O ludziach, którzy żyją dzięki Tobie (choć o tym nie wiesz)


 


 
Wyobraź sobie świat, w którym pewnej nocy doszło do niewielkiej awarii.

O poranku ludzie wstali z łóżek, żeby po ogarnięciu tego i owego, podpiąć wzrok do swoich ekranów.

Chcieli robić tego dnia to, co zawsze.
 


 
Jedni byli już gotowi, żeby profesjonalnie żebrać o uwagę innych.

Inni mieli w planach hojnie, acz nie za darmo, tę uwagę rozdawać.
 


 
Tymczasem, przez mały kiks w kodzie serwisów społecznościowych, wszystko jasny szlag trafił.

Okazało się, że nie można żadnych lajkować postów i odpowiedzi.

Nie można reagować żadną z 5 prawnie dozwolonych emocji.

Nie można podawać dalej twittów i rozdawać serduszek.

Nie można komentować niczego.
 


 
Nie można, bo nocą cały świat cofnął się do ciemnych lat internetu jeden zero.
 


 
Od teraz nikt nie wiedział, jakie emocje wywołuje jego tekst, zdjęcie czy film.

Ci, którzy żyli tylko po to (i dzięki temu), żeby przeglądać się w opiniach innych, definitywnie stracili powód istnienia.

Ci, którym lajki, suby i szery zapewniały codzienny wyrzut dopaminy, szybko poczuli narkotyczny głód.

Rozbiegli się po miastach, zaczepiając innych ludzi i pytając ich z obłędem w oczach:

„powiedz, co o mnie myślisz?”, „czy to, co mówię, ma sens?”, „podobam ci się?”, „czy można mnie w ogóle pokochać?”.
 


 
Tylko ci, którzy na to internetowe szaleństwo nigdy nie zwracali nadmiernej uwagi, tworzyli nadal.

Tworzyli to, co chcieli tworzyć i przekazywali to, co naprawdę chcieli przekazać.

Spokojnie, swoim tempem.
 


 
Żartuję.

Tych ostatnich już od dawna na świecie nie było.
 


 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *