Matura z polskiego: dostateczny

W tym roku obchodzę bardzo okrągłą rocznicę matury. Nieważne którą. Powiedzmy, że egzamin dojrzałości zdawałem pół życia temu.

W związku z tym naszło mnie kiedyś na wspominki.

Wziąłem do ręki świadectwo maturalne. Zobaczyłem zdjęcie, na którym byłem piękny i młody, a swoją bujną fryzurą mogłem wówczas bez problemu obdzielić wszystkich członków Polskiej Partii Łysych.

Rzuciłem okiem na listę ocen. I nagle – zonk. „Język polski: dostateczny”.
Tak było.

Obstawianie kulawego konia z padaczką

Ostatnią klasę liceum zaliczyłem w kiepskim stylu. Coś jak Robert Mateja w poniższym filmiku. Przy okazji – koniecznie posłuchajcie tekstu komentatora. Padniecie ze śmiechu:

Oczywiście, można powiedzieć, że trójka trójce nierówna.

Że „dostateczny” w prestiżowym, elitarnym, najlepszym liceum w Polsce to zupełnie coś innego niż „dostateczny” w liceum w przysłowiowym Pierdziszewie Dolnym.

Można tak powiedzieć, ale nie w moim przypadku.

Liceum muzyczne, do którego chodziłem miało fajną cechę: przedmioty muzyczne stały na bardzo wysokim poziomie, a cała reszta traktowana była wyjątkowo lajtowo.

Na tyle lekko, by nawet najgorsza klasowa fajtłapa nie wyłożyła się na płotku z napisem „język polski” czy inna „fizyka”.

Prawda, że trójka z polskiego w takiej szkole smakuje wyjątkowo? 😉

Proszę pani, bo Albert znowu nie ma zadania

Wyobrażam sobie minę człowieka, który oblał Alberta Einsteina na egzaminie wstępnym na Politechnikę w Zurychu, kiedy parę lat później usłyszał w radio informację o zdobywcy Nagrody Nobla.

Wyobrażam sobie minę trenera Legii, który nie chciał w swoim klubie Roberta Lewandowskiego, kiedy parę lat później zobaczył tegoż piłkarza podpisującego astronomiczny kontrakt.

Pewnie myślicie, że zaraz powiem, że nauczyciele się na mnie nie poznali.
Nic z tych rzeczy. Poznali się. Byłem cienki i tyle.

Stawianie wtedy jakichkolwiek pieniędzy na to, że kiedykolwiek będę miał cokolwiek do czynienia z językiem polskim, nie mówiąc o zarabianiu na pisaniu – było równie mądre jak obstawianie zwycięstwa trójnożnego kulawego konia z padaczką na Wielkiej Pardubickiej.

Dzień dobry, przyszłem pana wkręcić

Dlatego nawet teraz, kiedy ktoś pisze w komentarzu słowa typu „wow, fajny tekst”, czuję się jak Ed Wood, któremu ktoś powiedział, że został nominowany do Oscara, albo Eddie Edwards, któremu ktoś dał potrzymać Kryształową Kulę.

Puenta, czyli zemsta najlepiej smakuje na zimno

W maju w moim liceum odbędzie się spotkanie pt. „20 lat po maturze”. Również w maju mają zapaść rozstrzygnięcia w konkursach, w których biorę udział:

  • w konkursie scenariuszowym Script Pro, który przy sprzyjających wiatrach otwiera drogę do samego Oscara
  • oraz w konkursie Piórko Biedronki, który nie otwiera niczego, ale na otarcie łez daje zwycięzcy sto tysięcy złotych.

Pewnie domyślacie się już, o czym chcę teraz napisać 😉

Niestety, nic z tego nie wyjdzie. Nauczyciele nie pamiętają uczniów przeciętnych. Zwłaszcza po dwudziestu latach. Trójkowicze nie są zbyt wyraziści. Jak widać, nawet bycie kiepskim jest sztuką.

Epilog

Fortuna kołem się toczy.

Dlatego podejrzewam, że mój płomienny romans z pisaniem skończy się tak:

– Panie Wojtas, potrzebujemy pańskiej zgody na operację.
– Jaką operację?
– Guz w pańskiej głowie rozrósł się i dramatycznie uciska ośrodek kreatywności oraz wzgórek błyskotliwości. To dzięki temu pisze pan tak, jak pan pisze.
– Super!
– Niestety, musimy go usunąć. W przeciwnym razie nie pożyje pan dłużej niż rok.
– Serio?
– Serio. Jaka jest pańska decyzja?

A jaka byłaby wasza odpowiedź? 😉

 


 

8 Comments

  1. 😀 😀 Ja bym powiedziała tak stanowczo, że się nie zgadzam i chcę jeszcze trochę pożyć! 😉 „Panie jaki guz? Pan na głowę nie upadł?” A tak serio: Przeżyłam wyrywanego migdałka na żywca w wieku 10 lat (bez żadnego znieczulenia) to wszystko przeżyję! 😉 Tak sobie myślę, że skromni ludzie zawsze wyjdą na ludzi! 🙂

  2. Ciekawe są takie spotkania X lat po maturze. Czasami okazuje się, że szkolni przeciętniacy są obecnie właścicielami dobrze działających biznesów, a prymusi i olimpijczycy wiodą nudne życie księgowego. Życie weryfikuje człowieka, nie szkoła 🙂

  3. nie ma to jak maturalne wspominki;) moja o dziwo przebiegła nadzwyczaj gładko i pomyślnie – mimo braku przygotowania i ogólnie kiepskiego nastawienia do szkoły;)

  4. Dostateczny z matury pisemnej z polskiego chyba ma coś w sobie. Z moich wypracowań też często zbierałam takie a nie inne oceny, a zajmuję się dzisiaj jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi, pisaniem 😉 o czym bym chyba w liceum nie pomyślała

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *