1

Scenariusz reklamy radiowej – jak zrobić to dobrze? (cz. 1)

 


 

Jak zabrać się za robienie spotu radiowego? Zacząć od scenariusza. A jak zacząć scenariusz? Od wyboru miejsca, w którym nasza reklama „dziać się będzie”.

 


 

Szukasz scenarzysty reklam radiowych?

Zobacz przykłady spotów mojego autorstwa

 


 

Na początek małe wyjaśnienie. Problemem, z którym musi się zmierzyć każdy autor scenariusza spotu radiowego, jest to, że słuchacze nie lubią reklam.

Zresztą nie lubią to dość delikatne słowo. Traktują je jak zło konieczne. Dlatego niektórzy z nich ściszają na czas reklam odbiornik np. w samochodzie. Albo wręcz zmieniają stację na tę, która w danym momencie emituje bardziej atrakcyjne treści.

Dlatego też tworząc reklamę trzeba przykuć uwagę słuchacza już na samym początku. Zaintrygować go, rozbawić, przestraszyć czy nawet zdenerwować.

Albo zaszokować, jak w tym spocie, który rozpoczyna się słodką, niewinną kołysanką, by po paru sekundach sprawić, że usta słuchaczy otwierają się z niedowierzania:

 


 

Wybór miejsca akcji

Wracając do tematu wyboru miejsca, w którym toczyć się będzie akcja naszej reklamy – istnieją dwie szkoły.

Pierwsza z nich to miejsce akcji zgodne z tematyką reklamowanego produktu. Czyli jeśli reklama kiełbasy, to akcja dzieje się w wędzarni, rzeźni albo sklepie mięsnym.

I oczywiście taka strategia w wielu przypadkach sprawdza się doskonale. Co więcej, żadna inna nie wchodzi tutaj w grę.

Przykład: w reklamie społecznej poświęconej ofiarom wypadków samochodowych dźwięki takie jak odgłosy aparatury szpitalnej czy odgłosy pisku opon i miażdżonych blach karoserii – wydają się być czymś zupełnie naturalnym.

Druga szkoła to kierunek odwrotny. Miejsce akcji różni się, niekiedy wręcz drastycznie od tego, z czym na pierwszy rzut oka kojarzy się nam dany produkt.

Nie ukrywam, że właśnie to drugie podejście jest mi o wiele bliższe. Być może dlatego, że wymaga nieszablonowego podejścia i znacznej dozy kreatywności?

A może dlatego, że łatwiej w tym przypadku jest zwrócić uwagę słuchacza, czyli zrobić to, o czym była mowa na początku artykułu?

Przykłady takiego podejścia: akcja mojej reklamy sklepu internetowego z kawą dziejąca się w więzieniu albo reklamy salonu łazienek – umiejscowiona w Urzędzie Stanu Cywilnego:

 


 

SZUKASZ SCENARZYSTY REKLAM RADIOWYCH?

Skontaktuj się ze mną

Zapytaj o darmową próbkę!

 


 




4 pytania do uczestników konkursu Piórko 2018


 

Dlaczego ludzie biorą udział w konkursie Biedronki?

Czy mają za sobą jakieś pisarskie doświadczenia?

Co sprawia im problemy podczas pisania?

Na co przeznaczą bajeczną nagrodę?

 


Magdalena Okraszewska (brawurka.pl)

Dlaczego bierzesz udział w konkursie?

Powodów jest kilka. Jestem autorką opowiadań dla nastolatek, które zbierają niezłe recenzje. Dzieci to inny target, chciałabym się sprawdzić. Poza tym jestem mamą, więc byłaby niezła pamiątka dla moich urwisów. Sto tysięcy złotych to wisienka na torcie.

Czy masz na koncie jakieś próby pisarskie?

Piszę opowiadania dla nastolatek, publikuję na Wattpadzie, zbierają niezłe recenzje. Kiedyś pisałam na blogu, dla tej samej grupy docelowej, z równie niezłym skutkiem. Jeszcze niczego nie wydałam, ale mam takie małe marzenie.

Z czym masz największy problem (podczas pisania bajki)?

Z puentą, co w sumie jest zabawne i słabe jednocześnie, bo w bajce morał ma największe znaczenie. Powinnam od niego zacząć, tymczasem historia się tworzy, a do morału nadal dojrzewam.

Na co przeznaczysz nagrodę, jeśli wygrasz?

Prozaicznie bardzo: na spłatę zadłużeń, na kieszonkowe dla dzieci (mają swoje konta oszczędnościowe) i na jakieś pierdoły do domu. Zakupiłabym także część sprzętu, potrzebnego na rozwój własnej działalności.


Monika Bosek-Kaczmarczyk (mamanacalego.pl)

Dlaczego bierzesz udział w konkursie?

Biorę udział w konkursie, ponieważ zawsze marzyłam o tym, żeby napisać taką „konkretną” bajkę dla dzieci. Jak dotychczas pisałam głównie bajki, które nazywałam „tematycznymi”, gdyż dotyczyły jednego tematu, problemu, były pisane dla konkretnego dziecka. Myślę, że to będzie świetna okazja, aby sprawdzić się w pisaniu bajki dla duuuużej grupy odbiorców. Poza tym potrzebuję pieniędzy.

Czy masz na koncie jakieś próby pisarskie?

Piszę blog, na którym znajdują się tematyczne bajeczki dla dzieci, pisane dla konkretnego dziecka, które boryka się z jakimś problemem, a bajeczka jest po to, by pokazać mu różne możliwości rozwiązań.

Z czym masz największy problem?

Stylistyka… czyli z tym, żeby bajka była napisana „profesjonalnie”. Mam obawy, że piszę niezrozumiale dla odbiorcy i robię masę błędów. No i brakuje mi też trochę czasu, ponieważ nie mam w ciągu dnia dwóch spokojnych godzin, żeby usiąść i dokończyć myśl.

Na co przeznaczysz nagrodę, jeśli wygrasz?

Na nowy samochód dla rodziny (potrzebuję 7-osobowego vana).


Sebastian Czapliński (zaczytanywksiazkach.pl)

Dlaczego bierzesz udział w konkursie?

Wyłącznie dla pieniędzy. Serio. Pomogłyby mi one na studiach, ale też w przyszłości wydać jakąś książkę dla starszych czytelników (co jest moim marzeniem).

Czy masz na koncie jakieś próby pisarskie?

Od podstawówki coś popisuję, ale nie wysyłałem tego nigdy na konkursy.

Z czym masz największy problem?

Ze stylizacją na język, który na pewno będzie zrozumiały dla dzieci w przedziale wiekowym 4-10 lat. Nie ukrywam, że czasem obawiam się, że użyję trudniejszego słowa czy wyrażenia.

Na co przeznaczysz nagrodę, jeśli wygrasz?

Na książki, studia i przyszłe wydanie własnej powieści


Joanna Dębowska (nadrabiam.pl)

Dlaczego bierzesz udział w konkursie?

Żeby udowodnić sobie, że umiem napisać wszystko. Jak dam radę napisać bajkę dla dzieci to już nic nie będzie dla mnie przeszkodą. Dzieci myślą w zupełnie inny sposób, a ja nawet z nimi nie obcuję na co dzień, więc to tym większe wyzwanie.

Czy masz na koncie jakieś próby pisarskie?

Miejsce na podium w konkursie literackim kilka lat temu. Obecnie piszę swoją powieść.

Z czym masz największy problem?

Z zachowaniem prostego przekazu, zrozumiałego dla dziecka. Bo ja naprawdę dzieci nie ogarniam.

Na co przeznaczysz nagrodę, jeśli wygrasz?

Na rozwinięcie swojego biznesu. Jakieś kursy. Do tego może fotel do pisania bo siedzę na bardzo niewygodnym i zepsutym krześle, które swoje lepsze czasy ma już za sobą. Może mogłabym też zorganizować wesele… Znając siebie, to reszta poszłaby na ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt albo inną hodowlę marabutów.


Karolina Anna Kisiel-Cichocka (kisielcichocka.pl)

Dlaczego bierzesz udział w konkursie?

Ostatnio miałam bardzo ciężki kryzys literacki. Nie mogłam złożyć sensownie jednego zdania fikcji. Mój partner poradził mi, żebym spróbowała napisać bajkę dla naszego malucha, który jest w drodze, bo zapewne dziecko nie rozumie dorosłych tekstów. Pierwsza próba się powiodła, a potem przeczytałam o kolejnej edycji Piórka.

Czy masz na koncie jakieś próby pisarskie?

Kilka konkursów, publikacji na forach literackich, no i własny e-book (bez ISBN).

Z czym masz największy problem?

Z kluczami kulturowymi i kliszami. W pozycjach dla najmłodszych musimy działać wbrew sztuce i zamiast wymyślać nowe powiązania, to przybliża się te już utarte.

Na co przeznaczysz nagrodę, jeśli wygrasz?

Na remont domu. Trzeba zrobić miejsce na nowego członka rodziny.


Maciej Wojtas (maciejwojtas.pl)

Dlaczego biorę udział w konkursie?

Bo napisałem na blogu, że w tym roku też wystartuję.

Czy mam na koncie jakieś próby pisarskie?

Piszę na okrągło. Taka praca.

Z czym mam największy problem?

Z prostotą przekazu.

Na co przeznaczę nagrodę, jeśli wygram?

Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu. To nigdy się dobrze nie kończy.



 




Wywiad z synem Jerzego Kukuczki [kulisy]


 


 

Miałem 11 lat, kiedy usłyszałem o śmierci Jerzego Kukuczki.

Do dziś pamiętam ból, jaki wywołała we mnie ta wiadomość.

 


 

Wywiad z synem legendy

Parę dni temu napisała do mnie znajoma. Okazało się, że będzie przeprowadzała telefoniczny wywiad z synem tego wybitnego himalaisty.

Od razu pojawiło się kilka problemów:

  • O co można zapytać człowieka, który w wieku 5 lat stracił ojca?
  • Które pytania będą właściwe, a jakie wywołają irytację czy wręcz ból?
  • Jak ustrzec się niepotrzebnego szukania sensacji?

Zaczęliśmy się razem nad tym wspólnie zastanawiać.

Oto zapis tych zmagań.

 


 

Jaki jest Wojciech Kukuczka?

Zanim zada się pierwsze pytanie, trzeba koniecznie zdobyć jak najwięcej danych o swoim rozmówcy. Im bardziej zagłębimy się w jego życiorys, tym większa szansa, że wywiad okaże się czymś więcej niż tylko zwykłą pogawędką.

Nie chodzi tylko o przestudiowanie suchych faktów z życia. Trzeba wziąć pod uwagę także wiek, zainteresowania i cechy charakteru rozmówcy.

Gdzie szukać informacji na temat tego, jaki prywatnie jest Wojciech Kukuczka? Najlepiej przeglądając wywiady, których sam do tej pory udzielił.

Okazuje się, że analizując reakcje na pytania, czytając niejako między wierszami, można dowiedzieć się naprawdę sporo nawet o zupełnie obcym człowieku.

 


 

Czy pytać o to, co wszyscy?

Kolejny problem to wybór stylu.

Można pójść na skróty, utartymi koleinami. Można też, niczym rasowy alpinista, wybrać trudniejszą trasę. Zapytać o coś zupełnie nieoczekiwanego.

Najłatwiej, również z punktu widzenia rozmówcy, jest wybrać pierwszą opcję. Tylko czy takie podejście będzie atrakcyjne dla czytelnika?

Jest mnóstwo wywiadów pisanych „pod sznurek”, gdzie można domyślić się zarówno pytań, jak i (o zgrozo!) również odpowiedzi.

 


 

Czy pytać o Jerzego Kukuczkę?

Następną kwestią jest to, do jakiego stopnia można zagłębić się w historię życia danego człowieka.

Czy pytanie o ojca, który zginął tragicznie, nie będzie niepotrzebnym rozdrapywaniem ran (nawet jeśli od wydarzeń na Lhotse minęło już 29 lat)?

Czy zapytać o to, jak to jest żyć w cieniu legendy? Albo czy nadchodzi taki moment, kiedy z tego cienia można w końcu wyjść, by zacząć działać „na własny rachunek”?

 


 

Czy pytać o sens himalaizmu w czasach PRL-u?

Ludzie gór bardzo często słyszą pytanie o sens tego, co robią.

Przy okazji Jerzego Kukuczki warto byłoby zahaczyć o ówczesny kontekst, czyli o życie w PRL-u. A konkretnie o to , czy Himalaje nie były dla osób jego pokroju sposobem na ucieczkę od szarej rzeczywistości.

A może ojciec Wojciecha nie uciekał wcale przed niczym, tylko w wysokich górach szukał samego siebie?

 


 

Czy pytać o wydarzenia, którymi żyła ostatnio cała Polska?

Czy w dobrym tonie będzie pytanie o Nanga Parbat? Czy nie zostanie odebrane jako słaba zagrywka pod publiczkę i lansowanie się na cudzym nieszczęściu?

 


 

Czy pytać o motywację współczesnych himalaistów?

Na przykład o to, co będzie, kiedy wszystkie szczyty na Ziemi zostaną zdobyte o każdej porze roku i na wszelkie możliwe sposoby?

A może to jedno z tych zgranych pytań, które zostały już zadane tysiące razy?

 


 

Czy można wkładać „kij w mrowisko” dla taniej sensacji?

Czy rzucenie tekstu typu „ile szczytów udałoby się zdobyć Europejczykom bez pomocy Szerpów” nie będzie przyznaniem się do (mimo wszystko) niewystarczającej znajomości realiów?

 


 

Wnioski

1) Wywiady mają to do siebie, że na każde zadane pytanie przypada kilka, a nawet kilkanaście tych niezadanych.

2) Wywiad powinien być atrakcyjny zarówno dla rozmówcy, jak i dla czytelnika. Powinien wywołać rezonans, zmusić do refleksji, zostać w sercu na dłużej (nawet jeśli ma wybitnie rozrywkową formę).

Jak łatwo się domyślić, strzały „pod publiczkę” nie mieszczą się w tej kategorii. Są może i efektowne, ale żyją bardzo krótko.

3) Wywiad to fascynująca podróż w głąb drugiego człowieka. Nigdy nie można do końca przewidzieć reakcji rozmówcy. Pozornie niewinne pytanie może uruchomić lawinę emocji.

 


 

Jakie więc pytania usłyszy Wojciech Kukuczka?

Tego dowiecie się już niebawem z bloga Pożałowana Wanda.

 


 

Zobacz też wpis o sztuce przeprowadzania wywiadów:

Jak zrobić wywiad, żeby czytelnika wyrwało z butów?

 


 
https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/
 


 




Jak zrobić wywiad, żeby czytelnika wyrwało z butów?

 


 

Dziś zdradzam mój sekretny przepis na wywiad, który czyta się z zapartym tchem.

 


 

Research to podstawa

Podstawowa to rozeznanie terenu.

Nieważne, czy chodzi o operację wojskową czy przeprowadzanie wywiadu. Nawiasem mówiąc, sam termin „wywiad” ma wyraźne zabarwienie militarne. Przypadek?

Przygotowując się do wywiadów, staram się nie tylko dowiedzieć jak najwięcej o osobie, której zadam pytania, ale też o dziedzinie, w której dana osoba się specjalizuje.

Taki research potrafi mi zająć nawet tydzień.

 


 

Nie ma ludzi nieciekawych. Są tylko źle przepytani

Mnóstwo wywiadów, które przeczytałem, opiera się na tym samym schemacie.

Jeśli rozmowa z pisarzem, to „dlaczego napisałeś tę książkę”, a jeśli wywiad z liderem zespołu muzycznego, to „kiedy możemy się spodziewać kolejnej płyty”.

Dlatego za każdym razem staram się wymyślić pytania, które wyrwą rozmówcę z kolein codziennej rutyny. Oczywiście nie jest tak, że każde pytanie dotyczy sensu istnienia.

Oj, nie 🙂

 


 

Nowy gatunek: wywiad fabularyzowany

Mam wrażenie, że udało mi się stworzyć coś, czego dotąd nie było. Zupełnie nowy gatunek wywiadu. Kto wie, może za …dziesiąt lat w jakiejś encyklopedii pojawi się moja notka biograficzna zilustrowana podobizną ołówka?  😉

 


 

Na czym polega nowatorstwo tych wywiadów?

Po pierwsze, podczas rozmowy wcielam się w różne osoby. Nie zadaję pytań jako Maciej Wojtas.

Po drugie, wrzucam moich gości w sam środek dziwnych sytuacji. Zupełnie jak w filmie.

Po trzecie, wywiad taki często ma formę historii (ze wstępem, rozwinięciem, zwrotem akcji i zakończeniem).

 


 

Co to daje?

Dzięki temu, że „kryję się” za swoją postacią, mogę pytać o rzeczy, o których w normalnej rozmowie nie śmiałbym wspomnieć.

Z kolei wcielanie się w inne osoby i aranżowanie nietypowych sytuacji sprawia, że rozmówca ma niepowtarzalną okazję zaprezentować się z nieoczywistej strony.

I chyba najważniejsze. Dzięki takiej formule, udzielanie odpowiedzi sprawia moim gościom sporo frajdy. Oczywiście mowa tu o wywiadach z gatunku humorystycznych.

 


 

Przykłady wywiadów:

Wywiad z Katarzyną Kant, specjalistką ds. savoir-vivre’u. Wcieliłem się w człowieka kompletnie niewychowanego, a nasza rozmowa „odbyła się” w restauracji:

Jak zostać XXI-wiecznym chamem? [WYWIAD]


 


 

Wywiad z Małgorzatą Wojciechowską, skrzypaczką Opery Wrocławskiej. Na kilka chwil stałem się nowym dyrektorem Filharmonii Narodowej. Człowiekiem, który nie dość, że nie zna się na muzyce, to na swoje stanowisko dostał się przez pomyłkę. Wywiad miał charakter rozmowy kwalifikacyjnej:

Uwielbiam skrzypienie skrzypiec o poranku [WYWIAD]


 


 

Rozmowa (w przeciwieństwie do innych – absolutnie poważna) z Nikodemem Sadłowskim, ojcem autystycznego chłopca. Wcieliłem się w syna mojego rozmówcy:

Co ze mną będzie, kiedy na zawsze stracę cię z oczu? [PORUSZAJĄCY WYWIAD]


 


 

Rozmowa z Kamilem Lipińskim, założycielem Mocnej Grupy Blogerów. Na potrzeby chwili zostałem świętym Piotrem, który ma podjąć decyzję, czy wpuścić Kamila do nieba:

Bloger idzie do nieba


 


 

Wywiad z Weroniką Cieślak. Dowiedziałem się, że marzeniem Weroniki jest praca w Europejskiej Agencji Kosmicznej, dlatego na końcu wywiadu przyznałem się, że nazywam się Elon Musk:

Bloger leci na Marsa


 


 

Rozmowa z Adrienne Isabel, autorką bloga Czyste Dziecko. W tym przypadku przybrałem postać jej (niestniejącego) syna:

Mamo, bo Karol wypił wodę z kałuży!

 


 

Co będzie dalej?

Pracuję nad kolejnymi wywiadami z niezwykłymi ludźmi.

Będzie się działo, oj będzie! 🙂

 


 
https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/
 


 




Najbardziej przewrotny tekst na tym blogu


 


 
Pod żadnym pozorem nie czytaj tego przy obiedzie!

Ostatnie zdanie wyjaśni ci, dlaczego…
 


 
Na jednej z paryskich ulic znajdowała się dmuchana reklama kawiarni braci Cezanne.

A na samym rogu tejże ulicy mieściła się legendarna restauracja mistrza Fernando.

Pracowało w niej wielu mistrzów garnka i patelni i drugie tyle kelnerów.

Lecz jeden z nich, mam na myśli kelnerów, skrywał w swoim galijskim sercu mroczną tajemnicę.

Uciekał zawsze pierwszy z restauracji i biegł na pobliski przystanek.

Łapał tam pierwszy autobus, jaki tylko mu się nawinął.

Ewentualnie zamaszyście machał swoją chudą ręką, zatrzymując miejską taksówkę.

Musiał być naprawdę dziwnym człowiekiem, ponieważ żadna z pytanych o niego osób, nie chciała się wypowiadać na jego temat.

Całymi dniami pracował praktycznie bez odpoczynku.

Inny na jego miejscu dawno wyciągnąłby nogi (i to parę razy).

Do tego strasznie denerwował wszystkich swoim lekko drwiącym uśmieszkiem.

Okazało się, że miał swoje powody do radości.

To była, jak się pewnie już teraz domyślasz, niestety chora, perwersyjna radość.

Ale sprawa wyszła na jaw dopiero po jego śmierci.

Latami udawało mu się ukryć swój niecny i godzien potępienia proceder.

Ech… gdyby tylko goście mistrza Fernando wiedzieli,…

Ruszając po kolejne zamówienie na zaplecze, nasz bohater lustrował najpierw osobę siedzącą przy stoliku.

Zapamiętywał jak najwięcej szczegółów dotyczących gościa restauracji, żeby móc przygotować odpowiednią dla niego przyprawę.

Aczkolwiek nie były to ani zioła, ani nic, co normalnemu człowiekowi przeszłoby przez gardło.

Dodawał bowiem, najczęściej do zup, soczystą porcję ciągnącej się śliny starannie zmieszanej z trzydniowym katarem.

„Uwielbiam patrzeć, jak goście, których serdecznie nienawidzę, z rozkoszą połykają zupę, za którą zapłacili jak za zboże” (takie oto zdanie znaleziono potem w jego prywatnym notesie).

Rzucał potem okiem na cały personel, żeby mieć pewność, że pozostał niezauważony.

Nakładał na twarz swój firmowy uśmiech.

I otwierał drzwi do sali restauracyjnej, niosąc talerze z małą niespodzianką…

Uuuuulala…!
 


 

  • Mam nadzieję, że gładko przełknąłeś ten smakowity tekst.
  • Przewiń go teraz od początku.
  • Przeczytaj kolejno pierwsze litery wszystkich zdań.

 


 
PS. Historię o paryskim kelnerze zmyśliłem. Nie oznacza to jednak, że takie osoby nie istnieją w rzeczywistości.
 


 




Inflacja wyobraźni, czyli lądowanie na obcej planecie


 


 

Wszedłem ostatnio na pewną stronę internetową. W jednej chwili poczułem się jak bohater Star Treka, który wylądował na nieznanej planecie.

 


 

Jak stworzyć niezwykłego bohatera?

Stroną tą był słownik psychologiczny.

Zdaję sobie sprawę, że za każdym z tamtejszych haseł kryją się żywi ludzie i ich dramaty. Z drugiej jednak strony – takie miejsce to także niezwykły materiał dla każdego, kto zajmuje się tworzeniem historii i wymyślaniem postaci.

Oto kilka haseł ze słownika, a zarazem pomysłów na bohatera książki, sztuki teatralnej czy serialu:

 


 

1) Człowiek z inflacją wyobraźni

Wbrew nazwie, nie chodzi tu o człowieka o niewielkiej wyobraźni. Ludzie z tym zaburzeniem traktują jako rzeczywiste te zdarzenia we własnej przeszłości, które sobie tylko wyobrażali. Inaczej mówiąc, osoby takie uznają wydarzenia nieistniejące (wyobrażone) – za rzeczywiste.

Pomysł na bohatera:

Polityk, osoba bardzo wpływowa, która zmaga się z inflacją wyobraźni i przez to zupełnie traci kontakt z rzeczywistością. Ewentualnie rodzic, który „traci panowanie” nad rodziną.

 


 

2) Człowiek ze ślepotą ruchu

Choroba ta polega na tym, że osoba nią dotknięta widzi dany obiekt, ale nie jest w stanie zobaczyć jego ruchu (na przykład wody lejącej się z kranu). Świat takiej osoby pozbawiony jest ruchu. Ma postać serii „stopklatek”.

Pomysł na bohatera:

Tutaj podszedłbym do tematu bardziej symbolicznie niż dosłownie. Umieściłbym bohatera w świecie, w którym nikt nie zauważa jego desperackich starań (czyli ruchu). To otoczenie byłoby dotknięte swoistą ślepotą.

 


 

3) Efekt halo

Powszechnie wiadomo, że pierwsze wrażenie decyduje o tym, jak będziemy postrzegać danego człowieka (pozytywnie czy negatywnie).

Pomysł na bohatera:

A gdyby tak nasz bohater pozbawiony był tej cechy i wszystkich nowo spotkanych ludzi traktował jednakowo, bez jakichkolwiek uprzedzeń?

 


 

4) Człowiek cierpiący na atychifobię

Atychifobia to nieuzasadniony lęk przed niepowodzeniem. Fobia tak paraliżuje tak bardzo, że osoby na nią cierpiące – mówiąc wprost – odpuszczają. Nie podejmują się realizacji zadań, jeśli nie są w stu procentach przekonani, że odniosą sukces.

Pomysł na bohatera:

Król, polityk, osoba dzierżąca władzę, która działa poprzez niedziałanie.

 


 

5) Nomofob

Nomofobia to lęk przed brakiem telefonu komórkowego, ewentualnie przed każdą, nawet najkrótszą rozłąką z nim i niemożnością skorzystania z niego.

Pomysł na bohatera:

Nie znęcałbym się nad bohaterem, odbierając mu telefon. Przeciwnie, dałbym mu ich tyle, by zwariował z nadmiaru.

 


 

6) Parasaito shinguru

Termin z języka japońskiego. Oznacza singla pasożyta. Określenie stosowane jest przede wszystkim w stosunku do niezamężnych japońskich młodych kobiet.

Pomysł na bohatera:

Aż boję się myśleć…

 


 

7) Efekt Barnuma

Jeżeli dowolnej osobie powiemy tak:

„Chociaż ogólnie jesteś osobą pogodną, to niekiedy doświadczasz smutku i nie wiesz, dlaczego. Większość ludzi uważa cię za osobę towarzyską, ale w głębi duszy jesteś raczej nieśmiały / nieśmiała”

to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że stwierdzi ona, że opis ten pasuje do niej. Okazuje się, że ten typ myślenia o sobie jest zaskakująco popularny.

Pomysł na bohatera:

Człowiek, który podrywa kobiety na „efekt Barnuma”, a one są przekonane, że facet dosłownie czyta w ich myślach.

 


 
 


 

https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/




Co robić, żeby mieć frajdę z pisania i nie wypalić się po paru miesiącach?

 


 

Co robić, żeby mieć maksimum frajdy ze stukania w klawisze?

Na początek wystarczą dwie rzeczy. Jedna mało przyjemna, a druga – wręcz przeciwnie. Pierwsza z nich to:
 

 

opanowanie warsztatu

Dojście do momentu, który u piłkarzy opisuje się jako „umiejętność wiązania nogą krawata”. Krokiem drugim jest podłączenie do tego swojej
 

 

wyobraźni

Bo dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Pod warunkiem, że do warsztatu i wyobraźni dodamy trzeci element, czyli:
 

 

odwagę

To ona sprawi, że nie będziemy się bali przyprawiać swoich tekstów odrobiną szaleństwa.

 


 

Mamy więc trzy składniki:

  • warsztat
  • wyobraźnię
  • odwagę

Warto dorzucić do nich jeszcze coś:
 

 

sklerozę

To ona pomoże nam skutecznie zapomnieć o takich frazach jak:

  • tak się nie pisze
  • tak nie można pisać
  • przecież nikt normalny tak nie pisze

 


 

Czy mając to wszystko, możemy już otwierać szampana?

Nie. Jeszcze nie teraz.

Prędzej czy później grozi nam bowiem to, co spotyka 98 procent węgla zużywanego w polskich piecach: wypalenie.

 


 

Co robić, żeby się nie wypalić?

To wyjątkowo trudne pytanie dla kogoś, kto wypala się kilka razy w tygodniu, a jeszcze częściej chce rzucić laptopem o ścianę.

Jeśli jednak miałbym już powiedzieć coś mądrego na temat wypalenia, byłby to następujące hasła:

  • Traktuj pisanie z przymrużeniem oka, jak fajną zabawę.
  • Podchodź z luzem do pierwszej fazy pisania (a zewrzyj szeregi w fazie ostatniej – szlifowania literek).
  • Rób sobie krótkie „posty” od pisania. Świetnie zaostrzają apetyt.

Co do pierwszych dwóch punktów – potwierdzam, działają bez zarzutu. Punkt trzeci praktykuję bardzo rzadko, ale i on jest warty przetestowania.

 


 

Wypalenie w związku (autora z tekstem)

Na koniec coś humorystycznego (a to niespodzianka, prawda?)

Znalazłem w internecie artykuł o wypaleniu w związkach damsko-męskich. Okazało się, że parę rad można by przenieść na grunt pisarski czy copywriterski:

„Wypalenie w związku przychodzi, gdy para zapomina, jak wiele ich łączy i jak wiele mają ze sobą wspólnego.

Partnerzy powinni wzajemnie dawać sobie dowody miłości, np. niech zwyczajne i rutynowe czynności okraszone będą pocałunkiem, wspólnym przytuleniem się czy powiedzeniem „kocham cię, pięknie dziś wyglądasz”.

Warto pomyśleć także o (…) zostawianiu sobie karteczek w niespodziewanych miejscach z wypisanymi dowodami uczucia, (…) czy o troszczenie się o własną atrakcyjność fizyczną”.

 


 




Jak komentować na blogu? Najlepiej krótko, z jajem i na temat

 


 

Każdy bloger lubi, kiedy czytelnik szepcze mu do ucha czułe słówka.

Dlatego przygotowałem ściągę dla tych, którzy chcą szybko i skutecznie skomentować wpis na jakimkolwiek blogu. 

 


 

Uwaga: poniższymi zdaniami można żonglować w dowolny sposób, łączyć je ze sobą w dłuższe frazy itd.

 


 

Komentarze, które podbudowują ego blogera

Najbardziej lubiany i wyczekiwany rodzaj komentarzy. Jeśli chcecie skutecznie połechtać ego blogera – używajcie zdań o co najmniej takiej zawartości cukru:

Świetny tekst! Od roku nie czytałam tak wartościowego artykułu.

albo:

Ten wpis dał mi do myślenia. Żałuję, że go przeczytałem, bo od wczoraj twoje zdania cały czas chodzą mi po głowie.

 


 

Komentarze przewrotne

W pierwszej chwili, po przeczytaniu pierwszych kilku słów, w głowie blogera zapali się lampka ostrzegawcza, ale pod koniec zdania będzie już wiadomo, że to zawoalowana pochwała. Przykłady:

– komentarz ze sprytnie przemyconym linkiem do siebie:

Śliczna sukienka!! Gdybym miała taką w szafie, byłabym drugą najszczęśliwszą kobietą na świecie. Dlaczego drugą? Zapraszam do siebie [link], a wszystko się wyjaśni.

– komentarz pirotechniczny:

Napisałabym, że fajny wpis, ale tego nie zrobię, bo ten wpis to prawdziwa petarda!

– komentarz nawróconego spamera:

Nie zapraszam do siebie, bo nie chcę spamować w tak fajnym miejscu, jakie tutaj stworzyłaś / stworzyłeś.

– komentarz bratniej duszy:

Serio uważasz, że [….] to […..]? Uff… a już myślałam, że jestem jedyną, która tak sądzi.

 


 

Komentarze dziękczynne

Komentarze, które sprawią mnóstwo radości tym blogerom, którzy cały czas twierdzą, że blogowanie jest ich życiową misją:

Przygotowałam tydzień temu obiad według twojego przepisu. Kochana! Mąż wreszcie przestał się stołować u mamy. Wdzięczność!!

 


 

Komentarze techniczne

Warto czasem odnieść się do umiejętności technicznych blogera:

Podoba mi się Twój styl pisania. Jest lekki jak sałatka z rukoli.

 


 

Komentarze zapraszające do dyskusji

Nic tak nie rajcuje blogera, jak dyskusja w komentarzach. Świetnym paliwem do takiej wymiany zdań jest wpisanie czegoś w tym stylu:

Bardzo podoba mi się fragment [….] zwłaszcza to zdanie o [….]. Jak na to wpadłaś?

albo:

Co tak naprawdę chciałaś powiedzieć, pisząc, że [….]?

 


 

Komentarze złośliwe

Złośliwe, choć w pierwszej chwili wyglądają bardzo niewinnie. Ponieważ jest ich cała masa, dlatego nie ma sensu ich wszystkich tutaj przytaczać. Wystarczy mała próbka:

Haha! Super tekst! Ostatnio tak się śmiałem w [tu wpisz datę].

 


 

Pomożecie rozwinąć tę listę? Macie jakieś pomysły?

 


 
 


 
https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/
 


 




Chcesz zostać mistrzem pisania? Przeczytaj te książki [LISTA]

To będzie wyjątkowo nudny wpis. Prawie tak nudny, jak zakładka „kontakt” na tym blogu. Zero fajerwerków. 

Poprosiłem jakiś czas temu osoby działające na facebookowej grupie dla osób zawodowo zajmujących się pisaniem, by podały tytuły książek,  które pod względem językowym – „wymiatają”.

Otrzymałem jednak tak dużo odpowiedzi, że pomysł z listą pojawił się zupełnie naturalnie.


Żeby dobrze pisać – trzeba dużo czytać?

Mówi się, że na jedno napisane zdanie powinno przypadać aż sto zdań przeczytanych. Proporcje odwrotne są nieco ryzykowne. Dlaczego to prawda?

Spytajcie króla Salomona z pewnego polskiego przysłowia. Na pewno będzie wiedział.


Lista książek polecanych przez copywriterów

Oto lista książek podobno wartych przeczytania.

Podobno, ponieważ (aż wstyd przyznać) miałem przyjemność tylko z kilkoma z nich. Kolejność na liście jest przypadkowa, żeby nie faworyzować żadnego z autorów.


Melchior Wańkowicz – Ziele na kraterze

Andrzej Sapkowski – Narrenturm

Cormac McCarthy – Droga

Jacek Dukaj (wszystkie książki)

Charles Bukowski – Kobiety, Listonosz

Ryszard Kapuściński (wszystkie książki)

Milan Kundera – Żart

Haruki Murakami (wszystkie książki)

Narcyza Żmichowska – Poganka

Bruno Schulz – Sklepy Cynamonowe, Sanatorium Pod Klepsydrą

Jacek Dehnel – Lala, Balzakiana, tom poezji Brzytwa okamgnienia

Wojciech Kuczok – Spiski

Szczepan Twardoch – Król

Anthony Burgess – Mechaniczna Pomarańcza 

Antoni Libera – Madame

Lauren Groff – Fatum i furia

Julio Cortázar – Opowieści o kronopiach i famach

Dorota Masłowska – Wojna polsko-ruska

Stanisław Dygat – Jezioro Bodeńskie

Jodi Picoult – Bez mojej zgody

Ota Pavel – Śmierć pięknych saren

Andrzej Żuławski (wszystkie książki)

Mario Vargas Llosa – Miasto i psySzelmostwa niegrzecznej dziewczynki

Jonathan Franzen – Korekty, Wolność

Karel Čapek – Krakatit

Elizabeth Strout (wszystkie książki)

Juilian Barnes – Poczucie kresu

Terry Pratchett – seria Świat Dysku

Marcel Proust – W poszukiwaniu straconego czasu

Kurt Vonnegut – Rzeźnia numer 5

Bohumil Hrabal – Obsługiwałem angielskiego króla

James Joyce – Ulisses

William Wharton – Ptasiek


Macie swoje ulubione, wyjątkowo napisane książki, które warto by było dodać do tej listy?

 


 
https://maciejwojtas.pl/blogi-firmowe-copywriter/
 


 




Poznaj tajemnicę najlepszych tekstów na tym blogu [+przykłady]


 


 

Zastanawiałem się, czy powinienem zdradzać to, o czym za chwilę przeczytacie. Uznałem jednak, że chcę się tym z wami podzielić.

 


 

W czym tkwi tajemnica najlepszych wpisów na tym blogu?

Nie, absolutnie nie chodzi o styl pisania. Styl wymaga jeszcze wielu żmudnych poprawek, bo szczerze mówiąc – tyłka jeszcze nie urywa. Nie jestem z niego w pełni zadowolony.

OK, zróbmy małą przerwę (jak powiedział kiedyś pewien profesor do studentów w połowie trzygodzinnego wykładu, czując, że dałby się zdegradować do stopnia magistra za choćby przelotny romans z najpodlejszym papierosem).

 


 

Nie ma głupich pytań

Uzmysłowiłem to sobie, kiedy czytałem zbiór opowiadań Historia twojego życia. Ich autor, Ted Chiang, postanowił w każdym z nich odpowiedzieć na dość zaskakujące pytania:

  • Co by było, gdyby ludziom udało się ukończyć Wieżę Babel?
  • Co by było, gdyby się okazało, że wszystkie zasady matematyczne, całe piękno matematycznych konstrukcji to pic na wodę fotomontaż?
  • Co by było, gdyby istniał enzym, który wstrzyknięty do organizmu powodowałby rozrost neuronów, pozwalając tym samym na osiągnięcie niemal boskiej inteligencji?

Pisarz ten z pewnością wiedział, że nie tylko nie ma głupich pytań, ale że jest coś jeszcze: że pytania świetnie otwierają głowę – zarówno jemu, jak i czytelnikom.

 


 

Które pytania najlepiej otwierają głowę?

Odpowiedź jest banalna: wszystkie. Serio, nawet te, które w pierwszej chwili wydają się kompletnie durne i bezsensowne. Każde pytanie przypomina klucz, który otwiera jakąś szufladkę w naszej głowie. Co ważne – chodzi o szufladki, o istnieniu których nie mieliśmy dotąd zielonego pojęcia. To tam kryją się naprawdę rewelacyjne, świeże i zaskakujące pomysły.

Zresztą potwierdzeniem tych słów jest zdanie, które przeczytałem u Moniki Górskiej – specjalistki od storytellingu:

Wyczytałam gdzieś, że pytania są dźwignią myślenia, a z badań wynika, że dzięki pytaniom lepiej się uczymy i wydajniej pracujemy – aż o 150%.

 


 

Proste triki mocno pobudzające kreatywność

 


 

Jak powstają najlepsze wpisy na tym blogu?

Bardzo prosto.

Za powstaniem każdego z nich stoi mniej lub bardziej zaskakujące pytanie. Rozpoczyna się ono od słów: a gdyby tak… 

Oto kilka przykładów:

A gdyby tak stworzyć wpis z przyszłości, w którym tłumaczę powody, dla których porzuciłem blogowanie?

https://maciejwojtas.pl/wpis-z-2020-roku/

A gdyby tak w czasach Mickiewicza istnieli specjaliści SEO?

Copywriterzy kontra seowcy

A gdyby zamiast typowej recenzji biografii artysty stworzyć przepis na stanie się takim artystą?

Jak zostać Wojciechem Kilarem? [prawie recenzja]

A gdyby swoje sukcesy opisać jako porażki?

https://maciejwojtas.pl/porazki/

A gdyby opisać wpływ słuchanej muzyki na wydźwięk opisu kiełbasy krakowskiej suchej?

Chcesz wpaść na dobry pomysł? Posłuchaj muzyki

A gdyby opisać zawód copywritera hasłami ze słownika, które stworzył jakiś wyjątkowo zgorzkniały przedstawiciel tej profesji?

Słowniczek copywritera (wersja dla zgorzkniałych) – cz. 1

A gdyby przerobić poradnik pisania na poradnik podrywania?

https://maciejwojtas.pl/poradnik-podrywania/

A gdyby wrzucić na facebookową grupę dla blogerów artykuł o tym, że wrzucanie tam blogowych wpisów jest bez sensu?

https://maciejwojtas.pl/grupy-facebook/