Te 2 słowa sprawią, że po raz pierwszy od dawna zaczniesz delektować się każdą chwilą


 


 
Najczęściej wygląda to tak:
 


 
Dostałam się na studia, ale… to dopiero pierwszy miesiąc. Dopiero jak skończę pierwszy rok, to…

Mam papier ze studiów, ale… to dopiero licencjat. Dopiero magister mi w czymś pomoże.

Mam już magistra, ale… to żaden wyczyn. Każdy go ma. Dopiero jak zrobię doktorat, pokażę ludziom, na co mnie stać.
 


 
Znalazłam chłopaka, ale… to dopiero początki znajomości. Dopiero pierścionek na palcu to będzie coś!

Mam już narzeczonego, ale… to tylko kandydat na męża, nic pewnego. Dopiero jak będę żoną, to zacznę żyć jak 100-procentowa kobieta.

Jestem po ślubie, ale… dzieci to jednak dzieci.
 


 
Jestem w ciąży, ale… dopiero po porodzie zacznie się prawdziwe matkowanie.

Jestem matką, ale… mój Jacuś ma tylko 2 latka. Dopiero jak pójdzie do szkoły, poczuję ulgę.

Jacuś chodzi do szkoły, ale… to dopiero podstawówka. Dopiero jak zrobi średnie, odetchnę spokojniej.

Jacuś zrobił maturę, ale… dziś bez studiów… ani rusz.

I tak dalej, i tak dalej.
 


 

Co tu jest nie tak?

Zamiast cieszyć się chwilą, za każdym razem myślami jesteś gdzieś w przyszłości, w której wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie.

Jesteś myślami w czasach, które wreszcie dadzą Ci to, za czym pędzisz: pełną satysfakcję i spełnienie.

Z takimi czasami jest jednak pewien problem: one nigdy nie nadchodzą.

Zawsze z tyłu głowy wykluwać Ci się będzie piszcząca myśl: „ale to dopiero…”.
 


 

Jak to zmienić?

Zastanawiałem się nad tym pytaniem i… chyba znalazłem rozwiązanie.

Popraw mnie, jeśli się mylę.
 


 

Trik:

Przeczytaj jeszcze raz zdania, które umieściłem na początku tego wpisu.

Przed każdym z nich wstaw 2 słowa: „na szczęście”.

I nie dopowiadaj dalszego ciągu.

Ciesz się ich niezwykłym brzmieniem!
 


 
Na szczęście dostałam się na studia!

Na szczęście mam licencjat!

Na szczęście mam magistra!

Na szczęście znalazłam chłopaka!

Na szczęście mam już narzeczonego!

Na szczęście jestem po ślubie!

Na szczęście jestem w ciąży!

Na szczęście jestem matką 2-latka!

Na szczęście Jacuś chodzi do podstawówki!

Na szczęście Jacuś zrobił maturę!

I tak dalej…

Czujesz różnicę?
 


 

Dlaczego „na szczęście”?

Bo w każdym momencie życia… masz szczęście!

Prawie wszystko, czego doświadczasz, można skwitować tymi dwoma prostymi słowami.

Dodając te 2 słowa, zatrzymujesz czas.

Przestajesz niepotrzebnie wybiegać w przyszłość.

Spokojnie, powoli delektujesz się tym, co już masz.

A masz więcej, niż myślisz.
 


 

KURS COPYWRITINGU I KREATYWNEGO PISANIA: z osobistym mentorem, dla początkujących, online


 


 

Szczęście w nieszczęściu

Ból może być sygnałem choroby, która Cię zżera od lat. Im wcześniej go doświadczysz, tym głośniejsze będzie Twoje „mam szczęście”.

Najwięksi twardziele, którzy ufają Bogu na maksa i w każdych okolicznościach, potrafią dodać „na szczęście” nawet wtedy, kiedy lekarz mówi, że nie ma dobrych wieści.

Wielu z nich, już po fakcie, kiedy oddalą się od zagrożenia na bezpieczną odległość wielu lat, dojdzie do wniosku, że nawet ten rak był dla nich na swój sposób szczęściem, wręcz błogosławieństwem.

Więc kiedy będziesz już jedną nogą na drugim świecie i okaże się, że kolejka do bram nieba jest dłuższa, niż można by się spodziewać, westchnij sobie wtedy tak:

„Na szczęście zabrałem ze sobą karimatę i śpiwór. Mogę przenocować u Pana Boga za piecem, albo nawet na kuchennej podłodze”.
 


 

 


 

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *