1

Debiut na najlepszym blogu w Polsce

Jak pisać o motoryzacji, by zaintrygować osoby, które nie mają o samochodach zielonego pojęcia? Najlepiej naszpikować tekst odniesieniami z zupełnie innych bajek: filmu, architektury, mody, a nawet z Pudelka i okolic.

Oto maleńki fragment artykułu opublikowanego na blogu Kulturą w płot (czyli na Blogu Roku 2014).

 


 

Czerwiec ’91. Dwa lata wcześniej upadł w Polsce komunizm, ale po naszych drogach nadal pędzą stada polonezów, żuków, maluchów i dużych fiatów. I wtedy pojawia się następca Fiata 126p – Cinquecento.

Samochód wzbudza skrajne opinie. Niektórzy pytają, dlaczego kończy się tak nagle, jakby projektantowi w połowie pracy skończyły się pomysły.

Na domiar złego wszyscy mają problem z wymówieniem (nie mówiąc już o zapisaniu) nazwy tego miejskiego autka.

„Cińkuś”, „cienki”, „cienas”, cinkłe-coś tam – Polacy radzą sobie jak mogą z wyrazem, z którym przeciętny włoski trzylatek nie ma żadnych problemów (…)

 


 

I jeszcze jeden fragment na zachętę:

Toyota MR2. Wydawać by się mogło, że co jak co, ale w takiej nazwie nie kryje się żadna pułapka. Niestety, Francuzi mieli na ten temat inne zdanie. MR2 czytane po francusku bardzo przypominało słowo oznaczające końcowy produkt przemiany materii (delikatnie mówiąc).

 


 

Cały artykuł – tutaj.

 


 




Soczysty opis narodzin szklanej lampy


 


 

Proces powstawania szklanej lampy można opisać tak, by słowa chwytały czytelnika za serce.
 


 

Na początku jest natchnienie. Lekko zarysowana idea, która po pewnym czasie trafia na papier. Powstają szkice, poprawki. Pierwsze, drugie, dziesiąte. Aż do skutku.

Wystarczy porównać ów przedmiot do dziecka. Nadać mu ludzkich cech:

Zbieramy się wówczas wszyscy i patrzymy na nasze nowe dziecko. Padają różne pomysły. Wreszcie wybieramy to jedno jedyne słowo, które najpełniej oddaje charakter nowo narodzonej lampy…

 


 

Równie efektownie można oddać pasję ludzi, którzy codziennie asystują przy narodzinach szklanych arcydzieł:

Uwielbiamy patrzeć, jak miliony ziaren piasku stapiają się w jedno, tworząc materiał ujmujący swoją nieskończenie gładką fakturą.

Fascynuje nas moment, kiedy rozgrzana do białości masa szklana opuszcza piec – miejsce swoich narodzin.

A potem bez cienia sprzeciwu poddaje się obróbce. Powoli stygnie, przybierając formę, w której przyjdzie jej spędzić całe swoje szklane życie.

 


 




Znudzony legionista pisze list do mamy (zadanie konkursowe)

Kolejny wygrany konkurs 🙂

Zadanie konkursowe było następujące:

Uwaga pracownicy klimatyzowanych pomieszczeń (i tych nie) – mamy coś na wakacje: „Ostre konsekwencje fakapów, ciężkie delegacje na bliski wschód, krwawe mitingi”. Jest 10 książek od szczurków ze Znaku. Kłest: napisz korposzczurowy raport z życia Korpo – Legionisty. Najlepsze teksty nagrodzimy książką „Zapomniany Legion” Bena Ken’a. Kondiszons: do środy, maks. 500 znaków, piszcie w komentsach.


Wyobraziłem sobie takiego znudzonego, zepsutego do szpiku kości legionistę-sadystę, który w wolnej chwili pisze list do swojej ukochanej mamusi… 🙂

Cześć mamo! U mnie wszystko dobrze, tylko praca trochę nudna. W poniedziałek – robimy tubylcom podbijanko albo grabionko, ale potem jest już z górki:
Wtorek – biczowanko / chłostanko
Środa – wieszanko / rozciąganko
Czwartek – spalanko / grilowanko
Piątek – ścinanko / obcinanko
Sobota – rozrywanko / ćwiartowanko
Niedziela – przerwa techniczna, bo nie samą pracą człowiek żyje.


Prowadzisz agencję reklamową?
Szukasz copywritera, scenarzysty?
Zobacz, w czym mogę Ci pomóc (moja oferta)
Zobacz, co zachwyciło moich klientów (referencje)
Obejrzyj moje portfolio
Dowiedz się więcej o mnie (z kim współpracuję)

 

 


 




Ucz się języków i rozwijaj swoją kreatywność (równocześnie)

 


 

Chcecie wiedzieć, co łączy:

  • „efekt motyla”,
  • fragment filmu Życie jest piękne
  • i prezentację znalezioną na blogu Michała Szafrańskiego?

Czytajcie dalej.

 


 

Efekt motyla

Wikipedia mówi o tym tak:

Efekt motyla (ang. butterfly effect) – anegdotyczne przedstawienie chaosu deterministycznego. W tytułowej anegdocie trzepot skrzydeł motyla, np. w Ohio, może po trzech dniach spowodować w Teksasie burzę piaskową. Przykładami efektu motyla są zjawiska meteorologiczne.

motyl1

W skrócie chodzi o to, że drobna zmiana jakiegoś elementu sprawia, że miarę upływu czasu, przewidywane efekty coraz bardziej oddalają się od spodziewanych.

Zaraz zobaczycie, do czego użyję tej informacji.

 


 

Życie jest piękne

To oczywiście tytuł słynnego filmu Roberto Benigniego. W scenie, którą zobaczycie za chwilę, udało mu się dokonać niemożliwego: połączyć ogień z wodą. Szczery, gromki śmiech i wyjątkowo gorzkie łzy.

benigni

 


 

Ile można wycisnąć z poniższego fragmentu filmu?

Przede wszystkim można wykorzystać go do nauki języka angielskiego. Dlaczego?

Bo dużo łatwiej zapamiętuje się rzeczy grające na intensywnych emocjach, zupełnie nietypowe, absurdalne, niż nudne scenki jakie pewnie znacie z czasów liceum albo studiów.

Po drugie – można na tym fragmencie poćwiczyć kreatywne myślenie. Zabawić się w pisarza albo scenarzystę. Wystarczy wykorzystać… efekt motyla.

Jak to zrobić?

W pierwotnej wersji tej sceny tłumacz (Roberto Benigni) nie zna języka niemieckiego.

Zmiana jednego drobnego elementu sprawi, że scena nabierze zupełnie innego sensu. Co więcej, cała historia wskoczy na inne tory.

To nie wszystko:

Finał będzie prawie niemożliwy do przewidzenia.

 


 

Obejrzyjcie tę scenę trzy razy, za każdym razem zmieniając jedną rzecz

Wyobraźcie sobie, że wszystkie dialogi i zachowania bohaterów nie ulegają zmianie, poza drobnymi szczegółami:

  • Wersja nr 1: tłumacz jednak zna język niemiecki, ale zatrzymuje tę informację dla siebie
  • Wersja nr 2: żołnierz zna język włoski, ale nie daje tego poznać po sobie
  • Wersja nr 3: dziecko, syn głównego bohatera, zna język niemiecki, ale nie chwali się tym ojcu

Zobaczcie, że tak prosty zabieg wyciska jeszcze więcej emocji z tej i tak bardzo mocnej sceny:

 


 

Bloger, który wie, jak zarabiać pieniądze

Na koniec pewna prezentacja, którą znalazłem na blogu Michała Szafrańskiego:

How to build a successful blog, impact others and make a profit from Michał Szafrański

 

Na jej przykładzie chcę wam pokazać, jak można się uczyć kilku rzeczy równocześnie. W tym przypadku będzie to:

  • nauka robienia prezentacji
  • trening angielskiego
  • nauka budowania bloga z prawdziwego zdarzenia

Rozwinę nieco te punkty.

Nauka tworzenia prezentacji – mam na myśli takie selekcjonowanie materiału, by stworzyć z niego spójną narrację. Zauważcie, jak tutaj jedno wynika z drugiego. Nie ma niepotrzebnego chaosu (mimo sporych rozmiarów samej prezentacji). Wszystko jest starannie poukładane.

Trening angielskiego – prezentacja zawiera mnóstwo cennych porad ubranych w formę krótkich zdań, sloganów. Bardzo łatwo nauczyć się ich na pamięć. A potem stosować w razie potrzeby.

Nauka budowania bloga – to akurat nie wymaga komentarza. Kopalnia praktycznej, sprawdzonej wiedzy. Nic tylko brać i wcielać w życie.

 


 

4 rzeczy, które można „wycisnąć” z tej prezentacji

  1. zrobić podobną prezentację, ale na inny temat (bo jeśli uczyć się, to tylko od najlepszych)
  2. spróbować zastosować odwrotność którejś z porad i sprawdzić, jakie to da efekty
  3. zastosować efekt motyla, delikatnie modyfikując któryś składnik tego „blogowego przepisu na sukces”
  4. przepisać (najlepiej ręcznie) najważniejsze fragmenty, a potem zrobić maksymalnie zwięzłe streszczenie po angielsku

 


 

A jak jest u Was?

Wolicie uczyć się tylko jednej rzeczy w danej chwili, czy „skaczecie z kwiatka na kwiatek”, zbierając przy tym niepowtarzalne doświadczenia?

 


 


[fot. Georges Biard, Wikipedia]


 

 


 




Jak pisać dialogi? (cz. 1)

 


 

Porada nr 1: każda postać powinna posługiwać się swoim językiem.

 


 

Nie chodzi tu o to, żeby tworzyć filmową wieżę Babel i pisać sceny, które będą zrozumiałe jedynie dla zatwardziałych poliglotów, lecz by z jednej strony uczynić postać wiarygodną, a z drugiej – nadać jej pewien charakterystyczny, niepodrabialny rys.

Uczeń najgorszego gimnazjum w mieście najprawdopodobniej będzie używał słów, na dźwięk których jego 90-letnia prababcia wytrzeszczy oczy ze zdumienia (zakładając, że je w ogóle usłyszy).

Doszczętnie pijany ojciec wysławiał się będzie raczej monosylabami, a zgorzkniały profesor literatury na elitarnym uniwersytecie ostrzeliwał będzie biednych pierwszoroczniaków ostrymi i boleśnie celnymi one-linerami.

Czy jednak zawsze trzeba się kurczowo trzymać tej zasady? A gdyby tak wyposażyć daną postać w język zupełnie do niej niepasujący? Ksiądz, który klnie jak szewc, małomówna przekupka albo rapujący ordynator oddziału psychiatrycznego – pole do popisu wydaje się być naprawdę spore.

Warto także pomyśleć nad powiedzonkami, słownymi tikami, które wspaniale ubarwią naszych bohaterów.

Pamiętacie film Nie lubię poniedziałku i postać Zygmunta Bączyka, zaopatrzeniowca z Sulęcic? Pewnie nie. A wielokrotnie padający w tej komedii tekst kurka wodna? Prawda, że trudno go zapomnieć?

Trzeba w tym miejscu wspomnieć o serialu Dom, który jest wręcz naszpikowany tego rodzaju tekstami (Koniec świata, pani Popiołkowa albo ile i dlaczego tak drogo – to tylko dwa z wielu przykładów).

https://www.youtube.com/watch?v=cvlPBQXs1vY

 


 

Druga część artykułu >>>

 


 

 


 




Zniechęcający opis produktu (nie całkiem serio)

Opis produktu teoretycznie powinien wzbudzić u klienta pragnienie jego posiadania. Co jednak zrobić, jeśli sam produkt jest niezbyt zachęcający – delikatnie mówiąc?

Uwaga: poniższy tekst może u Europejczyka wywołać odruch wymiotny, natomiast u mieszkańca Chin – niekoniecznie 🙂

 


 

Zamknij oczy i wyobraź sobie najgorszy, najbardziej obrzydliwy zapach, jaki znasz. A teraz pomnóż go jakieś sto razy. Albo tysiąc. Już na samą myśl mózg staje w poprzek, a nos chce się podać do dymisji.

A teraz wyobraź sobie bardzo, ale to bardzo stare jajko. Jest podejrzanie ciemne, niemal czarne. Wygląda jakby parę lat wcześniej wpadło za szafki kuchenne w akademiku i tam zaczęło się potajemnie zmieniać w broń masowego rażenia. To właśnie z niego wydobywa się ten przeraźliwy fetor.

Wyobraź sobie, że bierzesz to jajko do ust (bo na przykład ktoś przyłożył ci pistolet do głowy i aktualnie nie masz innego wyboru). Twoje kubki smakowe szaleją. Najchętniej spakowałyby się i uciekły w cholerę. Albo jeszcze dalej. Niestety to niemożliwe. Potworny smak rozchodzi się wszędzie.

Połykasz jajko, bo jest już trochę za późno, by je wypluć. Lepka, galaretowata konsystencja sprawia, że jajko powoli, bez pośpiechu ścieka po ściankach przełyku i po długiej i męczącej podróży trafia do żołądka. Twoje ciało wstrząsa bolesny skurcz.

Bleee…

A teraz najlepsze:
Tysiące kilometrów stąd, w Chinach, danie to uchodzi za prawdziwy przysmak. Panie i Panowie, oto słynne chińskie stuletnie jajo.

Bon apetit!

 


 

 


 




Zanim go powiesili, czyli sztuka opowiadania historii


 


 
Czy w świecie, w którym na coraz to bardziej znudzonych widzów czekają technologie 3D, 4D itp., zwykłe litery, zwyczajne słowa przelane na papier mają jakiekolwiek szansę, by przebić się ze swoją ofertą? Czy są jeszcze w stanie wywołać gęsią skórkę i sprawić, by dreszcz emocji przeszył nasze ciało od czubka głowy po palce stóp?
 


 

Liczy się sposób opowiadania historii

Zdecydowanie tak. Wystarczy tylko wiedzieć, jak opowiedzieć historię. Nawiasem mówiąc, jeśli przeczytacie artykuł do końca, zrozumiecie dlaczego storytelling robi ostatnio oszałamiającą karierę i jak ogromna moc drzemie w dobrze podanych i odpowiednio doprawionych opowieściach.

Świetny przykład tekstu, w którym to forma ma kluczowe znaczenie, znalazłem w książce Listy do młodego pisarza M. V. Llosy. Sama fabuła wydaje się być szablonowa i niezbyt odkrywcza. Natomiast sposób, w jaki została przedstawiona, zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie.

To równocześnie kolejny przykład na to, jak zabieg formalny potrafi nadać prostej historii – zaskakującej, niezwykłej głębi.

 


 

Może wszystko to stanie się dla Ciebie jaśniejsze, jeśli podam Ci przykład. Czytałeś kapitalne opowiadanie Ambrose’a Bierce’a Przy moście nad Sowim Potokiem (An Occurrence at Owl Creek Bridge)?

W czasie amerykańskiej wojny domowej farmer z Południa Peyton Farquhar, który zamierzał zniszczyć most kolejowy, ma być powieszony. Opowiadanie zaczyna się w momencie, kiedy na szyję nieszczęśnika, którego otacza oddział żołnierzy gotowych do przeprowadzenia egzekucji, zostaje nałożony sznur.

Gdy jednak pada rozkaz wyznaczający kres życia skazańca, sznur się urywa i mężczyzna wpada do wody. Mimo ostrzału żołnierzy, mierzących doń z mostu i z brzegów rzeki, dopływa bezpiecznie do brzegu i podejmuje ucieczkę.

Wszystkowiedzący narrator pozostaje bardzo blisko zmieniającej się świadomości Peytona Farquhara; widzimy, jak bohater idzie przez las, ścigany, wspominając epizody ze swego życia, i dociera do domu, w którym mieszka i wygląda go ukochana kobieta i gdzie, jeśli umknie prześladowcom, znajdzie schronienie.

Narracja trzyma w napięciu – tak jak karkołomna ucieczka. I oto w polu widzenia pojawia się dom; mężczyzna, przekroczywszy próg, dostrzega wreszcie sylwetkę żony. W chwili gdy przytula kobietę, wokół jego szyi ostatecznie zaciska się pętla – co właściwie zaczęło się dziać na początku opowiadania, sekundę czy dwie wcześniej.

Wszystko wydarzyło się w jednym momencie, stanowiło ulotną wizję, którą opowiadanie rozszerzyło, stwarzając swoisty, odrębny czas, czas słów, odmienny od realnego (od czasu obiektywnej akcji, liczącego zaledwie sekundę). Czyż nie widać tu wyraźnie sposobu, w jaki fikcja literacka buduje własny czas, oparty na czasie psychologicznym?

 


 

 


 




Festiwal Dobrego Contentu: 7 pomysłów na contentową petardę


Choć nie raz były wśród nich prawdziwe perełki, to większość artykułów content marketingowych, które przeczytałem, łączyło jedno: brak im było serca, duszy albo… jaj.

Były jak książka telefoniczna: masa bohaterów, mnóstwo informacji, tylko akcja jakaś taka dziwnie niemrawa. Zero emocji, czyli tego co sprawia, że nasz mózg wariuje ze szczęścia podczas lektury.

Jeśli szukasz świeżych, niezużytych pomysłów na tekst content marketingowy – czytaj dalej. A jeśli preferujesz bezpieczne i sprawdzone tematy – zobacz, ile tracisz.


Dalszy ciąg artykułu, który brał udział w Festiwalu Dobrego Contentu – tutaj albo poniżej:

[mailerlite_form form_id=2]

content marketing


 


 




10 pomysłów na zrobienie czegoś ze swoim blogiem

 


 

Jak odświeżyć formułę bloga?

Jak zmienić bloga w „coś więcej niż blog”?

 


 

1) Blog codzienny

Bardzo wielu blogerów uskarża się na brak weny, zapału, napędu do pisania. Myślę, że problemem jest tutaj konieczność wzięcia się za bary z paroma tysiącami znaków. To normalne.

Sam trzaskam scenariusze spotów radiowych zupełnie bez wysiłku. Natomiast na myśl o pisaniu scenariusza 90-minutowego filmu zaczynam gwałtownie szukać wymówek.

Rozwiązaniem może być blog codzienny, w którym każdy wpis liczy zaledwie kilka zdań. Tylko tyle, bo nie chodzi o zamęczanie ludzi historiami, które nawet nas nudzą, tylko o wyciśnięcia z każdego dnia kilkudziesięciu słów esencji.

 


 

2) Zmiana szablonu

Zmiana szablonu to coś więcej niż nowy wygląd bloga.

Struktura szablonu może wpływać na treść bloga, przynajmniej w teorii. Wyobraźcie sobie np. szablon, w którym niemożliwe jest umieszczanie zdjęć. Albo taki, w którym można wstawiać tylko 500 znaków tekstu, a resztę mogą stanowić wyłącznie multimedia.

Zmiana szablonu bloga przypomina remont mieszkania. Niby metraż się nie zmienia, ale życie staje się jakby nieco przyjemniejsze.

 


 

3) Cykl cotygodniowy / comiesięczny

Czy można oprzeć bloga wyłącznie na różnego rodzaju cyklach?

Wydaje się, że takie podejście rozwiązuje problem braku weny. Wadą może jednak stać się stosunkowo szybkie znużenie czytelników tą formą. Chociaż jeśli cykl będzie naprawdę spektakularny…

 


 

4) Coś spektakularnego (szalonego)

Wywiady z ludźmi, do których trudno dotrzeć. Podróże do miejsc, które są ciekawsze, niż się to w pierwszej chwili wydaje. Rzucenie kulinarnego wyzwania telewizyjnemu celebrycie.

To wszystko wymaga wysiłku, ale nagrodą jest wybicie się znacznie ponad przeciętność.

Jeżeli robić swoim blogowaniem coś spektakularnego, to kiedy, jeśli nie teraz?

 


 

5) Adaptacja

A gdyby tak wykorzystać istniejącą treść i po małej adaptacji stworzyć z każdego wpisu:

  • odcinek filmiku na YouTube
  • odcinek podcastu
  • rozdział e-booka
  • komiks
  • infografikę
  • lajwa
  • pozycję w e-sklepie

 


 

6) Dorobienie firmy do bloga

Przeważnie jest tak, że ktoś w firmie podejmuje decyzję o otwarciu bloga firmowego.

Dlaczego nie odwrócić tego procesu i do istniejącego bloga nie „dorobić” własnej firmy? Oczywiście związanej z tematyką bloga lub jego części.

 


 

7) Przejście z bloga na FB (tylko)

Facebook zawłaszcza kolejne obszary internetowej aktywności ludzi.

Podejrzewam, że w przyszłości FB oraz internet będą synonimami. Nic dziwnego, że pojawiają się blogerzy, którzy rezygnują z bloga i postanawiają funkcjonować wyłącznie w tym medium.

 


 

8) Zamknięcie bloga i otwarcie nowego

Czasami taki radykalny krok może okazać się zaskakująco ożywczy. Zamiast latami męczyć się ze swoim starym (blogiem), można wydać kilka złotych, zmienić adres i zacząć nowe blogerskie życie.

 


 

9) Wypisanie się z blogosfery

Miałem takie myśli podczas krótkiego świątecznego detoksu (dlatego był taki krótki).

Kilkadziesiąt godzin bez internetu pozwoliło mi jednak na nowo odkryć piękno realnego świata. Koniecznie muszę to powtórzyć.

 


 

10) Znalezienie ponadczasowej misji bloga

Przekształcenie bloga w narzędzie do zmieniania świata (życia czytelników) na lepsze. Bez konieczności monetyzowania strony, bez gonienia za sponsorami.

Nie ukrywam, że taka wizja zaczyna pociągać mnie coraz bardziej…

 


 

 


 




Barwne opisy produktów w sklepie internetowym

 


 

Opisy produktów nie muszą być nudne i szablonowe. Wystarczy potraktować produkt np. jako bohatera sceny filmowej, by stworzyć coś niezwykle unikalnego. Zobaczcie, jak barwnie i z fantazją można opisać meble, nie tracąc przy tym z oczu podstawowej funkcji opisu, jaką jest przekazanie informacji o danym produkcie.

 


 

Zob. zupełnie nieszablonowe opisy artykułów wyposażenia wnętrz oraz wysmakowane opisy produktów dla sklepów internetowych

 


 

SOFA AMBIENT

Rozbitkowie przez wiele dni żeglowali przez Ocean Stresu i Morze Pośpiechu w poszukiwaniu choćby najmniejszej Wyspy Odpoczynku. I wreszcie, udało się! Przybyli do brzegów legendarnej sofy Ambient…

ambient

Jeśli po dniu pełnym stresu i nieustannego pośpiechu marzysz o odpoczynku, co powiesz na sofę Ambient? Zwróć uwagę na kolorystykę tkanin, których użyto do pokrycia sofy: ciepłe, nierzucające się w oczy barwy.

Ambient to pełna harmonii, dyskretna elegancja. Stonowany design sofy sprawia, że mebel ten świetnie wkomponowuje się w każde wnętrze. Najważniejsze są tutaj bowiem doznania zmysłowe. Stąd też użycie przyjemnej w dotyku tapicerki i miękkiej, elastycznej pianki poliuretanowej.

(…)

Sofa Ambient. Wyspa Odpoczynku.

 


 

STOLIK KAWOWY TULIPAN

– Kochanie, muszę ci powiedzieć coś ważnego. Pamiętasz tę uroczą kawiarenkę w Amsterdamie? Tę, w której wszystko nawiązywało do tulipanów?

– Tak, tego nie da się zapomnieć. Ale nie rozumiem, co się stało?

– …spodziewam się stolika. Kurier przywiezie go dziś wieczorem…

– Będziemy mieli stolik? Tulipan? Cudownie! Kocham cię!

tulipan

W 1956 roku projektant Eero Saarinen zaskoczył wszystkich swoim nietypowym, jednonożnym stołem Tulipan. Trzeba przyznać, że do dziś ten stolik kawowy porywa swoim genialnym konceptem. Nawiązanie do świata przyrody, czyni go meblem ponadczasowym i nie poddającym się ulotnym trendom.

(…)

Zrób niespodziankę swoim bliskim. Zaskocz ich stolikiem Tulipan!

 


 

KRZESŁO BAROWE NOX

– Dzień dobry, co podać?

– Poproszę coś lekkiego, wytrzymałego, najlepiej na bazie stali nierdzewnej. A do tego trochę atestowanego plastiku. Jestem na diecie.

nox

Krzesło barowe Nox to mebel, który najlepiej będzie się czuł w takich miejscach jak kawiarnie, restauracje oraz bary. Idealnie, jeśli będą to wnętrza nowoczesne i minimalistyczne. Ale nie jest to oczywiście warunek konieczny. Tak czy inaczej, gdziekolwiek znajdzie się stołek barowy Nox, wszędzie wniesie on szczyptę lekkości, zaprawionej nutką świeżego designu.

(…)

Nox. Lekkie krzesło barowe.

 


 

OPRAWA OŚWIETLENIOWA DOWNBOX

– Panie Bond, przypomina mi pan tę… lampę. Niby taka niepozorna, a świeci równocześnie we wszystkich kierunkach. Nic nie umknie jej uwadze. Jest jak kameleon.

– Droga M., wystarczy już tych komplementów. Chcesz mi coś powiedzieć?

downbox

Skojarzenie z Jamesem Bondem, najsłynniejszym agentem świata, nie jest przypadkowe. Sufitowa lampa natynkowa Downbox pod wieloma względami przypomina bowiem popularnego 007:

– tak jak on – dyskretnie wtapia się w otoczenie

– emanuje szykiem i elegancją (obudowa lampy występuje w 3 modnych kolorach: białym, szarym lub turkusowym)

– robi to, na co ma ochotę (dzięki ruchomemu reflektorowi, może świecić tam, gdzie sobie tego zażyczysz)

– jest niezwykle skuteczna (w zależności od wersji potrafi świecić nawet w czterech różnych kierunkach równocześnie)

(…)

Lampa Downbox – pozornie niepozorne źródło światła.

 


 

STOLIK KAWOWY PALLET 120

Eleganckie przyjęcie. Znakomici goście. Cudowna atmosfera. I wtedy wjeżdża on. Nikt nie wie, co powiedzieć…

pallet

Rzeczywiście, stolik kawowy Pallet 120 łamie konwencje. Przekracza powszechnie obowiązujące kanony meblarstwa. Jest jak ktoś, kto wdarł się na salony.

Zresztą, wystarczy rzut oka, by to potwierdzić: Blat stolika wykonany z europalety, czyli z tego, czego spodziewalibyśmy się raczej w magazynie, niż we wnętrzu mieszkalnym. Cztery kółka, ułatwiające przesuwanie stolika, przywodzą na myśl wózki z towarem przemieszczające się na zapleczu supermarketu.

Jednak jest coś, co sprawia, że tak kontrowersyjny, lecz coraz popularniejszy mebel pasuje do absolutnie każdego wnętrza. Tym czymś jest drewno. Ciepły, przyjemny w dotyku, naturalny materiał, z którego wykonano paletę.

 


 

LAMPA TRIPOD TABLE

Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy – padłem z wrażenia. Totalnie mnie oczarowała. Była podobna do najpiękniejszej modelki świata, która sunie bezszelestnie po wybiegu. Kompletnie straciłem głowę…

tripod

Lampa, którą można postawić na biurku, małym stoliku lub szafce nocnej. Gdziekolwiek się znajdzie – wszędzie stwarza ten sam problem: skutecznie odwraca uwagę.

Jako lampa biurkowa – nie pozwala skupić się na pracy.

Jako lampka nocna – przyciąga spojrzenie (co bywa powodem zazdrości).

Jako lampa stołowa – zaprząta myśli siedzących przy stole.

Wystarczy jej do tego zaledwie 60 centymetrów świetnego designu plus żarówka 40 W. Lampa jest zapakowana w pudełku do samodzielnego montażu. Dostępne wersje kolorystyczne: biała i czarna.

Lampa Tripod Table. Stracisz dla niej głowę.

 


 

STOLIK KAWOWY PARABEL

Ten okaz przypomina mi nieco stolik Parabel. Zwróćcie państwo uwagę na głęboko przemyślane i odwołujące się do natury kształty. I ten dualizm kolorystyczny: albo czarne, albo białe. Żadnych półcieni. Niewiarygodne…

parabel

Stolik do salonu, stolik kawowy, stolik ogrodowy… Trzeba przyznać, że stolik Parabel wykorzystywany jest do najrozmaitszych celów. Wydaje się, że zawdzięcza to swojemu designowi, czerpiącemu pełnymi garściami wprost z natury.

Kształt stolika sprawia w dodatku wrażenie dynamicznej bryły, która zastygła na moment w bezruchu. Zupełnie jak ktoś, kto wiecznie gdzieś się spieszy, ale zawsze znajduje chwilę, by usiąść przy stoliku i napić się dobrej kawy… Stolik dostępny jest w wariancie białym lub czarnym.

Stolik Parabel? Tak, pod warunkiem, że będzie czarny. Albo biały.

 


 

LAMPA WISZĄCA DREAM

Bezzałogowa sonda „Dream” zanurzała się coraz niżej i niżej, aż osiadła w końcu na dnie oceanu. Panował tam nieprzenikniony mrok. Włączono reflektory. Wokół krążyły nieznane ludziom stworzenia. Były niczym ze snu…

dream

Lampa wisząca Dream świetnie sprawdzi się we wnętrzach ascetycznych, ociekających minimalizmem, na przykład w loftach. Światło bijące z jej okrągłego, szklanego klosza, w jednej chwili doda energii chłodnym, nowoczesnym pomieszczeniom.

Lampa jest zapakowana w pudełku i przeznaczona do samodzielnego montażu. Wersje kolorystyczne (na zamówienie): niebieski oraz przydymiony szary.

Lampa Dream. Zanurz się w jej świetle.

 


 

LAMPA WISZĄCA ROCOCO

Jadalnia tętniła życiem. W powietrzu unosił się aromat ziół. Przy stole panował gwar. Lampa, wisząca u sufitu, oświetlała twarze biesiadników. Zapowiadała się długa noc…

rococo

Lampa wisząca Rococo ma tę wspaniałą cechę, która sprawia, że tam, gdzie znajduje się źródło światła – całe wnętrze rozkwita i nabiera kolorów. Lampa Rococo przypomina bowiem kwiat, który właśnie rozchylił płatki, by ogrzać się w promieniach wiosennego słońca. Nic dziwnego, że Rococo jest chętnie używana do oświetlania wnętrz, które emanują ciepłym, rodzinnym klimatem – jadalni i kuchni.

(…)

Lampa Rococo. Rozkwita światłem.

 


 

LAMPA ŚCIENNA FAKE

„Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.” Klasyczny fejk, prawda?

fake

Lampa ścienna Fake to świetna ilustracja tego, że czasami bardziej przemawia do nas to, czego nie widać, coś, co jest jedynie wytworem naszej wyobraźni. Wycięty z przezroczystego akrylu wzór, imituje lampę, która kojarzyć się może np. z wystrojem sali balowej. Ale lampa ścienna Fake ma to do siebie, że ożywa szczególnie wieczorem. Wtedy to staje się najbardziej tajemniczym i na swój sposób niepokojącym przedmiotem w całym pomieszczeniu.

Lampę Fake najlepiej umieścić w salonie, przedpokoju lub we wnętrzach typu kawiarnie albo restauracje. W tych ostatnich, z pewnością będzie raz po raz zwracała uwagę wszystkich gości.

(…)

Lampa Fake. Złudzenie optyczne.

 


 

Zob. równie nietuzinkowe opisy artykułów wyposażenia wnętrz


Zob. też wysmakowane opisy produktów dla sklepów internetowych