);

Jak zwizualizować raj na ziemi? [wywiad]

Jestem copywriterem | Nauczę Cię pisać, jeśli chcesz

Jak zwizualizować raj na ziemi? [wywiad]

21 września 2016 Pomysły na biznes Wywiady 18


 


 
Bohaterką kolejnego wywiadu jest Katarzyna Wątły-Kośka, autorka bloga Home Syndrome. Czym zarabia na życie? Pokazuje ludziom to, czego nie są sobie w stanie sami wyobrazić.
 


 
Zacznę trochę nietypowo. Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie bajecznie bogaty arabski szejk i mówi tak: Chcę stworzyć rezydencję – prawdziwy raj na ziemi. Niestety, nie mam w ogóle żadnej koncepcji. Proszę coś dla mnie wymyślić. I proszę się nie przejmować budżetem.

Znam te numery 🙂

Nie mam wizji, proszę się nie przejmować budżetem – to pierwsza pułapka czyhająca na projektanta. W takiej sytuacji robię dokładny wywiad sama ze sobą i jeśli okazuje się, że:

  • szejk jest wyobrażony – wtedy nie mam barier, idę na całość
  • szejk jest realny – mam kupę szczęścia, że trafił właśnie do mnie, delikatnie badam teren i respektując kulturę bliskowschodnią, staram się wejść w estetykę klienta – finalnie pławię się w złocie i brylantach w prywatnym sezamie
  • komuś wydaje się, że jest szejkiem – na przykład ma na imię Zenek i jest spod Pcimia Dolnego – wtedy odmawiam i uciekam gdzie pieprz rośnie

 


 
Wróćmy do rzeczywistości. Co to jest wizualizacja wnętrz? Jak wytłumaczyłabyś to takiemu laikowi jak ja?

Najprościej – jest to zdjęcie wykończonego wnętrza na etapie, kiedy jeszcze nie ma co fotografować 😉

Świetna definicja!

A bardziej poważnie i profesjonalnie – jest to medium, dzięki któremu pomagamy klientowi prywatnemu zobaczyć efekt finalny na etapie projektowania, a deweloperowi/ firmie chcącej sprzedać produkt, pomagamy go pokazać, omijając sesję zdjęciową.

hsy
 


 
Kto w ogóle zamawia tego typu usługi? I czy można z tego się utrzymać?

Deweloperzy, firmy zajmujące się sprzedażą wszelkich artykułów wyposażenia wnętrz. Zdecydowanie, można się z tego utrzymać. Popyt na reklamę nigdy nie maleje.
 


 
O, to chyba też dobra wiadomość dla mnie.

Akurat wizualizacje i animacje 3D są teraz bardzo pożądaną formą reklamy, tańszą i dającą więcej możliwości, aniżeli fotografia czy film.
 


 
Jak powstaje wizualizacja? Od czego zaczynasz swoją pracę? Czy od razu masz wszystko „w głowie”? Czy na początku jest to raczej zupełna biała plama? Jakich narzędzi używasz?

Może zacznę od tego, że pracuję w dwuosobowym teamie i mam to szczęście, że jego drugą połową jest mój mąż. To najwspanialsza forma współpracy, choć pewnie nie dla każdego 🙂 Nam się udaje!

Wracając do pytania, są dwie formy współpracy. Pierwsza, gdy wykonując wizualizację i za projekt jestem odpowiedzialna ja, a nie jest to formalny projekt – po prostu klient ufa, że pokażemy jego mieszkanie/ produkt w fajny sposób.

I druga sytuacja, gdy dostajemy rysunki i bardzo dokładne wytyczne jak wnętrze ma wyglądać. Oba sposoby pracy są na swój sposób wyzwaniem.

Używamy przede wszystkim wyobraźni i wiedzy z zakresu projektowania (to moja działka) oraz umiejętności technicznych – to część, za którą odpowiedzialny jest mój mąż. Pracujemy w programach do grafiki 3D, 2D, często też wspomagamy się fotografią.
 


 
Czy miałaś sytuacje, kiedy pierwszą myślą było: tego się nie da zwizualizować?

Tak, to pewnego rodzaju praca nad sobą. Kiedy nie jestem odpowiedzialna za projekt i dostaję jasne wytyczne od klienta, które rozmijają się totalnie z moim poczuciem estetyki to tak właśnie myślę. Trzeba sobie czasem własne widzenie na sprawę schować do kieszeni i „robić robotę”.

Oczywiście zwizualizować da się wszytko. Uważam jednak, że nie wszytko się powinno 😉 Taka sytuacja nie zdarza się na szczęście często, a jeśli się zdarzy to jest to dobra nauka i motywacja do tego aby wspiąć się na poziom, na którym można decydować nad czym się pracuje.
 


 
Spójrz na to zdjęcie: taka przestrzeń to bardziej koszmar czy wyzwanie?
home-syndrome

Wyzwanie! Im trudniejsza przestrzeń tym większa frajda. Największą zmorą wizualizacji są małe wnętrza. Kamera, aby objąć małą przestrzeń, musi mieć bardzo szeroki kąt, co daje wrażenie wielkości. Niestety wprowadza to często w percepcyjny błąd.
 


 
Klient prosi Cię o zrobienie wizualizacji salonu, a po fakcie mówi: no tak, ale zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem.

Czy klienci mają jakieś wstępne wizje, czy dają Ci zupełnie wolną rękę? Czy lepiej dostać wolną rękę, czy lepiej mieć ograniczenia, wytyczne?

Tak jak już wspomniałam, obie formy pracy są wyzwaniem. Klient ma zawsze daną „pulę” poprawek. Czasem wizualizacja, którą wykonamy trafia w punkt, czasem ostateczny efekt różni się od wstępnych założeń o 180 stopni.

W tej branży trzeba być elastycznym, ale też nie pozwolić sobie na stworzenie czegoś, co nie jest „nasze”. Staramy się działać tak, aby klient był zadowolony, jednak cały czas w zgodzie ze sobą.
 


 
Jak powstają takie rzeczy? W sensie – skąd wiesz, gdzie najlepiej umieścić dane elementy wystroju?
wiz

[fot. homesyndrome.com]

To chyba 80 % zmysłu i poczucia estetyki, a 20% wiedzy z zakresu kompozycji, ergonomii i… psychologii 🙂 Są pewne zasady, których we wnętrzach powinno się przestrzegać, reszta to fantazja!
 


 
Czy masz swoich zawodowych idoli? Kogoś, kto jest Twoim guru w tej branży?

Jasne, że tak! Inspiracja jest bardzo ważnym etapem naszej pracy. Podglądam Juraja Talcika, Bertrandta Benoita, polskie Studio Motyw.
 


 
Zaczynałaś od architektury, teraz żyjesz z wizualizacji, a co będzie dalej? Czy masz jakieś (zawodowe lub mniej zawodowe) marzenia?

Wnętrza są bardzo ważnym elementem w moim życiu. Zawodowo planuję zajmować się stricte wizualizacjami. Zaplecze architektoniczne ograniczam do porad, projektowania dla rodziny i przyjaciół.

Od pewnego czasu swoją pasję do wnętrz realizuję przez tworzenie bloga – to moje ukochane dziecko! W przyszłości chciałabym otworzyć sklep z oryginalnymi produktami do wystroju wnętrz – ceramiką, tkaniną, drewnem.
 


 
Co poradziłabyś tym, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady? Od czego powinni zacząć? Jaką szkołę wybrać? Czy potrzebne jest do tego artystyczne wykształcenie?

Rozwijajcie się!

Rynek galopuje, a stojąc w miejscu cofamy się i tu jest to bardzo odczuwalne. Myślę, że wykształcenie artystyczne pomaga, choć najważniejsze, żeby mieć „oko”.

Ja miałam bardzo ułatwiony start – mąż jest moim nauczycielem w tym fachu. Do wiedzy jaką mi cały czas przekazuje dodaję swoją pasję i wychodzi z tego efekt, który jest dla nas bardzo satysfakcjonujący.

Można oczywiście zacząć bez męża grafika. Polecam znaleźć dobry kurs i podejść do tematu poważnie 😉

 


 

Zobacz równie inspirujące wywiady:

Wywiad z Joszkiem Brodą
 
Jak kręcić spoty wideo?
 
Jak napisać muzykę do piosenki?

 


 

 

18 komentarzy

  1. Miły wywiad, dobrze się czytało – luźny i bez zbędnych farmazonów. Nawet w sumie nigdy nie pomyślałam, że przecież są ludzie, którzy zajmują się specyficznie takim właśnie projektowaniem. Chętnie bym zobaczyła krok po kroku, jak powstaje projekt 🙂

  2. Arleta pisze:

    o temat mi znany 🙂 również projektujemy z mężem architektem 🙂
    ale najbardziej lubimy wizualizować i projektować swoje życie 🙂

    pozdrawiamy!

  3. GlamMam pisze:

    4 lata temu urządzaliśmy całe mieszkanie. Nie wyobrażam sobie tego bez wizualizacji

  4. Natalia Jaranowska pisze:

    Komuś wydaje się, że jest szejkiem – padłam 🙂

  5. fajny wywiad, spodobał, podlinkuje go na fanpaga, Ukaże się 1 grudnia 🙂

  6. Dorota Mazurkiewicz pisze:

    Bardzo ciekawy wywiad i bardzo ciekawa praca, tylko zastanawia się, jak się czuje artysta, gdy mu klient nanosi poprawki kompletnie „od czapy”…, kiedy burzy się cała misteria projektu…Jak wówczas takiego przysłowiowego „szejka” odwieźć od zrujnowania kompletnego dzieła?

    • Maciej Wojtas pisze:

      Czuje się pewnie tak jak scenarzysta, który najpierw bierze pieniądze za scenariusz, a potem chce usunąć swoje nazwisko z napisów końcowych filmu. Generalnie to dylemat stary jak świat 🙂

  7. Monika Zawiślak - GreenEye pisze:

    Bardzo interesujący wywiad, z przyjemnością go przeczytałam 🙂

  8. Guesswhatpl pisze:

    Fajny tekst i ciekawa perspektywa tak pracować, a gdyby jeszcze nam się trafił taki szejk z prawdziwego zdarzenia. Chociaż z drugiej strony nie zazdrościmy, bo czasami z tego więcej szkód niż pożytku, nawet w portfelu 😉

  9. Minerva pisze:

    Do firmy mojego męża tez przyszedł kiedyś taki „Zenek z Pcimia” – dziurawy sweter, stare buty, prawie jak kloszard. A później zgodził się na 40 tysięcy złotych i zapłacił bez zająknięcia. Ot, taki szejk z Małopolski, jak sie później okazało, właściciel wielkiej firmy technologicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copy link
Powered by Social Snap