1

Jak (szybko) stworzyć portfolio, które zauroczy klienta?


 


 

Masz problem ze stworzeniem portfolio? Na szczęście są sposoby, by dość szybko zapełnić je pracami, które zrobią wrażenie na klientach. Jeśli chcesz, żeby twoje portfolio wbijało w fotel, czytaj dalej.

 


 

Na końcu artykułu czeka na ciebie fajny bonus 🙂

 


 

4 sposoby na zapełnienie portfolio:

1) Ten sam temat/produkt, ale różne formy

Dlaczego warto opracować ten sam temat na wiele sposobów? Po pierwsze, bo taki temat siłą rzeczy poznasz na wylot, co znacznie przyspieszy twoją pracę. Po drugie, znając go od podszewki, będziesz mógł zaprezentować go w wielu różnych formach, np. jako opis produktu, artykuł sponsorowany, slogan reklamowy itp.

 

Zobacz przykład
 
Plusy: możesz pokazać swoją kreatywność (zabłyśnięcie przed klientem przy takim ograniczeniu wymaga mimo wszystko sporego wysiłku).

Minusy: pracodawca może uznać, że za bardzo nie masz się czym pochwalić.

 


 

2) Zrób to lepiej

Bardzo fajnym sposobem jest stworzenie tekstów, które w zamierzeniu będą nawiązywać do istniejących już prac. Co mam na myśli? Zrobienie własnych wersji znanych haseł, tekstów, scenariuszy spotów itp.

Plusy: jeśli twoje prace będą faktycznie lepsze – rządzisz 🙂

Minusy: jeśli stworzysz coś o wiele gorszego od oryginału – odpadasz.

 


 

3) Szeroka paleta albo wąska nisza

Oczywiście idealnie byłoby zaprezentować się z każdej strony. Tyle, że to wymaga i większych umiejętności, i sporej ilości czasu. Jeśli więc nie masz czasu na żmudne budowanie swojego portfolio albo nie chcesz być freelancerem „do tańca i do różańca”, warto zrobić pewien manewr: wybrać swoją stałą (lub tymczasową) specjalizację.

Plusy: wybranie specjalizacji to prosta droga do stania się ekspertem w danej dziedzinie. A ekspert naprawdę może się cenić.

Minusy: wybór specjalizacji może, choć nie musi zamykać przed tobą zlecenia z innych „działek”.

 


 

4) Konkursy, czyli porwij się na coś niemożliwego

Powiem wprost: warto brać udział w konkursach. Im trudniejsze, im bardziej prestiżowe, tym lepiej. Dlaczego? Po pierwsze, w konkursach można pójść na całość, pozwolić sobie na więcej. Zrobić coś, co typowemu klientowi nawet nie przeszłoby przez myśl.

Po drugie, prace przygotowywane na konkurs z wyższej półki to ozdoba każdego portfolio. Zresztą, co lepiej brzmi: zwycięzca konkursu pianistycznego w przysłowiowym Pcimiu Dolnym czy uczestnik Konkursu Chopinowskiego (nawet jeśli ten drugi zajął tam ostatnie miejsce)?

I po trzecie, jeśli otrzymasz choćby wyróżnienie, twoja kariera ma szansę ostro ruszyć z kopyta. Nie mówiąc o nowych, naprawdę ciekawych propozycjach, które najprawdopodobniej zaczniesz otrzymywać.

 

Zobacz przykład

 


 

 


 

Jak zaprezentować kolejne pozycje w portfolio?

Dobrze jest wprowadzić czytelnika w temat. Pokazać na czym tak właściwie polegało dane zlecenie i jakie były wymagania klienta (brief). Ewentualnie, jeśli chodzi o przeróbkę tekstu/grafiki, można pokazać, co było wcześniej (np. totalna ruina), jak udało ci się wybrnąć z opresji i jakie to dało efekty, np. wzrost sprzedaży.

 

Zobacz przykład

 


 

 


 

Czym pochwalić się w portfolio?

Wyobraź sobie, że idziesz na rozmowę kwalifikacyjną 🙂

Siadasz przed przyszłym pracodawcą. I ten mówi, że chyba coś nie tak z twoją stroną portfolio, bo wszystkie teksty zniknęły. Poza jednym. Niestety nie wiesz, o który tekst chodzi. Jeśli wszystkie prezentują ten sam, wysoki poziom, nie masz się czym martwić.

Jeśli jednak ocalał ten marny artykuł, którego tak naprawdę trochę się wstydzisz, ale użyłeś go na stronie w roli typowego „zapychacza”, to masz problem. Oczywiście możesz zacząć ściemniać, że ktoś ci się włamał na stronę i wrzucił ten żałosny tekst, ale wyobraź sobie minę pracodawcy, który słucha tej twojej bajki.

Wniosek: portfolio to miejsce na twoje the best of. Choć muszę z ręką na sercu przyznać, że swego czasu sam nie ustrzegłem się tego błędu, wrzucając do portfolio praktycznie wszystko jak leci.

 


 

Głupie pomysły na portfolio

Moim zdaniem istnieją trzy podstawowe błędy, które można popełnić podczas tworzenia portfolio:

1) Wrzucanie wszystkiego, co stworzyliśmy, począwszy od zerówki aż do dziś.

To typowy, dość częsty błąd. Choć z drugiej strony, można to też kreatywnie wykorzystać, pokazując w ten sposób drogę, jaką przeszliśmy przez te wszystkie lata i ogromny postęp, jaki udało się nam osiągnąć.

 
Zobacz przykład

 


 

2) Wrzucanie stosunkowo nowych prac, ale bez surowej selekcji 

Wyobraź sobie stronę, na której znajduje się 9 świetnych tekstów czy grafik i jeden mniej udany projekt, delikatnie mówiąc. Albo inna sytuacja: panna młoda w oszałamiającej, śnieżnobiałej sukni, na której widnieje mała, czarna plamka.

Myślisz, że nikt tego nie zauważy? Jeden słaby tekst w portfolio potrafi zburzyć misternie budowany obraz specjalisty w danej dziedzinie. Jak powiedziałby Paulo Coelho:

pc

„jesteś tak dobry, jak twoja najsłabsza rzecz w portfolio”.

 


 

3) Kradzież prac (tekstów/grafik)

Jeśli jest coś najgłupszego, co może ci przyjść do głowy, to kradzież jest właśnie tym pomysłem. Dlaczego? Bo prędzej czy później i tak wyjdzie to na jaw. Nie tylko dlatego, że ktoś zauważy, że podpierasz się jego pracami. Również dlatego, że podczas wykonywania zlecenia okaże się, że jakość tego, co robisz, znacznie odbiega od poziomu zaprezentowanego w portfolio.

 


 

 


 

Gdzie umieścić portfolio?

1) Własna strona

Własna strona to podstawa. Do tego domena z własnym nazwiskiem lub imieniem i nazwiskiem. I normalny hosting, a nie darmowy, który sprawi, że na twojej stronie wylądują reklamy środków na wzdęcia.

 


 

2) Strona na platformie blogowej

Jeśli nie chcesz od razu „wchodzić w koszty”, wrzuć portfolio na stronę założoną na platformie WordPress, Blogger czy np. Tumblr. Oczywiście podstawowym minusem darmowego rozwiązania jest mało atrakcyjny adres strony.

Najlepiej jest użyć imienia i nazwiska lub samego nazwiska, np. jankowalski.wordpress.com. Moim zdaniem im krótsza nazwa, tym lepiej. Chociaż z drugiej strony, jeśli jesteś naprawdę kreatywny, to znajdziesz sposób na wyjście z sytuacji.

 


 

3) Profil w serwisach internetowych

LinkedIn, Goldenline, Useme, Behance, Devianart, Issuu, Slideshare – zdecydowanie warto poznać możliwości tych serwisów.

 


 

 


 

Chcesz podrasować swoje portfolio? Napisz do mnie

Nie wiesz, co warto umieścić w portfolio? A może chcesz podszlifować swoje teksty, zanim pochwalisz się nimi przed światem? Albo masz problem z założeniem i zarządzaniem stroną np. na platformie WordPress / Blogger?

Chętnie ci pomogę (za darmo). Po prostu napisz do mnie.

 


 

Zobacz też ten wpis:

Jak napisać porywający artykuł sponsorowany?

 


 




Chcesz wpaść na dobry pomysł? Posłuchaj muzyki


 


 

Czy to, czego słuchamy, ma wpływ na to, co piszemy?

Mogę mówić tylko za siebie: moim zdaniem ma i to całkiem spory.

Często podczas pisania słucham muzyki. Po pierwsze dlatego, że lubię. Po drugie, bo nie wiedzieć czemu, dźwięki skutecznie „odblokowują” w momentach braku weny / pomysłów / natchnienia.

Jest jednak jeszcze coś.

Charakter słuchanej muzyki przekłada się dość mocno na klimat, a nawet całą konstrukcję pisanego tekstu. Najlepiej widać to podczas pisania scenariusza, a konkretnie tworzenia dialogów.

Bohaterowie mówią zupełnie inaczej, jeśli słucham powiedzmy ostrzejszego rocka, a inaczej jeśli w tle leci jakiś zwiewny barok. Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia. Ważne, że to działa. Zawsze.
 


 

Jak można to wykorzystać?

Jeśli wiadomo, że to działa, to jak to wykorzystać? Bardzo prosto. Wystarczy aplikować sobie muzykę odpowiednią do danego zadania. Zaraz zobaczycie, jak to wygląda w praniu.

Postanowiłem twórczo przerobić opis kiełbasy, słuchając podczas pisania siedmiu w miarę różnorodnych utworów.

Tak wyglądał oryginalny tekst (ze strony olewnik.com.pl):

opsi-kielbasy

 


 

Test: 7 różnych utworów, z których zrobię 7 różnych opisów tego samego produktu

Kilka słów o dwóch zasadach, jakie sobie narzuciłem podczas tego eksperymentu.

Po pierwsze, tworząc kolejne opisy, słuchałem utworów dobrze mi już znanych. To ważne, ponieważ nie musiałem dzięki temu dodatkowo wytężać uwagi na śledzenie melodii itp. Po drugie, nie zastanawiałem się długo nad danym opisem. Po prostu – odpalałem filmik i zaczynałem pisać. Bez przygotowania. Rozwijałem pierwszą myśl, jaka przyszła mi do głowy.

Zaledwie po kilku sekundach od rozpoczęcia słuchania utworu pojawiał mi się w głowie gotowy pomysł na cały tekst. Regularnie za każdym razem. Zachęcam Cię do równoczesnego słuchania danego utworu wraz z opisem produktu. To może być naprawdę interesujące doświadczenie.

Utwór nr 1

Pomysł na opis:

Monotonny, powtarzający się motyw klawesynu przełożyłem na wielokrotnie powtarzające się te same wyrazy:

Ta sama receptura. Te same składniki. Ten sam smak. To samo mięso. Te same zioła. Te same przyprawy.

Od miesięcy. Od lat. Od pokoleń. Wszystko robione tak samo perfekcyjnie. Z pasją, z sercem, z zaangażowaniem. 

Właśnie tak powstaje kiełbasa krakowska.
Bez barwników, bez ulepszaczy, bez glutaminianu.
Z myślą o Tobie.

Utwór nr 2

Pomysł na opis:

James Bond to nie tylko kobieciarz. Okazuje się, że także „kiełbasiarz”:

Znasz ją. Poznaliście się dawno temu. Dobra była. Ostra, ale wyrafinowana. Obiecywała, że pokaże ci, jak smakuje wieprzowina z przyprawami.

Opowiadała ci, ile przeszła. Wędzenie, pieczenie, a potem jeszcze to suszenie… Nie miała lekkiego życia, to fakt.

A te jej pieprzne teksty? Pamiętasz, jak się wtedy czerwieniłeś?

Taka właśnie była: totalnie naturalna. Bez sztucznych barwników i tego całego glutaminianu, który wypełniał wnętrza jej koleżanek.

To co, chcesz się z nią umówić na spotkanie sam na sam?

Utwór nr 3

https://www.youtube.com/watch?v=_a_9OYrT8bI

Pomysł na opis:

Zastosowałem lakoniczny język znany z filmów, których akcja dzieje się w przestrzeni kosmicznej. Zero lania wody, same konkrety:

Kiełbasa krakowska sucha – raport dzienny nr 435:

Receptura: brak kopii u konkurencji
Składniki: najlepsze z obecnie dostępnych
Smak: brak informacji o istnieniu podobnego
Stopień wyważenia kompozycji ziół i przypraw: optymalny
Udział tradycji: 100%
Zawartość barwników: nie stwierdzono
Zawartość glutaminanu: nie stwierdzono
Gotowość do spożycia: natychmiastowa

Utwór nr 4

Pomysł na opis:

Opis w formie monologu kogoś, kto nie do końca wie, o co w tym wszystkim chodzi (to nawiązanie do tematyki serialu, z którego pochodzi powyższy fragment):

Tak, to ona, krakowska sucha. Nie wiem, dlaczego tak dobrze smakuje.

Może przez te przyprawy i zioła? A może przez mięso wieprzowe? Albo przez pieprz i sól? Z tego co mówili, jest wędzona, pieczona i suszona. Dla smaku.

Pamiętam tylko tyle, że nie ma w niej barwników i glutaminianu. Twierdzą, że od dawna ją robią. Tak samo. Zawsze tak samo.

Utwór nr 5

Pomysł na opis:

W połowie XXI wieku (akcja filmu, z którego pochodzi muzyka, rozgrywa się w roku 2046) produkcja żywności z pewnością będzie w pełni zautomatyzowana. Dlatego opis produktu przetłumaczyłem na język fabrycznych robotów:

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Utwór nr 6

Pomysł na opis:

Nawiązałem do scen ze spotu – otwarcie filharmonii, zbieranie się widowni przed koncertem, witanie gości itp.

Witam wszystkich przybyłych!

Kogo ja widzę? Kryształek soli z ziarenkiem pieprzu jako przyprawą towarzyszącą, cóż za znakomity duet! A tam – cała rodzina ziół, wspaniale!

Zapowiada się aromatyczny wieczór. Ach, jeszcze moje panie: przyprawy, jak zawsze wyraziste.

Zaczekajmy na głównego gościa tej imprezy. O, już jest! Mięso wieprzowe. Świeżo z masarni. Zatem możemy zaczynać.

Najpierw wędzenie. Teraz pieczenie. A po wszystkim zapraszamy na suszenie.

Przepraszam bardzo… ale barwniki? To nie jest impreza dla was. Proszę opuścić miejsce produkcji. To samo dotyczy glutaminianu sodu.

Najwyraźniej nie wiecie, że kiełbasa krakowska sucha świetnie obywa się bez was.

Utwór nr 7

Pomysł na wpis:

Połączenie Chopina z Mickiewiczem i jego Panem Tadeuszem. Plus wątki z literatury barokowej. Najwyraźniej wszystko się w tym opisie pokiełbasiło:

Gdzieżeś się podziała kiełbasko sucha mała? Gdzież Twe plastry wędzone przyprawiane zielem rozmaitym, nadziewane wieprzem, traktowane pieprzem.

I solą.

Serce me pała do lic Twych suchych i kruchych wnętrzności. O, utulże spłowiałą mą skórę i zetlałe kości. Tylko nie smagaj ich chemią sodową, ni barwnikiem żadnym…

 


 

Czy odwrotnie też to zadziała?

Jak widać, muzyka może wpływać na klimat i ogólny wydźwięk tworzonego tekstu. A gdyby to odwrócić? Czy tekst może natchnąć kompozytora? Postaram się kiedyś to sprawdzić 😉




Jak pisać dla dzieci (cz. 3)


Tym razem „przykład z życia wzięty”: zadanie testowe, które polegało na napisaniu biografii wybranego piłkarza w taki sposób, by zrozumiały to dzieci w wieku od sześciu do dziewięciu lat.

Uznałem, że najłatwiej przyswajalną formą będzie bajka. Dodałem także zdania odwołujące się wprost do doświadczenia małego czytelnika.


Zobacz też część pierwszą i drugą artykułu Jak pisać dla dzieci.


 

***

Lubisz bajki? Historie o walecznych bohaterach, którzy w nagrodę za odwagę dostawali rękę królewny i pół królestwa? O rycerzach, którzy siekali mieczem groźne smoki lepiej niż Twoja mama robi to ze szczypiorkiem?

Mam dla Ciebie coś dużo ciekawszego. I na dodatek prawdziwego. Poznaj piłkarza, którego magiczne piłkarskie sztuczki zna dziś cały świat. Poznaj człowieka, który dzięki ciężkiej pracy i ogromnemu talentowi doszedł na sam szczyt.

Wyobraź sobie, że mieszkasz w biednej rodzinie gdzieś w Argentynie. Twój tata zarabia na utrzymanie, ciężko pracując w hucie, a mama jest sprzątaczką. Masz jeszcze trójkę rodzeństwa. Tak czy inaczej – w domu nie przelewa się. Właśnie tak wygląda dzieciństwo Leo Messiego.

messi 2

Ale jest jeszcze coś: drużyna piłkarska, w której nasz bohater zaczyna grać w wieku pięciu lat. Tylko że to nie jest zwyczajna drużyna, jakich wiele na całym świecie. Jej trenerem jest ojciec małego Leo.

Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby Twój tato był równocześnie szkoleniowcem zespołu, w którym grasz w piłkę? Cieszyłbyś się z tego? Czy wręcz przeciwnie? Jak myślisz, traktowałby Cię ulgowo, czy wyciskał z Ciebie siódme poty?

Mijają lata. Leo, jak każdy jedenastolatek, marzy o tym, by stać się dorosłym. By nie mówiono wciąż na niego „mały” albo „dziecko”. Chce zdobywać świat. Zostać Kimś przez duże „K”.

Pewnego dnia chłopiec dowiaduje się, że już nigdy nie urośnie. Że do końca życie będzie wzrostu przeciętnego czwartoklasisty. Chyba, że jego ojciec zdobędzie pieniądze na lekarstwo dla niego. Prawdziwą, zupełnie nieosiągalną górę pieniędzy. 

I właśnie wtedy staje się cud. Nie, nie przybywa księżniczka na białym koniu, by wyrwać małego Lionela z biednego domu i ulokować go w pałacu ze złotymi klamkami. Zdarza się coś zupełnie nieoczekiwanego…


 

Fot. Christopher Johnson – FC Barcelona Team, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=18683138 | Football.ua, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42313776


 




Content marketing: jak stworzyć artykuł pełen emocji?

 


 

Jak stworzyć artykuł content marketingowy, który będzie wzbudzał emocje u czytelnika? Jak napisać tekst, który będzie wyrazisty jak wasabi, a nie mdły jak kaszka o smaku niczego?

Jeśli chcesz napisać artykuł, który

  • przekaże sporą dawkę wiedzy,
  • będzie zrozumiały dla przeciętnego internauty,
  • a przy okazji delikatnie, niemal niepostrzeżenie zareklamuje produkt,

czytaj dalej. 

 


 

Tekstem, który posłuży nam do analizy, będzie artykuł pt. „Alkohol – fakty i mity”. Oto kilka rad dla tych, którzy chcą stworzyć pełnokrwisty tekst content marketingowy.

 


 

1) Streszczaj się. Czytelnik ma mało czasu

Jeżeli artykuł wypełniony jest po brzegi różnego rodzaju informacjami, postaraj się by każda z nich zajęła w miarę możliwości krótki, skondensowany akapit. Podawaj przydatne treści w łatwo strawnej postaci. Czyli bardziej lekkie bezy niż kotlety smażone na zużytym oleju silnikowym.

beczka

I druga sprawa. Tekst to nie kiełbasa. Tutaj długość nie ma znaczenia (choć seowcy mieliby na pewno diametralnie inne zdanie na ten temat). Liczy się smak. Poza tym musisz pamiętać, że Twoją konkurencją jest cała masa innych, często ciekawszych artykułów, wpisów blogowych itp. No i Facebook. Sam się przecież nie przeczyta.

 


 

2) Baw się językiem, czytelnicy lubią takie „smaczki”

Jeśli tekst dotyczy alkoholu i jego wpływu na funkcjonowanie organizmu, można spróbować przemycić zdania, które w błyskotliwy sposób to zaakcentują. Przykład:

Alkohol poprawia sprawność psychofizyczną

Gdyby tak było, to każdy bokser przed wyjściem na ring strzelałby sobie coś mocniejszego dla poprawy refleksu. W rzeczywistości taki manewr skończyłby się błyskawicznym nokautem w pierwszej rundzie i wylądowaniem w narożniku z objawami zamroczenia na twarzy. Alkohol sprawia, że reagujemy, reagujemy, reagujemy dużo wol… wol… wol… niej…

ślimak

 


 

3) Mózg czytelnika to kinowy ekran: wyświetl na nim coś w 3D

3D to minimum. Im więcej zmysłów internauty zagonisz do roboty, tym barwniejszy obraz pojawi się w jego głowie. Czy czytając poniższy fragment, czujesz ogarniające Cię zimno?

Alkohol rozgrzewa

To samo mówili bezdomni, którzy pewnego mroźnego, styczniowego popołudnia postanowili wspólnie obalić… mit dotyczący rozgrzewającego działania alkoholu. Zresztą, mogliby o tym powiedzieć coś więcej. Mogliby, gdyby nie zamarzli na amen. Tak naprawdę alkohol rozgrzewa tylko przez chwilę (…) 

zimno

 


 

4) Jasne leady – stawiaj kawę na ławę, a nie owijaj jej w bawełnę

Napisz wprost, co czeka na czytelnika. Ale nie zniechęcaj go. Jeszcze zdąży się wynudzić. Chyba, że cały Twój artykuł będzie naprawdę wyjątkowo ekscytujący i emocjonujący. Oto lead artykułu adresowanego do mężczyzn:

W każdej bajce jest podobno ziarnko prawdy, a wokół różnych faktów o alkoholu narosły najprzeróżniejsze mity. Nie owijając w bawełnę, zaraz się z nimi ostro rozprawimy. Po męsku.

kawa na ławę

 


 

5) Bądź wyrazisty. Mała kontrowersja dodaje pikanterii

Ale uważaj na to, do kogo kierujesz swój tekst. Niektórzy mają alergię na treści niepoprawne politycznie. W omawianym przypadku mogłem pozwolić sobie na więcej, ponieważ artykuł adresowany był do dorosłych mężczyzn, którzy z „niejednego pieca chleb jedli”:

Piwo to nie alkohol

Politycy unijni twierdzą stanowczo, że ślimak to ryba. A spece od motoryzacji, że mały fiat to nie samochód. Jeśli chcesz dołączyć do tych, którzy z logiki robią kobietę pracującą przy drodze – twierdź dalej, że piwo to nie alkohol. Prawda jest boleśnie prosta: to taki sam alkohol jak wino, wódka czy koniak. Różna jest tylko forma jego „opakowania”.

pikanteria

 


 

6) Przemyć reklamę, ale tak, by nikt Cię nie przyłapał

Jak przemycić informację o tym, że alkomat w samochodzie to jednak dobry pomysł? Na przykład tak:

Dmuchanie w alkomat przed wyruszeniem w drogę jest bez sensu

Jeśli dzień wcześniej piłeś alkohol, a potem wsiadłeś do samochodu, to pierwszy lepszy patrol policji, który Cię zatrzyma – udzieli Ci cennych korepetycji. Ale uważaj. Te lekcje są płatne. Kilkaset złotych za dwie minuty wykładu to najniższa stawka brana przez profesorów w niebieskich mundurach.

policja

 


 

7) Tytuły i śródtytuły – pisz jasno i zrozumiale (dla ludzi i robotów Google)

Wzrok czytelnika to odpowiednik człowieka, który selekcjonuje ludzi stojących przed klubem. Jeśli widzi atrakcyjny tytuł albo śródtytuł – zatrzymuje się, lustruje obiekt i wpuszcza go „do środka”.

Z kolei brak śródtytułów (lub śródtytuły nie budzące emocji) mogą przyczynić się do tego, że odbiorca pobieżnie przeskanuje tekst i po pięciu sekundach wyrzuci go z pamięci.

Ale to tylko jedna strona medalu. Druga kwestia to SEO. Fraza kluczowa w tytule to podstawa sukcesu. Jeśli dodatkowo uwydatnisz śródtytuły znacznikami h2/h3, to zmusisz roboty Google do baczniejszego przyglądnięcia się Twojej pracy. A to przełoży się pozytywnie na liczbę wejść na stronę.

robot

Jak jednak pogodzić te dwie rzeczy? Jak stworzyć śródtytuł, który nie będzie tekstem typu „tanie przeprowadzki Częstochowa”? W przypadku omawianego artykułu aż prosiło się, by każdy ze śródtytułów posiadał formę chętnie wpisywanego w Google zapytania: czy x powoduje y albo jak zrobić coś tam.

Znalazłem jednak kompromisowe rozwiązanie. Śródtytuły są stworzone częściowo pod SEO, a równocześnie – przykuwają uwagę czytelnika poprzez zastosowanie kontrowersyjnych tez, takich jak np. piwo to nie alkohol czy alkohol poprawia sprawność psychofizyczną.

 


 

8) Lekki humor to nie grzech. Chyba, że klientem jest producent trumien

Alkohol dodaje sił

Gdyby tak było, to Syzyf nie męczyłby się z wypychaniem swojego głazu na górę, tylko zatankowałby do pełna, ruszył z kopyta i w parę chwil uwinąłby się z robotą. W praktyce, alkohol pobudza na chwilę i daje złudne poczucie siły, które jednak szybko pryska. 

content marketing

 


 

***

Czy to wszystkie sposoby na wyciśnięcie maksimum emocji z tekstu? Zdecydowanie nie. To zaledwie maleńki ułamek tego, co można zrobić z pozornie mało interesującym tematem artykułu….

 




Normalne i mniej normalne pomysły na bloga

3 sposoby na blogowanie

Strategii blogowania jest pewnie tyle, ilu samych blogerów. Moim zdaniem, najważniejsze z nich to:

 

1) Bloger jest świetnie znany w realu…

albo jest córką / synem kogoś naprawdę znanego – przykład: Kasia Tusk. Szansa na powtórzenie tego rodzaju sukcesu jest moim zdaniem – minimalna.

Ale jeśli zauważacie u swoich rodziców pierwsze objawy prezydentozy lub premierozy, to nie czekajcie, tylko rezerwujcie szybko domenę, kupujcie serwer i zakładajcie bloga.
 

2) Bloger jest specjalistą

Naprawdę zna się na rzeczy. W dodatku prowadzi swojego bloga od wielu, wielu lat na niezmiennie wysokim poziomie (jak np. Paweł Tkaczyk) albo dużo krócej, ale na poziomie niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika (np. Michał Szafrański).

Szansa powtórzenia ich sukcesu jest również bliska zeru, ale i tak zdecydowanie bardziej realna niż ta, którą opisałem w punkcie pierwszym.
 

3) Bloger tworzy własną, maleńką niszę

I automatycznie staje się w niej numerem jeden. Jeśli słyszeliście o strategii błękitnego oceanu, to jest właśnie ten przypadek.

 


 

Bardziej normalne pomysły na bloga

Na początek kilka bardziej stonowanych pomysłów na bloga.

1) Wstrzel się w to, czym żyją inni

Pomysł #1: blog o programie telewizyjnym, np. takim jak Top Chef.

Plusy: W momencie emisji, czyli przez kilka tygodni to naprawdę gorący temat. Jest szansa, że część z fanów programu trafi na Twojego bloga.

Jeśli jeszcze Twoje teksty będą wyraziste i kontrowersyjne, możesz liczyć na sukces. Oczywiście będziesz miał konkurencję np. w postaci oficjalnych stron programu na Facebooku itp.

Minusy: Wszystko prędzej czy później przemija. Tydzień po finale programu widzowie o nim zapomną. I o Twoim blogu też. Zresztą, pamiętasz, kto wygrał drugą edycję Top Chefa? Albo trzecią Big Brothera?

Uwaga: w tym przypadku masz szansę wyprzedzić konkurencję i już teraz założyć bloga o kolejnej edycji tego typu programu. A jeśli znajomy producent telewizyjny da Ci „cynk” o jakimś zupełnie nowym programie, który trafi na ekrany za jakiś czas – Twoje szanse na sporą liczbę wejść na bloga – gwałtownie wzrosną, ponieważ będziesz miał więcej czasu na „odpalenie” prawdziwej petardy.

kucharz

„Adrian przygotował sałatkę z sałaty, kapibarę z topinamburu i sznycla wiedeńskiego z mopsa francuskiego zmielonego razem z budą.”

 


 

2) Rozwiń czyjąś historię

Pomysł #2: blog z wpisami typu „historia jednego zdjęcia”

Plusy: Jeśli masz na tyle dużą wyobraźnię i dobry warsztat + coś mądrego do powiedzenia – jest szansa na hit.
Minusy: Jeśli nie masz tego wszystkiego, rzucisz to po miesiącu.

plaża

Jedno zdjęcie – mnóstwo potencjalnych historii…

 


 

3) Opisz ludzi, którymi nikt się nigdy nie interesował

Pomysł #3: blog zawierający historie ludzi, którzy nie doszli do niczego, choć bardzo tego chcieli

Plusy: Liczba historii, które można opisać – zaskoczy Cię pozytywnie.
Minusy: Liczba historii, które można opisać – wpędzi Cię w depresję.

staruszka

To tylko przykładowe zdjęcie. Nie twierdzę, że staruszka na zdjęciu nie doszła do niczego. Mogło być wręcz przeciwnie.

 


 

4) Pisz o tym, co straciło już na aktualności, ale rób to w świeży i odkrywczy sposób

Pomysł #4: blog o nauce nieistniejącego już języka (np. języka peerelowskiego)

Plusy: nauczysz się nowego języka
Minusy: umiejętność ta nie zrobi na nikim wrażenia

palmyra

Czasy PRL-u są dla niektórych równie odległe jak starożytność. Masz więc szansę stać się dla swoich czytelników odkrywcą na miarę Indiany Jonesa.

 


 

5) Pisz przewrotne poradniki:

Pomysł #5: blog o sposobach na rozwalenie swojego związku/małżeństwa

Plusy: istnieje szansa, że dasz komuś do myślenia
Minusy: istnieje ryzyko, że dasz komuś do myślenia

rozwód

Istnieje ryzyko, że ktoś może nie wyczuć ironii i postąpić wg Twoich wskazówek.

Pomysł #6: blog o tym jak skutecznie stracić pracę/odpaść na rozmowie kwalifikacyjnej

Plusy: liczba i różnorodność historii, które będzie można opisać – rzuci Cię na kolana
Minusy: w sumie nie wiem, ale na pewno jakieś są

wywiad

„Kto powiedział, że rozmowa kwalifikacyjna musi odbywać się w biurze?”

 


 
 


 

Mniej normalne pomysły na bloga

Poniżej mam dla was kilka bardziej „odjechanych” pomysłów na bloga. Jeśli szukacie niezamieszkałej blogowej niszy – rezerwujcie pomysły bez wahania.

 


 

6) Opisz jakiś wycinek rzeczywistości, nawet bardzo mały

Pomysł #7: blog zawierający recenzje książek pisane wyłącznie na podstawie okładki albo filmów na podstawie ich tytułów

(czasami mam wrażenie, że takie blogi już od dawna istnieją, choć nie taki był zamysł ich twórców)

Plusy: może wyjść naprawdę śmiesznie 🙂
Minusy: niestety, może wyjść śmiesznie 🙁

okładki

„Gruba książka zawiera prawdopodobnie dużo zdań. To chyba powieść. Sądząc po gabarytach – raczej mocno przegadana”.

 


 

7) Zmień perspektywę (masz tutaj naprawdę ogromne pole do popisu)

Pomysł #8: blog o życiu w Warszawie – pisany z punktu widzenia psa

Plusy: zbieranie materiałów, przeprowadzanie wywiadów i robienie zdjęć – mogą być intrygujące
Minusy: dowody wdzięczności przesyłane od psich czytelników mogą być nieco krępujące

pies siedzi

„Pałac Kultury? Lepiej, żebyście nie znali mojego zdania”.

Pomysł #9: blog o modzie pisany z punktu widzenia kogoś, kto myli frak z marynarką

Plusy: raczej brak, narobisz się jak dziki osioł, a i tak nikt tego nie doceni
Minusy: ogromna konkurencja

krawat

„Co to w ogóle jest? Krawat, fular, zwis męski czy śledź?”

Pomysł #10: blog o malarstwie pisany przez daltonistę

Plusy: może być kolorowo, choć pewnie i tak tego nie zauważysz
Minusy: nie zarobisz nawet na okulistę

kwiatek

„Przedstawiam Wam kwiatka, który moim zdaniem jest niebieski. Ale mogę się mylić…”

Pomysł #11: blog o gotowaniu pisany przez kogoś, kto regularnie przypala wodę w czajniku

Plusy: prędzej czy później nauczysz się gotować
Minusy: po pewnym czasie będziesz musiał(a) udawać, że nie umiesz gotować, by nie stracić wiarygodności

spalenizna

„No i kotlety poszły się paść…”

 


 

8) Zrób coś zupełnie „od czapy”

Pomysł #12: blog o kocie, który z Tobą mieszka, choć oprócz Ciebie nikt nigdy go nie widział

Plusy: sława może Cię zaskoczyć, podobnie jak zaproszenie do odwiedzenia szpitala, w którym zapomniano zamontować klamek
Minusy: właściwie brak (cokolwiek napiszesz – „kociarze” i tak będą nosić Cię na rękach)

tygrys

„Tak, mam kota. I nie wstydzę się tego”.

 


 
 


 

Warto zobaczyć:

Proste triki mocno pobudzające kreatywność

10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika


 


 




10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika


 


 

Szczęka czytelnika, która z wrażenia z hukiem opada na ziemię, to jest to, co blogerzy (copywriterzy) lubią najbardziej. Jak napisać artykuł, by zaintrygować internautę? Zobaczcie kilka sposobów na smakowity tekst.

Uwaga: na końcu artykułu czeka na Was BONUS.

 


 

1. Tytuł

Sposób 1: liczba na początku

Chociaż sam użyłem tego triku, to szczerze mówiąc mam alergię na tytuły w stylu 5 sprawdzonych sposobów na dietę czy 47 pomysłów na tytuł zaczynający się od liczebnika. Kiedyś takie rzeczy robiły wrażenie, dziś trochę mniej. Opad szczęki? Tylko w przypadku naprawdę dużych liczb, np. 1000 sposobów na…

Sposób 2: zaskoczenie w połowie zdania

Dobrym pomysłem jest zaskoczenie czytelnika w połowie zdania, tak jak w tytule Jak założyć sklep internetowy, by zwinąć go po paru miesiącach. Nie wiem jak Was, ale mnie taki nagłówek na pewno skłoniłby do zapoznania się z resztą tekstu. Szybkość opadu szczęki jest w takich przypadkach wprost proporcjonalna do stopnia przewrotności tytułu.

Sposób 3: słowo z innej parafii

Można także użyć barwnej, obrazowej frazy niepasującej stylistycznie do całości tytułu, na przykład zupełnie kolokwialnej, np. opad szczęki. Im większy kontrast między takim rodzynkiem a resztą tytułu – tym większe emocje i ciekawszy obraz rodzący się w głowie czytelnika.

 


 

2. Lead / lid / zajawka

Prawda jest arcyboleśnie prosta. Przeciętny czytelnik rzuca okiem tylko na tytuł. Bardziej ogarnięty – na lead, czyli błyskotliwą zapowiedź tego, co czeka na niego w artykule. Nieliczni, zdesperowani czytają artykuł w całości. Wiem, brzmi to okrutnie, ale tak to niestety wygląda. Wracając do naszej zajawki. Jak ją stworzyć?

Sposób 1: z grubej rury

Najlepiej wyobrazić sobie lead tak ostry, jak to możliwe, a potem zdobyć się na odwagę i przenieść przynajmniej część jego mocy do edytora tekstu. Na przykład jeśli piszemy o weekendowym wypadzie na strzelnicę, możemy zacząć (nomen omen) z grubej rury: Miałeś kiedyś ochotę zastrzelić swojego szefa?

Jestem pewny, że takim zdaniem kupimy sobie od razu sympatię 99,99 procenta czytelników. Pozostały jeden promil stanowić będą prawdopodobnie szefowie niedostrzegający zagrożenia ze strony pracowników.

strzelba

Na zdjęciu: idealny odbiorca artykułu o strzelnicy

Oczywiście nie można za każdym razem epatować tanią sensacją, ponieważ z każdym takim tekstem obniża się u internautów poziom zainteresowania, a rośnie stopień ich znudzenia. Zresztą, wystarczy wspomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu filmiki na YouTube zatytułowane Pan X miażdży / masakruje pana Y, biłyby rekordy oglądalności. Teraz to coś zupełnie normalnego. Ot, kolejna zwyczajna masakra na śniadanie…

rolnik

Na zdjęciu: rolnicy po całodziennym oraniu w internecie udają się na zasłużony odpoczynek.

Nawiasem mówiąc, dziś, kiedy w co drugim spocie ktoś kogoś masakruje na różne sposoby, coraz częściej mamy dziwne wrażenie, że żyjemy w kraju rzeźników. Albo rolników (słynne zaorywanie kogoś w co drugim artykule, wpisie czy filmiku).

Sposób 2: w białych rękawiczkach

Dlatego można zacząć artykuł nieco mniej drastycznie, co nie znaczy oczywiście, że czytelnik ma zacząć ziewać podczas wędrówki wzrokiem przez lead. Oto dwa przykłady takich początków artykułu:

1. Greckie Meteory

Być w Grecji i nie odwiedzić Meteorów, to jak wybrać się do centrum Paryża i za wszelką cenę unikać widoku wieży Eiffla. Dlaczego warto skierować swe kroki do prawosławnych klasztorów, których dachy zdają się sięgać nieba? Czy to miejsce jest naprawdę tak zachwycające, jak o nim mówią? [więcej…]

2. Pałac cesarza Dioklecjana

Przekraczając bramy pałacu Dioklecjana, w jednej chwili cofamy się w czasie o 1700 lat… Taka liczba jest naprawdę trudna do wyobrażenia. Ile to pokoleń? Przykładając tutaj polską miarę, można powiedzieć, że gdyby Dioklecjan chciał zaprosić Mieszka Pierwszego do siebie na partyjkę (no właśnie, czego?), musiałby czekać na niego, skromnie licząc, jakieś siedem wieków. [więcej…]

 


 

 3. Forma tekstu

Treść ma znaczenie, ale równie istotny jest sposób jej podania. To tak jak z kotletem schabowym: inaczej smakuje w wykwintnej restauracji z gwiazdkami Michelin, a inaczej jedzony z psiej miski. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie próbowałem ani jednego, ani drugiego.

pies czyta

Bardzo ciekawy artykuł. Ciekawe, co będzie dalej?

Dlatego zdecydowanie warto poszukać innych, nieszablonowych form dla swoich tekstów. Można w tym celu czerpać inspiracje z innych, nieraz zupełnie odległych dziedzin.

Artykuł czy opis produktu może więc mieć formę bajki, pamiętnika, instrukcji obsługi itp. Co więcej, przy pisaniu tekstu warto inspirować się muzyką, plastyką czy np. motoryzacją. Bo niby dlaczego nie? 🙂

Artykuł „muzyczny” może mieć formę tematu z wariacjami albo ballady z powtarzanym refrenem (kto chodził do jakiejkolwiek szkoły muzycznej, ten wie, o co chodzi).

Z kolei artykuł „plastyczny”, który nie musi dotyczyć branży związanej ze sztuką, może przypominać swą konstrukcją obraz-tryptyk.

Natomiast struktura tekstu tworzonego dla klienta z branży motoryzacyjnej może nawiązywać na przykład do pracy silnika (4 fazy pracy silnika to 4 części tekstu, a w każdej z nich – jak w kolejnych fazach pracy silnika – dzieje się coś innego).

Nie można też zapomnieć o motywie podróży bohatera. Skoro schemat ten wykorzystywany jest z powodzeniem w co drugim filmie, to dlaczego nie zastosować go w artykule blogowym?
 
 

Zobacz 3 przykłady:

Przykład nr 1: Bohaterem artykułu może być nawet wanna wolno stojąca podróżująca przez wieki z człowiekiem na pokładzie:

http://maciejwojtas.pl/epicka-historia-wanny-wolnostojacej/
 
Przykład nr 2: opis produktu w formie listy składników z opakowania produktu żywnościowego:

Michałki klasyczne z Wawelu

Wyrób przeznaczony jest dla:

  • dzieci, które są prawie zawsze grzeczne
  • dzieci, które od czasu do czasu lubią coś zbroić
  • łobuziaków, którzy stale obiecują, że się poprawią
  • dorosłych, którzy stale się czymś niepotrzebnie martwią
  • dorosłych, którzy w środku wciąż czują się dziećmi

Skład:

  • cukier – bo cukier to podstawa wszystkich słodkości
  • orzeszki arachidowe – są nieśmiałe, dlatego kryją się w środku (podejrzewamy jednak, że bawią się tam w berka)
  • czekolada – patrz: cukier
  • mleko w proszku – bo mleko w płynie to w tym przypadku nie najlepszy pomysł
  • kakao – bo w tej postaci smakuje najlepiej (to potwierdzona informacja)
  • aromat – bo zapach jest równie ważny jak smak

Ostrzeżenie:

  • Zjedzenie jednego Michałka może wprawić Cię w dobry nastrój.
  • Zjedzenie dwóch – w świetny humor.
  • Trzy Michałki to gwarancja uśmiechu na twarzy przez kilka godzin.

 

Przykład nr 3: artykuł na bloga utrzymany w formie gry:

„Gra o zdrowie” – content marketing + storytelling

 


 

4. Triki scenariuszowe / rozwiązania zaczerpnięte z literatury

Artykuł może, a nawet powinien być opowieścią wciągającą czytelnika bez reszty. Jak to zrobić? Można do tego celu wykorzystać słynne 22 reguły Pixara. To istna kopalnia świeżych inspiracji. Obejrzyjcie tę prezentację:

22 zasady storytellingu, których możesz nauczyć się z bajek Pixara from Sprawny Marketing by MaxROY.com

 

Reguły Pixara to także zakamuflowane rady dla każdego blogera. Cztery z nich to wręcz pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce naprawdę dobrze pisać:

Reguła #2: To co podoba się widzom i to, co podoba się Tobie – to mogą być dwie różne historie. Pisz tak, by zaspokoić przede wszystkim widza.

#10 Rozłóż na czynniki pierwsze historie, które Ci się podobają. To, co w nich lubisz, jest częścią Ciebie. Musisz to dobrze poznać, zanim z tego skorzystasz.

#12 Zignoruj pierwszą myśl, która przychodzi Ci do głowy, i trzecią, i czwartą, i piątą – pozbądź się oczywistości. Zaskocz siebie.

#14 Dlaczego musisz opowiedzieć tę historię? Jakie przekonanie żywisz, którym jest napędzana tworzona przez Ciebie historia? To jest jej sedno.

Inspiracji można szukać nie tylko w bajkach Pixara. Warto sięgnąć po rozwiązania sprawdzone w literaturze:

Zanim go powiesili, czyli sztuka opowiadania historii

 


 

5. Nawiązania do kultury / popkultury

Jeśli chcemy, by czytelnik identyfikował się z naszym tekstem, warto umieścić w artykule odniesienia do kultury, sztuki czy popkultury. Ważne, by były to elementy bardzo dobrze znane tej grupie odbiorców, do której kierujemy nasze słowa. Tylko wtedy uznają oni tekst za coś bliskiego ich sercu.

I tylko wtedy będziemy mogli pobawić się np. w parafrazowanie różnych słynnych motywów. W innym przypadku zostaniemy niezrozumiani, a czytelnicy poczują się wykluczeni, ponieważ np. nie będą kojarzyć użytego przez nas cytatu z którejś tam części Star Wars albo kultowej piosenki z Kabaretu Starszych Panów. A to chyba najgorsza kara dla każdego, kto żyje z pisania. Poniżej – dwa przykłady kreatywnego odwołania się do popkultury.

Zobacz 2 przykłady:

http://maciejwojtas.pl/rejs/

Zastosowania karteczki samoprzylepnej (okiem copywritera)

 


 

6. Koelizmy, czyli więcej niż…

Zwyczajny, standardowy tekst stosunkowo łatwo można zmienić w „coś więcej niż zwykły tekst”. Wystarczy zilustrować artykuł jakimś poetyckim zdjęciem ze stocka, dodać szczyptę pseudomądrości, najlepiej zapisanych tak, by Każdy Wyraz Zaczynał Się Od Dużej Litery.

kot w tle

Ewentualnie nasycić zdanie kropkami: Dzięki. Temu. Każde. Słowo. Jest. Jak. Slogan. Volkswagena. I kropka. 

Nawiasem mówiąc, „więcej niż” to prawdopodobnie najbardziej wyświechtana i zużyta fraza reklamowa, która o dziwo – nadal ma się dobrze. Na tyle dobrze, że nawet najwięksi na rynku nie wstydzą się jej używać:

pc

Więcej niż to więcej niż tylko „więcej niż”

 


 

7. Tytuły i śródtytuły – pisz jasno i zrozumiale (dla ludzi i robotów Google)

Wzrok czytelnika to odpowiednik człowieka, który selekcjonuje ludzi stojących przed klubem. Jeśli widzi atrakcyjny tytuł albo śródtytuł – zatrzymuje się, lustruje obiekt i wpuszcza go „do środka”. Z kolei brak śródtytułów (lub śródtytuły nie budzące emocji) mogą przyczynić się do tego, że odbiorca pobieżnie przeskanuje tekst i po pięciu sekundach wyrzuci go z pamięci.

Ale to tylko jedna strona medalu. Druga kwestia to SEO. Fraza kluczowa w tytule to podstawa sukcesu. Jeśli dodatkowo uwydatnisz śródtytuły znacznikami h2/h3, to zmusisz roboty Google do baczniejszego przyglądnięcia się Twojej pracy. A to przełoży się pozytywnie na liczbę wejść na stronę.

 


 

8. Idź na całość. Zaszalej. Napierniczaj pomysłami. A nuż trafisz prosto w serce czytelnika.

To moja ulubiona metoda.

Festiwal Dobrego Contentu: 7 pomysłów na contentową petardę

 


 

9. A jeśli utknąłeś na amen?

Wtedy weź słuchawki i posłuchaj muzyki. Albo tej, którą dobrze znasz, albo wręcz przeciwnie – zupełnie ci nieznanej. Czy to coś pomoże? Jak mawiają pracownicy helpdesków:

U mnie działa.

Chcesz wpaść na dobry pomysł? Posłuchaj muzyki

 


 

10. Poprawki

Przed wypuszczeniem tekstu w świat, a tym samym przed ostatecznym pozostawieniem go na pastwę czytelników, warto przeczytać go kilka, a nawet kilkanaście razy. Najlepiej na głos i najlepiej komuś, kto nie był zaangażowany w jego powstanie. Czytanie na głos pozwoli nam wychwycić sformułowania, które nie brzmią zbyt dobrze. Czytając po cichu, nie wyłapiemy oczywistych nieraz błędów. Dlaczego tak się dzieje – nie wiem.

To samo dotyczy poprawek. Dobrze jest przespać się z tematem, przeczytać go na świeżo na drugi, a nawet trzeci dzień. Oczywiście nie można poprawiać w nieskończoność, choć sam akurat nie ustrzegłem się tego błędu.

kartka papieru

Tekst, który czytacie miał blisko 100 zapisanych wersji. A i tak nie jestem z niego do końca zadowolony. I chyba nigdy nie będę…

 


 

BONUS 🙂

Zapraszam was do polubienia mojej strony autorskiej
https://www.facebook.com/wojtasmaciej/

Dlaczego warto dać lajka?
Każdy, kto zalajkuje stronę, może liczyć na DARMOWE KONSULTACJE z copywritingu. Oczywiście, jeśli tylko będę w stanie pomóc (merytorycznie i czasowo). Pomogłem już w tym zakresie wielu osobom, więc nie krępujcie się.

 


 

Inne wpisy, które warto zobaczyć:

Proste triki mocno pobudzające kreatywność

Opisy produktów prawie jak… sceny filmowe [kreatywny copywriting]





Jak pisać dialogi (cz. 2)

 


 

Genialny sposób na stworzenie pełnokrwistych dialogów.

 


 

Pierwsza część artykułu >>>

 


 

Pisanie dialogów to jeden z najprzyjemniejszych momentów podczas tworzenia scenariusza. Jakiś czas temu poznałem fantastyczny sposób na zniuansowanie bohaterów właśnie ze względu na język, jakim postaci te posługują się w dialogach.

I nie chodzi o to, by każda z nich używała innego żargonu albo dialektu, a raczej o sam rytm i melodię wypowiadanych słów.

W tym celu należy przypisać każdej z postaci odpowiednik pochodzący ze… świata zwierząt. Na przykład: główny bohater to osioł, a antagonista to zwykła świnia. Teraz tylko trzeba wyobrazić sobie, w jaki sposób mówi osioł, a w jaki świnia.

Ten pierwszy będzie zapewne powtarzał w kółko te same frazy, uparcie jak osioł. A świnia? Pewnie będzie wydawać z siebie krótkie, nieprzyjemne dźwięki, pomrukiwania itp.

Genialnie zrobił to Julian Tuwim w wierszu Ptasie radio. Oczywiście to tylko błyskotliwa zabawa językowa, ale oddaje w pewnym stopniu ideę pisania „zwierzęcych” dialogów:

Pierwszy – słowik
Zaczął tak:
„Halo! O, halo lo lo lo lo!
Tu tu tu tu tu tu tu
Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
Tijo, trijo, tru lu lu lu lu
Pio pio pijo lo lo lo lo lo
Plo plo plo plo plo halo!”

Na to wróbel zaterlikał:
„Cóż to znowu za muzyka?
Muszę zajrzeć do słownika,
By zrozumieć śpiew słowika.
Ćwir ćwir świrk!
Świr świr ćwirk!
Tu nie teatr
Ani cyrk!

Patrzcie go! Nastroszył piórka!
I wydziera się jak kurka!
Dość tych arii, dość tych liryk!
Ćwir ćwir czyrik,
Czyr czyr ćwirik!”

 


 

Druga, bardzo podobna technika polega na przypisaniu postaciom różnych instrumentów muzycznych. W pewnym sensie chodzi o zorkiestrowanie obsady naszego filmu.

I tak jeden z bohaterów może być tubą – mówiącą dostojnie, niskim głosem, wydającą rozkazy i nieznoszącą sprzeciwu. Inny może być małym, wiecznie przestraszonym flecikiem piccolo. Jeszcze inny może uwodzić słowami niczym instrument dęty o pięknej nazwie obój miłosny.

tuba

Moim zdaniem, można pójść jeszcze dalej. Nie tylko przypisywać bohaterom cechy zwierzęce czy muzyczne.

Film rozgrywający się w świecie geeków może mieć bohaterów, których scharakteryzujemy za pomocą różnych przeglądarek (błyskotliwy jak Chrome, mało rozgarnięty jak IE itd.) Możliwości jest naprawdę sporo…

przeglądarki

 




Jak pisać dla dzieci (cz. 2)

 


 

Dziś zamiast porad – jedno zdjęcie, które mówi więcej, niż tysiąc słów.

 


 

O tym, że pisanie dla dzieci to wyższa szkoła jazdy, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. To zadanie niezwykle odpowiedzialne, ponieważ dziecięcy widz, czytelnik czy słuchacz reaguje bardzo silnie na to, czego doświadcza.

Często też nie dostrzega umowności danej sceny, wszystko co widzi, bierze dosłownie i absolutnie poważnie.

Świetną ilustracją tej tezy jest poniższe zdjęcie. Przedstawia ono reakcję dzieci na śmierć smoka w przedstawieniu odgrywanym przez teatr lalek. Miny zaszokowanych widzów mówią same za siebie.

Nie wiemy, czy chwilę później co bardziej krewcy widzowie nie ruszyli w kierunku sceny. A ci o słabszych nerwach nie postanowili w ogóle opuścić widowni.

Warto mieć to na uwadze, konstruując scenariusz czy pisząc książkę dla najmłodszych odbiorców.

Innymi słowy, nawiązując do fotografii samochodu, którą widzicie u góry – umysł dziecka nie jest w stanie pewnych rzeczy… przeskoczyć.

Oczywiście nie znaczy to, że twórczość dla dzieci musi od razu przypominać smak pierwszej kaszki na mleku. Pisząc, trzeba jedynie mieć cały czas w tyle głowy zdolności percepcyjne przeciętnego kilkulatka.

reakcja dzieci

Teatr Lalek, „Moment w którym smok został zabity”
A. Eisenstaedt, Paryż 1963

 


 

Zobacz też pierwszą część wpisu pt. Jak pisać dla dzieci oraz część trzecią.




Platige Image [tekst „O nas”]

 


 

Jak słowami oddać pasję i zaangażowanie ludzi tworzących najlepsze animacje w Polsce?
 


 
Zadanie polegało na stworzeniu opisu, który mógłby znaleźć się na stronie firmowej w zakładce O nas. Postanowiłem nawiązać do największych dokonań Platige Image: do słynnej Katedry oraz spotów na olimpiadę w Soczi i Ambition. Ułożyłem z tych „cegiełek” całą historię pokazującą drogę od surowego tekstu briefu do gotowego produktu – animacji.

 


 

Na początku jest Twoje słowo.
Może być ich więcej. Mogą to być długie zdania.
Słuchamy ich w milczeniu. Analizujemy.

Po chwili, w naszych głowach pojawia się iskra pomysłu. Rozpala nas niczym pochodnia mroki katedry.

Podejmujemy wyzwanie.
Ruszamy na Igrzyska Kreatywności.
Chcemy Cię zachwycić. Interesuje nas wyłącznie podium.

Efekty naszej pracy zwykle rzucają widzów na kolana. Przyzwyczailiśmy się już do tego.

Nasz ambitny zespół potrafi więcej, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Bez trudu zdobywa rejony, które są poza zasięgiem konkurencji.

Opowiedz nam swoją historię, a my zamienimy Twoje słowa na obrazy. Sugestywne, wyraziste, tętniące energią.

A potem ożywimy je. 
Wprawimy w ruch.
Naszpikujemy dźwiękiem.
Zanurzymy w muzyce.
 
Twoje słowa szybko nabiorą szokująco realistycznych kształtów…

 


 

Warto zobaczyć:

Soczysty opis narodzin szklanej lampy

Opisy produktów prawie jak… sceny filmowe [kreatywny copywriting]

 


 




Dlaczego nie pokazuję swojej twarzy?


 


 

Najpierw robiłem to dla żartu. Teraz to mój sposób na wyróżnienie się.

Ale czy naprawdę chodzi tylko o to?

 


 

Być jak Banksy

Ktoś kiedyś nazwał mnie „Banksym copywritingu”. Spodobało mi się to określenie. Banksy znany jest między innymi z tego, że wyjątkowo skutecznie chroni się przed zdemaskowaniem.

 


 

To pobudza wyobraźnię czytelników

Po drugie, ukrywanie lub zakrywanie czegoś świetnie działa na wyobraźnię odbiorców.

To dlatego premierowe modele samochodów są czasami zapowiadane tak, by rozkręcić ciekawość kierowców do ośmiu tysięcy obrotów na minutę.

 


 

Zgrzyty

Zwolennicy umieszczania zdjęć autorów na blogach twierdzą, że dzięki temu wzrasta wiarygodność ich miejsc w Sieci. Z moich obserwacji wynika jednak, że często jest odwrotnie.

Przykład pierwszy z brzegu: blogi poświęcone rozwojowi osobistemu lub poradom biznesowym okraszone fotografiami mężczyzn o wyglądzie szeregowych gimnazjalistów.

Czy zdjęcie mojej facjaty przysporzyłoby mi czytelników i klientów? Dobre pytanie.

 


 

Propozycje matrymonialne

Parę razy słyszałem o blogerach otrzymujących tego rodzaj propozycje.

Mając w swoim „herbie” żółty ołówek, narażam się co najwyżej na gorące maile od temperówek, strugaczek i innych biurowych urządzeń.

A więc mogę spać spokojnie, czego i Wam serdecznie (w ten deszczowy poranek) życzę 🙂

 


 

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Czy autor bloga powinien pokazywać swoją twarz?

 


 

Mało zabawne sceny z życia freelancera