1

Dzień z życia freelancera Krzysztofa [ku przestrodze]


 


 

Jest środek nocy

Otwierasz za…spawane oczy.

Masz nadzieję, że jest pierwsza.

Niestety, już czwarta rano.

Czas wstawać do pracy.

Zaglądasz do sypialni dzieci.

Chcesz sprawdzić, czy u nich wszystko w porządku…

ale o tym później.
 


 

Godzina 9:00

Piąta godzina dniówki.

Normalni ludzie są w pracy od jednej-dwóch godzin.

Niektórzy szczęściarze nawet jeszcze nie zaczęli.

Ty jesteś freelancerem.

Każda minuta bezczynności to brak dochodów.

Synek pyta cię, czy pójdziesz z nim dziś potrenować rzuty karne.

Uśmiechasz się, kiwasz głową, odpisując na maila…

ale o tym później.
 


 

Godzina 12:00

Obiad jest dziś tak gorący, że ekran laptopa aż od niego paruje.

A gdyby zamontować w nim takie małe samochodowe wycieraczki?

Przychodzi córka ze swoim rysunkiem.

Pyta, czy ładny, zwłaszcza ten robalek.

Potwierdzasz, nie odrywając się od jedzenia, że…

ale o tym później.
 


 

Godzina 15:00

Dzwoni klient.

Chce opowiedzieć o nowej wizji swojego projektu.

Odbierasz, coś tam mamroczesz.

Odkładasz telefon na biurko.

Idziesz zrobić sobie czwartą kawę.

Do końca dniówki jeszcze daleko, a ty już jesteś tak zrypany, że nie wiesz, jak się nazywasz.
 
 
Wracasz z kawą.

Bierzesz telefon do ręki.

Klient właśnie kończy swój monolog.

Pyta cię: i co pan o tym sądzi?

Odpowiadasz, że to interesujące.

W międzyczasie córka przychodzi po akcept drugiego rysunku…

ale o tym później.
 


 

Godzina 18:00

Wychodzisz na świeże powietrze rozprostować kości.

Zamykasz oczy.

Bierzesz głęboki oddech.

Nie chcesz o niczym myśleć.

Niestety, to niemożliwe.

Tysiące spraw przelatują ci pod powiekami.

Dzieci patrzą na tę scenę przez okno.

Musisz śmiesznie wyglądać, bo słyszysz, jak stukają w szybę.

Chcą coś od ciebie…

ale o tym później.
 


 

Godzina 21:00

Jest już ciemno.

Wchodzisz do sypialni dzieci.

Nie włączasz lampy, bo nie chcesz, żeby się obudziły.

Bierzesz latarkę.

Snop światła skanuje pomieszczenie.

Nagle Twój krzyk budzi wszystkich.

Okazuje się, że jedno łóżko jest puste, a w drugim śpi dwumetrowy mężczyzna.
 


 
I wtedy do ciebie dochodzi,

że z tego wszystkiego

nawet nie zauważyłeś,

kiedy dzieci

dorosły.
 


 
Zajmij się tym, co naprawdę ważne.

Zanim będzie za późno.
 

 
 

 
 

 
Krzysztof to postać fikcyjna (co nie znaczy, że takich ludzi nie ma).
 


 




Dlaczego wszystko będzie dobrze? (nawet jeśli ludzie mówią, że nie będzie)


 


 
1)

Kiedy małe dziecko po raz pierwszy przewróci się na betonowym chodniku, jego kolana przypominają 2 pomidory roztarte na chropowatej ścianie.

Patrzy ze łzami w oczach na swojego rodzica.

Nie mówi tego na głos, ale całym sobą chce zapytać:

mamo, tato, co teraz ze mną będzie?

Wtedy rodzic mówi, że wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo dobrze wie, że takie rany naprawdę szybko się goją.
 


 
2)

Kiedy twarz chłopaka pewnej nocy obsypuje się dziesiątkami pryszczy, które od nadchodzącego poranka staną się dla niego powodem wieloletnich kompleksów, wtedy pyta swoich rodziców:

dlaczego życie musi być tak beznadziejne?

Rodzic odpowiada mu, żeby się nie martwił, bo wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo wie, że nawet najbardziej burzliwie pokręcony okres dojrzewania nie trwa wiecznie.
 


 
3)

Kiedy młoda kobieta, mimo najszczerszych chęci nie może znaleźć nikogo, kto chciałby się z nią zestarzeć, wtedy dzwoni zapłakana do swoich rodziców.

Nie musi nic mówić.

Każde pociągnięcie nosem, które słychać w telefonie, brzmi tak samo:

czy ze mną na pewno wszystko jest okej?

Wtedy rodzic mówi, żeby się nie załamywała, bo wszystko będzie dobrze.

Mówi tak, bo dobrze zna swoje dziecko.

Wie, że gdzieś na świecie żyje mężczyzna, który doceni dobre serce jego córki.
 


 
Kiedy jednak rodzic sam wpada w tarapaty,

kiedy dopada go choroba,

kiedy żyje związany wstydem, lękiem i paroma innymi rzeczami,

kiedy każdy jego plan kończy się katastrofą

wtedy czasem zupełnie zapomina o tym,

co tyle razy powtarzał swoim dzieciom:

że wszystko będzie dobrze.
 


 
Czytałem kiedyś pewną starą książkę.

Liczyła jakieś 200, może 250 stron.
 
 
200 stron to nie jest dużo.

Tyle można przeczytać w jedno popołudnie.
 
 
Gdybym miał napisać jej recenzję, to byłaby wyjątkowo krótka.

Zawartość streściłbym jednym zdaniem:

„WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE”.
 


 
Gdyby tę książkę napisał Niemiec, pewnie jej tytuł brzmiałby jak szczekanie wkurzonego owczarka.

Gdyby zabrał się za nią Amerykanin, pewnie dałby tytuł „Good news”.

Jednak wydanie, które miałem w ręku, było przetłumaczone z greckiego.

Dlatego tytuł brzmiał jeszcze krócej:

Ewangelia.
 


 
Kiedy wpadasz w tarapaty,

kiedy dopada Cię choroba,

kiedy żyjesz związany wstydem, lękiem i paroma innymi rzeczami,

kiedy każdy Twój plan kończy się katastrofą,

wtedy sięgnij po tę książkę.
 


 
Dzięki niej,

zupełnie niedawno odkryłem

i przekonałem się na własnej skórze,

że cokolwiek się wydarzy,

to… będzie dobrze.
 


 
NAPRAWDĘ WSZYSTKO!
 


 




Scenariusz słuchowiska radiowego dla dzieci, młodzieży i dorosłych


 


 

Szukasz scenariusza słuchowiska?

 
A może samego pomysłu na ciekawą historię?
 
Napisz do mnie:
 

KLIKNIJ TUTAJ



     


     

    Zanim zlecisz napisanie scenariusza słuchowiska,

     
    musisz zastanowić się nad dwiema kluczowymi sprawami:
     
    1) do kogo słuchowisko będzie adresowane
     
    2) oraz jakie będzie jego przesłanie.
     


     

    Budżet na realizację słuchowiska

     
    Jest jeszcze trzecia, szalenie istotna kwestia: Twój budżet.
     
    Od tego, ile masz pieniędzy na realizację słuchowiska, zależeć będzie na przykład rozmiar obsady, czyli liczba aktorów biorących udział w tym przedsięwzięciu.
     
    Liczba postaci będzie bowiem przekładać się na sposób opowiedzenia danej historii.
     


     

    Co może być przesłaniem słuchowiska?

     
    Dobra wiadomość jest taka, że przesłaniem może być dosłownie wszystko.
     
    Dla jednego z klientów napisałem kiedyś bajkę dźwiękową, która miała zachęcać dzieci do przerzucenia się ze słodyczy na warzywa i owoce (referencje – poniżej).
     
    Innym razem stworzyłem słuchowisko dla dorosłych, którego myślą przewodnią była walka bohatera o wieczne życie u boku ukochanej osoby. Dotarłem z tym tekstem do finału najważniejszego konkursu scenariuszowego w Polsce.
     
    Z kolei na jeden z konkursów radiowych wysłałem scenariusz słuchowiska dla przedszkolaków, gdzie przesłanie brzmiało mniej więcej tak: „wszystkie słowa, które wypowiadamy, gdzieś krążą, nigdy nie giną”.
     
     

    Referencje wystawione przez klienta:

    Dzieło wykonane profesjonalnie i bardzo dokładnie według przesłanych wskazówek. Kontakt bardzo dobry, termin wykonania bez zastrzeżeń. Polecam tego wykonawcę w 100%.
    [Małgorzata Zbierańska, www.bajkowa.tv]

     


     

    Adresaci Twojego słuchowiska: dzieci, młodzież czy dorośli?

     
    Drugą kwestią, bez której nie będę mógł zasiąść do pisania scenariusza słuchowiska, jest ustalenie, kim jest odbiorca: ile ma lat, czasami też jakiej jest płci czy też jakie ma zainteresowania albo poglądy na życie.
     
    Przykład: zlecenie, o którym wspomniałem wcześniej, dotyczyło bajki dla dzieci w wieku od 2 do 5 lat. Choć widać, że to zaledwie 3 lata różnicy, to jednak przepaść między „prawie niemowlakiem” a „prawie uczniem zerówki” jest ogromna!
     
    Oczywiście, coraz więcej produkcji filmowych stara się zacierać granice wiekowe. W efekcie powstają na przykład animacje adresowane zarówno do dzieci, jak i do ich rodziców.
     
    Tym niemniej warto, przynajmniej wstępnie, ustalić, do kogo w pierwszej kolejności chce się trafić ze swoim przesłaniem.
     


     

    Nad jakim słuchowiskiem obecnie pracuję?

     
    Nie mogę zdradzać zbyt wiele, ale będzie to słuchowisko o tematyce historycznej, związane z dziejami naszego kraju.
     
    Zleceniodawcą jest jedna z państwowych instytucji zajmujących się historią Polski.
     


     

    Nagrody, które zdobyłem w konkursach scenariuszowych

     
    1) Finał najbardziej prestiżowego konkursu scenariuszowego w Polsce – Script Pro (kategoria: słuchowisko)
     
    2) Wyróżnienie w konkursie scenariuszowym Teatru Polskiego Radia
     
    3) Nagroda w konkursie na scenariusz spektaklu muzycznego

     


     

    Szukasz scenariusza słuchowiska dla dzieci, młodzieży albo dorosłych?

     
    Precyzyjnie rozpisanego tekstu wraz z sugerowanymi efektami dźwiękowymi i oprawą muzyczną?
     
    A może samego pomysłu na radiowe słuchowisko?
     
    Skontaktuj się ze mną:
     




      Najważniejsza wartość w życiu freelancera?


       


       
      Kiedyś powiedziałbym, że znajomości, układy, bycie w centrum wydarzeń.

      „Szczęście” bycia zauważonym. Wirtualnie poklepanym po plecach. Zaakceptowanym przez członków elitarnego stada.

      Dlatego tak desperacko próbowałem się wcisnąć tam, gdzie mnie nie chcieli.

      To było bardziej niż żałosne.
       


       
      Dziś trochę zmądrzałem.

      Dziś uważam, że najważniejsza jest wewnętrzna wolność, bo daje ona nieprawdopodobny luksus.
       


       
      Luksus posiadania własnego zdania, które różni się od tego, co sądzi większość.

      Luksus odrzucania tych zleceń i służbowych poleceń, z którymi się nie zgadzam.

      Luksus wyboru popierania tych, z którymi mi po drodze, a nie tych, których „warto mieć w znajomych”.

      Luksus bycia outsiderem, którego stać na życie poza głównym nurtem.
       


       
      Ten luksus nie zawsze przekłada się na pieniądze,

      ale zawsze przekłada się na wewnętrzny spokój.
       


       
      To dlatego wolność jest tak bezcenna.
       


       
      Przy okazji: posłuchaj muzyki z finału filmu „Uciekający pociąg”.

      To jeden z najlepszych filmów o wolności:
       

       


       




      Fantastyczna sprawa, która omija (zbyt wielu) rodziców


       


       
      Jeśli jesteś rodzicem, to na pewno znasz tę sytuację:

      – Cześć, mamo / tato! Wróciłem / wróciłam.

      – Jak tam w szkole?

      – Dobrze.

      – To dobrze. Dużo masz zadań?

      – Nie.

      – To umyj ręce, zaraz będzie obiad.

      (i koniec tematu)
       


       
      Ta rozmowa może też wyglądać tak:

      – Co tam w szkole? (pyta ojciec, gapiąc się w laptopa)

      – Nic. (odpowiada syn/córka)

      – Super. (odpowiada ojciec, wracając do swoich zajęć i nie zauważając, że za oknem skwierczy już połowa lipca)
       


       
      Dlaczego o tym piszę?

      Bo zauważyłem ostatnio coś, co jest największą zaletą nauki w systemie edukacji domowej.

      Zaletą, o której mało kto mówi.
       


       
      Wszyscy zachwycają się tym, że edukacja domowa to

      – prestiż,

      – wysokie oceny,

      – kosmiczny poziom nauczania,

      – bajeczne perspektywy zawodowe,

      – wolność mieszkania w dowolnym miejscu i tak dalej.
       


       
      Uważam, że to wszystko jest g… nic nie warte.

      A na pewno nie tak wiele, jak można by było przypuszczać.
       


       
      Największą korzyścią, jaką daje ED, jest możliwość rozmowy z dzieckiem na absolutnie wszystkie tematy.

      Wróć!

      To nie możliwość.

      To konieczność!

      Edukacja domowa wymusza na rodzicach, by znaleźli czas w swoim przeładowanym grafiku na rozmowę o tym, co dyktuje im… program nauczania.
       


       
      A co jest w tym programie?

      Wszystko!

      Od historii Polski, której Twoi „uczniowie” słuchają z wypiekami na twarzy („serio, naprawdę nic nie było w sklepach?”),

      poprzez fizjologię człowieka tłumaczoną przez kogoś, komu ufają najbardziej na świecie („a więc to stąd się biorą dzieci…”),

      aż po słynne „co autor chciał przez to powiedzieć”.
       


       
      Będąc rodzicem uczącym swoje dzieci, musisz dyskutować o rzeczach, o których pewnie ani mama, ani tata z Tobą nie rozmawiali.

      Nie rozmawiali, bo albo nie potrzebowałeś pomocy w nauce, albo oni nie mieli na to ani sił, ani czasu.
       


       
      Będąc rodzicem-nauczycielem domowym, musisz zaszczepić w dzieciach wizję świata, w którą szczerze wierzysz.

      Musisz patrzeć im w oczy i uważnie słuchać o wiele dłużej i częściej, niż podają to alarmujące naukowe statystyki.
       


       
      Każda chwila takiej rozmowy, nawet jeśli dotyczy tematu „gospodarka Białorusi”, „rozmnażanie bezkręgowców” albo „metody skracania ułamków zwykłych”, jest na wagę złota.

      Jest kapitałem, który zaowocuje za naście albo dziesiąt lat.
       


       
      Być może nie doczekasz 3-cyfrowego zwrotu z tej inwestycji.

      Być może prawdziwe zyski spłyną dopiero na kolejne pokolenia.

      To bez znaczenia.
       


       
      Ty i tak już odebrałeś swoją niewielką premię za wykonanie zadania.

      Odebrałeś ją dziś, ale i jutro też coś wyląduje na Twoim koncie.

      Nieźle, co?
       


       

      Przy okazji: chcesz mieć więcej czasu dla swoich dzieci?

       
      Zostań freelancerem i pracuj w domu!
       
      Zacznij od tego kursu:
       

      DARMOWY kurs copywritingu oraz kreatywnego pisania (newsletter)


       


       




      Dlaczego ten kurs copywritingu jest inny niż wszystkie?


       


       

      Czy z powodu takich opinii kursantów?

      1) Zajrzałam do pierwszej lekcji i już mi szczęka opadła!
       
      2) Kurs jest rewelacyjny: napisany zwięźle i w prosty sposób, uwielbiam tę prostotę.
       
      3) Twój kurs copywritingu jest bardzo dobry, konkretny, bez lania wody. Czyli to co tygryski lubią najbardziej. Pewnie o tym wiesz.
       
      4) Jestem już pewna, że ten kurs jest dla mnie. Porusza zagadnienia dotychczas mi, w mojej pisarskiej przygodzie, nieznane. Poza tym uwzględnia indywidualny rytm kursanta i jest bardzo przejrzysty. Genialny! Bardzo mi się podoba.
       
       
      Oczywiście, że nie!

      Takie opinie o kursach copywritingu można znaleźć nie tylko u mnie.
       


       

      Czy dlatego, że daję z siebie wszystko?

      Albo że każda lekcja jest dopieszczona na maksa?

      Jasne, że nie o to chodzi.

      Takie podejście to coraz częściej standard.
       


       

      Czy dlatego, że jest adresowany do katolików?

      Fakt.

      Czegoś takiego jak kurs copywritingu skierowany do osób konkretnego wyznania jeszcze nie było.

      Co nie znaczy, że nie ma innych kursów targetowanych w ten sposób.
       


       

      Co więc jest w tym kursie tak niezwykłego?

      Uczniowie, którzy mnie wspierali podczas pracy i już w trakcie trwania kursu.

      Nie było to jednak zwykłe „poklepanie po plecach”.

      Tym wsparciem była ich modlitwa, której siłę realnie odczuwałem wtedy i odczuwam dziś.

      Modlitwa, z którą… sami się zaoferowali.

      To była ich inicjatywa.
       


       
      Bez tego wsparcia nic by się nie udało.

      Tym bardziej, że zawiesiłem sobie poprzeczkę na niebotycznie wysokim poziomie.

      Po prostu poddałbym się po miesiącach szamotania się z oporem materii.
       


       
      Zrezygnowałbym, bo podczas pracy nad kursem napotykałem co chwilę na coraz to nowe przeszkody.

      Długi pobyt w szpitalu, który totalnie wybił mnie z uderzenia, był najmniejszą z nich.

      Zupełnie jakby wtedy wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie.
       


       
      To modlitwa uczniów sprawiła i sprawia, że ten kurs jest niepowtarzalny.

      Bez niej nie dałbym rady ogarnąć samodzielnie tego, co tak naprawdę wymaga pracy całego sztabu pomocników.

      To zwyczajnie, po ludzku, nie byłoby możliwe.
       


       




      8’37’’ to niezbyt dobry tytuł dla czegoś… takiego


       


       
      Krzysztof Penderecki był kiedyś młodym kompozytorem.

      Napisał wtedy awangardowy utwór.
       


       
      Jeśli nie wiesz, jak brzmiała XX-wieczna awangarda w muzyce, to jesteś szczęśliwym człowiekiem.

      Owszem, na papierze było w tym wszystko: sens, logika, a nawet harmonia.

      Dało się to wszystko rozsądnie wytłumaczyć.

      Nie było w tym jednak piękna i emocji (poza irytacją, jaka dopadała człowieka po paru sekundach obcowania z takim dziełem).
       


       
      Nigdy wcześniej muzyka poważna nie oderwała się tak bardzo od zwykłego słuchacza jak wtedy.

      Nigdy wcześniej i nigdy później nie była tak hermetyczna i niezrozumiała.

      Wracając do utworu Krzysztofa Pendereckiego.

      Nosił on tytuł: 8’37’’.

      To tak, gdyby ktoś zatytułował artykuł w internecie: Ten tekst czyta się 10 minut i 15 sekund.

      Intrygująco, ale nonszalancko.

      Awangardowo.
       


       
      Słuchanie tej muzyki dla wielu było traumatycznym przeżyciem.

      W pewnym momencie wydarzyło się jednak coś, co sprawiło, że nagle utwór stał się zrozumiały dla każdego.

      Autor zmienił jego tytuł na Tren ofiarom Hiroszimy.

      Ludzie momentalnie zaczęli w jego muzyce słyszeć historię miasta skazanego na śmierć w męczarniach.

      Zaczęli widzieć to wszystko między dźwiękami, którym daleko było do jakiegokolwiek piękna.
       


       

      Tytuł jest jak imię dla Twojego dziecka

      Nadaj mu imię Amadeusz, a wszyscy nauczyciele będą próbowali dostrzec w nim geniusza, którego chcesz na siłę z niego zrobić.

      Nadaj mu imię Kevin, a będzie musiało stanąć na głowie, żeby udowodnić wszystkim, że jego rodzice mieli więcej oleju pod beretem, niż może się wydawać.
       


       

      Tytuł mówi o Tobie

      To, jakie tytuły, jakie imiona nadajesz, świadczy też o Twoich intencjach.

      O tym, jak traktujesz swoich czytelników, widzów czy słuchaczy.

      Czy chcesz ich dobra, czy stoisz po ich stronie, czy masz się za kogoś, komu nie dorastają do pięt.
       


       

      Tytuł nadaje nowe życie

      Nadaje je tekstowi, obrazowi w galerii, utworowi granemu w filharmonii.

      Nadaje nowe życie albo to życie odbiera.

      Dlatego zanim posłuchasz Trenu ofiarom Hiroszimy, wyobraź sobie, że utwór ten nosi swój pierwotny tytuł (8’37’’):

       


       




      Czego copywriter może nauczyć się od przemytnika?


       


       
      Czytałem ostatnio śmieszną historię, która działa się gdzieś na Bliskim Wschodzie.

      Bohaterem był mężczyzna, który przemycał przez granicę różne cenne towary.

      Taką przynajmniej miał opinię wśród znajomych i nieznajomych.
       


       
      Podchodził co rano do budki celników ze swoim osłem, który dźwigał na grzbiecie tony suchej słomy, świeże daktyle i inne drobiazgi.

      Za każdym razem urzędnicy skrupulatnie przeczesywali ładunek.

      Zaglądali przemytnikowi tu i tam.

      Jego zwierzęciu również.

      I nic.
       


       
      Mężczyzna przekraczał granicę dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem.

      Cały czas wszystko wyglądało tak samo.

      Celnicy byli coraz bardziej sfrustrowani, bo przemytnik nie ukrywał, że z każdym rokiem jest bogatszy.

      Wreszcie po wielu latach porzucił swój proceder.

      Przeprowadził się do innego kraju.

      Zamieszkał w luksusowej willi.
       


       
      Pewnego dnia odwiedzili go starzy znajomi z granicy.

      Zapytali go, czy mógłby im zdradzić, co takiego przemycał.

      Odpowiedź była szokująca: osły.
       


       

      Czego copywriter może się nauczyć z tej historii?

      Tego, żeby zawsze w tekstach przemycać wartościowe treści.

      Żeby przewozić przez granicę, co tylko się chce.

      I nie dać się przy tym złapać.
       


       

      Co przemyciłem w tym tekście?

      Drobne słowo, którego pewnie nawet nie zauważyłeś, a które nastawiło Cię tak, jak tego chciałem.

      Słowo to pojawiło się w pierwszym zdaniu, bo pierwsze zdanie jest najważniejsze.

      Najważniejsze, bo od niego zależy nastawienie czytelnika.

      Od tej pory na wszystko, co przeczyta dalej, będzie patrzył przez pryzmat tego początku.
       


       
      Napisałem:

      „Czytałem ostatnio śmieszną historię…”

      dlatego czekałeś na to, że Cię rozbawię albo pozytywnie zaskoczę.
       


       
      Gdybym napisał:

      „Czytałem ostatnio przerażającą historię, która działa się gdzieś na Bliskim Wschodzie. Bohaterem był mężczyzna, który przemycał przez granicę różne cenne towary. Taką przynajmniej miał opinię wśród znajomych i nieznajomych”.

      to czekałbyś na krew
      (i odcięte kończyny).
       


       
      A gdybym zaczął:

      „Czytałem ostatnio historię, która działa się gdzieś na Bliskim Wschodzie. Bohaterem był mężczyzna, który przemycał przez granicę różne cenne towary. Taką przynajmniej miał opinię wśród znajomych i nieznajomych”.

      to nie wiedziałbyś czegoś się spodziewać.

      Czy przygotować się na śmiech czy łzy.
       


       
      PS

      Która wersja brzmi dla Ciebie najbardziej interesująco?
       


       




      Im więcej dobrych ludzi umrze razem z Tobą, tym lepiej!


       


       
      Wchodzę czasem na Twittera.

      Widzę tam coraz więcej postów, które ściskają za serce.

      Coraz więcej osób pisze o swoich bliskich, którzy właśnie odeszli.
       


       
      Odchodzą pojedynczo, ale również parami.

      Ona umiera w szpitalu, on leży w sali obok, w ciężkim stanie.

      On dusi się w męczarniach, ona lada chwila do niego dołączy.

      (ale ten post nie będzie o tym)
       


       

      Kto umiera razem z Tobą?

      Kiedy umierasz, nie robisz tego pojedynczo.

      Jeśli jesteś mężczyzną, razem z Tobą umierają ludzie, którymi BYŁEŚ DLA INNYCH:

      – mąż
      – ojciec
      – syn
      – dziadek
      – wujek
      – brat
      – kolega
      – sąsiad
      – szef
      – znajomy

      Jeśli jesteś kobietą, razem z Tobą znikają ze świata wszystkie Twoje WCIELENIA:

      – córka
      – matka
      – siostra
      – ciocia
      – babcia
      – żona
      – koleżanka
      – znajoma
      – szefowa
      – sąsiadka

      Sporo ludzi, prawda?
       


       

      Na czym polega „zabawa”?

      Na tym, żebyś umierając, mógł / mogła z czystym sumieniem do każdej z tych osób, które odejdą razem z Tobą, dodać jedno drobne słowo:

      DOBRY / DOBRA.
       


       
      Żeby każdy, kto przyjdzie na Twój pogrzeb, mógł o Tobie szczerze powiedzieć:

      TAK, TO BYŁ

      – dobry mąż
      – dobry ojciec
      – dobry syn
      – dobry dziadek
      – dobry wujek
      – dobry brat
      – dobry kolega
      – dobry sąsiad
      – dobry szef
      – dobry pracownik
      – dobry znajomy
      – dobry przyjaciel

      TAK, TO BYŁA

      – dobra córka
      – dobra matka
      – dobra siostra
      – dobra ciocia
      – dobra babcia
      – dobra żona
      – dobra koleżanka
      – dobra znajoma
      – dobra szefowa
      – dobra sąsiadka
      – dobra pracownica
      – dobra przyjaciółka
       


       
      Oczywiście nie każde takie określenie będzie tym oczekiwanym.

      „Dobra kochanka” czy „dobry złodziej” to frazy, którymi lepiej się nie chwalić, bo dumy Ci na tamtym świecie raczej nie przyniosą.
       


       
      Czy teraz wiesz, dlaczego musisz zrobić wszystko, żeby razem z Tobą „umarło” jak najwięcej dobrych ludzi?

       


       




      3 ćwiczenia wyobraźni, od których rozboli Cię głowa


       


       
      „Prawie” robi jakąś tam różnicę,

      ale to dopiero perspektywa zmienia wszystko.
       


       

      1)

      Wyobraź sobie, że zostajesz mężem jakiejś kobiety, ale tylko na jeden rok.

      Po roku możesz bez żadnych konsekwencji wymienić ją na „inny model”.

      Ot, taka szalona promocja.
       
       
      Jak będziesz w stosunku do niej postępował, mając świadomość, że to i tak tylko na próbę?

      Jak będziesz ją traktował, wiedząc, że po roku wszystko można zakończyć?

      Jak długo będziesz zachowywał się jak człowiek?
       


       

      2)

      Wyobraź sobie, że zakładasz firmę na jeden rok.

      Po tym czasie zostanie zlikwidowana.

      Ślad po niej zaginie, nawet w skarbówce.

      Masz szansę zrobić „szybki strzał” i zniknąć.
       
       
      Co robisz?

      Co oferujesz?

      Jak się promujesz?

      Kogo zatrudniasz?

      Jak postępujesz, jako szef?

      W którym momencie pękną Twoje hamulce?
       


       

      3)

      Wyobraź sobie, że znajomy z podstawówki powiedział Ci w sekrecie, że ma twarde dowody na to, że śmierć to finał finałów.

      I że po drugiej stronie NIC nas nie czeka.
       
       
      Jak żyjesz?

      W którym momencie przekraczasz granicę człowieczeństwa?
       


       

      A teraz druga seria pytań.

       


       

      1)

      Wyobraź sobie, że przysięgasz kobiecie przy świadkach, że będziesz z nią i dla niej aż do końca życia.
       
       
      Jak będziesz w stosunku do niej postępował, mając świadomość, że to związek na zawsze?

      Jak będziesz ją traktował, wiedząc, że przed Tobą dziesiątki lat bycia razem?

      Jak długo będziesz zachowywał się wobec niej jak człowiek?

       


       

      2)

      Wyobraź sobie, że zakładasz firmę, która ma przetrwać aż do Twojej śmierci, bo chcesz ją przekazać swoim dzieciom.
       
       
      Co oferujesz?

      Jak się promujesz?

      Kogo zatrudniasz?

      Jak postępujesz, jako szef?

      W którym momencie postanawiasz pójść na skróty?
       


       

      3)

      Wyobraź sobie, że znajomy z podstawówki przyznał, że jednak nie znalazł żadnych twardych dowodów na to, że śmierć kończy wszystko.
       
       
      Jak żyjesz, mając świadomość, że od każdej Twojej decyzji może zależeć to, co Cię spotka już za parę lat?

      Uznajesz, że po śmierci jest nicość i żyjesz tak, żeby o tym zapomnieć?

      Czy dochodzisz do wniosku, że nie masz nic do stracenia, ale za to WSZYSTKO do zyskania?
       


       
      Być może „prawie” robi jakąś tam różnicę, ale to perspektywa zmienia wszystko.

      Absolutnie wszystko.