Newsletter, jakiego w Polsce jeszcze nie było!


 


 
Przez długie lata przygotowywałem się do tego, żeby zostać zawodowym skrzypkiem.

Niestety, finalnie nic z tego nie wyszło.

Jednak w miarę upływu czasu coraz wyraźniej widzę jedno:

jak wielki wpływ na całe moje życie wywarła szkoła muzyczna.
 


 
Oto 4 lekcje, które z niej wyniosłem.

Wszystkie zaowocowały poważnymi konsekwencjami.

Bez obaw, zaraz dojdziemy do newslettera 🙂
 


 

Lekcja nr 1

Jedną z najokrutniejszych lekcji, jakie dała mi 12-letnia edukacja muzyczna, brzmiała następująco:

„Celuj w podium, najlepiej w najwyższy stopień, bo reszta się nie liczy.

Albo będziesz najlepszy, ostatecznie w ścisłej czołówce, albo daj sobie z tym spokój.

Inaczej będziesz tylko tłem dla wybitnych”.

Dlaczego mówię o tej lekcji „najokrutniejsza”?

Bo takich jak ja, czyli uczniów ze „środkowej półki”, zwyczajnych przeciętniaków, dobrych, ale nic poza tym – miesiąc po miesiącu, bez żadnego znieczulenia odzierała ze złudzeń.

Ze złudzeń, z którymi przyszli kiedyś do szkoły.
 


 
Dlatego do copywritingu od początku podszedłem z zamiarem, żeby celować w szczyt.

Dawać z siebie wszystko. Wyróżnić się albo zginąć.

Fakt, latami nie cierpiałem tego zajęcia.

Co chwilę chciałem nim rzucić w cholerę.

Dzięki Bogu (dosłownie), wytrwałem i przetrwałem.
 


 
Tak samo podszedłem do mojego kursu copywritingu.

Nie interesowało mnie stworzenie „jakiegoś tam kursu”.

Chciałem zrobić coś wybijającego się totalnie poza skalę.

Dzięki Bogu (znowu: jak najbardziej dosłownie), chyba mi się to udało.
 


 

Lekcja nr 2

Powyższa lekcja była najokrutniejsza, ale na szczęście były też inne.

Na przykład te dotyczące kreatywności.

Zachęcające do tworzenia różnych rzeczy inaczej niż wszyscy.

Do stawiania na oryginalność.
 


 
Dlatego wszystko, co robię „w copywritingu”, robię po swojemu.

Nie oglądam się na innych.

Tak samo jest z kursem copywritingu.

Tworząc go, złamałem tyle zasad, ile tylko mogłem.

Świadomie odrzuciłem dobre rady tych, którzy na kursach zarobili miliony.
 


 

Lekcja nr 3

„Powtarzaj ten fragment do znudzenia, aż wreszcie Ci wyjdzie”.

„Ćwicz do wyczerpania”.

„Nie wymiękaj, jeśli coś nie brzmi tak, jak powinno”.

„Wyrzuć ze swojego słownika 3 słowa: nie da się”.

To trzecia lekcja, którą zapamiętałem z tamtego okresu.
 


 
Dlatego w tych dniach po raz trzeci w swojej karierze podchodzę do stworzenia newslettera.

Wyciągam wnioski z niepowodzeń i cisnę dalej.

Nie chcę odpalić „kolejnego newslettera w polskim internecie”.

Tym razem poważnie celuję w podium.
 


 

Lekcja nr 4

Ostatniej lekcji chyba jeszcze do końca nie rozumiem:

„Muzyka klasyczna jest niszowa, nie na każde ucho, nie każdy musi ją lubić”.

Nie rozumiem tej lekcji, ale z jakiegoś powodu stosuję się do niej.
 


 
Starannie dobieram klientów.

Mój kurs nie jest dla każdego.
 
 
Jak Bóg da, to mój newsletter również taki będzie:

najlepszy w swojej klasie,

inny niż wszystkie,

i elitarny.
 


 

Więcej informacji o newsletterze: wkrótce

Dwie rzeczy mogę jednak zdradzić już teraz:

1) Newsletter będzie adresowany do osób, które chcą założyć lub już prowadzą swoją firmę.

2) Złamię w nim wszystkie „tak się nie robi”, jakie znam 😉

 


 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *