Dzieje się tak dlatego, że już w połowie reklamy przeczuwamy, co wydarzy się w finale. Zarówno bohaterowie reklamy, jak i widzowie mają świadomość nadchodzącej katastrofy. Zatrzymanie akcji, które ma miejsce w połowie filmiku sprawia, że jeszcze na moment odżywa w nas nadzieja na szczęśliwe zakończenie. Niestety, pewne rzeczy są nieodwracalne. Wyrok już zapadł…

      Ten trik scenariuszowy sprawia, że poniższy obraz działa na wyobraźnię widza o wiele bardziej, niż zupełnie dosłownie pokazany wypadek drogowy.

      https://www.youtube.com/watch?v=bvLaTupw-hk

      Szukasz pomysłów na reklamę społeczną? Napisz do mnie: