Dlaczego akurat ci ludzie mnie inspirują?


 

Oto lista kilku nazwisk.

Co łączy tych ludzi?

Wszyscy są moim źródłem inspiracji.

 


Kim jest inspirujący człowiek?

To ktoś, kto swoim życiem, czynami, osiągnięciami, w pewien sposób spełnia nasze marzenia. Po prostu robi to, co zawsze chodziło nam po głowie, ale czego z różnych powodów nie zrealizowaliśmy.


Ludzie, którzy mnie inspirują (kolejność przypadkowa)

Co najbardziej w nich cenię? Jakie cechy?

Adam Szustak (rocznik 1978): żar bijący z prostych słów, charyzmę, autentyczność, odwagę mówienia o swoich słabościach i to, że jest żywym dowodem na to, że nawet najbardziej poplątany życiorys można wyprostować:


Paweł Tkaczyk (rocznik 1978): konsekwencję w budowaniu marki osobistej (Paweł Tkaczyk to jeden z tych niewielu szewców, którzy nie chodzą boso).


Ennio Morricone (rocznik 1928): wierność własnemu stylowi, umiejętność odnajdywania się w nowej rzeczywistości:


Clint Eastwood (rocznik 1930): umiejętność przekazywania trudnych tematów w sposób łatwy do zrozumienia, bezkompromisowość, nie oglądanie się na opinię „branżuni”:


Wojciech Kilar (1932-2013): wielka skromność pomimo ogromnego talentu.


Arvo Pärt (rocznik 1935): odwaga tworzenia przez długie dziesięciolecia muzyki płynącej prosto z serca, zamiast takiej, która wynika z koniunktury i która „się opłaca”:


Carlos Ruiz Zafón (rocznik 1964): umiejętność tłumaczenia obrazów na słowa i odwrotnie.


Bruno Schulz (1892-1942): gigantyczną wyobraźnię, talent do robienia z językiem polskim rzeczy, które wyrywają z butów.


Kamil Lipiński (rocznik ?): odwagę pisania o rzeczach niepopularnych (o ile Boga i religię można za takowe uznać).



A gdzie inspirujące kobiety?

Nie umieściłem na mojej liście żadnej kobiety. Zostawiłem dla nich miejsce na samym końcu. A właściwie tylko dla jednej.

Powód jest prosty. Żaden z mężczyzn z powyższej wyliczanki nie dorasta jej do pięt. Tą osobą jest moja nieżyjąca już babcia.

Choć skończyła tylko trzy klasy szkoły podstawowej, mądrością życiową mogłaby zawstydzić niejednego rasowego profesora.

Przede wszystkim jednak tym, co wyróżniało ją spośród wszystkich znanych mi ludzi, była niezwykła dobroć. Nie uskarżała się na nic, nawet gdy przez kilkanaście lat była przykuta do łóżka.

Mam wrażenie, że odchodząc, chciała mi przekazać jakąś informację, do czegoś zainspirować. W tej samej bowiem minucie, w której umarła, urodził się mój syn…


 

A kto inspiruje was?

Czy jest ktoś, kto swoim życiem spełnia wasze marzenia?

 



 

  • Super, że na liście znalazł się Carlos Ruiz Zafón, którego książki uwielbiam i kolekcjonuję. Bardzo lubię słuchać rekolekcji Adama Szustaka i oczywiscię piątka za umieszczenie na tej liście Kamila <3 Moja babcia była również fantastyczną i inspirującą kobietą. W moim osobistym rankingu znajduje się jeszcze: Truman Capote za umiejętnosć pisania prosto, a zatazem emocjonanie, Tamara Łempicka za odwagę do bycia sobą i wyprzedzania swojej epoki, Andy Warhol za zrobienie sztuki z rzeczy codziennego użytku, oraz za wątek sakalny w swojej twórczosci. Frida Kahlo za to, że potrafiła mówić o bólu, utracie dziecka, chorobie i cierpieniu. Salvador Dali za niebalność i intelekt. Moja mama za to, że pokazała mi jak to jest kochać bezgranicznie. Mój trener za ojcowanie, mentoring i naukę życia. Wybacz, że tak się rozpisałam 🙂

    • Świetna lista! Mógłbym śmiało dodać te nazwiska do „ulubionych”. Dzięki za komentarz! (lubię długie 😉

  • Mnie chyba najbardziej inspirują myśliciele w duchu chrześcijańskim – ja Tischner, Anthony de Mello i ojciec Chabielski

    • Tego trzeciego nie znam, ale zaraz sprawdzę 🙂

  • Nie podejrzewałam, że może Cię inspirować Clint Eastwood ☺️
    Miałeś wspaniałą babcię. Poruszylo mną to, kiedy umarła… to nie był przypadek, masz rację.

    • Wiem, że Eastwood ma swoje poglądy, ale nie za nie go cenię 😉 tylko za odwagę mówienia własnym głosem w miejscu, w którym nie warto mieć poglądów innych niż mainstreamowe [mam na myśli Hollywood].

  • Gdyby nie Adam Szustak, Ewa Chodakowska i Ola Budzyńska mojego bloga by nie było. A tak to jest.

    Pisałam pracę magisterską o Schulzu. A raczej o jego nieokiełznanych myślach o latającym ojcu.

    Miej dzień!