Jak budować markę osobistą, kiedy jesteś już za stary na takie pierdoły?

 


 

Jak budować swoją markę w internecie, jeśli ostatnie kilkanaście/dziesiąt lat spędziłeś zakopany pod lodem?

 


 

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że różnego rodzaju porady dotyczące budowania marki osobistej, prezentowania się w internecie i tym podobnych rzeczy, są adresowane do ludzi stosunkowo młodych.

Są kierowane do tych, którzy mają strasznie dużo czasu (do stracenia). Mają wiele lat przed sobą, żeby zdążyć wcielić w życie nawet najbardziej długofalowe strategie.

A co z tymi, którzy mają już swoje lata i chcieliby szybko zaistnieć w sieci?

 


 

Jak zbudowałbym swoją markę w internecie, gdybym miał co najmniej 45-50 lat?

Od czego zacząłbym, gdybym chciał w takim „podeszłym wieku” zacząć zbudować swoją pozycję:

– praktycznie od zera,
– w miarę szybko i skutecznie
– i poświęcając na to stosunkowo niewiele czasu?

 


 

1) Skromność profesjonalisty

Na pewno nie starałbym się być „młodzieżowym” za wszelką cenę. Ominąłbym pułapkę, w którą sam kiedyś wpadłem, a która jest słabością młodszych ode mnie. Co konkretnie mam na myśli?

Nadmierne, często nieuzasadnione poczucie własnej zajebistości.

To nic nowego, zawsze tak było. Przykład pierwszy z brzegu: francuski kompozytor Karol Gounod (1818-1893) powiedział kiedyś pewnemu młodemu kompozytorowi w ten sposób:

Im bardziej pan się zagłębi w muzykę, tym bardziej nauczy się pan cenić wielkich mistrzów.
Gdy byłem w pańskim wieku, mawiałem: Ja.
Gdy miałem trzydzieści lat, mówiłem już: Ja i Mozart.
W czterdziestym roku życia mówiłem: Mozart i ja.
Dzisiaj mówię cichutko: Mozart.

To nic nowego, ale też nigdy na taką skalę nie pojawiło się w publicznej przestrzeni aż tylu młodych ekspertów od wszystkiego. Wystarczy wejść na LinkedIn i poczytać opisy przy nazwiskach niektórych członków tego serwisu.

Dlatego postawiłbym na skromność. Zrobiłbym wszystko, żeby przekazywać swoją wiedzę i wygłaszać swoje zdanie w taki sposób, żeby przypadkiem nie wyjść na nadętego (przepraszam za wyrażenie) buca.

Ważne: jakość mojej wiedzy musiałby być co najmniej bardzo dobra. Skromność tak, ale przede wszystkim profesjonalizm.

 


 

2) Komfort (luksus) posiadania własnego zdania

Skoro już mowa o naprawdę własnym zdaniu (a nie o takim, które powtarzają wszyscy, bo tak trzeba i wypada).

To druga rzecz, w której miałbym przewagę nad młodszymi od siebie. Zaczynając działalność internetową w późniejszym wieku, miałbym wyjątkowy komfort posiadania solidnej stabilizacji i niezależności finansowej.

Dzięki temu stać byłoby mnie na wygłaszanie opinii idących pod prąd tych, które rządzą w mainstreamie. Na wypowiadanie na głos zdań, które innym nigdy nie przejdą przez gardło:

– bo w ich branży nie wypada tak mówić
– bo mają kredyt do spłacenia
– bo mogliby przez to mieć problemy
– bo mogliby stracić pracę, kontrakty, zlecenia
– bo odeszliby od nich fani

W ten sposób byłbym autentyczny i wyrazisty (choć przy tym bardzo kulturalny). Myślę, że dość szybko wybiłbym się z morza nijakich, konformistycznych mediów.

 


 

3) Wiodący kanał dotarcia do ludzi

Wybrałbym kanał, który najszybciej da mi „zwrot z inwestycji” i poświęciłbym mu 90% czasu. Pozostałe 10 przeznaczyłbym na aktywność w innych miejscach w sieci.

Z racji tego, że miałbym mało czasu na żmudne budowanie marki, zdecydowałbym się na Twittera, w którym rządzą błyskotliwe riposty i gdzie jednym dobrym, mądrym zdaniem można zyskać popularność.

Być może zdecydowałbym się też na podcasty. Nie tylko dlatego, że przypominają one radio, czyli medium które towarzyszyło mi od urodzenia. Radio, w którym nie jest ważne to, jak wyglądasz, jaki masz wizerunek, tylko to, co mówisz.

Postawiłbym na podcasty przede wszystkim dlatego, że podobno są one dzisiaj na tym etapie popularności, na którym serwis YouTube był dekadę temu.

 


 

Podsumowując:

– skromność,
– profesjonalizm,
– własne zdanie
– i wybrany, perspektywiczny kanał dotarcia do ludzi.

I to by było na tyle. Przynajmniej na początek.

 


 

I jeszcze jedno:

Nie krępowałbym się prosić ludzi o udostępnianie moich postów.

No, kliknijże, śmiało! 🙂

 


 

OFERTA: prowadzenie bloga firmowego

7 Comments

  1. Jestem parę lat po czterdziestce. Toczę blogowy wózeczek po drogach wyboistych, niestety, wciąż nie popychając go tak jak należy. A to złapię go z boku, a to chwycę z tyłu, a to ucapię z góry, ale jeszcze, jeszcze to nie jest to. Daleka droga przede mną. Na stare lata zachciało mi się tego uczyć. I znajduję w sobie coraz więcej entuzjazmu i tzw. pozytywnej energii. Dziękuję za rady, które zamieszczasz na swojej stronie. Zastanawiam się jednak, dlaczego polecasz tak mało popularne w Polsce medium, jakim jest Twitter. Kto właściwie z tego korzysta, oprócz polityków i politykierów? Jeśli celujesz wózkiem do garażu z newsem i polityką, to może. Ale cała reszta obszaru do eksploracji to chyba raczej facebook i instagram. Jak również przestarzały youtube 😉 Pozdrawiam!

    1. Twittera używają różni ludzie, nie tylko politycy. Poleciłem go, bo jest mało popularny = jest tam więcej miejsca niż na FB. Nie wymaga też tyle zachodu co YouTube 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *