Sajgon w pokoju czy sajgonki w kuchni? [WYWIAD]

jestem copywriterem | inspiruję słowami

Sajgon w pokoju czy sajgonki w kuchni? [WYWIAD]

17 marca 2018 Wywiady 6


 


 

Jak wyciągnąć najbardziej zatwardziałego domatora z domu?

Wystarczy pokazać mu pewien blog, a w parę minut spakuje plecak i z bananem na twarzy ruszy na podbój świata.

Dziś moim gościem jest Hania Zieleźnik-Rybak, podróżniczka i autorka bloga, który wyrywa z domowych pantofli: Hitchhaning.com.

 


 

Zacznijmy na poważnie. Jeździsz po całym świecie. Uciekasz przed czymś, czy raczej chcesz coś dogonić, złapać?

Ciii…! Bo jeszcze Interpol się dowie!

Jest taki powszechny mit, że osoby w długotrwałej podróży nie radzą sobie z życiem, nie ogarniają dorosłości, porzuciły pracę w biurowcu w korpo i gonią za dźwiękiem reggae na plaży.

Nie mówię, że mam dorosłość w małym palcu, ale to nie do końca mój przypadek.

Podróż zawsze była ważnym elementem mojego życia, a to, że oboje z mężem mamy wysoki próg odporności na nieznane i dużą chłonność świata, pozwala nam wprawiać nasze pomysły w ruch.

 


 

To teraz szybki strzał: sajgon w pokoju czy sajgonki w kuchni?

Zazwyczaj jedno i drugie, a najczęściej Sajgon w kuchni – lubię eksperymenty kulinarne, efekty są różne. Staram się nie wyjeżdżać z kraju bez poznania jego podstawowych składników i podpatrzenia, jak jakaś lokalna babcia ich używa.

 


 

Umiesz rozmawiać w językach, których nie znasz. A które znasz?

Na szczęście, między innymi trochę znam migowy.

Moi dziadkowie utracili słuch we wczesnym dzieciństwie i lubię myśleć, że umiejętność porozumiewania się z nimi pomogła mi nieco w komunikacji tam, gdzie moje języki „mówione” zawodzą.

Dobrze znam angielski i niemiecki, a przyzwoicie portugalski i hiszpański. Z tych, których nie znam – jak jest dużo machania rękami i wino, dogaduję się po włosku i po rosyjsku.

 


 

A czy wiesz, czym różni się Austria od Australii?

Wierzę, że Austriacy, w przeciwieństwie do Australijczyków, nie uważają, że Kościuszko (aka Kozjosko) był japońskim alpinistą.

Poza tym, nigdy nie widziałam w Austrii krokodyla ani kangura. No i chyba jest też mniej surferów.

 


 

Czy istnieje uniwersalny język „międzyludzki”? Taki, w którym dogadasz się ze wszystkimi.

Taki język to uśmiech i dystans do siebie.

 


 

Krótka piłka: Korea Wschodnia czy Zachodnia?

„Nie byłam wszędzie, ale mam to na liście.”

 


 

Prawidłowa odpowiedź 🙂

Jest taki film braci Coen „To nie jest kraj dla starych ludzi”. A który, twoim zdaniem, kraj jest dla nich optymalny?

To trudne pytanie, bo obejmuje wiele zagadnień, na które podczas podróży zwracam uwagę w dość umiarkowany sposób.

W życiu starszych osób w Australii urzekło mnie to, że mają tu swoją, można by rzec, subkulturę – Grey Nomads, czasem zwani też Geriatric Gypsies.

Z przejściem na emeryturę kupują kampery i wyruszają w wieloletnie wojaże. W szczycie sezonu na polach kampingowych nie ma wolnych miejsc, bo mieszkają tam karawany emerytów.

Poziomu energii i zainteresowania światem niejeden o połowę młodszy turysta może im pozazdrościć, a to, że im się chce i ich stać, zdecydowanie świadczy na korzyść Australii.

 


 

Teraz coś dla uszu. Muzyka, którą kochasz, której nie ma na eremefie, a która powinna się tam znaleźć, to…

Ile mamy czasu? Moja playlista to miszmasz rockowo-bluesowych staroci, muzyki filmowej, znalezisk z podróży i trochę mam z nią dziwną relację, bo jestem roześmianą osobą, a w głośnikach najczęściej wybrzmiewają smuty.

Na przykład to, ale fado przecież nie może być radosne:

Chicha peruwiańska, która zawsze będzie mnie przenosić do hipisowskiego, niebieskiego domu, w którym mieszkałam w Malezji:

No i żeby czytelników nie zamelancholnić tak na amen, to jeszcze to:

Starczy, czy grać dalej?

 


 

Na początek wystarczy 😉

„Most na rzece Kwai” czy „K…wa! Na rzece most…”?

Ale Ci kwaczące pytanie wyszło!

No dobra, to moja pięta achillesowa – boję się mostów i wolę o nich czytać w książkach / oglądać na ekranie, szczególnie, jeżeli na końcu historii nie wybuchają, bo to wcale nie poprawia w moich oczach stabilności i niezawodności ich konstrukcji…

 


 

Przejdźmy do emocji: najbardziej i najmniej stresujące miejsce na świecie to…

Na studiach z Zespołem Tańca Towarzyskiego tańczyłam sambę na scenie Centrum Kultury w szortach z doczepionym ogonem z piór i błyszczącym staniku.

Jeżeli to mnie nie zabiło, to nic nie zdoła. Żeby nie było, zespół wspominam świetnie, tylko te szorty mi się śnią po nocach.

A na poważnie – przy stole koło osoby, z którą nie potrafię rozmawiać, nad piecem z trzema przypalającymi się garnkami, na scenie z mikrofonem (chociaż z każdą prezentacją podróżniczą jest lepiej, na razie miałam jedną, więc wiem, co mówię).

Najbardziej stresującym uczuciem jest bezsilność, gdziekolwiek ją przeżywam.

Najmniej stresujące miejsce, to tam, gdzie czuję się potrzebna i kochana. Najlepiej wypoczywam u przyjaciół w Prawiednikach pod Lublinem, gdzie ogniska, pszczoły, pierogi, wino i wkurzający kogut o poranku.

 


 

I pytanie z rodzaju dziwnych: nurkowanie z płaszczką czy płaszczenie się przed nurkiem?

Jeżeli miałabym się płaszczyć przed kimkolwiek, to pewnie właśnie przed jakimś mocnym nurkiem, żeby zabrał mnie na nurkowanie z płaszczką.

Jestem początkująca, nie czuję się jeszcze na tyle pewnie, żeby nurkować bez dive mastera, ale odkrycie świata podwodnego to dla mnie jedno z największych wydarzeń zeszłego roku.

 


 

Dlaczego na wuefie byłaś wybierana do drużyny jako ostatnia?

Co tu dużo mówić, byłam ciapą, taką fest. Dalej jestem, ale znam już kilka swoich mocniejszych sportowych stron, więc mniej się to rzuca w oczy.

 


 

Mówi się, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Zgodzisz się z tym?

Musiałabym być totalną hipokrytką, żeby się nie zgodzić! Jak ja strasznie tęskniłam w tym roku za śniegiem! Na plaży z palmami przyszło mi to bardzo łatwo…

Na szczęście zazwyczaj swoje frustracje i tęsknoty udaje mi się obracać w dalsze plany, to chyba fajny sposób na maruderstwo.

 


 

Czy słyszałaś może na żywo najsmutniejszy instrument świata (ormiański duduk)?

Oho! Teraz będzie wtopa!

Duduk słyszałam… w Azerbejdżanie. Armenia i Azerbejdżan są w stanie wojny i poza potyczkami militarnymi bardzo silna w obu nacjach jest chęć udowodnienia, że oni pierwsi i lepiej.

Zaciekły bój toczy się o symbole narodowe, nie tylko duduk, ale również o granaty (czyje bardziej soczyste?) i jeden z rodzajów chleba – lavash. A duduk faktycznie brzmi bardzo melancholijnie.

 


 

Przeczytałem, że twój mąż zagrał w chińskiej reklamie. Czy stał się przez to jakoś bardziej rozpoznawalny w Chinach?

Mój mąż był rozpoznawalny w Chinach zanim zagrał w reklamie.

Metr osiemdziesiąt, bujny zarost, wyraziste rysy twarzy i jeszcze włosy na rękach, no po prostu nigdzie nie przeszedł niezauważony. Między innymi z tego powodu agencja wstrzymała się z wypuszczeniem reklamy do czasu naszego wyjazdu z Chin.

Piotrka praca była, ekhem, trochę nie do końca legalna. Została potraktowana lekko i przygodowo przez nas, a zupełnie poważnie i bardzo zasadniczo przez lokalny posterunek policji i urząd imigracyjny.

Co się działo później i ile chińskich niewieścich serc złamał ten aktor o boskim profilu, tego się nie dowiemy.

 


 

Jak się pisze: Iran czy Irak?

Jak się mówi: Irlandia czy Islandia?

Fonetyka i ortografia to takie trudne dziedziny! ale postaram się wyjaśnić.

Jak płuczesz gardło Guinessem, to wychodzi Irlandia, a jak szczękasz zębami z zimna, to bliżej Islandii. Trzeba tylko uważać, żeby przy szczękaniu nie zagryzać warg, bo wyjdzie If-landia, a to bardzo warunkowy kraj.

Z Irakiem i Iranem sprawa jest poważna, bo mieszkańcy są nieco bardziej wrażliwi na takie dywagacje niż Irlandczycy i Islandczycy. Jedna literka ma znaczenie: wystarczy spojrzeć na sytuację w polskim sądownictwiesadownictwie.

 


 

A propos Iranu: czy to bezpieczny kraj dla podróżników?

Strasznie niebezpieczny! Ty wiesz, ile ja tam przytyłam?!

Poza osobami na diecie, Iran jest szalenie niebezpieczny dla introwertyków, bo liczba zaproszeń na herbatę, obiad, czy do rozmowy może ich zestresować, a także dla osób, które bardzo nie lubią przyciągać uwagi, bo Irańczyk wypatrzy turystę z daleka i okaże mu swoje zainteresowanie. Ale dla osób na diecie – najbardziej.

 


 

Dzięki za ostrzeżenie!

Co ludzie, których spotykasz, wiedzą o Polsce i Polakach? Czy podczas podróży jesteś ambasadorką Polski? Czy raczej się nie ujawniasz?

Czterech tankistów i sabaka! – Zdrastwujcie Paljaki! – tak nas powitał kazachski celnik. Nawet nie spojrzał w paszporty, tylko zaczął nucić „Deszcze niespokojne” i wbił pieczątki.

Zawsze mnie zaskakuje wiedza obcokrajowców na temat Polski!

Klasyką gatunku jest Lewandowski, muszę powiedzieć, że zaczął przebijać Wałęsę, a nawet papieża. Ale są kraje, czy regiony, których mieszkańcy potrafili kompletnie zwalić mnie z nóg,

  • wymieniając chronologicznie filmy Kieślowskiego, czy nazwiska naszych siatkarzy (Iran),
  • opowiadając o wszystkich misjonarzach, którzy pracowali w okolicy (Flores, Indonezja),
  • czy też prowadząc półgodzinny monolog w akompaniamencie stukotu naszych szczęk o podłogę na temat odrodzenia Polski po wojnach i epoce komunizmu (Aborygen, Australia, środek pustyni).

A ujawniamy się oboje zawsze, ja najczęściej zostawiam po sobie muzykę, trochę polskich zwyczajów i wskazówki, jak przetrwać w śniegu, a Piotrek niedosyt pierogów i gołąbków.

 


 

Pytałem wcześniej o kraj dla starych ludzi. A który byłby idealny dla melancholików i romantyków? Czy może Gruzja?

Tam, gdzie są góry, albo morze, albo piękna muzyka, albo dobra kawa, albo poruszająca historia. Czyli chyba każdy. Może poza Singapurem 😉

 


 

Którego pingwina z Madagaskaru zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę? (i po co)

Bez cienia wątpliwości – Rico.

Tutaj przeważają względy praktyczne, lata podróży w różnych warunkach nauczyły mnie, co to survival. Jeżeli mogłabym mieć kompana, który za jednym czknięciem rozkłada szałas, a za drugim wypuszcza w niebo flarę sygnalizacyjną, bierę.

 


 

Czy da się podróżować bez pieniędzy? I pytanie odwrotne: czy da się zarabiać na podróżowaniu?

W jednym i drugim przypadku – da się, ale świat cię zje z zazdrości 😉

Kluczowe jest odpowiedzenie sobie na pytanie – czy ja podróżuję bez pieniędzy, czy bez swoich pieniędzy.

Łatwo jest brać, przyzwyczaić się do korzystania z ludzkiej opiekuńczości i dobroci, ale liczenie na to, że ktoś mnie nakarmi albo da na bilet jest po prostu nieetyczne. Tak samo, jak wchodzenie do parku narodowego przez dziurę w płocie, czy wychodzenie z restauracji bez uregulowania rachunku.

Bliska jest mi natomiast idea podróżowania za niewielkie pieniądze, jeżeli na coś mnie nie stać, to albo z tego rezygnuję, albo robię tak, żeby mnie było stać.

Podróże to dziedzina biznesu, jak każda inna, więc – jasne, że się da, na różne sposoby. Warto jednak zauważyć, że w momencie, kiedy chcemy na hobby zarabiać, przestaje ono być tylko hobby, a zaczyna być pracą na pełen etat i orientujemy się, że jesteśmy na tropikalnej wyspie i ani razu nie wyszliśmy na plażę, bo przygniata nas liczba deadline’ów.

 


 

Uwielbiasz żelki. Czy z wzajemnością?

Oczywiście, mam wrażenie, że żaden zjedzony żelek mnie jeszcze nie opuścił. Kotłują się w okolicy bioder.

 


 

Gdybym miał wysłać gołębia z wiadomością do ciebie (sama podpowiadasz ten sposób na blogu), to gdzie by cię teraz zastał? I po czym by cię rozpoznał?

Do niedawna odpowiedź była prosta – jedyna blondynka w okolicy.

Aktualnie jestem na południu Australii (chociaż z każdym pytaniem zmierzam bardziej na wschód). Znak rozpoznawszy: wielka żółta chusta, która pełni funkcję kocyka w ciepłą letnią noc, ręcznika plażowego, jesiennego szalika, wabika na owady w tropikach albo odblaskowego transparentu z wołaniem o pomoc na bezludnej wyspie.

W razie potrzeby może ewoluować w lądowisko dla gołębi pocztowych.

 


 

I ostatnie pytanie: kawa czy herbata i dlaczego woda?

Dla obserwatora z zewnątrz to może być śmieszne – woda stała się jednym z naszych głównych tematów rozmów:

  • czy mamy dosyć,
  • czy pitna,
  • czym dezynfekowana,
  • czy pić bezpośrednio,
  • czy jednak przez filtr,
  • czy starczy żeby zagotować na kawę / herbatę?

A ta to często luksus. Konia z rzędem temu, kto w Chinach znalazł dobrą kawę! Smaki zmieniają się z każdym krajem, walka o swoje przyzwyczajenia jest z góry skazana na porażkę. Najwięcej radochy daje zamknięcie oczu i zdanie się na rekomendacje miejscowych.

 


 

Więcej podróżniczych historii przeczytacie na blogu Hani Hitchhaning.com.

 


 
 

 

6 komentarzy

  1. Kaja Nieznane napisał(a):

    Bardzo ciekawa rozmowa, zazdroszczę tylu wyjazdów i przygód oraz przystojnego męża 😉 ciekawa jestem ile czasu była nagrywana ta reklama? Wygląda na jakiś luksusowy produkt 😉

    • Hania napisał(a):

      Dziękuję! Przekażę Piotrkowi 😀
      Praca zamknęła się w dwóch dniach zdjęciowych, a reklama dotyczy usług deweloperskich, chociaż dowiedzieliśmy się tego tylko dzięki jednemu z moich czytelników, który zna mandaryński 😉
      Jeżeli zaciekawiła Cię ta historia, zajrzyj tutaj: https://wp.me/p7X1by-Fk

  2. Szczęśliwa Siódemka napisał(a):

    Świetny wywiad! Niebanalne pytania i kreatywne odpowiedzi 🙂

  3. Święci tacy jak my napisał(a):

    Super wywiad, ciekawe pytania i odpowiedzi. Gratuluję. Weronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *