Pani własnego czasu walczy ze Śmiercią

Jestem copywriterem. Najtańszym z najlepszych

Pani własnego czasu walczy ze Śmiercią

8 maja 2018 Bajki 14


 

Do napisania tej historii zainspirowała mnie fraza „pani swojego czasu”.

Zastanowiło mnie, co by było, gdybyśmy musieli wykorzystywać produktywnie każdą chwilę życia.

Oto opowieść o Annie, która dostała od Śmierci propozycję nie do odrzucenia.

 


To była dwudziesta bezsenna noc w tym miesiącu. Starość okrutnie znęcała się nad 83-letnią Anną, każąc jej wpatrywać się w sypialniany sufit od pierwszych chwil zmierzchu aż do samego świtu.

O drugiej trzydzieści z przedpokoju dobiegł do jej uszu odgłos kroków. A potem brzęk metalowej blachy spadającej na podłogę.

– Dobry wieczór, pani Anno. To jest ta noc, o której od dawna marzyłaś – powiedziała Śmierć.

– Marzyć marzyłam, nie zaprzeczę, ale…

– Przecież wszyscy w twoim wieku niby tak mnie wyczekują…

– Zmarnowałam całe życie.

– Nie ty jedna.

– Przepuszczałam całe miesiące na takie głupstwa, że serce mi się teraz kraje.

***

Ta uzasadniona gra na zwłokę trwała jeszcze przez kilka minut. W końcu Śmierć popatrzyła Annie prosto w oczy, uśmiechnęła się i powiedziała:

– Skoro tak, to miałabym chyba pewną propozycję.

– Naprawdę?

– Chciałabyś urodzić się jeszcze raz?

– Byłoby wspaniale!

– Pod jednym warunkiem: nie mogłabyś zmarnować ani chwili swojego nowego życia.

– Tylko tyle?

– Będziesz musiała lepiej zapanować nad danym ci czasem. Zmarnujesz choćby godzinę, a w jednej chwili wkroczę do akcji. Tym razem nieodwołalnie.

***

Anna pojawiła się na świecie po raz drugi i od razu z impetem ruszyła przed siebie.

Każda sekunda była teraz dla niej na wagę złota. Nie chciała marnować ani chwili, dlatego nie zawracała sobie głowy zawieraniem znajomości, z których nie mogło wyniknąć w przyszłości nic konkretnego.

Wybierała tylko tych, którzy mogli jej się w czymś przydać. A kiedy już zrobili dla niej to, co chciała, nagle zmieniała swój numer telefonu.

Jej życie opisywały teraz trzy zera: zero jakichkolwiek przyjaciół, zero plotkowania o niczym i zero gapienia się w chmury.

Kobieta szybko stała się dla wielu prawdziwym wzorem do naśladowania. Dość powiedzieć, że w wieku dziesięciu lat dostała się na studia, przed dwudziestką dorobiła się tytułu profesora, na trzydzieste urodziny otwierała piętnastą filię swojej firmy, a na czterdzieste stać ją było na prywatny archipelag.

I właśnie wtedy poczuła, jak bardzo jest samotna. Owszem, w jej firmach pracowały tysiące ludzi, których nigdy nie widziała na oczy.

Wokół niej kręciły się setki mężczyzn marzących o kobiecie, którą było stać na wszystko, oprócz chwili wytchnienia.

Nie było jednak nikogo, kto byłby w stanie dotrzymać jej kroku i kto chciałby tak jak ona wyciskać życie do ostatniej sekundy.

***

Pewnego dnia poleciła swoim asystentom, żeby znaleźli jej idealnego kandydata na męża. Szczęśliwiec miał od razu podpisać odpowiednie papiery. Anna nie chciała marnować czasu na długotrwałe podchody, randki w Paryżu i inne bzdury.

Równocześnie uruchomiła swoje kontakty i przelała na konto ludzi o nieciekawych życiorysach okrągłą sumę pieniędzy. Od dłuższego czasu szaleńczo pragnęła dziecka, a długa 9-miesięczna ciąża w żadnym wypadku nie wchodziła w grę.

***

Któregoś dnia znalazła wolną chwilę w terminarzu. Zamknęła się w swoim gabinecie.

Po chwili do środka wszedł jej mąż. Wyglądał obłędnie, ale Anna nie zwróciła na niego uwagi. Bardziej zajęło ją dziecko, które przyniesiono chwilę później. Wzięła je na ręce. Spojrzała mu w oczy i…

Nawet nie spostrzegła, jak minęła godzina. Jej świeżo upieczony mąż cały czas cierpliwie czekał. W końcu odezwał się, nie odklejając swojego fabrycznego uśmiechu:

– Anno, to już koniec.

Anna nadal wpatrywała się w twarz dziecka. Nie musiała podnosić głowy. Wiedziała, do kogo tak naprawdę należy ten głos. Jak na ironię, idealnie pasowali do siebie: ona nie miała nic z życia, a on parał się wysyłaniem ludzi na tamten świat.

– Czy na pewno nie da się nic zrobić? To była najszczęśliwsza godzina od… czterdziestu lat.

– Spodziewałam się tego pytania – odparła Śmierć prześwitująca przez ciało mężczyzny – dlatego mam jeszcze jedną propozycję. Dam ci jeszcze jedną szansę.

– Jaką?

– Nie pozbawię cię życia, ale sprawię, że stracisz wszystko, absolutnie wszystko. Majątek, pozycję, reputację i tak dalej.

– A dziecko?

– Możesz je sobie zatrzymać.

– Niczego więcej nie potrzebuję.

***

Jeśli myślisz, że Anna wylądowała na ulicy z dzieckiem pod pachą, to jesteś w błędzie. Kobiety takie jak ona nigdy nie przegrywają. Najpierw pozbyła się Śmierci, mówiąc:

– Zanim wszystko zniszczysz, bądź tak miły i pozamykaj wszystkie moje sprawy w księgowości. Chcę mieć porządek w papierach. To śmiertelnie nudna robota. Gwarantuję ci sto procent satysfakcji.

Gdy tylko drzwi od jej gabinetu zamknęły się, doskoczyła do sejfu i błyskawicznie wyjęła z niego stary zeszyt z zapiskami.

Potem wybiegła z biura. Kiedy oddaliła się na bezpieczną odległość, wyjęła telefon i zadzwoniła do wszystkich, których wykorzystała, wspinając się na szczyt. Chciała ich przeprosić, a potem poprosić o pomoc.

Niestety, było już za późno. Pewnych rzeczy nie da się ot tak odkręcić.

***

Pół roku później zmieniła fryzurę i nazwisko. Zaczęła od zera, a właściwie od trzech: zera fałszywych przyjaciół, zera plotkowania o pracy i zera gapienia się w terminarz.

Po raz pierwszy poczuła, że wreszcie to ona panuje nad swoim czasem, a nie odwrotnie. I choć nie miała nic, stać ją teraz było na marnowanie całych dni na tysiące przeróżnych sposobów.

***

Jaki z tego morał?

Jeśli chcesz żyć długo i szczęśliwie, zapanuj nad swoim czasem. Zleć śmiertelnie nudne zadania komuś, kto będzie miał z nich frajdę, a sam zajmij się tym, co naprawdę cię kręci.


PS.

Teraz już wiesz, dlaczego księgowe zawsze są na urlopie. Najzwyczajniej w świecie flirtują ze Śmiercią. Nic więc dziwnego, że potem notorycznie lądują na chorobowym.


PS 2.

Do napisania tej historii zainspirowała mnie fraza „pani swojego czasu”. Jeśli jesteś kobietą i chcesz ogarnąć swoje życie właśnie od tej czasowej strony, wygugluj sobie te trzy słowa. To nie jest reklama. Po prostu słyszałem wiele entuzjastycznych opinii na temat Oli Budzyńskiej i jej działalności.



Jak wysłać swoje dziecko do więzienia? [HISTORIA PRAWDZIWA]

Co ze mną będzie, kiedy na zawsze stracę cię z oczu? [PORUSZAJĄCY WYWIAD]

Przychodzi klient do freelancera i nudzi tak

 

14 komentarzy

  1. Ewelina napisał(a):

    Zdemaskowałeś i mnie. Jako księgowa marzę o wiecznym urlopie!

  2. Goga napisał(a):

    Wyczuwam tu trochę też inne inspiracje 🙂 Ta historia daje do myślenia 🙂 Trochę widzę tu podobieństwo do siebie (brak chwili wytchnienia, napięty grafik). I mam nadzieję, że śmierć przyjdzie po mnie grubo po setce 😀 😀 :D, bo mam co robić!!! 🙂 Bardzo ciekawa historia i nawiązanie do tych księgowych, które wiecznie są na urlopach 😀 :D. Zwykle tak jest, że jak ktoś jest zapracowany, to nie ma czasu na nic innego. Fajnie znaleźć równowagę nawet w pracy, którą się kocha całym serduchem, choć po tygodniu bez pisania to już ciężko wytrzymać! 🙂

    • Maciej Wojtas napisał(a):

      Z inspiracjami tak już jest, że trochę przypominają psa siedzącego za drzwiami w zimny wieczór. Tylko czeka, żeby ktoś otworzył drzwi, a potem wpada do mieszkania jak tornado 🙂

  3. Justyna Siekierska napisał(a):

    Bardzo ładnie 🙂 W jednym miejscu zaszkliły mi się oczy. W którym?

  4. annastranc napisał(a):

    Ciekawe co na to Ola Budzyńska?

    • Ona na to jak na lato 🙂
      Uważam, że życie bez zmarnowanej ani jednej chwili byłoby nieludzkie 🙂
      Bo przecież nie jesteśmy robotami 🙂
      A produktywność to dla mnie umiejętne wyważenie działania i nic nie robienia.
      Samo pierwsze to pracoholizm, a samo drugie to strata czasu 🙂
      Maćku, dziękuję bardzo za miłe słowa!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *