1

Najlepsze ostatnie sceny filmu (2)

Dziś przykład sceny, która sprawia, że dzieło, które przez kilkadziesiąt minut było zwyczajnym filmem, w efekcie staje się czymś głębokim i możliwym do wielu interpretacji.

Oczywiście nie można mówić, że Grawitacja, bo o niej mowa, jest zwyczajnym filmem, zwłaszcza patrząc na jego warstwę wizualną, która jest (nomen omen) nie z tej ziemi.

Tym, co wkłada całą historię w nawias, jest jej zakończenie.

Można rozpatrywać je na co najmniej trzy sposoby. Na poziomie najbardziej dosłownym jest to typowy happy end. Protagonista pokonuje wszystkie przeciwności losu i dociera do szczęśliwego końca.

Druga interpretacja wykracza jednak poza to, co widzimy na ekranie. Jeśli parę głównych bohaterów uznamy za bliźnięta, to scena powrotu kosmonautki na Ziemię, lądowanie w wodzie, zaczerpnięcie powietrza i wyjście na ląd będzie metaforą ludzkich narodzin.

Zresztą tropów ciążowych jest w filmie więcej. Chociażby to, że osoby dramatu połączone są linami niczym pępowiną, a w jednej scenie bohaterka grana przez Sandrę Bullock ukazana jest wprost w pozie embrionalnej.

Trzeci pomysł na zinterpretowanie Grawitacji jest może trochę naciągany, ale bardzo efektowny. Połączmy fakty: bohaterka pędzi rozżarzonym wehikułem, wpada razem z nim do morza, wychodzi na ląd (czołgając się jak robak), a na końcu staje na dwóch nogach.

Czy można uznać tę sekwencję za skróconą historię życia na Ziemi? Zwolennicy kosmicznego pochodzenia życia na naszej planecie na pewno podpisaliby się pod takim odczytaniem Grawitacji.

Tak czy inaczej, pomysły nr 2 i 3 sprawiają, że to, czym żyliśmy przez prawie cały seans, zaczyna nabierać zupełnie innego sensu.

Zresztą, do podobnych wniosków można dojść, oglądając ostatnią scenę Planety małp (z 1968 roku). To jeden z najbardziej spektakularnych i dających do myślenia twistów w historii kina.

Ostatnia scena sprawia, że zupełnie inaczej odbieramy całą wcześniejszą historię:

Zobacz też pierwszą część wpisu o najlepszych ostatnich scenach >>>




Najlepsze ostatnie zdania w filmach (1)

Mówi się, że film to przede wszystkim obrazy. To właśnie obrazy zapadają nam w pamięć. Dialogi czy monologi, nawet te błyskotliwe – dużo rzadziej.

Istnieją jednak wyjątki od tej reguły.

Obejrzyjcie 5-minutowy dokument Krzysztofa Kieślowskiego pt. Urząd. To nie tylko przejmujące świadectwo epoki, w której film powstał.

To także niezwykle wymowna końcowa scena, w której metaforyczny obraz pomieszczenia wypełnionego po sufit aktami spraw urzędowych jest wzmocniony przez jedno, monotonnie powtarzane zdanie:

Co pan robił na przestrzeni całego życia, co pani robiła na przestrzeni całego życia.

Efekt jest naprawdę wstrząsający.




Najlepsze ostatnie sceny filmu (1)

 


 

Ostatnia scena filmu to przysłowiowa kropka nad i. Czasami scena taka potrafi wywrócić do góry nogami cały sens dzieła. A czasami jest jedyną, która mocno zapada w pamięć widza. Zapraszam na pierwszy artykuł z nowego cyklu.

 


 

300 mil do nieba to oparta na faktach* historia brawurowej ucieczki dwóch braci z Polski. Schyłek komuny, bieda, brak perspektyw. Coś, co dziś określa hasło: dno, muł i wodorosty. Z tym, że tamten koszmar był jak najbardziej realny. W takich okolicznościach w umysłach bohaterów pojawia się pomysł – totalnie zwariowany – by uciec z kraju ciężarówką (konkretnie pod nią).

 


 

Kiedy chłopcy docierają do wymarzonego skandynawskiego raju, dzwonią do swoich rodziców. Słowa dorosłych dosłownie chwytają za gardło. A co najgorsze, są przerażająco aktualne nawet dziś…

*) na faktach, ponieważ to właśnie życie pisze najlepsze scenariusze