Dlaczego brak zdjęcia profilowego zwiększa rozpoznawalność autora?

 


 

Od 2011 roku mam ten sam avatar we wszystkich mediach społecznościowych. Grafika przedstawia żółty ołówek skierowany ostrzem do dołu.

Od lat nie pokazuję w mediach żadnych swoich zdjęć. Nikt nie wie, jak wyglądam.

Na wszystkie prośby o ujawnienie swojego wizerunku, nawet pochodzące od kluczowych klientów, odpowiadam odmownie.

 


 

Efekt?

Mam wrażenie, że jestem znany z bycia nieznanym.

Dlaczego banalny brak zdjęcia spowodował tak nieoczekiwane konsekwencje?

Oto 5 powodów:

 


 

1) Pod prąd

Obejrzałem ostatnio filmik z jakiegoś czeczeńskiego wesela. Właściwie był to korowód samochodów gości zmierzających na tę uroczystość.

Najpierw opadła mi szczęka: Audi, Mercedes, Rolls-Royce, coś włoskiego i wyścigowego, znowu Rolls i tak dalej. Wszystkie czarne, błyszczące i prężące swoje stalowe muskuły.

Szczęka dość szybko wróciła na swoje miejsce, ponieważ im dłużej na to patrzyłem, tym mniejsze emocje to we mnie wzbudzało.

Wszystkie auta były do siebie w jakiś sposób podobne. Trudno było zawiesić na którymś oko.

Gdybym nagle zobaczył tam polskiego malucha, od razu zwróciłbym na niego uwagę. Zapomniałbym o reszcie pojazdów.
 
 
Wniosek: w świecie, w którym wszyscy epatują swoimi fotografiami, pójście pod prąd i totalnie bezkompromisowe ukrycie się przed internautami, jest doskonałym wyróżnikiem.

Ale jest jeden warunek.

 


 

2) Niezmienność reguł

Taka strategia ma sens, jeśli jest niezmienna. Jeśli trwa w tej samej postaci przez dłuższy czas.

Każdy kolejny dzień przeżyty „w cieniu” działa tutaj na moją korzyść.

Niestety, każde odstępstwo od przyjętego planu, może zniweczyć wszystko.

Co gorsza, wycofując się w tym momencie z tej zabawy sprawię, że wszystkie lata spędzone w ukryciu stracą sens.

 


 

3) Czysta ciekawość

Ta strategia wymaga czasu i cierpliwości.

Im dłużej trwam w postanowieniu o niepokazywaniu twarzy, tym bardziej wzrasta w czytelnikach ciekawość.

Ciekawości tej towarzyszy pewien rodzaj (pozytywnych?) emocji.

To ważne, ponieważ to właśnie emocjami internet stoi. A emocje pomagają ludziom zapamiętywać różne rzeczy.

W głowach internautów jestem „tym gościem, którego nigdy nikt nie widział”.

 


 

4) Strata

To moja prywatna teoria:

Uważam, że lubimy i kibicujemy bardziej tym, którzy coś stracili, są czegoś pozbawieni niż tym, którzy mają nieograniczony dostęp do wszystkiego.

Odrzucając liczne okazje do zaprezentowania swojego wizerunku w internecie, też coś tracę.

Trzeba przyznać, że to założenie momentami mocno mnie ogranicza.

Nie mogę pojawiać się na żadnych imprezach branżowych, udzielać wywiadów, występować przed kamerą.

Na szczęście szczerze nie cierpię każdej z tych rzeczy.

 


 

5) Podtrzymywanie ognia

Prawdopodobnie nic by z tego nie było, gdyby nie regularne „chwalenie się” moją strategią.

Temu celowi służy między innymi tekst, który właśnie czytasz.

 


 

Podsumowując

 
1) Ukrywanie wizerunku sprawdza się, jeśli jest strategią długofalową.
 
2) Ma ono sens, jeśli jest prowadzone z żelazną konsekwencją.
 
3) Działa na korzyść, jeśli wywołuje emocje wśród internautów, ponieważ dzięki temu przykuwa ich uwagę i zapada im w pamięć.
 
4) Wymaga jednak wielokrotnego przypominania o sobie.
 

 


 

A Ty?

Chciałbyś być znany z bycia nieznanym?

Czy takie podejście warte jest wysiłku?

 


 

3 Comments

  1. Dobre pytanie zadałeś. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to jest genialne. Jednak to Twój pomysł i robisz to dobrze. Dlaczego miałabym go wykorzystać? Z drugiej strony od lat mam zdjęcia w sm, bo mam i lubię.

    Może specjalnie, a może niepozornie ale poruszyłeś setki tematów jednocześnie. Dlaczego? Nasuwają mi się zaraz tematy typu: czy wklejanie wszędzie swojej facjaty i bycie „wszędzie z twarzą” to już parcie na szkło, czy przyzwyczajenie? Czy parcie na szkło jest złe i świadczy o niespełnionych ambicjach itd.
    Odpowiadając na Twoje pytanie, to jestem gdzieś po środku. W branży wolałabym być znana z facjaty i nazwiska/pseudonimu. Jednak pisząc książki (co próbuję uskutecznić już od 2 lat) chciałabym być znana z bycia nieznanym.

  2. Bardzo refleksyjny wpis. Jeśli taka strategia sprawdza się u Ciebie, to bardzo dobrze. Dużo też zależy od tego po co się ukrywać czy w inną mańkę po co upubliczniać swój wizerunek.

    Mnie nigdy nie zależało na popularności, wolę skromność. Zdjęcie mam stare, bo kiedyś dodałam, a potem nie chciało mi się go zmieniać.

    Ciekawe jest też zagadnienie wybierania do współpracy osób, które mają zdjęcia profilowe i tych, którzy ich nie mają. Niezależnie od wyglądu mam wrażenie, że zdjęcia w sieci bardziej uwiarygadniają ludzi i odnoszę wrażenie, że często na tej właśnie zasadzie inni decydują się na współpracę. Mam też wrażenie, że niestety w sieci bardzo łatwo oceniać czyjś wygląd, a uważam, że to nie powinien być warunek decyzyjny współpracy, bo nie świadczy to w żaden sposób o człowieku czy umiejętnościach. To jest ogólnie bardzo ciekawe 🙂

    „Gdybym nagle zobaczył tam polskiego malucha, od razu zwróciłbym na niego uwagę. Zapomniałbym o reszcie pojazdów” – to zdanie wywołało mój uśmiech, bo dokładnie na tym nam zależało, choć to nadal tylko samochód ;).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *