1

Jak zacząć przygodę z copywritingiem?

 


 

Copywriting to taka sama przygoda jak złapanie choroby wenerycznej. Zarażasz się nią przypadkiem, sam nie wiesz kiedy. Potem walczysz, żeby się jej pozbyć. I nawet jeśli Ci się to uda, to ślady po niej zostaną w Twoim ciele i psychice na lata.

 


 

Jak przygotować się do tej przygody?

Tak samo jak do każdej wyprawy w nieznane. Najpierw robisz serię szczepień przeciwko takim chorobom jak:
 
krztusiec, żeby nie zachłysnąć się, kiedy klient rzuci do Ciebie głodową stawką

świnka, żeby złamać opory przed pisaniem o wstydliwych sprawach

różyczka, żeby nie brać do siebie nadmiaru komplementów pochodzących od zadowolonych klientów

gruźlica, żeby nie zakaszleć się z powodu zimna, kiedy odetną Ci prąd

meningokokowe zapalenie opon mózgowych, żeby nie dostać pomieszania zmysłów od wielogodzinnego klepania o niczym

tężec, żeby po maratonie pisania nie zastygnąć w dziwnej pozycji przy biurku

 


 

Potem pakujesz do plecaka:

 
maść na hemoroidy

maść na ból kręgosłupa

okulary nr 1, dzięki którym nie pomylisz tych maści

okulary nr 2 do szukania okularów nr 1

 


 

Do mniejszej torby podróżnej wrzucasz:

 
garść cukierków nadziewanych nadzieją, że uda Ci się zdobyć mistrzostwo w pisaniu

pluszowego misia, żeby nie czuć się samotnie, kiedy całymi dniami będziesz gonił literami za migającym kursorem

słoiczek z zapasem internetu domowej roboty

 


 

I do kieszeni spodni wkładasz jeszcze:

 
paszport, żeby dzięki niemu móc przekraczać różne granice (żenady, obciachu)

wizę, dzięki której powalczysz o wejście na teren ziemi obiecanej, czyli zagranicznej agencji

pozwolenie na pracę (wydane przez Twoją polonistkę)

 


 

Na koniec

prosisz sąsiadów, żeby podczas Twojej wieloletniej nieobecności podlewali Ci kwiatki. Zamykasz drzwi, gasisz światło i wychodzisz na dworzec autobusowy.

Tam wsiadasz do starego busa, który wozi początkujących copywriterów od jednego serwisu ogłoszeniowego do drugiego.

Płacisz kierowcy kilka złotych, zajmujesz wolne miejsce i rozpoczynasz nowy rozdział w swoim życiu.
 
 
Twoja przygoda już nie może się doczekać, żeby Cię dopaść…

 


 




Jak to się stało, że jeszcze nie rzuciłam pisania?

 


 

Wpis gościnny Katarzyny Cudzich-Budniak

 


 

Znacie pewnie hasła różnych mówców motywacyjnych typu: „wszystko, co nam się przydarza, jest po coś”, czy też „nasze błędy mają za zadanie nas czegoś nauczyć” i inne bla, bla, bla.

Ale ponieważ nie wierzę w przypadki, a za to wierzę w szerszy kontekst naszego życia, muszę po cichu przyznać im rację…

 


 

Na przestrzeni lat wydarzyło się u mnie dużo fajnych rzeczy, ale też sporo mniej fajnych.

Nie ze wszystkimi się pogodziłam — tak dobrze to nie ma — jednak uczę się, że z każdej sytuacji możemy wyciągnąć dobro (wiem, wiem, znów brzmię jak coach z pierwszego akapitu).

Kiedy myślę o tym, kim jestem teraz, nie potrafię tego oddzielić od wszystkiego, co mnie dotychczas spotkało. Taka banalna oczywistość albo odkrycie na wagę złota.

Zdecydujcie sami.

 


 

Uczciwość popłaca, czyli kilka słów o podatkach

Dlaczego w ogóle piszę?

Bo czuję taką misję z góry! (bardzo ubolewam nad tym, że nie widzę teraz Waszych min — dokładnie wiem, jak to zabrzmiało).

Czasem ludzie się dziwią, że tak otwarcie mówię o Bogu, a wręcz afiszuję się z tym, że „nie wstydzę się Jezusa”. Dla mnie to naturalne, ale bez przesady — afiszować się, nie afiszuję.

Podkreślam tylko, że od Słowa wszystko się zaczęło. Bo przecież, abstrahując od kwestii związanych z duchowością, na słowach zbudowany jest nasz świat.

Słowa mają moc zmiany rzeczywistości i to my jesteśmy za nie odpowiedzialni.

My, nasz copywriterski naród, o czym więcej piszę w tekście W czym Biblia może pomóc copywriterowi, ale także każdy człowiek jako taki.

 


 

Jak jeszcze wiara wpływa na moje pisarstwo?

Staram się, by słowo „uczciwość” nie było dla mnie pustym frazesem. Tak, tak, płacę podatki, jeśli już pytacie.

Ale uczciwość oznacza dla mnie również swego rodzaju rzetelność. Zostało mi to z czasów, gdy aktywnie działałam jako dziennikarka.

Lubię, mówiąc branżowo, zrobić porządny research, zanim zabiorę się do pracy, a najbardziej lubię porozmawiać na żywo i przeprowadzić wywiad z osobą, o której mam pisać.

Wtedy mogę na poważnie zająć się tematem, a nie poruszać się po powierzchni, udając, że coś wiem.

 


 

Katorżnicza szkoła życia, czyli rzecz o szkole muzycznej

Z kolei szkoła muzyczna nauczyła mnie, że nie ma, że się nie chce: jak trzeba, to trzeba!

Ciekawe, czy obecny na sali Maciej W. ma podobne wspomnienia, jak te, które opisałam w artykule Jak szkoła muzyczna sprawiła, że zostałam copywriterką. Ja w każdym razie nie cofnęłabym się do tego czasu (ale nie mówcie tego moim dzieciom).

Wiem jednak, że to dzięki owej „katorżniczej szkole życia” potrafię się zmotywować i zrobić coś tylko dlatego, że to jest do zrobienia. Sprawa niezwykle istotna dla freelancerów, do których się zaliczam.

 


 

Inna kwestia to fakt, jak sama muzyka pomaga mi w pisaniu

O jej wpływie na słowo pisane wiedzieli już starożytni, dla których, swoją drogą, nie istniał podział na poezję i muzykę.

W dzisiejszym świecie, w którym odchodzimy od dominującego wzrokocentryzmu na rzecz szeroko pojętej kultury audialnej, fakt, że tekst też ma brzmienie, nie budzi już takiego zdziwienia.

Biorąc pod uwagę powyższe, zawsze staram się czytać swoje artykuły na głos (zwłaszcza jeśli muszę jakoś zagłuszyć wrzaski moich dzieci).

W ten sposób łatwiej sprawdzić, czy aby na pewno są one spójne (artykuły, bo wrzaski nigdy nie są). To po prostu słychać!

Tylko od razu zaznaczam, że tekst trzeba czytać z tak zwanym „zrozumieniem”.

 


 

Pranie i wyzwanie, czyli o tym, jak ustalam priorytety

Jest jeszcze trzecia rzeczywistość, która ma bezpośredni wpływ na moje pisanie: moja rodzina. Dzieci uczą mnie tego, że nie warto tracić czasu na drobiazgi.

Nie lubię więc podejmować się mało znaczących zleceń (co nie znaczy, że nie zdarzyło mi się pisać o narożnikach), za to cenię sobie wyzwania, które sprawiają, że w żyłach szybciej płynie krew, i dzięki którym mogę na chwilę zapomnieć o czekającym na wywieszenie praniu.

Rozumiecie — jakoś muszę odreagować i poczuć, że naprawdę robię coś ważnego, a nie tylko układam klocki (choć oczywiście wiem, że układanie klocków jest tak samo ważne, jak polowanie na bizony).

Co jeszcze rzuca się w oczy w tej sytuacji, to konieczność opanowania trudnej sztuki wielozadaniowości: troje dzieci, firma i dom dają naprawdę sporo spraw do ogarnięcia.

Jest takie — zaznaczmy od razu, że błędne — wyobrażenie, jakoby dało się pracować z małymi dziećmi u boku (więcej w Czego pierwszy poród nauczył mnie o pisaniu).

Dzieci sobie grzecznie siedzą na dywanie, a ty w tym czasie równie grzecznie stukasz w klawiaturę. Może inne dzieci innych ludzi tak mają. Moje nie.

Pewnie dlatego, że już dawno wyrzuciłam ze słownika słowo „grzeczny” jako puste znaczeniowo… Zatem dzięki dzieciom mam naprawdę sporą motywację do tego, by pracować wtedy, gdy akurat mogę, a nie czekać w nieskończoność na lepszy moment.

 


 

Czy czasem mam ochotę wszystko rzucić?

Pewnie. Nawet dziś. Najbardziej chciałabym teraz zaszyć się z książką Musierowicz i zapomnieć o tym, że nie mam już 16 lat.

Jednak piszę kolejne teksty (czasem fajne, czasem nie), składam pranie (choć drugie nadal tkwi w pralce), układam te przysłowiowe klocki (przysłowiowe, bo akurat moi chłopcy świetnie radzą sobie z nimi sami) i idę do przodu.

I pomimo tego, że ostatnimi czasy na flecie gram głównie w Wigilię, wiem, że to pośrednio dzięki niemu jestem tym, kim jestem.

A bezpośrednio dzięki Niemu.

 


 

Katarzyna Cudzich-Budniak

Coffiewriterka w firmie Od Słowa Copywriting

 


 




Jak pisać, żeby (przypadkiem) nikogo nie urazić?

 


 

Parę dni temu przeczytałem na Twitterze ciekawą historyjkę z życia wziętą. Autor opowiadał, jak wybrał się z 5-letnim synem do księgarni, bo malec chciał dostać książkę o rycerzu.

Ekspedientka znalazła taką pozycję w swoim sklepie. Bajka nosiła tytuł „O rycerzu, który nie chciał walczyć”. Chłopiec skrzywił się, mówiąc: „Eeee… o takim to ja nie chcę”.

 


 

Młody miał rację.

Nie chciał czytać o jakimś pierdołowatym, poprawnym politycznie blaszaku, tylko o dzielnym rycerzu, który przerabia smoki na sałatkę, a potem wspina się na wysokie wieże i ratuje piękne księżniczki.

Zdałem sobie wtedy sprawę, że w dzisiejszych (lekko?) porąbanych czasach naprawdę trudno jest napisać bajkę. Co chwilę natrafia się bowiem na sytuacje, które mogą kogoś urazić albo obrazić.

Oto kilka przykładów:

 


 

Jeśli napiszę bajkę

o małym Eskimosie, który odżywiał się foczym mięsem i chodził ubrany w skórę renifera, narażę się wegetarianom, weganom i innym frutarianom.

Z drugiej jednak strony, nawet jeśli nie sprzedam im ani pół książki, to jest szansa, że zrobią mi świetną, w dodatku darmową reklamę.

 


 

Jeśli osadzę historię

w sercu Afryki, wśród Pigmejów, to będę miał problem ze słowem „czarny”.

Chyba, że zamiast tego przymiotnika określającego kolor skóry bohaterów, użyję kodu znanego wszystkim grafikom na świecie: #000000.

 


 

Jeśli mój bohater

będzie miał kochających rodziców typu ojciec + matka i co gorsza, będzie z nimi szczęśliwy, wtedy narażę się rożnym czteroliterowym organizacjom walczącym o prawa dla każdej z liter.

Chyba, że protagonista będzie zakochany w swoim lustrzanym odbiciu (a ono jak wiadomo będzie tej samej płci), wtedy może uratuję swoją (białą) skórę.

 


 

Największy problem

będę miał z postacią antagonisty, czyli przeciwnika głównego bohatera.

Nie będzie to mógł być żaden człowiek o imieniu Moh***, bo narażę się wszystkim ludziom, których twarze połyskują kolorem #ae5930.

Nie będzie to mógł być żaden Czarny, Żółty czy Czerwony, bo zostanie mi wtedy przyklejona łatka rasisty.

 


 

Najlepiej więc,

jeśli czarny charakter będzie śnieżnobiałą zakonnicą, która regularnie terroryzuje ludzi różańcem, podróżując komunikacją miejską.

Albo jeszcze lepiej: kompletnie niewierzącym robotem. Androidem, który wątpi nie tylko w swój program, lecz także w istnienie swojego konstruktora.

 


 

A propos robotów

Stanisław Lem był wizjonerem.

Nie tylko dlatego, że dziesiątki lat temu przewidział pojawienie się urządzenia do złudzenia przypominającego dzisiejsze smartfony.

Również dlatego, że napisał „Bajki robotów”, czyli książkę, w której bohaterami są maszyny.

Maszyny, a więc postacie, które mogą posiadać dowolne cechy charakteru, dowolne poglądy, mogą robić i mówić, co chcą i w żaden sposób nie będą tym w stanie niczym nikogo obrazić.

Majstersztyk, prawda?

Właśnie tak wygląda pomysł na pisanie w taki sposób, żeby nikogo nie urazić:

trzeba przenieść akcję do świata, który w żaden sposób nie przypomina naszego i „zaludnić” go bohaterami, za którymi nikt w realu nie będzie się wstawiał.

 


 

A tak zupełnie serio:

wszystkie te problemy mogą zniknąć w jednej chwili. Trzeba tylko mieć odwagę, by odrzucić wszystko, co wiąże się z tak zwaną poprawnością polityczną.

Z czymś, co być może gdzieś kiedyś miało być czymś dobrym (?), ale dziś jest zwykłym kneblem blokującym wolność ekspresji słowa.

Ta nadgorliwa poprawność sprawia, że powstają rzeczy kompletnie pozbawione wyrazistego smaku, bez przypraw, zwyczajnie niejadalne.

A przecież, zamiast trwożnego oglądania się na „cenzurę”, wystarczy zaufać swojej empatii. Wtedy nie ma szans, żeby komuś celowo wyrządzić krzywdę.

Nie wiem jak Ty, ale ja mam całą tę poprawność polityczną tam, gdzie Słońce ma całodobowy zakaz wjazdu 🙂

 



 

Zobacz koniecznie te trzy petardy:

 
12 rzeczy, którymi sprawisz ludziom radość (za darmo i bez wysiłku)
 
Poruszający wywiad z Joszkiem Brodą
 
Historia o chłopcu, któremu urodziła się mama

 


 

Podobał Ci się ten tekst? Zrób mi maleńki prezent i zalajkuj mój fanpejdż na Facebooku:

 


 

A jeśli uważasz, że warto posłać ten tekst dalej, to:




Jak napisać bajkę dla swojego dziecka? [prosta instrukcja]

 


 

Wpis gościnny Marka Opaski.

 


 

Chcesz napisać bajkę dla dziecka, aby przekazać mu coś ważnego? To proste. Chcesz napisać bajkę dla dziecka i przy okazji dostać za to Pulitzera? To też będzie w miarę proste, ale będziesz do tego potrzebować zdecydowanie więcej czasu.

 


 

Bajka to historia. Historia to wydarzenie, czas, miejsce i bohaterowie.
Bajka to cel. Cel to pomysł, przesłanie, morał.
Bajka to słowa. Słowa to zdania, emocje i obrazy.
Bajka to magia. Magia to czas spędzony razem, uczucia i bliskość.
Bajka to życie. Życie to kosmos, codzienność, wzloty, upadki, ty i ja.

Tak w skrócie opisałabym, czym dla mnie jest bajka.

 


 

Nie musisz być Andersenem, Konopnicką czy Bajkowym Tatą/Mamą, aby tworzyć bajki

Musisz tylko kochać swoje dziecko najbardziej na świecie i chcieć mu przekazać coś wartościowego. Nauczyć go czegoś lub chociaż sprawić, że się uśmiechnie. To już będzie Twój sukces i wielka satysfakcja.

Myślisz, że nie umiesz pisać?

Uważasz, że nie potrafisz pięknie opisywać scen i wzbudzać emocji?
Twierdzisz, że aby stworzyć ciekawe historie, potrzebna jest jakaś tajemna wiedza?

Mówię, sprawdzam!

Tym artykułem chcę Ci uzmysłowić, że jedyne co jest trudne w napisaniu bajki, to naciśnięcie pierwszego klawisza lub napisanie pierwszego zdania. Potem wszystko już idzie łatwiej.

Poniżej przedstawiam Ci instrukcję w pięciu punktach, jak w łatwy sposób napisać dziecku bajkę.

 


 

Punkt 1. Zduś w sobie perfekcjonizm

Postaw na relacje z dzieckiem, a nie na poprawne formy gramatyczne, przecinki, barwne przymiotniki.

Bajka nie musi być długa, zwłaszcza ta pierwsza. Bajka ma płynąć z Twojego serducha. Poza tym, zapytaj kilkuletniego dziecka co to jest przymiotnik?!

Otwórz swój umysł, a dasz radę napisać bajkę dla swojego dziecka w kilka chwil.

Przykład:

Ala się skaleczyła bo chciała ostrzyc swoją lalkę ale nie wiedziała że nożyczki są ostre i mogą sprawić jej ból.

Można to napisać prosto, trochę za długo i bez przecinków, a dziecko i tak zrozumie, że zabawa z nożyczkami może się źle skończyć. To o zrozumienie sensu bajki chodzi, a nie o poprawność gramatyczną.

 


 

Zapisz się na newsletter z pomysłami na książkę dla dzieci + poradami dla pisarzy!

Przykładowy newsletter nr 1

Przykładowy newsletter nr 2

Kliknij poniższy przycisk i podaj swój adres mailowy:

 


 

Punkt 2. Znajdź ulubione

Najłatwiej jest przekazać dziecku pewną naukę jeśli będzie ono mogło identyfikować się z bohaterem bajki.

Oczywiście możesz użyć jakiegokolwiek bohatera, realnego lub wymyślonego. Pomyśl jednak, czy bardziej dotrze do Ciebie wiadomość, którą opowie twój ulubiony superbohater czy postać, którą jeszcze mało znasz?

Jeśli piszesz tylko dla swojego dziecka i nie zamierzasz nigdzie tej bajki wydawać, nie przejmuj się, że nie masz praw autorskich do znanych postaci.

Chcesz napisać nową historię Kopciuszka, gdzie głównym bohaterem będzie Twoje dziecko? Napisz!


Kopciuszek sięgnął po nożyczki, by udoskonalić swoją suknię balową. Ala trzymała suknię napiętą, aby równo przeciąć materiał. Nagle Kopciuszek krzyknął delikatnie, a biała, satynowa suknia zabarwiła się na różowo.
 
Okazało się, że Kopciuszek trzymał palec za blisko linii, którą podążały nożyczki i jedno z ramion ostrego narzędzia zostawiło na jej palcu bolesną pamiątkę. Ala zrozumiała wtedy, że do nożyczek należy podejść z dużą ostrożnością.

 


 

Punkt 3. Znajdź cel

Zanim zaczniesz pisać dziecku bajkę, pomyśl. Zastanów się co chcesz dziecku przekazać.

Nie musi to być od razu tajemnica życia i śmierci. Wystarczy prosty morał albo informacja.

Pamiętaj, że dziecko pojmie pewne rzeczy w bajce o wiele lepiej niż gdybyś stanęła przed nim i wygłosiła nawet najlepszy wykład rodzicielski.

Powód i cel bajki to może być coś prostego jak na przykład potrzeba mycia rąk, powstrzymanie się od agresji wobec rodzeństwa czy utrzymywanie porządku w domu.

Możesz do dziecka powiedzieć: „Nie wolno bić brata!” albo „Czemu znów zniszczyłaś zabawkę siostry?!”

Możesz też stworzyć krótką bajkę w stylu:


Ala miała piękną lalkę z długimi, ciemnymi włosami. Jej siostra Zosia miała identyczną. Pewnego dnia Ala bardzo zezłościła się na siostrę, ponieważ ta piła kakao z jej ulubionego, różowego kubka.
 
Ala postanowiła ukarać siostrę. Pewnego dnia wyjęła z kuchennej szuflady nożyczki i udała się do ich wspólnego pokoju, aby uszkodzić lalkę siostry. Gdy zabawka została pozbawiona włosów, do pokoju weszła Zosia. Jak tylko zobaczyła co się stało, cała jej twarz pokryła się łzami i dziewczynka rzuciła się na łóżko zakrywając głowę poduszką.
 
Twarz Ali wskazywał początkowo na zadowolenie z dokonanej zemsty, ale gdy zobaczyła, jak jej kochana siostra cierpi z tego powodu, od razu zrzuciła fałszywy uśmiech z twarzy. Chwilowe zadowolenie nie było warte przykrości, jaką sprawiła bliskiej osobie. Swojej najlepszej przyjaciółce, z którą od siedmiu lat dzieliła pokój.
 
Chwyciła swoją lalkę, pobiegła do siostry, mocno ją przytuliła i powiedziała: „Przepraszam! Głupio wyszło. Powinnam znaleźć inny sposób na wyładowanie złości. Możesz wziąć moją lalkę.

Przyznaj teraz, czy lepiej stworzyć krótką bajkę, czy skomentować zachowanie jednym oskarżycielskim zdaniem?

Oczywiście nie za każdym razem i nie w każdej chwili mamy czas i nerwy, aby pisać bajkę. Można jednak wybrać z życia najtrudniejsze sprawy czy emocje i napisać kilka uniwersalnych treści.

 


 


 


 

Punkt 4. Opowiadaj i nagrywaj

Wiesz od czego zaczynałem tworzenie bajek?

Bywały wieczory, gdy nie miałem książki pod ręką, a mój starszy syn domagał się opowieści na dobranoc, bez której nie mógł zasnąć.

Wtedy nie miałem innego wyjścia jak tylko stworzyć coś na poczekaniu. Na przykład „Król Materac i Królowa Szafa w wielkim mieszkali domu…”. Pomysły brałem z otoczenia, dosłownie ;).

Problem był w tym, że gdy dana bajka naprawdę mi wyszła i zaciekawiła syna, była trudna do dokładnego odtworzenia następnym.

Brałem wtedy telefon i nagrywałem swoje „wypociny”. Gdy bajka się sprawdziła przepisywałem później główne sedno historii na papier. Najczęściej ten elektroniczny.
 
Plusy takiego rozwiązania:
– Dziecko samo może podpowiedzieć dalszy ciąg lub bohaterów, gdy zabraknie Ci weny w trakcie opowiadania,
– Takie historie nie muszą mieć głębokiego przesłania, przede wszystkim mają bawić i śmieszyć dziecko,
– Jest przy tym mnóstwo pozytywnych emocji,
– Buduje to nowe połączenia w Twoim mózgu oraz zacieśnia więź z dzieckiem,
– Taka bajka tworzona „na gorąco” może być kosmicznie odstrzelona, o wszystkim i o niczym, a i tak będzie dobra, bo tworzona wspólnie 😉
 


 

Kurs pisania bajek / książek dla dzieci

 
Kurs online z osobistym mentorem!
 
https://maciejwojtas.pl/kurs-pisania-bajek-ksiazek-dla-dzieci/


 


 

Punkt 5. Utrudniaj i wprowadź emocje

Dziwny punkt, jak na sam koniec, wiem.

Chodzi mi tylko o to, że jak już przestaniesz myśleć o przecinkach, znajdziesz ulubione rzeczy dziecka, określisz cel, nie zapomnij trochę uprzykrzyć życia głównemu bohaterowi.

Nie komplikuj za bardzo historii, ale gdy wysyłasz bohatera w góry, niech czasem się poślizgnie. Gdy Ala ma się nauczyć obsługi nożyczek, niech delikatnie się skaleczy albo coś zniszczy, zamiast od razu naprawić.

Jak dziecko ma się nauczyć przechodzić przez jezdnię, niech w ostatniej chwili uniknie zderzenia z rowerzystą itd. itp.

Najlepiej się czegoś uczymy, gdy towarzyszą nam emocje.

Czy pamiętasz co robiłaś miesiąc temu o 8:15? Ja nie. Założę się, że ty też nie, chyba że dokładnie w tym czasie przeżywałaś duże emocje, jak na przykład przygotowanie do egzaminu, zwolnienie z pracy, awans, pierwszy krok Twojego dziecka.

Emocji w bajce często dostarczają nam trudności, jakie przeżywa bohater. Trudności, które na koniec pokażą dziecku rozwiązanie i naukę, jaka płynie z drogi do niego.

 


 

Podsumowując

Pisz prosto.

Od czasu do czasu dorzuć jakiś przymiotnik. Określ co chcesz dziecku przekazać, czego ma się nauczyć z tej opowieści. Na początku otaczaj się światem i bohaterami z bajek, które dziecko już zna.

Jeśli nie lubisz pisać, nagrywaj najpierw swoje myśli, a dopiero potem je zapisuj.

Utrudniaj trochę życie i dojście do celu głównemu bohaterowi, aby wywołać w dziecku emocje, dzięki czemu lepiej przekażesz mu istotne elementy bajki.

Mam nadzieję, że po tym artykule pisanie bajki przyjdzie Ci z łatwością. Jeśli będziesz potrzebować pomocy, służę swoją wyobraźnią 😉

 


 

Gorąco zapraszam Cię na wyjątkowy kurs pisania!

 
https://maciejwojtas.pl/kurs-pisania-copywritingu/
 


 


 

Marek Opaska

 
Od trzech lat piszę bajki na zamówienie. Na blogu mam już prawie 80 rymowanek i opowiadań terapeutycznych, które pomagają dzieciom radzić sobie z trudnymi emocjami, wyśmiewaniem, czy niską samooceną.
 
Jeśli nie znajdziesz tam bajki dla siebie, opisz mi w mailu problem, a stworzę indywidualną bajkę tylko dla Twojego dziecka.
 
Piszę również bajkowe życzenia, podziękowania i wierszyki na różne okazje 😉
 
Zapraszam do kontaktu i lektury (oraz na darmowe audiobooki dla dzieci) na www.bajkowytata.com
 


 


 

 


 

Chcesz pokazać swoją bajkę szerszej publiczności?

Wrzuć mały fragment swojego tekstu tutaj.

Kto wie, może Twój tekst zainteresuje kogoś innego? Może wydawcę albo autora ilustracji? Może kogoś, kto tworzy słuchowiska albo nagrywa audiobooki?
 


 

Zapisz się na newsletter z pomysłami na książkę dla dzieci + poradami dla pisarzy!

Przykładowy newsletter nr 1

Przykładowy newsletter nr 2

Kliknij poniższy przycisk i podaj swój adres mailowy:

 


 




Chcesz w Polsce wyżyć z pisania? Rzuć wszystko i…

 


 

Wywiad z Tomaszem Węckim, twórcą bloga spisekpisarzy.pl i autorem poradnika „Jak napisać powieść”.

 


 

Zgodzisz się z tym, że znajdujemy się w takim miejscu w historii świata, w którym jeszcze nigdy tak wielu nie pisało, nie tworzyło – dla tak niewielu?

Nie, nie do końca.

Dlaczego?

Masz rację, jeśli chodzi o produkcję literatury – chyba nigdy ludzkość nie publikowała tak wielu książek w sytuacji globalnego zaniku czytelnictwa.

Bo wszystkie rozwinięte kraje mają z czytelnictwem jakiś problem, mniejszy lub większy. A mimo to populacja pisarzy rośnie.

To prawda.

Warto jednak spojrzeć szerzej na to, jak ludzie obcują ze słowem pisanym i z opowieściami w ogóle. Internet nie jest klasycznym medium pisma – to raczej medium obrazkowo-pisemne – ale działając w nim, musimy czytać i pisać.

Nie da się tylko klikać w ikonki czy siedzieć wyłącznie na YouTube. Zwłaszcza jeśli chcemy coś wyrazić czy znaleźć odpowiedź na swój problem.

Nie można skutecznie korzystać z internetu i nie czytać. Ja sam czytam każdego dnia więcej tekstów z sieci, niż wydrukowanych na papierze.

Podobnie z opowieściami.

Niby mamy mniejszą styczność z książkami, ale kiedy pojawi się nowy sezon ulubionego serialu, potrafimy pochłonąć go w jedną noc.

Dzięki grom komputerowym rozwijają się formy narracji wcześniej praktycznie nieznane. Nawet spece od marketingu chcą nas przekonywać do konsumpcji za pomocą storytellingu.

Nie musimy czytać książek, żeby zdobyć wiedzę lub rozrywkę wcześniej dostępne tylko dzięki nim. Więc czytamy mniej książek.


Ciągle jednak potrzeba ludzi, którzy potrafią władać słowem i opowieścią, być może teraz bardziej niż kiedyś. Opowieść i słowo są dosłownie wszędzie.

 


 

Co więc czeka nas w przyszłości, jeśli to tempo przyrostu tekstów (dzieł) zostanie utrzymane? Czy w tej materii istnieje jakiś krytyczny punkt, po przekroczeniu którego wszystko zacznie się cofać? Coś na podobieństwo teorii, w której Wszechświat rozszerzać się będzie tylko do pewnego momentu, a potem zacznie się kurczyć.

Kiedy przestaniemy potrzebować słów, przestaniemy potrzebować i pisarzy – wtedy rzeczywiście zauważysz, że ich liczba spada. Na razie ten biznes ma się świetnie. No chyba że martwisz się wyłącznie o los przemysłu wydawniczo-księgarskiego.

Raczej nie będę po nim płakał.

On faktycznie jebnie. Niektórzy powiedzieliby, że już jebnął i trzyma się w pionie tylko siłą inercji.

 


 

Jak zatem przebić się przez te miliardy słów pisanych w tej właśnie sekundzie przez naszych konkurentów? Jak dać o sobie znać potencjalnym czytelnikom?

Pytasz o skuteczną promocję.

Tak.

Powiem prosto.


Pisz ze szczerą intencją, aby rozwiązać problem czytelnika, albo chociaż poprawić mu dzień. Wtedy Twój tekst będzie mieć wartość nie tylko dla Ciebie. A kiedy już masz takie dzieło – wyskakuj z nim z każdej lodówki.

 


 

 


 

Myślisz, że każdy może zostać spełnionym pisarzem? A jeśli nie każdy, to kto ma na to największe szanse?

Aha, emfaza. Czyli zgadzasz się, że każdy może zostać pisarzem. Kiedy zaczyna się spełniony pisarz?

Nie mam bladego pojęcia…

 


 

A propos „pisarzowania”: czy warto tworzyć w oderwaniu od oczekiwań czytelników, trendów rynkowych i tym podobnych?

Czy lepiej pójść śladami Henry’ego Forda i zaoferować ludziom coś, czego raczej się nie spodziewają? Ford powiedział kiedyś, że gdyby zapytać ludzi, czego chcą, poprosiliby o szybsze powozy (dlatego zaoferował im samochód na każdą kieszeń).

No to Ford wyraził to dość trafnie. Czytelnik nie wie, czego chce – wręcz w oczekiwaniach często wpisze „zaskocz mnie”. A z drugiej strony, ma już określone potrzeby i spodoba mu się to, co jakoś w nie trafia.


Kłopotem dla pisarza jest identyfikacja tych potrzeb. I tu można, moim zdaniem, iść dwiema drogami.

Albo orientujesz się na to, co wiadomo o rynku, czyli małpujesz dzieła, które już odniosły jakiś sukces.

Albo orientujesz się na to, co Cię ciśnie, licząc jednocześnie, że podobne ciśnienie istnieje w innych ludziach – a więc że Twoja książka będzie wentylem dla wszystkich.


Żadna z tych strategii nie jest niezawodna. Naiwnym wydaje się, że pierwsza lepiej rokuje, ale to nie jest prawda.

Nigdy nie masz pewności, że małpujesz akurat te rzeczy, które najbardziej kręcą czytelników – albo które jeszcze im się nie przejadły.

 


 

Zmieńmy na chwilę temat. Gdzie mieszkałeś wcześniej, a gdzie mieszkasz teraz? Jak opisałbyś te dwa miejsca w możliwie najbardziej malarski sposób?

Malarski?

Wcześniej miałem wokół siebie szarość murów, grafity i granaty asfaltów, brąz rozdeptanego trawnika; powierzchnie płaskie lub wręcz odbijające światło; geometryczne formy, rozłożone na obrazie w powtarzających się wzorcach; krzykliwe kolory reklam i murali, kontrastujące z monotonnym tłem; światło rozproszone lub rzucane z kilku kierunków naraz.

Teraz: odcienie zieleni lub brązu, kremowy piasek, czerń ziemi, granat wody; rozmyta szarość mgły. Światło niemal wyłącznie naturalne, chyba że po zmroku – wtedy z nielicznych lamp, punktowo. Formy zmienne, ruchome, fraktalne, z łatwością układające się na zasadzie pareidolii: w twarz patrzącą spomiędzy liści, w postać znikającą za pniem drzewa. Głębokie cienie za taflą soczystych kolorów. Niezakłócona ciemność nocy.

Bajeczny opis!

 


 

Mam nadzieję, że nie jest to niedyskretne pytanie: dlaczego właściwie rzuciłeś wszystko i zamieszkałeś na wsi?

Bo miałem dosyć. Nie wiem jak to nazwać, wypalenie, kryzys wieku, co kto woli.

Znam to parszywe uczucie.

W pewnym momencie zrozumiałem, że to, co robię, jest bez sensu. Czytaj: nie po to tu jestem. Marnuję czas, którego już nie odzyskam.

 


 

Muszę zapytać Cię o te słowa z Twojego bloga:

Trzy lata temu robiłem „ważne rzeczy” dla wielkiego biznesu, zarabiałem bardzo przyzwoicie, ale też wydawałem nieporównanie więcej niż teraz. Pomimo tego, że moja praca była tak istotna – korzystała na niej garstka bogatych kolesi. Zwykły człowiek uznałby ją za coś zbędnego.

O jaką pracę chodziło? I czy miarą sensowności pracy jest to, ile osób będzie miało z niej pożytek?

Pisałem różne teksty „dla firmy”. Głównie dokumentacje techniczne i projektowe, materiały szkoleniowe, czasem coś związanego z PR. Wszystko po angielsku.

A sensowność pracy mierzę tym, jaki sam mam z niej pożytek. Po prostu tak się składa, że osobiście wolę robić coś, co może spowodować prawdziwą zmianę; pomóc komuś, kto tej pomocy faktycznie potrzebuje.

 


 

Sam nie miałem z tego satysfakcji, poza dumą z dobrze wykonanego zadania. Więc chodziło głównie o kasę, którą i tak rozpierdalałem na głupoty. W zamian za tę przyjemność musiałem poświęcać do 12 godzin dziennie, aby realizować cudzą agendę.

Czy nie kusiło Cię, żeby nadal robić to wyłącznie dla pieniędzy, a po godzinach rzucać się do tworzenia tego, co naprawdę kochasz?

Tak, kusiło mnie na tyle, że minęły dwa lata, zanim wyniosłem się z miasta. W tym czasie robiłem dokładnie to, co sugerujesz. Moje konto miało się dużo lepiej niż teraz, ale to jedyny pozytyw.


Człowiek ma ograniczony czas, energię i siłę woli – nie można równie dobrze robić wszystkiego naraz. Trzeba zdecydować, co jest ważne. A później tak zorganizować życie, żeby do tego dążyć.

Inaczej rozdrabniamy się na pierdoły; oddajemy swoją energię twórczą komuś innemu.


 


 

Mam ogródek, dzięki któremu oszczędzam kilka tysięcy w skali roku na warzywach. Z lasu każdego roku wynoszę około tysiąca złotych w grzybach, borówkach i ziołach.

Ogrzanie mojej chaty nigdy nie kosztowało więcej niż 1600 za cały sezon. Mam studnię, przez co za wodę nie płacę nic. Robię własne sery, piekę własny chleb. Dwie osoby mogą żyć w takich warunkach za tysiąc złotych miesięcznie – choć liczę średnio 1500 na poczet napraw i niespodziewanych wydatków.

Wszystko, co zarobię ponadto, mogę odłożyć na konto oszczędnościowe albo zainwestować. Ale przede wszystkim, nie muszę zarabiać więcej. I właśnie to – że nie muszę – kompletne zmieniło moje życie.

Na czym polegała ta zmiana? Co zmieniło się jako pierwsze, a co jeszcze czeka na swój czas?

Zmiana spowodowana tym, że nie muszę harować jak wół na spłatę wszystkich rachunków? No wiesz… najpierw zorientowałem się, że mogę mieć weekend przez cały tydzień!

Łatwo się do tego przyzwyczaić, czego nie polecam. Twórca jest twórcą dopiero, kiedy tworzy. Więc to byłaby pierwsza duża zmiana: że musiałem nauczyć się innej organizacji czasu, innego podejścia do swojej pracy.

W sumie ciągle nie osiągnąłem takiego poziomu, jakbym chciał – nie piszę, na przykład, powieści co rok. Najwyraźniej właśnie to czeka na swój czas.

Na bardziej intymnym poziomie – zmiana otoczenia i warunków bardzo pomogła mi przemyśleć różne sprawy, zrewidować poglądy, zmierzyć się z tym, przed czym uciekałem jeszcze od dzieciństwa.

Krótko mówiąc: wyrzucić z głowy śmieci i zamienić je na coś pożytecznego. Nadmiar wolnego czasu tak właśnie działa – o ile człowiek nie postanowi go zmarnować na narkotyczny ciąg rozrywek.

 


 

Napisałeś na blogu, że kreatywność to kwestia nastawienia, a nie talentu. Jak to dzieje się w Twoim przypadku? Jak „nastawić się” na bycie kreatywnym? Guzik z jakim napisem trzeba najpierw wcisnąć?

OK, ale moja metoda jest moja. To nie znaczy, że nie zdradzę jej, bo jest tak zarąbiście skuteczna. Po prostu – nie ma szans, żeby zadziałała dla kogoś innego poza mną.

Podejrzewam, że nikt nawet nie zrozumie, o czym mówię. Właśnie to jest trudność: żeby znaleźć coś, co faktycznie działa dla Ciebie. Coś Twojego. Coś, co Cię uruchamia.


Jeśli musiałbym doradzać, to raczej ogólnie. Znajdź czas na spokojną kontemplację. Bądź jak najbardziej otwarty na swoje wnętrze – na to, co do Ciebie przychodzi.

Nie wartościuj, nie kombinuj („czy to się opłaci?”), nie uciekaj. Uczciwie przyznaj, jeśli coś Cię kręci – nawet jeśli to trochę żenada.

Bądź po prostu prawdziwy, przynajmniej sam wobec siebie, i staraj się dostrzec jak najwięcej z tego, czym jesteś. Poza tym, postaraj się o kontakt z przyrodą.

I nie bój się cieni, bo akurat twórcy nie wypada.


 


 

Twierdzisz, że umiejętności pisarskie to kwestia treningu, a nie wrodzonej magii. W jaki sposób najlepiej trenować tę sztukę? Od czego radzisz zacząć? Jak sam to robisz?

Uf, no temat rzeka! Ale ej, sam dobrze wiesz, że najlepsza metoda na trening pisarski to pisać. A później weryfikować efekty, rzucając tekstem w ludzi.

Zgadzam się!
 


 

Wiara w talent literacki wpędza w złudzenia. Najgorszym z nich jest przekonanie o wyjątkowości osób trudniących się pisaniem.

Odnośnie wyjątkowości: dlaczego świat z taką uwagą słucha się artystów / celebrytów wypowiadających się na tematy polityczne? W czym pisarz / piosenkarz / tancerz jest w tej materii lepszy od powiedzmy lekarza czy kierowcy autobusu?

Wychodzimy z założenia, że skoro ktoś odniósł sukces, to musi być inteligentny, a skoro jest inteligentny, to rozumie więcej niż statystyczny Polak.

To, plus taki już los celebryty, że musi się pokazywać przed kamerą, inaczej przestaje mieć znaczenie. W tej pozycji każdy wyskakiwałby przed szereg z dowolną opinią.

 


 

Zastanawiałeś się kiedyś, kim jest Twój czytelnik (bloga, ale i książek)? Gdybyś miał stworzyć „portret pamięciowy” takiej osoby, co by się w nim znalazło?

Wiesz, mam statystki, które malują ten obraz za mnie. Spisek Pisarzy czytają głównie kobiety w wieku od 18 do 36 lat, aktywne czytelniczki z ambicjami twórczymi, zainteresowane kulturą również w szerszym kontekście.

Ale powiem Ci szczerze, że gdyby Google i Facebook nie zbierały za mnie tych danych, nawet bym się nie zastanawiał. No dobrze, może w specyficznych sytuacjach, jak celowanie reklam, jest to przydatne.

Nie wyobrażam sobie jednak „idealnego czytelnika” podczas pisania, ani nie kieruję swoich tekstów do „dominującej demografii”. Tworzę dla wszystkich, którzy chcą mnie wysłuchać – a więc orientuję się tylko na to, co mam do powiedzenia.

 


 

Jak wygląda pisanie powieści czy generalnie dłuższej formy – kiedy początkiem całego procesu jest zdjęcie znalezione na Instagramie? Co dzieje się później, w następnych etapach?

Odnosisz się chyba do tekstu Angeli, który jakiś czas temu wrzuciliśmy na Spisek.

Tak, tak.

Przy długich formach w ogóle musisz się nastawić na pracę przez kilka miesięcy, jeśli nie przez rok lub dłużej. Pojedyncza inspiracja nie przetrzyma takiego czasu.


Z tym zdjęciem najlepiej więc zrobić tak, że dodajesz je do referencji, zbierasz jeszcze trochę podobnych inspiracji, a później (byle nie zbyt późno!) siadasz nad nimi – i próbujesz wyczaić, do jakich krain Cię prowadzą.

Albo: jak dane zdjęcie pasuje do reszty układanki. Idealnie, jeśli po takiej sesji można już sobie zanotować coś konkretnego w kajeciku. Na przykład, sformułować motyw albo oś konfliktu.


 


 

I ostatnie pytanie: kto NIE powinien przeczytać Twojego poradnika „Jak napisać powieść”?

To nie jest książka dla mędrków, którzy wiedzą wszystko, a więc nowej wiedzy nie cierpią, bo przecież skoro wcześniej jej nie znali, to musi być nieprawdziwa.

Mam nawet empiryczny dowód, że mój poradnik to najgorszy prezent dla kogoś takiego – wszystkie negatywne opinie, które otrzymałem, pochodzą od ludzi, którzy go ocenili przed przeczytaniem…

W takim razie, kto powinien sięgnąć po niego choćby dziś? I jak ma to zrobić? Gdzie można go kupić?

Przyda się każdemu, kto chce zrozumieć i zorganizować pracę nad powieścią. Napisałem go zresztą, żeby sprowokować czytelników do własnych przemyśleń nad procesem pisarskim – więc przyda się nawet doświadczonym twórcom, którzy chcą zweryfikować swoje nawyki.

Na pewno nikt inny w Polsce nie pisał tak trzeźwo o przemianie bohatera i o konstruowaniu fabuły.

Brzmi to jak przechwałka, ale niestety wiem, o czym mówię – zanim zabrałem się do pracy, zrobiłem szerokie rozeznanie wśród poradników dostępnych po polsku. I wyszło na to, że mamy naprawdę dużo do nadrobienia.


 
Poradnik „Jak napisać powieść?” można dostać na mojej stronie: jaknapisacpowiesc.pl – a każdemu, kto złoży zamówienie, polecam wpisanie kodu MACIEJ na darmową wysyłkę.
 

 


 

Miejsca, które musicie odwiedzić:

Poradnik pisarski: www.jaknapisacpowiesc.pl
 
Grupa Spisku na FB: https://www.facebook.com/groups/659632377866239/
 
Spisek Pisarzy: www.spisekpisarzy.pl
 
Nowy blog lifestylowy dla dziwnych: www.dziwniludzie.pl

 


 

Zapraszam Cię na kurs:

DARMOWY kurs copywritingu oraz kreatywnego pisania (newsletter)


 


 

Warto zobaczyć również:

Niezwykły wywiad z Joszkiem Brodą: https://maciejwojtas.pl/joszko-broda

 


 




Jak napisać książkę dla dzieci, żeby ktoś chciał ją wydać?

 


 

Napisanie dobrej i ciekawej książki dla dzieci jest wyzwaniem, ale to nie najtrudniejsza część pracy.
 
Może zdarzyć się tak, że książka jest naprawdę bardzo dobra, a nikt nie będzie chciał jej wydać.

 


 

Wpis gościnny Moniki Kamińskiej, autorki książek dla dzieci.

 


 
Mam opublikowane dwie książki dla dzieci, na dwie kolejne podpisane umowy, prowadzę rozmowy z kilkoma wydawcami, ale dopiero niedawno odkryłam, dlaczego część moich książek nadal kurzy się na dysku i nikt nie chce ich opublikować.

Chciałabym podzielić się Wami kilkoma informacjami, które zwiększą Wasze szanse na wydanie książki dla dzieci.

 


 

Pojedyncza książka, seria czy zbiór opowiadań?

Na rynku jest mnóstwo krótkich książek dla dzieci, pojedynczych tytułów, które nie nawiązują do siebie, nie stanowią serii i łączy je tylko nazwisko autora.

Pomyślałam, że ja też kilka takich napiszę. Napisałam, wysłałam i… nic.

Wydawnictwo z którym współpracuję nie było zainteresowane, inne też nie, chociaż dostałam kilka razy odpowiedź, że teksty są bardzo dobre i życzą powodzenia.

Nie rozumiałam, o co chodzi.

Dopiero podczas rozmów z wydawcami dowiedziałam się, w czym tkwi problem. Mianowicie właśnie w tym, że były to pojedyncze, krótkie pozycje.


 
Dużo lepiej sprzedają się serie takich krótkich książek (taką właśnie wydaję), albo grubsze zbiory opowiadań.
 
Takie pozycje łatwiej sprzedać, bo pojawienie się nowej książki z serii napędza też sprzedaż poprzednich, a z kolei zbiory opowiadań są często chętniej kupowane niż jedna krótka książka za dwadzieścia czy trzydzieści złotych.
 
Dlatego jeśli macie pojedynczą, krótką historię dobrze by było, żebyście w momencie wysyłania propozycji mieli już kilka podobnych książek gotowych.
 
Nawet jeśli nie w ostatecznej wersji, to przynajmniej w zarysie. Albo od razu zaplanujcie zbiór opowiadań czy dłuższą książkę z jedną linią fabularną.
 

 


 

Grupa docelowa

Wielu pisarzy to „odkrywcy”, czyli osoby, które nie mają planu na historię i nie wiedzą, dokąd bohaterowie ich poniosą.

Tę zasadę stosują też osoby piszące książki dla dzieci i na przykład zasiadając do tekstu, nie wiedzą nawet, dla jakiej grupy wiekowej będzie dana książka.

Sama jestem pisarzem „odkrywcą”, ale zawsze już na początku staram się określić, dla dzieci w jakim wieku piszę. Zależy od tego bardzo wiele i oczywiście można to potem zmienić i poprawić, ale sami stwarzamy sobie wtedy więcej pracy.

To, do jakiej grupy wiekowej kierujemy książkę narzuca nam często kilka parametrów tekstu: długość, stopień skomplikowania fabuły i używanego języka, wiek i zachowanie bohaterów, poruszana problematyka.

Zupełnie inaczej będzie wyglądała książka dla trzylatka i dla dziesięciolatka, nawet jeśli tematyka będzie podobna.

Do jednej i drugiej grupy wiekowej możemy skierować książkę o asertywności, nieśmiałości, ekologii, miłości do zwierząt itd., ale jednak będziemy musieli podejść do wybranego tematu w kompletnie inny sposób.


 
Dlatego uważam, że najlepiej od razu ustalić, dla jakiej grupy wiekowej piszemy książkę.
 
To bardzo ułatwi nie tylko tworzenie, ale też szukanie wydawcy. W każdej propozycji wydawniczej musicie podać wiek potencjalnych odbiorów.
 
Oprócz tego należy też dobrać odpowiednio wydawnictwa do wieku dzieci dla jakich piszemy.
 
Są wydawnictwa, które wydają książki tylko dla przedszkolaków, a są i takie, które wydają tylko tytuły dla starszych dzieci i młodzieży.
 

 


 

Czy książka dla dzieci musi czegoś uczyć

Nie, nie musi.

Na rynku jest naprawdę cała masa książek dla dzieci, które są czysto rozrywkowe, zabawne,w których nie ma jakiegoś głębszego przesłania.

Tak naprawdę to od autora zależy, jaki typ książek chce pisać: poruszające jakiś problem, pomagające w czymś dziecku, uczące czegoś, czy takie dla czystej przyjemności czytania.

Oba rodzaje książek mają swoich fanów, więc tutaj najlepiej iść w to, w czym lepiej się czujemy.

Ale warto pamiętać, że pisząc dla dzieci, bierzemy na siebie pewną odpowiedzialność.

Dzieci często przejmują zachowania bohaterów książek, uznają je za wzór albo zwyczajnie lubią bohatera i chcą go naśladować.

Wynoszą z książek wartości i chcąc nie chcąc i tak jakoś na nie wpływamy, nawet jeśli nie napiszemy książki mającej z założenia czegoś nauczyć.

Dlatego warto zastanowić się nad wszystkim, co piszemy i pomyśleć, jak mogą to odebrać dzieci. U starszaków to już aż tak mocno nie działa, ale u przedszkolaków ten wpływ książek może być znaczący.
 


 

Kurs pisania bajek / książek dla dzieci

 
Kurs online z osobistym mentorem!
 

Kurs online: pisanie bajek / książek dla dzieci



 


 

 


 

Kurs pisania bajek / książek dla dzieci

 
Kurs online z osobistym mentorem!
 

Kurs online: pisanie bajek / książek dla dzieci



 


 

Ilustracje

Wiele osób pyta, czy wysyłając do wydawcy propozycję książki dla dzieci musi mieć też ilustracje. No więc nie, nie musicie.

Sam tekst stanowczo wystarcza. To wydawnictwo zajmuje się szukaniem ilustratora już po zaakceptowaniu książki. Często wydawnictwa preferują jakichś ilustratorów lub styl ilustracji i wysyłając im coś zupełnie innego, możemy sobie strzelić w kolano.

Nie warto też wysyłać ilustracji zrobionych na szybko, przeciętnych, bo to może tylko zaszkodzić.

Ale jeśli ktoś ma oprócz talentu pisarskiego także malarski, to czemu nie! Wydawnictwo pewnie skusi się na gotowy już, dobrej jakości produkt. Oczywiście o ile i tekst, i ilustracje im się spodobają.

Zrobiłam taki eksperyment i poprosiłam troje ilustratorów, aby zrobili kilka ilustracji do moich tekstów, a potem razem wysłaliśmy to do wydawnictw.

Ilustracje były naprawdę genialne, każda z tych osób ma swój styl, który pasował do tekstu, a mimo to, nie udało nam się znaleźć wydawcy na żadną z nich. Dwie wzbudziły zainteresowanie wydawców, ale ostatecznie i tak nic z tego nie wyszło.

To był mój eksperyment i dodatkowe ryzyko, które podjęłam (bo wydawcom musiały się spodobać dwie rzeczy zamiast jednej), ale nie żałuję.

Przynajmniej przekonałam się, jak to działa i że moją szansą jest po prostu dobry, dopracowany tekst. I to powinno wystarczyć.

 


 

Monika Kamińska

Link do mojej strony: http://www.monikakaminska.com.pl/
Fanpage: https://www.facebook.com/monikakaminskapisarka/


 


 

Kurs pisania bajek / książek dla dzieci

 
Kurs online z osobistym mentorem!
 

Kurs online: pisanie bajek / książek dla dzieci



 


 




Jak prowadzić bloga, kiedy wszyscy cię ignorują? [10 porad]

 


 

Ten schemat powtarza się praktycznie za każdym razem.

 


 

Najpierw jest euforia,

bo w końcu masz swoje miejsce w internecie. W głowie kłębią Ci się miliony tematów czekających na opisanie. Tyle rzeczy jest do sfotografowania, nagrania czy nakręcenia!

Nie możesz się doczekać chwili, w której świat wreszcie o Tobie usłyszy.

 


 

A potem przychodzi załamanie,

bo po paru tygodniach albo miesiącach okazuje się, że nikt na Ciebie nie czeka i nigdy nie czekał.

Gorzej: dochodzi do Ciebie, że nikt nie zauważyłby, gdyby Twój blog czy inne medium dziś wieczorem definitywnie zniknęło z powierzchni sieci.

 


 

Co robić, żeby zbyt szybko się nie poddać?

1)

Po pierwsze: musisz wiedzieć, że kryzysy wśród twórców, również tych internetowych, to codzienność. To coś tak naturalnego i częstego, że bardziej powinno Cię zmartwić to, że takie momenty do tej pory omijały Cię szerokim łukiem.
 

2)

Po drugie: kryzys, choć samo słowo brzmi dość dramatycznie, jest czymś dobrym. To czas, w którym możesz przegrupować siły, spojrzeć na wszystko z dystansu. Popatrzeć na to (co jeszcze wczoraj kochałeś zupełnie bezwarunkowo) chłodnym i rzeczowym okiem.
 

3)

Po trzecie i chyba najważniejsze: daj sobie czas.

Nie oczekuj natychmiastowych efektów. Pisząc „natychmiastowych” mam na myśli kilka miesięcy, rok, dwa, trzy.

Wiem, że wizja dokładania do interesu przez najbliższe trzy lata wydaje się okrutna, ale lepiej być realistą i mile się rozczarować, niż zbytnim optymistą, który raz po raz zderza się ze ścianą.
 

4)

Po czwarte: założę się, że to, co teraz tworzysz, wydaje Ci się świetne, rewelacyjne, błyskotliwe, a przynajmniej bardzo dobre.

Dlatego tak bardzo frustruje Cię fakt, że o wiele słabsze rzeczy opublikowane u bardziej znanych twórców cieszą się tam nieporównanie większym uznaniem.

Prawda jest taka, że owszem, pojedyncze rzeczy mogą wychodzić Ci nieźle. Tym jednak, co odróżnia Cię od weteranów, jest to, że brak jest w Twoich poczynaniach regularności i powtarzalności.

A to właśnie one są magnesem przyciągającym fanów.

To obietnica tego, że praktycznie za każdym razem dostaną na czyimś blogu / vlogu / podcaście coś naprawdę na poziomie sprawia, że ludzie chętnie garną się do takiego twórcy.

(To oczywiście jeden z wielu czynników, ale mam wrażenie, że kluczowy).

Dobra wiadomość jest na szczęście taka, że jeśli widzisz, że wychodzą Ci już pojedyncze strzały, to znaczy, że od tej pory może być już tylko lepiej.

Masz ogromną szansę na to, że kiedy nauczysz się łapać flow, wpadać w rytm tworzenia i odnajdywać gorące tematy, to każda Twoja kolejna rzecz będzie lepsza od poprzedniej.

W najgorszym razie – tak samo dobra.
 

5)

Po piąte: zadbaj o nieustanny progres. Wprowadzaj codziennie chociażby jedną małą zmianę, jakieś drobne ulepszenie, modyfikację. Stosuj metodę małych kroków, a nie gwałtownych rewolucji.

Wracaj do starych tekstów i szlifuj je. Nie bój się wyrzucać całych akapitów i skracać zdań. Skup się na tym, żeby Twoje teksty były maksymalnie zrozumiałe dla każdego.
 

6)

Po szóste: nie bój się eksperymentów. Testuj nowe rozwiązania. Nie masz w zasadzie nic do stracenia, a wiele do zyskania.
 

7)

Po siódme: mierz wszystko, co można zmierzyć. Obserwuj zachowania swoich czytelników. Śledź dostępne statystyki: tam znajdziesz najbardziej precyzyjną odpowiedź na pytanie, co ludzi faktycznie kręci.
 

8)

Po ósme: pisz o tym, co naprawdę interesuje innych ludzi. Banał? Wcale nie! Zaskakująco wielu twórców nie bierze tego w ogóle pod uwagę.

(Na marginesie: ludzie uwielbiają czytać o sobie. We wszystkim, co klikają, szukają przede wszystkim zaspokojenia swoich potrzeb, swoich interesów. Są więc w pewnym sensie egoistami, ale nie ma w tym nic zdrożnego.

Dlatego jeśli już musisz napisać swoją historię, zrób to tak, żeby mogli ją odnieść właśnie do siebie, do swojej sytuacji życiowej).
 

9)

Po dziewiąte: a nawet jeśli nic nie wypali, jeśli cała para pójdzie w gwizdek, to i tak na tym wygrasz. Zdobędziesz bezcenne, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie i wiedzę pochodzącą z „pierwszej linii frontu”.
 

10)

I jeszcze jedno. Tak samo, jak nie każdy musi mieć maturę, a potem iść na studia, tak samo nie każdy może / powinien być blogerem lub innym twórcą internetowym.
 
Jednym pisanie jest pisane, innym nie.
 


 

Oferta: prowadzenie bloga firmowego

Drogi Kliencie, jeśli interesuje Cię prowadzenie blogów firmowych, skontaktuj się ze mną:
 



     


     




    Jak zarżnąć dobrze prosperującą grupę na Facebooku? [13 porad]

     


     

    Jak nie prowadzić grupy na FB? Dobre pytanie. Istnieje masa poradników dotyczących prowadzenia i rozwijania grup na Facebooku. Nie spotkałem jednak żadnego, który opisywałby, jak roztrwonić kapitał, jakim jest tego rodzaju społeczność.

     


     

    Jeśli więc chcesz koncertowo spieprzyć to, w co włożyłeś mnóstwo czasu, koniecznie zastosuj się do poniższych zaleceń. Działają wyśmienicie. Na pewno Cię nie zawiodą.

     
    1)
    Poświęcaj coraz mniej czasu swojej grupie. W zasadzie już samo to powinno załatwić sprawę.

     
    2)
    Działaj bez planu, pomysłu, strategii. Stosuj metodę „jakoś to będzie”. Improwizuj na okrągło.

     
    3)
    Wrzucaj zbyt dużo postów, zwłaszcza tych o niczym. Nie ma to jak zasypać ludzi pierdołami. Na pewno się ucieszą.

     
    4)
    Nie udzielaj się w grupie. Niech jej członkowie myślą, że prowadzi się sama i że nikt jej nie kontroluje.

     
    5)
    Wrzucaj mało angażujące posty, na przykład linki do artykułów znalezionych w internecie, bez słowa Twojego autorskiego komentarza.

     
    6)
    Zadawaj pytania, które mało kogo obchodzą.

     
    7)
    Toleruj w swojej grupie ludzi, którzy wprowadzają w niej złą atmosferę.

     
    8)
    Opowiadaj się po stronie jednych członków grupy, ignorując drugich.

     
    9)
    Bądź stronniczy w swoich sądach.

     
    10)
    Stopniowo zmniejszaj częstotliwość postów. Facebook na pewno to zauważy i doceni Twoje starania, skutecznie zmniejszając Ci zasięgi.

     
    11)
    Wrzucaj posty nie związane w żaden sposób z tematyką grupy.

     
    12)
    Obiecuj różne rzeczy członkom grupy, a potem nie dotrzymuj słowa.

     
    13)
    Wrzucaj co chwilę posty z linkami do Twojego bloga / profilu / kanału.

     


     

    Co jeszcze można dodać do tej listy? Masz jakiś pomysł? Wpisz go w komentarzu!

     


     




    Co zrobić, żeby Google obraziło się na twoją stronę, a czytelnicy umarli z nudów?

     


     

    Oto 5 trików, dzięki którym:

    • skutecznie zaszyjesz się na trzydziestej stronie wyników w Google
    • twoi czytelnicy po paru zdaniach zejdą z tego świata

     


     

    1) Wywołaj mdłości już na wstępie

    Weź głęboki wdech i przeczytaj ten akapit:

    Wyekstrahowanie polimorficznych koincydencji multiprotagonistycznego wyalieniowania kafkowskiego uniwersum społeczno-kulturalnego w końcowym stadium liryki XIX-wiecznych poetów flamandzkich, na które nakłada się często koherentne współuczestniczenie konwergentnych ograniczeń, nie jest zadaniem łatwym i prostym. W niniejszym artykule postaram się jednak skrótowo wytłumaczyć to arcyciekawe i niewątpliwie ze wszechmiar intrygujące zjawisko.

    Nie wiem, jak udało ci się przez to przejść, ale ja podczas pisania tych dwóch zdań trzy razy przysnąłem.

    To nic, że potem będzie ciekawie.  Że zaczniesz sypać dowcipami. Że wstawisz nawet najśmieszniejszy kawał na świecie (chociaż akurat ten poniżej jest naprawdę fajny):
     

     
    Jeśli początek tekstu będzie odstraszający – nikt normalny nie dotrwa do tego momentu.

     


     

    2) Przesyć tekst słowami kluczowymi albo nie dodawaj ich wcale

    Słowa kluczowe są jak sól, którymi przyprawia się zupę.
     

    Sytuacja nr 1:

    Może się zdarzyć, że do garnka wpadnie ci cała solniczka. Tak jak w tym tekście na stronę copywritera z Krakowa:

    Copywriter to człowiek wykonujący copywriting. Kraków to miasto copywriterów utrzymujących się z copywritingu, a małopolskie to województwo pełne copywriterów, których najwięcej jest ich w Krakowie – copywriterskiej stolicy copywriterów. Bo copywriting to coś więcej niż zawód copywritera. To styl życia copywritera utrzymującego się z copywritingu (w Krakowie, ale nie tylko).

     

    Sytuacja nr 2:

    Równie dobrze możesz w ogóle zapomnieć o posoleniu zupy.

    Zobacz tekst pozbawiony powtarzających się słów kluczowych. Wyobraź sobie przy okazji minę bota Google – biedak nie może znaleźć tutaj żadnego punktu zaczepienia, żadnej myśli przewodniej spajającej tekst:

    Eugeniusz to człowiek wykonujący ramy do wózków dziecięcych, Bombaj to miasto pisarzy utrzymujących się z pieczenia ciastek zbożowych, a małopolskie to województwo pełne gołębi, których najwięcej jest ich w Radomiu – historycznej stolicy polskiego rocka progresywnego. Bo modelarstwo to coś więcej niż zawód sprzedawcy precli. To styl życia szewca utrzymującego się z handlu bronią (w Pekinie, ale nie tylko).

     


     

    3) Kopiuj teksty od innych

    Najlepiej w całości. Kropka w kropkę. Duplikuj bez zahamowań, a nagroda cię nie ominie.

    Nie pisz swoimi słowami, bo niechcący zgubisz sens cudzego tekstu. Bo coś przekręcisz i wyjdzie ci to, co Chińczykom, którzy postanowili skopiować Poloneza (najprawdopodobniej ze zdjęć 😉
     

     


     

    4) Rozciągnij tytuł strony lub artykułu

    Nie przejmuj się tym, że tytuł ma mieć określoną liczbę znaków (dla porządku powiem, że w okolicach sześćdziesięciu znaków warto zacząć już podchodzić do lądowania).

    Nie przejmuj się też tym, że wyrazy z lewej strony tytułu mają większą moc od tych z prawej strony.

    Rób swoje:

    Fatalne skutki noszenia kapelusza w maju przez leworęcznego pisarza prawą ręką w środku nocy o szóstej nad ranem uczynione, czyli jak, gdzie i kiedy można znaleźć trzeźwego na umyśle i niepodupadłego na duchu copywritera w Krakowie

    znudzona

     


     

    5) Zignoruj nagłówki, podkreślenia, pogrubienia

    Nagłówki H1, H2, H3 to informacja dla robotów Google.

    Dzięki znacznikom, wiedzą one, że tekst zamknięty między <h1> a </h1> jest o niebo ważniejszy od tekstu uwięzionego między <h6> a </h6>.

    To także informacja dla czytelnika.

    A konkretnie dla jego wzroku, który zatrzymuje się na nagłówkach (ale także na pogrubieniach czy wypunktowaniach) jak pociąg podmiejski na kolejnych przystankach.

    Przy każdym nagłówku nasz zaspany pasażer budzi się, rozgląda dookoła, po czym zasypia dalej.

    sen

    „Obudźcie mnie, jak ten beznadziejny artykuł się skończy”.

     
    Pozbawiając tekst nagłówków sprawiasz, że twój czytelnik obudzi się zdziwiony gdzieś w okolicach stopki, czyli miejsca na stronie, na której znajdują się teksty typu

    Proudly powered by WordPress.

    Tylko czy WordPress naprawdę jest dumny z napędzania tak śmiertelnie nudnej strony?

     


     

    Czy to wszystko?

    Oczywiście, że nie. Ale na początek wystarczy.

     


     

    Czy stosuję się do tych rad?

    A znasz przysłowie o szewcu bez butów? 😉

     


     




    [copywriting] Czarna lista nierzetelnych agencji i klientów

     


     

    Nie każda agencja reklamowa jest uczciwa.

    Nie każdy klient indywidualny to wzór do naśladowania.

    Sam w przeszłości parę razy zostałem oszukany przez różnych „januszy biznesu”.

     


     

    Czarna lista

    Mam swoją prywatną czarną listę ludzi, z którymi za żadne pieniądze nie warto współpracować.

    Dosłownie za żadne pieniądze, bo i pieniądze z tej współpracy są… żadne.

     


     

    Po czym poznać nieuczciwą agencję / klienta?

    To jest właśnie najlepsze: po niczym.

    Nie ma czegoś takiego, jak rysopis potencjalnego złodzieja.

    Są co najwyżej drobne przesłanki, które mogą się przydać w ocenie potencjalnego klienta.

    Piszę o nich na końcu tego artykułu.

    Poza tym, czasami ktoś, kto sprawia świetne wrażenie, potrafi koncertowo i bezlitośnie orżnąć drugiego człowieka.

    I to w białych rękawiczkach.

     


     

    Co kradną tacy klienci?

    Najgorsze wcale nie jest to, że okradają ludzi nie tylko z pieniędzy.

    Kasa to nie wszystko.

    Najgorsze jest to, że bezpowrotnie zabierają ci czas, czyli to, co najcenniejsze, bo nieodnawialne.

     


     

    Mam dylemat

    Mam swoją czarną listę, ale mocno się teraz zastanawiam, czy mogę opublikować dane takich nieuczciwych klientów.

    Czy nie narażę się w ten sposób na szykany z ich strony?

    Czy nie lepiej, w imię świętego spokoju, machnąć na to wszystko ręką?

    Przestać tracić czas na myślenie o nich?

    Czy nie rozsądniej będzie wrzucić te straty w koszty „frycowego”, które prędzej czy później i tak trzeba zapłacić?

     


     

    Dlatego odpuszczam

    Nie będę wywoływał ich tutaj z imienia i nazwiska.

    Nie potrzebuję mieć dodatkowych problemów.

    Jeśli czujesz się w tej chwili rozczarowany, bo spodziewałeś się przeczytać listę nieuczciwych agencji reklamowych albo innych firm, to przepraszam, ale nie mam odwagi tego zrobić.

    Mam za to dla Ciebie coś lepszego:

     

    Dobre rady na przyszłość

     
    Jeśli nie chcesz zostać oszukany przez agencję albo klienta indywidualnego, wykonaj następujące czynności:
     
    1)
    Koniecznie „prześwietl” ich, zanim podejmiesz decyzję o współpracy. Popytaj o nich na zamkniętych grupach na FB.
     
    2)
    Wykonuj zlecenia małymi partiami i rozliczaj się od razu po zakończeniu każdego etapu.
     
    3)
    Podpisz umowę. Odmowa ze strony klienta powinna zapalić Ci czerwoną lampkę w głowie.
     
    4)
    Weź zadatek. W ten sposób zminimalizujesz ewentualne przyszłe straty. Jeśli chcesz mieć pewność, że klient jest tym, za kogo się podaje, porównaj dane z przelewu z danymi z umowy.
     
    5)
    Uważaj na firmy, które dopiero rozpoczynają działalność. Szansa, że będą niewypłacalne, jest w ich przypadku stosunkowo duża. A na pewno większa niż w przypadku starych wyjadaczy.
     
    6)
    Uważaj na ludzi, którzy stawiają pierwsze kroki w biznesie. Jeśli się sparzą, co statystycznie rzecz biorąc, jest dość prawdopodobne, to znajdziesz się w elitarnym gronie osób przez nich poszkodowanych.
     
    7)
    Unikaj sytuacji, w których jesteś podwykonawcą podwykonawcy podwykonawcy. Jeśli na początku tego „łańcucha” pojawi się problem z kasą, to będziesz miał problem z terminowym otrzymaniem należności.
     
    8)
    Zwróć uwagę na jakość komunikacji mailowej z klientem. Już samo to może sporo powiedzieć o jego solidności / niesolidności. Może, ale oczywiście nie musi.
     
    9)
    Jeśli masz do wyboru klienta-osobę prywatną i kogoś, kto prowadzi działalność gospodarczą, wybierz tego drugiego. Człowiek z DG jest łatwiejszy potem do namierzenia.
     
    10)
    Jednym słowem, ufaj, ale sprawdzaj 🙂


     


     

    HIT! Lista agencji, które współpracują zdalnie z copywriterami:

    Zobacz całą listę


     

    Jak zacząć zarabiać normalne pieniądze na pisaniu?

    Przeczytaj poradnik dla copywriterów


     

    Jak stać się jeszcze lepszym copywriterem?

    Dowiedz się, jak wskoczyć na jeszcze wyższy poziom