);

Jak prowadzić bloga, kiedy wszyscy cię ignorują? [10 porad]

Pomysły na biznes, firmę i karierę | Blog copywritera

Jak prowadzić bloga, kiedy wszyscy cię ignorują? [10 porad]

1 października 2019 Porady dla piszących 10

 


 

Ten schemat powtarza się praktycznie za każdym razem.

 


 

Najpierw jest euforia,

bo w końcu masz swoje miejsce w internecie. W głowie kłębią Ci się miliony tematów czekających na opisanie. Tyle rzeczy jest do sfotografowania, nagrania czy nakręcenia!

Nie możesz się doczekać chwili, w której świat wreszcie o Tobie usłyszy.

 


 

A potem przychodzi załamanie,

bo po paru tygodniach albo miesiącach okazuje się, że nikt na Ciebie nie czeka i nigdy nie czekał.

Gorzej: dochodzi do Ciebie, że nikt nie zauważyłby, gdyby Twój blog czy inne medium dziś wieczorem definitywnie zniknęło z powierzchni sieci.

 


 

Co robić, żeby zbyt szybko się nie poddać?

1)

Po pierwsze: musisz wiedzieć, że kryzysy wśród twórców, również tych internetowych, to codzienność. To coś tak naturalnego i częstego, że bardziej powinno Cię zmartwić to, że takie momenty do tej pory omijały Cię szerokim łukiem.
 

2)

Po drugie: kryzys, choć samo słowo brzmi dość dramatycznie, jest czymś dobrym. To czas, w którym możesz przegrupować siły, spojrzeć na wszystko z dystansu. Popatrzeć na to (co jeszcze wczoraj kochałeś zupełnie bezwarunkowo) chłodnym i rzeczowym okiem.
 

3)

Po trzecie i chyba najważniejsze: daj sobie czas.

Nie oczekuj natychmiastowych efektów. Pisząc „natychmiastowych” mam na myśli kilka miesięcy, rok, dwa, trzy.

Wiem, że wizja dokładania do interesu przez najbliższe trzy lata wydaje się okrutna, ale lepiej być realistą i mile się rozczarować, niż zbytnim optymistą, który raz po raz zderza się ze ścianą.
 

4)

Po czwarte: założę się, że to, co teraz tworzysz, wydaje Ci się świetne, rewelacyjne, błyskotliwe, a przynajmniej bardzo dobre.

Dlatego tak bardzo frustruje Cię fakt, że o wiele słabsze rzeczy opublikowane u bardziej znanych twórców cieszą się tam nieporównanie większym uznaniem.

Prawda jest taka, że owszem, pojedyncze rzeczy mogą wychodzić Ci nieźle. Tym jednak, co odróżnia Cię od weteranów, jest to, że brak jest w Twoich poczynaniach regularności i powtarzalności.

A to właśnie one są magnesem przyciągającym fanów.

To obietnica tego, że praktycznie za każdym razem dostaną na czyimś blogu / vlogu / podcaście coś naprawdę na poziomie sprawia, że ludzie chętnie garną się do takiego twórcy.

(To oczywiście jeden z wielu czynników, ale mam wrażenie, że kluczowy).

Dobra wiadomość jest na szczęście taka, że jeśli widzisz, że wychodzą Ci już pojedyncze strzały, to znaczy, że od tej pory może być już tylko lepiej.

Masz ogromną szansę na to, że kiedy nauczysz się łapać flow, wpadać w rytm tworzenia i odnajdywać gorące tematy, to każda Twoja kolejna rzecz będzie lepsza od poprzedniej.

W najgorszym razie – tak samo dobra.
 

5)

Po piąte: zadbaj o nieustanny progres. Wprowadzaj codziennie chociażby jedną małą zmianę, jakieś drobne ulepszenie, modyfikację. Stosuj metodę małych kroków, a nie gwałtownych rewolucji.

Wracaj do starych tekstów i szlifuj je. Nie bój się wyrzucać całych akapitów i skracać zdań. Skup się na tym, żeby Twoje teksty były maksymalnie zrozumiałe dla każdego.
 

6)

Po szóste: nie bój się eksperymentów. Testuj nowe rozwiązania. Nie masz w zasadzie nic do stracenia, a wiele do zyskania.
 

7)

Po siódme: mierz wszystko, co można zmierzyć. Obserwuj zachowania swoich czytelników. Śledź dostępne statystyki: tam znajdziesz najbardziej precyzyjną odpowiedź na pytanie, co ludzi faktycznie kręci.
 

8)

Po ósme: pisz o tym, co naprawdę interesuje innych ludzi. Banał? Wcale nie! Zaskakująco wielu twórców nie bierze tego w ogóle pod uwagę.

(Na marginesie: ludzie uwielbiają czytać o sobie. We wszystkim, co klikają, szukają przede wszystkim zaspokojenia swoich potrzeb, swoich interesów. Są więc w pewnym sensie egoistami, ale nie ma w tym nic zdrożnego.

Dlatego jeśli już musisz napisać swoją historię, zrób to tak, żeby mogli ją odnieść właśnie do siebie, do swojej sytuacji życiowej).
 

9)

Po dziewiąte: a nawet jeśli nic nie wypali, jeśli cała para pójdzie w gwizdek, to i tak na tym wygrasz. Zdobędziesz bezcenne, jedyne w swoim rodzaju doświadczenie i wiedzę pochodzącą z „pierwszej linii frontu”.
 

10)

I jeszcze jedno. Tak samo, jak nie każdy musi mieć maturę, a potem iść na studia, tak samo nie każdy może / powinien być blogerem lub innym twórcą internetowym.
 
Jednym pisanie jest pisane, innym nie.
 


 

10 komentarzy

  1. Goga pisze:

    Jaka piękna puenta! 🙂
    Dałeś mi ogromną motywację! Spojrzenie na pisanie z dystansu bardzo pomaga (nie tylko w blogowaniu) :). Mnie np. przerwa od blogowania (te dobre kilka miesięcy, gdy nic nie tworzyłam na blogu w wakacje) naprawdę dała dużo dobrego, a nawet wniosła bardzo dużo – mam więcej pomysłów na teksty.

    „Masz ogromną szansę na to, że kiedy nauczysz się łapać flow, wpadać w rytm tworzenia i odnajdywać gorące tematy, to każda Twoja kolejna rzecz będzie lepsza od poprzedniej” – to jest piękna sprawa, ale trzeba uważać, bo jak się za bardzo złapie bakcyla, to koniec. Można skończyć jak chomik w kołowrotku, a o perfekcjonizm nie trudno.

    • Maciej pisze:

      Co do chomika, pełna zgoda 🙂 Ryzyko popadnięcia w coś w rodzaju obłędu jest dość wysokie :))
      Dzięki za komentarz!

  2. Trafione. Zwłaszcza dla mnie punkt 4. Teraz jestem na takim etapie. Mam wrażenie, że wypruwam sobie żyły a oni i tak uwierzą komuś innemu, komuś, kto jest bardziej gwiazdorski, energetyzujący, dynamiczny, pewny siebie. Już dawno temu odkryłam, że czasem nie ważne jest CO mówisz, ale JAK to przekazujesz. Jeszcze nie znalazłam chyba mojej ścieżki JAK….i jeszcze nigdy nie byłam tak blisko rzucenia tego w cholerę, jak teraz…….

    • Maciej pisze:

      A myślałaś może o odświeżeniu szablonu bloga, wprowadzeniu krótkich form tekstów, infografik itp.?

    • Ależ Maćku, przecież gdybym sama spróbowała zmienić coś na moim blogu, jakieś wtyczki, szablony czy inne cuda, to niechybnie bym coś zepsuła i już nic by nie działało 🙂 Jestem noga jeśli chodzi o sprawy techniczne. Podobnie, jak graficzne….niestety. Nie umiem nawet zdjęcia dodać w newsletterze. Ale w sumie to jest myśl. Mój problem sam by się rozwiązał 😉

    • Maciej pisze:

      Szablon instaluje się jednym kliknięciem. Co więcej, przed zaintsalowaniem można zobaczyć podgląd bloga (czy będzie mu w danym szablonie „do twarzy” 🙂

  3. Kamil pisze:

    Dla mnie blogowanie (mam tu na myśli szerszą działalność w sieci, zwłaszcza w mediach społecznościowych takich jak FB czy od niedawna YT) jest czymś w rodzaju terapii. Nawet jeśli moja twórczość charakteryzuje się pewnymi brakami, bo np. regularność zamieszczania treści, jak i zaangażowanie odbiorców jest moją słabą stroną (jedno zapewne wynika z drugiego), to i tak uważam, że wygrywam bardzo dużo na działalności blogowej. Przede wszystkim mam większą pewność siebie, odzyskane poczucie własnej wartości i świadomość faktu, że kiedy chcę, to potrafię. Nawet jeśli mojego bloga nagle trafiłby szlag, te rzeczy chyba zostaną ze mną już na zawsze.

    • Maciej pisze:

      Bardzo dobrze powiedziane! Zgadzam się, że takie „skutki uboczne” blogowania istnieją i kto wie, czy nie są one czasem więcej warte od pieniędzy pochodzących z współprac.

  4. Erra Mood pisze:

    Oj gdyby wystarczyło tylko wstawić ilustracje, lub zdjęcie to było by fajnie 🙂

  5. Właśnie ostanio dokonalam drobnych, ale znaczących zmian u siebie i daję sobie czas 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copy link
Powered by Social Snap