To (jedno) zdanie uspokaja mnie w każdej sytuacji


 


 
Jak udaje mi się zachować zdrowy dystans do wszystkiego?

Od tego roku, w każdym krytycznym momencie przypominam sobie jedno zdanie.
 


 
To zdanie to pewna krótka myśl.

Przyszła mi do głowy zupełnie przypadkiem parę miesięcy temu.

Wtedy, kiedy znowu czymś się masakrycznie (i niepotrzebnie) zamartwiałem.

To był taki błysk, który piorunem przelatuje przez mózg.

Pojawia się nagle i nie wiadomo skąd.
 


 
Ta myśl składała się z dwóch części.

Pierwszą było coś w stylu:

„Stary / człowieku / man”

(to ostatnie wypowiedziane z długim, afroamerykańskim akcentem)

a drugą:

„przecież Chrystus zmartwychwstał!”
 


 
Dziwne połączenie, prawda?

Najdziwniejsze było jednak coś innego.

Potężny, 30-tonowy spokój, jaki na mnie spadł chwilę potem.

To było coś tak uspokajającego, wyciszającego, że dochodzę teraz do krańca granic mojego słownika i nadal nie potrafię tego opisać.
 


 
„Przecież Chrystus zmartwychwstał” to zdanie, które można przetłumaczyć tak:

Stary, czym ty się w ogóle martwisz?!

Zapomniałeś, że wszystko, co teraz się dzieje, to tylko przygrywka, trening, ćwiczenia na poligonie?

Zapomniałeś, że pokonałem śmierć, że rozwaliłem ją w drzazgi?

Przecież prawdziwe życie jest gdzie indziej.

A właściwie… „kiedy indziej”.

Nawet jeśli teraz przegrasz i zostaniesz z niczym, jeśli życie posypie ci się tłustym łupieżem, to nie ma to żadnego znaczenia.

Nie ma, bo dopiero po tym, kiedy po raz ostatni zamkniesz oczy, zacznie się prawdziwa zabawa – bez końca!

Dopiero tam, niczym szczeniak cieszący się na widok swojego pana, dopadnie cię prawdziwe szczęście.
 


 
W ciągu całego życia słyszałem tę frazę (o zmartwychwstaniu) niezliczoną liczbę razy.

Słyszałem ją.

Czytałem ją.

Potykałem się o nią i… nic.

Spływała po mnie jak woda po kaczce.

Byłem na nią skutecznie zaimpregnowany.

Aż do któregoś dnia w tym 2021 roku.
 


 
O tym, że nie padłem ofiarą myśli „jednorazowego użytku” świadczy to, że działa ona nadal.

Wystarczy, że w kryzysowej sytuacji przypomnę ją sobie, żeby ciśnienie opadło.

W miejscu szczypiącego w oczy stresu – pojawia się wtedy spokój.

ŚWIĘTY SPOKÓJ 🙂
 


 

2 Comments

  1. To „Pojawia się nagle i nie wiadomo skąd” natychmiast mi przywołało, że pojawia się jak „wiatr, który wieje kędy chce”. A jak tak, to już wiadomo skąd 😉

    Z tym, że słyszałeś wiele razy, a dopiero teraz „dotarło”, też rozumiem. W końcu różnica jest spora między SŁUCHANIEM a USŁYSZENIEM. No i myślę, że dostała Ci się niezła łaska 🙂

    A że prawda sama w sobie podnosząca to tak. Tylko jak sobie człowiek pomyśli iiiiileeee jeszcze do TEGO momentu, to ciężko…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *