Pomysł na biznes*, w którym nie ma przegranych (win-win-win)

Jestem copywriterem. Najtańszym z najlepszych

Pomysł na biznes*, w którym nie ma przegranych (win-win-win)

27 lipca 2018 Z życia wzięte 3


 


 
Jak pogodzić pracę, konieczność zarabiania na życie – z pragnieniem bycia ojcem, który ma więcej czasu dla swojej rodziny? Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, w którym każda strona wygrywa.
 


 

Kiedy plan A zaczyna się sypać

Wszystko zaczęło się parę miesięcy temu. Sytuacja w mojej branży stała się trudna nawet dla kogoś ze stosunkowo dużym doświadczeniem.

Liczba nowych copywriterów od jakiegoś czasu zaczęła niepokojąco rosnąć, a ceny usług, co logiczne w tej sytuacji, powoli spadać.

Trzeba było wymyślić „plan B” albo przygotować się na to, że pewnego dnia trzeba będzie przerzucić się na jedzenie trawy.

Odkurzyłem więc stary pomysł na zmianę zawodu w jeden rok. Tym razem jednak podszedłem do sprawy mniej romantycznie, a bardziej rozważnie.
 


 

Zdobądź nowy zawód (kreatywny)

Pomysł był prosty: zdobyć kilka nowych zawodów, które w niedalekiej przyszłości będzie można wykonywać zdalnie dla klientów z całego świata.

Tym razem wybrałem dwa rodzaje aktywności, które najbardziej łączą się z tym, co robię obecnie, czyli z różnego rodzaju pisaniem.

Pierwsza to szeroko pojęta grafika. Druga to tworzenie użytkowej muzyki ilustracyjnej. Dlaczego akurat te? Ponieważ zdałem sobie sprawę, że de facto są one bardzo do siebie podobne.

Słowo, obraz i dźwięk operują innymi środkami i atakują inne zmysły, ale robią to dokładnie w tym samym celu: wywołania określonych emocji.
 


 

I napisz o tym książkę

Równocześnie postanowiłem pisać krótkie notki dotyczące zarówno samej nauki nowych zawodów, jak i tematów pobocznych. Część z tekstów udostępniam za darmo.

Te najbardziej „ogólne” na blogu, a bardziej „mięsne” poprzez newsletter. Reszta ukaże się dopiero w książce, która powinna być gotowa za około rok.
 


 

A wtedy wszyscy będą zadowoleni

Gdzie tu miejsce na rodzinę i jej potrzeby? Okazuje się, że ten projekt jest wyjątkowo prorodzinny.

Mówiąc wprost, razem ze mną uczą się moje dzieci. Razem poznajemy tajemnice zawodu grafika, ilustratora, pisarza i kompozytora.

Przy tej okazji razem rozmawiamy.

Razem śmiejemy się.

Razem się wygłupiamy.

Razem rozwijamy swoje talenty.

Inspirujemy się nawzajem.

Po prostu spędzamy czas ze sobą.

Zauważyliście, ile razy padło tutaj słowo „razem”?
 


 

Dlaczego w tym projekcie nie ma przegranych?

To proste:

– jeśli nauczę się nowych zawodów, będę miał nową pracę

– jeśli nie nauczę się nowych zawodów, będę miał materiały do książki

– jeśli będę miał materiały do książki, to ją wydam i zarobię pieniądze

– jeśli nie wydam książki, materiały z bloga będą pracować na moją markę i rozpoznawalność

A jeśli nawet polegnę na całej linii, niczego się nie nauczę i nie wydam książki, to być może za jakiś czas świat usłyszy o nowych grafikach, pisarzach albo kompozytorach.

Nie mówiąc już o najważniejszym, czyli o tym, że czasu spędzonego razem z dziećmi nikt mi nigdy nie odbierze.

I właśnie to ostatnie jest dla mnie bezcenne.

 


 


Piszę książkę pt. „Jak w rok zdobyć kilka zawodów i podbić świat?”

Chcesz zostać copywriterem, scenarzystą, grafikiem, ilustratorem albo autorem muzyki? Chcesz pracować w branży kreatywnej? Przeczytaj darmowe fragmenty książki, nad którą teraz pracuję.


 


 
*) „biznes” to niewłaściwe słowo, chodzi raczej o styl życia, w którym rodzina zajmuje bardzo wysokie miejsce na liście priorytetów
 


 

 

3 komentarze

  1. Lena napisał(a):

    Bezcenne doświadczenie zawodowe i czas z rodziną. Wszyscy trąbią o specjalizacji i jako pisarze myślimy ok to poświęcę się tematom x, y, z. Resztę odpuszczam. Tylko dozylismy czasow, ze coraz wieksza ilość zleceniodawców nie ceni specjalizacji i uwaza, ze skoro copy to od wszystkiego. Tymczasem pojawiają się pierwsze ogłoszenia typu copy z grafika lub grafik umiejacy pisać. Ciekawi mnie ile czasu poswiecasz na pisanie, a ile na zarobienie przed wydaniem książki?

    • Maciej napisał(a):

      Nie liczę, ile czasu poświęcam na pisanie książki, a ile na inne rzeczy. Na pewno jednak myślę nad tym na okrągło 😉 Co do ogłoszeń dla „ludzi renesansu”, pełna zgoda.

    • Grzegorz napisał(a):

      Bardzo dobry wpis Panie Macieju i ciekawy komentarz Pan Leny.
      Nie jest wcale tak, że klient nie ceni specjalizacji. Jest zupełnie odwrotnie. Jeden świetnie pisze, inny robi świetne logo, jeszcze inny projektuje znakomite layouty stron. Specjalistów na rynku jest mnóstwo, ale brakuje kreatorów. Kogoś, kto wymyśli. Dlatego między innymi ludzie wybierają agencje, bo tam dostają produkt pod klucz. Płacąc ogromne pieniądze, często ponoszą konsekwencje wiary, tzn. wierzą, że jak za coś dużo płacą, to są zwolnieni z myślenia.
      Optymalnie jest korzystać z freelancerów, ale trudno zgrać to w całość, bo każdy artysta ma inną wizję. Najważniejszy jest pomysł. I do tego dobiera się ludzi.
      Ale żeby nie było, mocno kibicuję Panu Maciejowi, bo wykonał dla mnie nietypową robotę, na której głowiły się ludzie po najlepszych uczelniach artystycznych w Polsce. Bo brakowało najważniejszego – klucza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *