1

KURS COPYWRITINGU I KREATYWNEGO PISANIA: dla początkujących, z mentorem, online [WERSJA OKROJONA]


 


 

6 ważnych informacji o kursie w wersji okrojonej

 

1)

 

Start kursu: możesz dołączyć w każdej chwili!

 

Nabór: przez cały rok.

 
 

2)

Kurs przeznaczony jest dla osób początkujących i prowadzony w trybie online.

 
 

3)

Tematyka kursu: a) nauka copywritingu, b) nauka pisania tekstów literackich.

 
 

4)

Cena kursu:
 

Kurs w wersji okrojonej kosztuje niecałe 2 złote dziennie, czyli 59 zł miesięcznie.

 

Płatność: w comiesięcznych ratach.

 

 

5)

Czas trwania kursu w wersji okrojonej: pół roku.

 

Ważne: w dowolnym momencie można zakończyć udział w szkoleniu, bez żadnych konsekwencji.

 
 

6)

”Wymagania sprzętowe”: dostęp do skrzynki mailowej oraz chęć do nauki.

 
 

Ważne:

Z uwagi na charakter szkolenia, zakres materiału, przekazywane treści i kilka innych kwestii – poniższy kurs jest adresowany w głównej mierze do katolików.

 
 

 


 


 

Zero ryzyka!

Opłata za kurs jest comiesięczna, po zakończeniu każdej lekcji.

Zapłacisz za daną lekcję jednak tylko wtedy, gdy uznasz, że jej zawartośćw pełni Cię usatysfakcjonowała.

Jeśli stwierdzisz, że tak nie było – nie zapłacisz nic.

Na tym jednak zakończy się Twój udział w kursie.

Innymi słowy: możesz zgłosić się na kurs, otrzymać pierwszą lekcję, a potem, bez żadnych konsekwencji, bez płacenia – wycofać się z dalszego szkolenia.

 


 

Kim jestem?

Copywriterem i scenarzystą.

Zajmuję się pisaniem (zawodowo) od ponad 10 lat.

Mam za sobą tysiące długich godzin kreatywnej pracy.

Zanim dotarłem na szczyt, popełniłem wszystkie możliwe błędy.

Dzięki temu będę potrafił Cię przed nimi skutecznie uchronić.

Dowiedz się więcej o mnie
 


 

Co potrafię?

Zamiast pisać o tym, że:

– wykonywałem zlecenia dla topowych polskich agencji reklamowych, co akurat jest prawdą,

– albo że pracowałem dla prestiżowych klientów, co też jest prawdą,

pokażę Ci parę moich tekstów:

KLIKNIJ TUTAJ

 

„200–300 tysięcy straty. Co miesiąc. Naprawdę stać Cię na taką rozrzutność?”

Poruszający artykuł opublikowany na blogu Coraz Lepszej Firmy. (przeczytaj)
 

„Opowieść o miłości, która nigdy się nie kończy”

Barwna, epicka historia opublikowana na blogu marki Crobbe. (przeczytaj)
 

„Tatuś Muminka na drodze gniewu”

Czy da się połączyć bajkę „Muminki” z filmem „Mad Max”? (przeczytaj)
 

Ranking blogów, jakiego jeszcze nie było

Ten tekst odbił się bardzo szerokim echem w blogosferze. (przeczytaj)
 

„Bajka o chrobotku reniferowym”

Zanim przeczytasz, przygotuj sobie zapas chusteczek (przeczytaj)
 

„12 rzeczy, którymi sprawisz ludziom radość”

Najczęściej udostępniany tekst jaki kiedykolwiek napisałem (przeczytaj)
 

Jak opisać zapach szkła?

Opisy produktów mogą być pasjonującą lekturą! (przeczytaj)
 

Moje wyznanie wiary

O tym, co w życiu najważniejsze (przeczytaj)
 
Zobacz cały mój blog


 


 

Czego Cię nauczę w okrojonej części pełnego kursu?

W tej wersji kursu poruszę między innymi takie tematy jak:

KLIKNIJ TUTAJ

 
 
1) Pisanie tekstów na stronę internetową, blog firmowy, landing page
Jedno z najczęściej występujących zleceń.
 
Największa zaleta: czas jego trwania. Szczególnie w przypadku prowadzenia bloga firmowego mogą to być długie miesiące, a nawet lata.
 
Zdecydowanie jest więc o co walczyć!
 
 
2) Tworzenie opisów produktów
Liczba sklepów internetowych stale rośnie. Wzrosty w branży e-commerce w 2020 roku są rekordowe. Ten trend będzie się nasilał.
 
Nietrudno więc zgadnąć, że zapotrzebowanie na skuteczne opisy produktów także będzie coraz większe.
 
Dodajmy do tego osoby handlujące na Allegro, które również potrzebują dobrych tekstów, a okaże się, że umiejętność tworzenia tego typu form warta jest każdych pieniędzy!
 
 
3) Pisanie tekstów reklamowych (artykułów sponsorowanych, treści mailingów itp.)
Artykuły sponsorowane są zazwyczaj okrutnie nudne.
 
A przecież nie musi tak być.
 
Nauczę Cię, jak napisać taki tekst, żeby każdy czytał go z wypiekami na twarzy.
 
 
4) Tworzenie scenariuszy spotów i innych form
Niezwykle cenna umiejętność.
 
Tym bardziej, że świat coraz mocniej wchodzi w wideo.
 
 
5) Pisanie tekstów literackich (bajek dla dzieci, piosenek itp.)
W pewnym momencie poczujesz, że musisz mieć odskocznię od pracy stricte copywriterskiej.
 
Dla wielu takim obszarem kreatywnego działania są na przykład bajki dla dzieci.
 
Warto rozwijać tę bardziej literacką gałąź swojej twórczości.
 
Nie tylko po to, żeby zdywersyfikować swoje źródła dochodu.
 
 
6) Pisanie e-booków
Zaskakująco dużo ludzi bierze się za pisanie e-booków.
 
Część z nich ma sprecyzowany pomysł na książkę, ale brak im umiejętności przelewania swoich myśli na papier.
 
To kolejne z dodatkowych źródeł zarobkowania, które może być w Twoim zasięgu.
 
 
7) Tworzenie mocnego portfolio
Klienci patrzą z reguły na dwie sprawy: na Twoje referencje oraz na portfolio.
 
Chcąc zdobywać zlecenia, musisz zadbać o jedno i drugie.
 
 
8) Zdobywanie i utrzymywanie przy sobie klientów
Zasada jest prosta: raz zdobytego klienta nie powinno się wypuszczać z rąk.
 
Między innymi dlatego, że o wiele mniej wysiłku kosztuje utrzymanie starego klienta niż pozyskanie nowego.
 
 
9) Zasady produktywności
Bycie freelancerem to zajęcie zdecydowanie długodystansowe.
 
Podobnie jak w maratonie, tutaj o wyniku decyduje mądre wykorzystywanie energii oraz rozłożenie sił.
 
 
10) Promowanie swojej działalności i budowanie marki osobistej
Jeśli chcesz odnieść sukces w tej branży, musisz się promować. Nauczę Cię, jak myśleć perspektywicznie i działać długofalowo.

 


 

Pełna lista modułów okrojonej wersji kursu

Lista tematów, które pojawiają się w każdej lekcji, jest długa.

Bardzo długa:

KLIKNIJ TUTAJ

 
1) Inspiracja na nowy miesiąc
 
2) Odpowiedzi na pytania uczniów
 
3) 3 rzeczy, które warto zapamiętać
 
4) Książka dla dzieci
 
5) Czy pisanie jest dla Ciebie?
 
6) Wybór drogi / Biznes oparty na pisaniu
 
7) Strona internetowa copywritera / autora tekstów
 
8) Twoja tekstowa „petarda”
 
9) Budowanie portfolio copywritera / autora
 
10) Reguły marketingu
 
11) Inżynieria wsteczna, czyli „jak oni na to wpadli?”
 
12) Tekst piosenki
 
13) Mailing, który będzie zdobywał dla Ciebie klientów
 
14) Blog copywritera / autora tekstów (opcja A – autorska)
 
15) Scenariusze spotów radiowych
 
16) Tworzenie scenariuszy do spotów wideo
 
17) Pisanie e-booka / poradnika
 
18) Minimalizm – klucz do zwięzłości
 
19) Książka dla dorosłych + scenariusz filmowy
 
20) Rozwijanie biznesu klienta
 
21) Teksty na blogi firmowe
 
22) Zakładanie bloga (moduł występuje tylko 2 razy)
 
23) UX copywriting (moduł występuje tylko 2 razy)
 
24) Posty na FB
 
25) „Efekty uboczne”
 
26) Teksty SEO
 
27) Tworzenie nazw produktów
 
28) Produktywność i okolice
 
29) Blog copywritera / autora tekstów (opcja B – branżowa)
 
30) Opisy produktów
 
31) Zdobywanie i utrzymywanie klientów
 
32) Teksty na strony firmowe
 
33) Promowanie działalności copywriterskiej
 
34) Budowanie marki osobistej / marki katolickiego twórcy
 
35) Mikroćwiczenia dla copywritera i pisarza (do codziennego powtarzania)
 
36) Ruszanie z tematem
 
37) Narzędzia obowiązkowe
 
38) Twoja oferta
 
39) Growth hacking – sposoby na zdobycie popularności
 
40) Jak startować do tych zleceń?
 
41) Empatia – klucz do serca klienta / czytelnika
 
42) Copywriting totalny
 
43) Prowadzenie grupy na Facebooku
 
44) Kaizen – sposób na doprowadzanie spraw do końca
 
45) Artykuły sponsorowane
 
46) Teksty sprzedażowe
 
47) Tworzenie własnej usługi / produktu + projektowanie tekstów na landing page
 
48) Promowanie Twojej twórczości literackiej
 
49) Zrób coś dobrymi słowami
 
50) Napiszmy coś razem!
 
51) Pochwal się swoim tekstem
 
52) Popracujmy nad Twoim tekstem
 
 

 


 

Dlaczego kurs copywritingu i kreatywnego pisania?

Dlaczego będę Cię uczył jednego i drugiego?

KLIKNIJ TUTAJ

 
Dlaczego na kursie dowiesz się nie tylko tego, jak tworzyć treści reklamowe, lecz również tego, jak pisać scenariusz, bajkę dla dzieci czy tekst piosenki?
 
Ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że warto być wszechstronnym i szukać inspiracji wszędzie, gdzie to tylko możliwe.
 
Twórca, który ma szerokie horyzonty, pisze teksty bardziej skuteczne, mocniej przemawiające do czytelnika.
 
Każde jego zdanie jest barwne i pełne emocji.
 
Każdego jego słowo ma moc.

 


 

Dlaczego jeszcze warto uczyć się pisania tekstów reklamowych i literackich?

Odpowiedź jest prozaiczna: dla pieniędzy.

Na teksty copywriterskie jest o niebo większe zapotrzebowanie niż na wszystko, co można streścić w słowie „literatura”.

Dlatego nawet jeśli czujesz, że pisanie książek, powieści, bajek dla dzieci jest Twoim życiowym powołaniem, to będę Cię gorąco namawiał do nauki copywritingu.

Zyskasz umiejętność, którą łatwo zmonetyzować.

A przy okazji nauczysz się pisać maksymalnie zwięźle i zrozumiale.

To zawsze Ci się przyda.
 


 

W jaki sposób kurs jest prowadzony?

Uwielbiam dwie rzeczy: prostotę i sprawdzone rozwiązania.

Dlatego kurs jest w pełni tekstowy.

To dobra wiadomość dla mocno zapracowanych oraz tych, którzy obawiają się internetowych kamer.

W moim kursie pisania najważniejsze jest… pisanie!
 


 

Kurs copywritingu: 2 opcje do wyboru

Oprócz opcji okrojonej, o której teraz czytasz, dostępna jest również wersja pełna (za 79 zł miesięcznie).
 


 

Czym wersja pełna różni się od okrojonej?

Osoby, które zdecydowały się na wersję pełną, mogą liczyć na moje osobiste wsparcie (podobnie jak ma to miejsce w tradycyjnych korepetycjach).

Każdy z modułów tej opcji kursu zawiera checklisty i mikroćwiczenia. Te dwa elementy pozwalają uczestnikom na samodzielne podnoszenie swoich umiejętności copywriterskich i pisarskich.

Kurs w wersji pełnej to także pomoc w pozyskiwaniu klientów i zdobywaniu zleceń, a dla najlepszych – możliwość zawiązania zawodowej współpracy ze mną.

Wersję pełną znajdziesz TUTAJ.
 

Wersja okrojona trwa 6 miesięcy. Zawiera czystą teorię oraz zadania do samodzielnego wykonania. W wersji okrojonej nie ma też mojego mentoringu. Uczysz się w 100 procentach samodzielnie.
 


 

Czas trwania kursu

Założenie jest takie, że kurs trwa rok (w wersji pełnej) lub pół roku (w wersji okrojonej), ale…

To uczeń decyduje, jak długo chce brać udział w szkoleniu. W każdej chwili może bez żadnych konsekwencji zrezygnować.

Pełna wolność!
 


 

Jak często będę wysyłał Ci nowe lekcje?

Jeśli wybierzesz kurs w wersji okrojonej, nowe lekcje będziesz dostawał przez pół roku – co miesiąc.

 


 

Kogo chcę zaprosić do udziału w kursie?

Czas na najważniejszą informację.

To prawdopodobnie jedyny kurs copywritingu w Polsce adresowany do katolików.

Chcę uczyć pisania tych, którzy w swoich codziennych decyzjach starają się stawać po „jasnej stronie mocy”.

Jednym z celów kursu jest zaktywowanie, zmotywowanie, gruntowne wykształcenie i „wypuszczenie na rynek” twórców (pisarzy, tekściarzy, copywriterów) kierujących się w swojej pracy etyką chrześcijańską.
 


 

Dlaczego mój kurs copywritingu adresuję do katolików?

Poznaj motywy tej decyzji:

KLIKNIJ TUTAJ

Moja misja

 
Moje zawodowe motto brzmi: zmieniam świat dobrymi słowami.
 
Dlatego w swojej copywriterskiej pracy staram się wyznaczać jasne granice.
 
Podejmuję się współpracy z klientami tylko wtedy, kiedy mam pewność, że to, co dla nich stworzę, będzie zmieniało ludzi na lepsze.
 
Jeśli widzę, że moje teksty będą mogły spowodować coś nieetycznego – wtedy od razu rezygnuję.
 
Odrzucam zlecenia dotyczące wszystkiego, co szkodzi, uzależnia, deprawuje albo jest niezgodne z moją wiarą.
 
Owszem, tracę przez to sporo zleceń, ale mam czyste sumienie.
 
A to więcej niż bezcenne.
 
 


 
 

Dobrym tekstem możesz zrobić absolutnie wszystko

 
Wiesz, co długo powstrzymywało mnie przed uruchomieniem kursu pisania?
 
Świadomość tego, że słowa mają ogromną siłę oddziaływania.
 
Zdawałem sobie sprawę, że to, czego nauczę moich kursantów, wyposaży ich w potężną broń.
 
Że będą potrafili czarować dowolnymi argumentami, przekonywać do swoich racji, wpływać na decyzje podejmowane przez innych.
 
Doszedłem do wniosku, że nie chcę szkolić kogoś, kto wykorzysta potem zdobytą wiedzę do wspierania działań niezgodnych z moim światopoglądem.
 
 


 
 

Podsumowując:

 
Po pierwsze, zapraszając katolików, w jakimś stopniu minimalizuję ryzyko, że wyszkolę kogoś, kto wykorzysta zdobyte umiejętności w niekoniecznie dobrych celach.
 
Wiem, że ta metoda „filtrowania” kursantów nie jest idealna, delikatnie mówiąc.
 
Z góry przepraszam tych, którzy poczuli się teraz urażeni. Doskonale ich rozumiem.
 
Niestety, nie znalazłem nic lepszego, przynajmniej na ten moment.
 
Po drugie, zależy mi na tym, by uczyć pisania tych ludzi, dla których wartości chrześcijańskie i konserwatywne są ważne.
 
Wierzę, że mój kurs będzie początkiem ich spektakularnej kariery.
 
I że zrobią ze zdobytej u mnie wiedzy naprawdę dobry użytek.
 
 
Dowiedz się więcej:
 
https://maciejwojtas.pl/kursy-dla-katolikow/


 


 

Dlaczego zdecydowanie warto wybrać opcję pełną?

Oto 5 najważniejszych powodów:

KLIKNIJ TUTAJ

 

1) Nieprzyzwoicie niska cena

Kursu z osobistym mentoringiem – w tak atrakcyjnej cenie – po prostu nie ma na rynku.
 

2) Pełna wolność

W każdej chwili możesz zrezygnować z udziału w kursie.
 

3) Fantastyczna społeczność

W opcji pełnej zyskujesz dostęp do grupy na Facebooku.

 

Publikuję w niej oferty pracy dla kursantów (zlecenia od moich klientów).

 

Możesz tam również zobaczyć, jak z zadaniami radzą sobie inni.

 

O tym, że grupa to absolutnie wyjątkowa społeczność nie piszę, bo to oczywiste.
 

4) Przyszłość

Niedawno uruchomiłem agencję kreatywną.

 

Trafią do niej wybrane osoby z pełnej wersji kursu.
 

5) Zadania i mikroćwiczenia

W opcji pełnej kursant wykonuje zadania o różnym stopniu trudności, które potem sprawdzam.

 

Przekuwa w nich teorię – w praktykę.


 


 

OPINIE KURSANTÓW (uczestników wersji pełnej kursu)

 


 

Magia obfitości

Ten kurs to magia.

Odkrywam dzięki niemu w sobie to, co było głęboko ukryte.

Ostatnio czułam, że moja kreatywność umiera.

Teraz się budzi do życia.

Nikt nigdy aż tyle mi nie przekazał.

Dziękuję.

Dominika Śliwa, uczestniczka kursu

 


 

Idea, która łączy kurstantów

Nieziemski kurs, na którym nie tylko uczę się pisania i kreatywności, ale też dostaję wiele praktycznych wskazówek na temat codziennej pracy copywritera oraz poznaję realia tej branży.

To nie wszystko!

Najcenniejsze jest dla mnie indywidualne prowadzenia przez Macieja oraz wsparcie grupy, gdzie otwartość i gotowość ludzi do pomocy jest niespotykana, a idea, która nas łączy – pragnienie doskonalenia się w używaniu słów, aby zmieniać świat na lepsze – to coś bezcennego!

Katarzyna Leszczyńska, uczestniczka kursu

 


 

To więcej niż kurs. To formacja!

Przerobiłam sporo kursów, zanim trafiłam do Maćka.

Miały różny poziom, niektóre z nich były naprawdę bardzo profesjonalne. Wiele z nich się nauczyłam.

Kurs u Maćka od początku był zupełnie inny, nie dawał się porównać z poprzednimi.

Brakowało mi kryteriów do jego oceny i nie dawało mi to spokoju.

Zastanawiałam się, na czym polega jego ledwie uchwytna wyjątkowość.

Już przy drugim module mnie olśniło!

To nie kurs, to formacja! Profesjonalna, duchowa, merytoryczna.

Moc wiedzy podana w atrakcyjny sposób, kreatywne ćwiczenia, przejrzystość i przede wszystkim mentorska, dająca absolutne poczucie bezpieczeństwa, obecność Maćka tuż za tobą non stop:

to wszystko sprawia, że masz ochotę frunąć do gwiazd i mierzyć się z najtrudniejszymi zleceniami, którymi się z nami też dzieli.

Uzupełnieniem jest żywa, wspierająca się, rozmodlona grupa na FB (już sobie nie wyobrażam funkcjonowania bez niej, nawet po zakończeniu kursu).

Kurs copywritingu Macieja Wojtasa to absolutny ewenement na rynku!

Gorąco polecam.

Agnieszka Korzeniewska, uczestniczka kursu

 


 

Kurs, który zmienia życie!

Ogłoszenie o kursie copywritingu dla katolików przemknęło mi przed oczami na Facebooku w sylwestrowy poranek.

Zatrzymało mnie na kilka sekund, ale pomyślałam, że to nie dla mnie.

Przecież ja zajmuję się zupełnie czymś innym.

Pierwsze godziny nowego roku spędziłam na pisaniu zgłoszenia na ten kurs, a wszystkie ustalone wcześniej plany wyrzuciłam do kosza.

Wystarczyło kilka godzin, by to ogłoszenie wywróciło mi życie do góry nogami.

Dlaczego?

Bo w międzyczasie trafiłam na tekst Maćka, który mnie oczarował.

„Tak chcę pisać!” – to była jedyna myśl, która mi się wtedy kołatała po głowie. – „Tylko czy się dostanę?”

Dostałam się.

Teraz ćwiczę pod czujnym okiem Maćka, a moje teksty się zmieniają.

Każda lekcja daje ogrom wiedzy.

Posty na grupie inspirują.

Ćwiczenia zmuszają do spojrzenia na znane rzeczy w inny sposób.

I wszystko mogę przerabiać w swoim tempie, co ma dla mnie kolosalne znaczenie.

Od znajomych i nieznajomych nieraz słyszę, że dobrze im się czyta moje teksty, że powinnam więcej pisać.

Aż boję się myśleć, co by było, gdybym nie zatrzymała wtedy wzroku na tym ogłoszeniu…

Więc jeżeli się zastanawiasz, czy warto się zgłosić na kurs, to powiem Ci tylko tyle:

Nie warto się zastanawiać. Od razu działaj!

Monika Buchaniewicz, uczestniczka kursu

 


 

Bogactwo informacji i inspiracji

Czy warto uczyć się pisania? Warto. Bo słowa mają wielką moc.

A jeśli już się uczyć, to tylko od najlepszych.

Od kilku miesięcy uczestniczę w kursie copywritingu i kreatywnego pisania u Macieja Wojtasa.

Już wiem, że nie mogłam trafić lepiej.

Każda lekcja (zawierająca aż 50 modułów) to bogactwo praktycznych informacji i niezwykłych inspiracji.

A do tego po drugiej stronie maila siedzi profesjonalista o wielkim sercu, odpowiadający na każde pytanie i udzielający cennych wskazówek.

Ten kurs to dobre miejsce, dobrzy ludzie i dobre słowa.

Alicja Tchorz, uczestniczka kursu

 


 

Czy można trafić lepiej?

Kurs copywritingu i kreatywnego pisania Maciej Wojtas rozpoczął w tym roku, ale jak na debiut szkoleniowy to jest kawał dobrej roboty.

Ponieważ pisałam już teksty jako copywriter, chciałam uporządkować wiedzę i pójść dalej.

Lepiej nie mogłam trafić.

Co miesiąc trafia do uczestników kursu duża dawka wiedzy, ćwiczeń, konsultacji.

Do tego grupa na FB, w której można podzielić się tekstem, zainspirować, poćwiczyć pisanie.

Wiem, że niektórzy zdobyli już pierwsze zlecenia.

A mi podczas kursu udało się skończyć kilka opowiadań (mam nadzieję, że powstanie z tego książka) i stworzyć tę stronę.

Warto, prawda?

Renata Czerwińska, uczestniczka kursu

 


 

Czego tu nie znajdziesz?

Jeśli interesują Cię obiecanki-cacanki, gruszki na wierzbie, koty w worku za słoną opłatą, nie wybieraj kursu u Macieja Wojtasa.

Tu jest zupełnie odwrotnie 🙂

Agnieszka Marcinkowska, uczestniczka kursu

 


 

Opinia, która mówi wszystko

Maciej Wojtas jest jedną z trzech osób, które miały duży wpływ na powstanie mojego bloga (romanatryc.pl).

Cenię go nie tylko za doskonały warsztat pisarski, bogatą wyobraźnię, przenikliwość w tekstach i wyjątkowe spojrzenie na świat, ale także za to, że potrafi wyrazić to, co czuję, myślę czy w przeżywam – w sposób doskonały.

Romana Tryc, uczestniczka kursu

 


 

Kurs dla tych, którzy porzucili marzenia o pisaniu

Lekkie pióro nie pojawia się tak po prostu. Wymaga czasu i doszlifowania.

Jeszcze niedawno sądziłam, że już niczego nie napiszę.

Moje, dawniej lekkie pióro, zaczęło mi ciążyć.

Źle mi się nim pisało, to ciągle nie było to.

I wtedy znalazłam ten kurs.

Odkryłam prawdziwe bogactwo: mnóstwo trafnych pytań, które sprawiają, że stale mam nowe pomysły i niemal nie nadążam z ich zapisywaniem i realizowaniem.

Przeczytałam nieznane mi wcześniej historie inspirujące do dalszego działania.

Wróciłam do blogowania.

Zobaczyłam, że jest tak wielu ludzi, którzy wierzą w to samo, co ja.

To bardzo dużo. Jestem wdzięczna.

I uważam, że każdy z nas ma jakąś ciekawą historię do opowiedzenia.

Trzeba jej tylko poszukać, a kurs w tym pomoże.

Anna Moskała, uczestniczka kursu

 


 

Mentor, który przez długie lata doskonalił swój warsztat

Maciej Wojtas to weteran copywritingu.

Z jednej strony mistrz kreatywnego pisania, a z drugiej skromna i życzliwa osoba.

Człowiek, który w swoich tekstach przenosi czytelnika w inny wymiar.

Pisząc, operuje słowami w niezwykle precyzyjny i przemyślany sposób.

Wprowadza poprawki i dopieszcza każdy szczegół tak, żeby maksymalnie zadowolić klienta i poczuć radość z dobrze wykonanego zadania.

Teksty, które wychodzą spod pióra (klawiatury) Macieja, czyta się z zapartym tchem.

Widać, że ich autor to copywriter z powołania.

Monika Gruszka, uczestniczka kursu

 


 

Opinie uczniów: e-maile i komentarze

KLIKNIJ TUTAJ

 
Zajrzałam do pierwszej lekcji i już mi szczęka opadła!
 
 
Każda lekcja jest tak obfita, że mogłabym samą pierwszą przerabiać cały rok.
 
 
Przeglądnąłem lekcję pierwszą i najpierw długo upewniałem się, że to nie zawartość całego kursu. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy i wartości, którą dostarczasz.
 
 
Uważam, że twój kurs jest wart dużo więcej, tyle nam dajesz wartości dodatniej, twój mentoring, opieka nad nami. To naprawdę jest warte bardzo dużo! Najlepszy kurs, jaki do tej pory przerabiałam! Dziękuję!
 
 
Kurs jest rewelacyjny: napisany zwięźle i w prosty sposób, uwielbiam tę prostotę.
 
 
Twój kurs copywritingu jest bardzo dobry, konkretny, bez lania wody. Czyli to co tygryski lubią najbardziej. Pewnie o tym wiesz.
 
 
Jestem już pewna, że ten kurs jest dla mnie. Porusza zagadnienia dotychczas mi, w mojej pisarskiej przygodzie, nieznane. Poza tym uwzględnia indywidualny rytm kursanta i jest bardzo przejrzysty. Genialny! Bardzo mi się podoba.

 


 

Kurs copywritingu w skrócie:

 
0) Start: możesz dołączyć nawet dziś.
 
1) Temat kursu: copywriting i kreatywne pisanie.
 
2) Poziom kursu: dla początkujących.
 
3) Czas trwania kursu: pół roku, z możliwością przedłużenia.
 
4) Płatność: ratalna, co miesiąc po 59 złotych.
 
5) Idealny kursant: wierzący katolik.
 


 


 

Formularz zgłoszeniowy

 

Zrób pierwszy krok w stronę kursu:

 

1) Opowiedz coś o sobie.

 

2) Podeślij fragment swojego najlepszego tekstu, jeśli taki posiadasz.

 

3) Podaj linki: do swojej strony internetowej, do profilu w mediach społecznościowych.

 

4) Napisz: a) czego najbardziej chcesz się nauczyć; b) z czym masz największy problem.

 

5) Napisz coś o swojej wierze.

 
 
 

Ważne:

 
Przesłanie tych informacji NIE JEST równoznaczne z zapisem na kurs.
 
Na ich podstawie dokonam wstępnej selekcji zgłoszeń.
 
Po przeanalizowaniu zgłoszeń wyślę maila z informacją WYŁĄCZNIE do tych osób, które zakwalifikują się do udziału w kursie.
 
 
 

A teraz wypełnij formularz zgłoszeniowy:

 
Sprawdź folder spam; tam może trafić wiadomość zwrotna dla Ciebie!

 



     


     

    Dlaczego warto zostać copywriterem?

    KLIKNIJ TUTAJ

     
    Umiejętność pisania może diametralnie zmienić Twoje życie.
     
    Dzięki pisaniu tekstów reklamowych, artykułów, bajek, scenariuszy, piosenek i całej reszty różnych innych rzeczy, zdobędziesz nie tylko pieniądze.
     
    Uda Ci się również spełnić parę swoich marzeń.
     
    Co więcej, pisanie otworzy Ci drzwi, które dziś są dla Ciebie zamknięte.
     
    Tak było w moim przypadku.
     
    Mam gorącą nadzieję, że w Twoim będzie podobnie.

     


     

    Dlaczego w ogóle warto uczyć się copywritingu / pisania?

    KLIKNIJ TUTAJ

     
    Wbrew temu, co teraz myślisz, w pisaniu… nie chodzi wcale o pisanie! To czynność dużo bardziej złożona.
     
    1) Pisanie uczy logicznego, precyzyjnego myślenia. To bezcenna umiejętność, dzięki której już na starcie wyprzedzisz swoich konkurentów.
     
    2) Pisanie uczy komunikowania się z innymi ludźmi. Wyrażania się w sposób maksymalnie prosty i zrozumiały. Naucz się tego, a trafisz ze swoim przekazem do każdego na tej planecie.
     
    3) Pisanie uczy empatii. Wpatrywania się w drugiego człowieka. Odczytywania jego potrzeb. Odbierania subtelnych sygnałów, które wysyła.
     
    4) Pisanie uczy spostrzegawczości. Zwracania uwagi na detale, na które inni wzruszają ramionami.
     
    dlacz
    5) W każdym z tych punktów zamiast słowa „pisanie” możesz wstawić „copywriting” i będzie ono nadal prawdziwe.

     


     

    Gdzie zarabiać na pisaniu?

    KLIKNIJ TUTAJ

     
    Copywriting daje co prawda szansę na zarabianie pieniędzy bez wychodzenia z domu, ale jest to zajęcie, które dość szybko powoduje znużenie i wypalenie. Szczególnie u ludzi, których mocno rozsadza kreatywność.
     
    Skąd o tym wiem? Nie tylko z autopsji.
     
    Znam wielu ludzi, którzy startowali z ogromnymi chęciami i szybko przekonywali się na własnej skórze, że zwyczajnie się w tej branży męczą.
     
    Dlatego nie tylko warto, ale i trzeba szukać sposobów na rozwój, spełnienie i dodatkowy dochód – również poza sferą copywritingu.
     
    Tego jak to zrobić, będę uczył na kursie.

     


     

    Zobacz więcej tekstów o copywritingu i sztuce pisania:




    Dlaczego moje kursy copywritingu adresuję do katolików?


     


     
    Wiele razy dostałem maile pełne żalu, a nawet wściekłości.

    Wszystko z powodu jednego dopisku: „dla katolików”.

    Poniżej odpowiadam hurtowo na wszystkie z nich.

    Plus na te, które dostanę w przyszłości.
     


     
    1) Nie robię tego dla pieniędzy.

    Wręcz przeciwnie.

    Tracę przez to mnóstwo okazji do zarabiania.

    Liczba zgłoszeń, odkąd dodałem frazę „dla katolików”, drastycznie spadła.
     


     
    2) Nie robię tego, żeby zrobić komukolwiek na złość.

    Często zastanawiałem się, czy ci oburzeni nie mają racji.

    I czy nie zarzucić tego pomysłu.
     


     
    3) Chcę obudzić utalentowanych.

    Dodać im odwagi, skrzydeł.

    Zachęcić do publicznego pisania o tym, co dla nich ważne.
     


     
    4) Mam serdecznie dosyć „katolipy”.

    Religijnej twórczości, której jakość wywołuje zażenowanie.

    Pokazuje katolików jako ludzi zacofanych, niedzisiejszych.
     


     
    5) Chcę szkolić ludzi posługujących się w swoim życiu etyką chrześcijańską.

    Tym bardziej, że z czasem będą mieć oni coraz bardziej pod górkę.

    Nasze poglądy będą coraz częściej obiektem drwin.
     


     
    6) Nie chcę dostarczać broni każdemu.

    Tej broni, jaką jest umiejętność posługiwania się słowami.

    Wiem, że można nią wyrządzić niewyobrażalne szkody.

    Nie chcę brać tego na swoje sumienie.
     


     
    7) Wiem, że katolik nie musi być synonimem dobrego człowieka.

    Często w ogóle nie idzie to parze.

    Jest mi regularnie wstyd za ludzi, którzy tak siebie określają, a żyją zupełnie odwrotnie.
     


     
    8) Wiem, że taka metoda filtrowania uczniów jest niedoskonała.

    Nie wymyśliłem jednak nic lepszego.

    Może w przyszłości na coś wpadnę.
     


     
    9) To więcej niż kurs.

    To formacja życiowa i duchowa.

    Od kiedy uruchomiłem grupę dla kursantów, widzę to bardzo wyraźnie.
     


     
    10) Wiem, że jest wiele świetnych kursów.

    Otwartych dla każdego, kto tylko się na nie zgłosi.

    Nie odbieram więc nikomu szansy na sukces.
     


     
    11) Wkładam w to całe serce.

    Daję z siebie wszystko.

    Chcę szkolić tych, którzy razem ze mną patrzą w tym samym kierunku.
     


     
    12) Zależy mi na polskich katolikach.

    Jestem jednym z nich.

    Po prostu.
     


     
    PS

    Bardzo przepraszam tych, których na kurs nie przyjąłem.
     


     




    To miał być tylko kurs pisania…


     


     

    To miało być proste zadanie

     
    To było moje pierwsze podejście do tworzenia kursu online.
     
    Zadanie proste o tyle, że nie byłem jedynym człowiekiem na świecie, który wpadł na taki pomysł.
     
    Ktoś już dawno przetarł ten szlak.
     
    Byłem jednak z pewnością pierwszym, który zaadresował kurs copywritingu wyłącznie do katolików.
     
    Nie do kobiet, mężczyzn, studentów, emerytów czy przedsiębiorców.
     
    Linia podziału została więc przeprowadzona w zupełnie nietypowy sposób.
     
    Z drugiej jednak strony, zadanie to było masakrycznie trudne.
     
    Pewnie dlatego, że znowu do zawieszenia sobie poprzeczki użyłem helikoptera.
     


     

    To miał być tylko kurs

     
    Kurs, po wielu koszmarnych perturbacjach, wreszcie ruszył.
     
    Nie udałoby się to, gdyby nie… modlitewne wsparcie osób, które na niego cierpliwie, bardzo cierpliwie czekały.
     
    Wszystko szło zaskakująco dobrze.
     
    W pewnym momencie uruchomiłem jednak facebookową grupę dla kursantów.
     
    Pierwotnie nie chciałem tego robić.
     
    Wiedziałem z autopsji, jak wielkim obciążeniem może być prowadzenie grupy.
     
    Nie tylko obciążeniem czasowym, ale i psychicznym.
     
    Grupa jednak powstała.
     
    I stała się początkiem końca mojego kursu.
     


     

    Więcej niż kurs

     
    Grupa okazała się strzałem w dziesiątkę.
     
    Nie byłoby w niej niczego nadzwyczajnego, gdyby nie pewien detal.
     
    Takich grup copywriterskich jest na Facebooku całkiem sporo i wszystkie są mniej więcej do siebie podobne.
     
    Tę odróżnia od innych jeden cykliczny post.
     
    Nosi on nazwę, która mówi sama za siebie: modlipiątek.
     
    To post, w którym członkowie grupy modlą się za siebie nawzajem.
     
    O potężnej sile tej modlitwy przekonała się osoba z mojej rodziny, której ciąża była zagrożona.
     
    O sile modlitwy uczniów, za których zresztą sam regularnie się modlę, przekonuję się każdego dnia.
     
    I każdej nocy, zwłaszcza tej…
     


     

    Więcej niż na maksa

     
    Pewnej lipcowej nocy obudził mnie trzask pioruna.
     
    Wkurzyło mnie to na maksa, bo każdy taki przerwany sen oznacza, że rano nie będę w stanie wcześnie wstać.
     
    Zwyczajnie zaśpię do roboty.
     
    Przewracając się z boku na bok, zacząłem myśleć o moich uczniach.
     
    Co zrobić, żeby wypłynęli na szerokie wody?
     
    Jak sprawić, żeby dotarli ze swoimi usługami i ze swoją twórczością do jak największej grupy ludzi?
     
     
     
    Przypomniała mi się wtedy postać pewnego człowieka działającego przed wojną.
     
    Nie mając grosza przy duszy, stworzył firmę (?) wydającą gazety w milionowych nakładach.
     
    Nie wiadomo, jak daleko by zaszedł, gdyby nie Niemcy…
     
    Mowa o św. Maksymilianie Kolbe.
     
    Tak powstał pomysł na portal, którego pierwotna nazwa mocno nawiązywała do imienia tego polskiego świętego.
     
    Niestety, „Żyj na maksa” okazało się być już zajęte.
     
    Trzeba było zrobić drugie podejście do tego pomysłu.
     


     

    Więcej niż podpowiada wyobraźnia

     
    Dziś, kiedy portal już ruszył, pracuję nad dalszym rozwojem tego, czego właściwie nie potrafię jeszcze nazwać.
     
    Na pierwszy ogień idzie agencja storytellingowa zmieniająca świat dobrymi historiami.
     
    W planach jest wydawnictwo.
     
    Cokolwiek się wydarzy, dziś wiem jedno.
     
    Będziemy razem prosić Wiadomo Kogo o pomoc.
     
    A z takim wsparciem – przenoszenie gór będzie czystą formalnością!
     


     

    Więcej niż…?

     
    To miał być tylko kurs.
     
    I nadal rdzeniem wszystkiego jest właśnie on.
     
    Widać jednak, że ta idea „tylkokursu” szybko upadła.
     
    Co będzie dalej?
     
    Sytuacja ewidentnie wymknęła się spod kontroli.
     
    W najlepszy możliwy sposób!
     
    Dzięki Bogu!
     


     




    Chcesz zmienić coś w swoim życiu? Zacznij… pisać! [14 opinii]


     


     

    Poprosiłem uczestników mojego kursu copywritingu o odpowiedź na jedno pytanie:

    co pisanie zmieniło w ich życiu.

    Okazało się, że tak pozornie trywialna czynność jak stukanie w klawiaturę ma potężną moc!

    Zresztą, sprawdźcie sami:

     


     

    1

    Pisanie daje mi dostęp do fascynujących ludzi.

    Zawsze marzyłam o tym, żeby zaglądać do życia i pracy ludzi, których bez ważnego pretekstu nigdy bym nie poznała, nie mogłabym wejść w ich życie nawet na chwilkę.

    Teraz już mogę.

    Co mi to daje? Bliskość.

    Czuję wspólnotę twórczą.

    Nie zadaję pytań płytkich jak pogaduszki w śniadaniówce.

    Mogę zadawać pytania, dzięki którym twórcy jeszcze lepiej poznają swoją wartość.

    To zmienia ich sposób promowania.

    A to zmienia sposób zarabiania.

    Copywriting to moje magiczne wrota.

    Klucze wręczają mi moi klienci.
     
     
    Ula Samoraj-Sobolewska, Ładnie Powiedziane

     


     

    2

    Odkąd zaczęłam pisać, każda moja wolna chwila składa się z pisania albo z zastanawiania się nad tym, o czym pisać.

    To chyba droga jednokierunkowa. Bez możliwości zawrócenia.

    I tak jest dobrze.

    Pisząc, czuję się jak malarz.

    Ciągle szukam wokół siebie ciekawych plenerów, wyjątkowych osób.

    Gdy je znajduję, zaczynam myśleć, jak dobrać kolory, jaką technikę malarską wybrać, jakiego użyć światła.

    Czy malować mocną, jednoznaczną kreską, czy dać szansę wyobraźni i posłużyć się impresją?

    Kiedy zaczęłam pisać zauważyłam, że zmienił się mój sposób postrzegania rzeczywistości.

    Teraz wszystko wokół ma potencjał na ciekawą historię.

    Każda mała rzecz ma szansę zostania bohaterem opowieści.

    Lubię te moje nowe patrzenie na świat.

    Piszę więc jestem.
     
     
    Alicja Tchorz

     


     

    3

    Najpierw – zachwyt, gdy zaczęłam składać litery w wieku 4 lat;

    później – lek na inność – nadwrażliwość dziecka;

    w wieku młodzieńczym – autoterapia i bunt;

    w początkach emigracji – remedium na samotność i w końcu… gdy zobaczyłam, poczułam namacalnie jak konkretnie moje słowa zmieniły życie kilku ludzi, innym – towarzyszyły w ostatnich chwilach życia – przyszła wielka odpowiedzialność za słowo.

    Pisanie sprawiło, że to zrozumiałam jak wielkim orężem dysponuję i jak rozważnie muszę go używać.

    Zrozumiałam, że to rodzaj misji.
     
     
    Agnieszka Korzeniewska
     


     

    4

    Piszę, odkąd pamiętam.

    Wciąż mam swoje zeszyty z przedszkola, w których tworzyłam pierwsze, krótkie historie i wierszyki.

    Dlatego nie potrafię wskazać konkretnego momentu, w którym zaczęłam pisać i nie potrafię opowiedzieć o tym, jak ten moment zmienił moje życie.

    Moja codzienność to tworzenie słowem.

    Jednak chętnie opowiem o tym, jak pisanie wzbogaca i wzmacnia moje życie.

    Jest ono dla mnie jedyną pasją, w którą wierzę zawsze.

    Co to oznacza? Wiem, że to, co tworzę, ma sens.

    Wiem, że jest potrzebne, często wspierające dla innych.

    Pozwala mi opowiadać o tym, co jest dla mnie istotne.

    Kiedy inne ukochane zajęcia są i ich nie ma (z różnych przyczyn znikają na trochę), tak pisać mogę zawsze i ta stałość jest dla mnie ważna.

    Pisanie zmienia moje życie – bo wciąż chcę lepiej (więc ćwiczę), więcej (więc wyznaczam czas), solidniej (zdobywam nową wiedzę).

    Ale przede wszystkim uczy mnie tego, że po drugiej stronie jest osoba, która jest ważna.

    Za każde swoje słowo biorę pełną odpowiedzialność, więc staram się dobierać je dokładnie – tak, by trafiało tam, gdzie ma trafić.

    Tak, by nikt nie oberwał rykoszetem.

    Czuję, że mogę zmieniać świat, pisząc.

    Nawet, jeśli to świat jakiejś jednej osoby, która w tym momencie potrzebowała moich słów.

    Dlatego bardzo ostrożnie i rozważnie używam narzędzia, jakim są słowa.

    Sprawia mi to dużo radości i pozwala się spełniać.
     
     
    Aleksandra Miżejewska

     


     

    5

    Pisanie pozwoliło mi się otworzyć i uporządkować własne myśli, a także poznać nowych, ciekawych ludzi – także piszących.

    Pisanie mnie stwarza, można tak powiedzieć.
     
     
    Klaudia Godlewska

     


     

    6

    Co pisanie zmieniło w moim życiu?

    Pisanie o świętych pokazało mi, że Pan Bóg ma takie pomysły i możliwości, o jakich nam się nie śniło.

    Nie ma dwóch takich samych historii, nawet jeśli – jak Teresa i Leonia – wyszło się z tego samego domu.

    A to znaczy, że moja historia – nawet jeśli nie do końca taka, jak bym chciała – też ma jakiś sens.

    Tylko tutaj widzimy bałagan wystających nitek, a po drugiej stronie będzie żakardowy sweter do wzięcia. Taki w islandzkie wzory najlepiej.

    Z kolei kiedy piszę o małych miejscowościach – na przykład w „Niedzieli” – chciałabym powiedzieć ich mieszkańcom, że są ważni.

    Że to nieprawda, że nic tam nie ma, zupełna dziura i nic tylko zaorać.

    Zawsze się coś znajdzie.

    Jak nie górka, to dołek, las, jezioro, szlak św. Jakuba, ruiny zamku, kapliczka, hodowla krasnali w przydomowym ogródku (może i nie są piękne, ale dlaczego ktoś ma u siebie całą wioskę smerfów?!).

    A ostatecznie zawsze można odpowiedzieć jak pewien proboszcz jednej z najmniejszych parafii w diecezji:

    „Co u nas ciekawego? Hm… Ludzie!”.
     
     
    Renata Czerwińska

     


     

    7

    Co pisanie zmieniło w moim życiu?

    Pisanie powoli zamienia się dla mnie w coś na wzór portugalskiego „saudade”.

    Portugalczycy uparcie twierdzą, że jest to termin, którego nie da się przetłumaczyć na żaden inny język.

    Wszelkie próby wyjaśnienia go słowami z kręgu „tęsknota”, zostają przez nich odrzucane jako niewystarczające.

    „Saudade” to o wiele więcej niż zwykła nostalgia.

    Ta dysputa uświadamia mi, że w moim świecie „pisanie” także znaczy dużo więcej niż proste „komunikowanie czegoś na piśmie”.

    Pisanie, po pierwsze, przyniosło mi zmartwychwstanie.

    Pozwoliło ożywić we mnie coś, co zostało głęboko zakopane przez skomplikowaną prozę życia.

    Pisanie dało mi kawałek Nieba już tu na ziemi.

    Podobno w Niebie będziemy tak szczęśliwi, że nie będziemy czuć upływu czasu.

    Jak dzieci grające godzinami, bez opamiętania w piłkę.

    Dokładnie w takiej przestrzeni się znajduję, gdy wchodzę w proces tworzenia.

    Pisanie – bardzo praktycznie – dało mi możliwość powiedzenia, że uwielbiam moją pracę.

    Pisanie nie raz pozwoliło mi wyrazić to, co miało problem wybrzmieć głosem.

    Pisanie przyniosło radość, zachwyt i refleksje mi oraz odbiorcom moich tekstów.

    Pisanie zaczęło mnie uczyć prawdziwej dyscypliny.

    Pisanie zdecydowanie zmieniło sporo w moim życiu.

    Wciąż zmienia.

    I wierzę, że nadal będzie.

    Bo moje pisanie rozwija się równolegle ze mną.

    To taki wierny przyjaciel, który zawsze jest tu i teraz.
     
     
    Katerina Kuźnik

    (copywriterka pisząca po polsku i portugalsku)

     


     

    8

    Kiedyś uwielbiałam pisanie starych, dobrych listów.

    Mail nie pokazuje charakteru pisma, nie przenosi zapachu i nie pożółknie po latach.

    W chwili obecnej pisanie pozwala mi okiełznać mój charakter, pragnienia, lęki, gniew, wzbudzić nadzieję.

    Pisanie porządkuje duszę.

    Moje usta nigdy nie potrafiłyby wypowiedzieć nawet części zdań, które moje palce zapisują słowami.

    W mowie większy głos ma mózg, emocje danej chwili.

    W pisaniu dusza i emocje z wczoraj, dziś, jutra.

    Nieważne, czy piszesz o czymś błogim, emocjonalnym, irytującym, nudnym.

    Na koniec masz odczucie spokoju i wyczerpania zarazem.

    Co jeszcze zmieni? Tego nie wiem.

    Napisałam dopiero kilka stron, a tyle ciekawych sytuacji, obserwacji, nowych kierunków działań.

    Piszę dalej i czekam na więcej.
     
     
    Agnieszka Wiśniewska

     


     

    9

    „Napisz to co myślisz, to co masz w głowie!” – tak powiedział mi dawno temu jeden z moich nauczycieli.

    „Nie da się…” – to była moja odpowiedź.

    Nie! Tak nie było, ale dokładnie tak się czuję.

    Pisanie, pomaga mi zbierać moje myśli do kupy, posortować je, przeanalizować i wreszcie zapisać na „na dysku twardym”, a nie w pamięci RAM (czyli moim mózgu).

    Ponieważ cierpię na nieustanne myślenie, wymyślanie i rozkmnianie – mogę w ten sposób to wszystko zapamiętać.

    Ogrom pomysłów w mojej głowie powoduje też wielki chaos, a tak mogę też wiele rzeczy priotetyzować.

    Właśnie to pisanie zmieniło w moim życiu.

    Może teraz zmieni moje życie
     
     
    Jakub Kujawa

     


     

    10

    Kiedyś znajoma dziennikarka przedstawiła mi definicję artysty:

    To taki człowiek, który musi coś robić.

    Na przykład taki malarz maluje. Musi malować.

    Bez względu na to czy zarabia na tym, czy nie.

    On po prostu musi to robić, bo inaczej się udusi.

    Potrzebuje tej aktywności jak powietrza.

    I nie jest też najważniejsze w tym, czy robi to doskonałe.

    Ja tak mam z pisaniem.

    Muszę pisać, bo jak nie, to się duszę.

    Pisałam pamiętniki, listy, bloga.

    Co mi to daje?

    Przetrwanie.

    Nie czuję się artystą. Raczej spisuję prawdziwe historie.

    Co to zmienia w moim życiu?

    Dzięki pisaniu jestem bliżej siebie i bliżej drugiego człowieka.

    Przelanie myśli na papier jest dla mnie jak malowanie obrazu lub zrobienia zdjęcia.

    Mówię w ten sposób światu: Zobacz, ja widzę to tak, a Ty?

    Albo: Słuchaj, doświadczyłem czegoś, chciałabym Ci o tym opowiedzieć, Ty też tak myślisz? Zgadzasz się ze mną, czy z twojej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej?

    Pisanie to dialog.

    Dialog ze sobą, dialog ze światem, czasami dialog z Panem Bogiem.
     
     
    Romana Tryc

     


     

    11

    Pisanie pozwala mi nie zapomnieć i zatrzymać na zawsze na kartce papieru ( na wypadek gdyby serce zapomniało), wdzięczność, dobre chwile, wzruszające słowa dzieci, refleksję po modlitwie.

    Co zmieniło?

    Dało więcej wolności.
     
     
    Paulina Ziętek- Józwa

     


     

    12

    Pisanie mnie ubogaca i rozwija.

    Mam szerszy horyzont sięgający w głąb miasta, a jednocześnie poza budynki.

    Dostaję skrzydeł i mogę szybować wysoko jak ptak, a czasem staję się jak mała mrówka mozolnie niosąca do mrowiska igłę po igle – jak ja słowo za słowem powoli przelewam.

    Dzięki pisaniu mam nieskończone możliwości znaleźć się gdziekolwiek tylko zechcę i cokolwiek sobie wymyślę.

    Czasem to podróż w głąb siebie i wydobycie swoich myśli i emocji.

    To daje uwolnienie i powrót do równowagi.

    Pisać lubię, ale czasem mam dość, wtedy to już prawdziwa bitwa o zmaterializowanie słowa.

    Każdy, kto ją stoczył wie, że warto
     
     
    Justyna Woźniak

     


     

    13

    Wszystko.

    Dało mi niezależność, której zawsze pragnęłam.

    Dzięki pisaniu mogę zatrzymywać emocje, utrwalać chwile, nazywać świat po swojemu i codzienne uczyć się czegoś nowego.

    W ten sposób porządkuje też swoje myśli.

    Pisanie stało się moją pasją i sposobem na życie.

    Nie zawsze jest łatwo, ale odkąd zrozumiałam, dlaczego piszę, nie wyobrażam sobie już innej drogi.
     
     
    Dominika Śliwa

     


     

    14

    Co pisanie zmieniło w moim życiu?

    Pisanie pozwoliło mi w okresie dorastania odkryć klucz do mojego świata wewnętrznego.

    W słowach mówionych gubiłam się bardzo łatwo.

    Przelewając je na papier, potrafiłam docierać do sedna rzeczy.

    Lata nauki jednak mijały.

    Ja pisałam coraz mniej, aż zakończyłam to wraz z odebraniem dyplomu magistra.

    W końcu szłam do pracy, powinnam być rozsądnym człowiekiem, a pisanie wydawało mi się takie niepoważne.

    Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak ważne było dla mnie przelewanie myśli na papier.

    Wróciłam do tego po wielu, wielu latach.

    Zaczęłam prowadzić bloga o edukacji domowej.

    To było piorunujące odkrycie.

    Pisałam i dzieliłam się swoim doświadczeniem dla kogoś, a przynosiło mi to głębię zrozumienia samej siebie.

    Odkryłam, że moim pisaniem mogę zmieniać życie innych.

    Nie tylko to prywatne, ale także to zawodowe, związane z prowadzeniem firmy.

    Od kilku miesięcy piszę więc nie tylko dla moich czytelników, ale także dla pierwszych klientów.

    To daje olbrzymią satysfakcję.
     
     
    Monika Buchaniewicz

    Pani od pisania

     


     

    A co pisanie zmieniło w Twoim życiu?

     


     




    E-book o copywritingu (fragment)


     


     
    Darmowy fragment e-booka o copywritingu, który piszę razem z Małgorzatą Kalbarczyk-Leonczuk.

    Idea stojąca za e-bookiem jest prosta: to spojrzenie na copywriting z dwóch odmiennych perspektyw.

    Wersję Małgorzaty przeczytasz TUTAJ

    Mój tekst: poniżej.
     


     

     


     

    Rozdział dla copywriterów: „Jak być dobrym copywriterem?”

    Czy trzeba mieć piątkowe świadectwo maturalne?
    Nie.

    Czy trzeba skończyć polonistykę?
    (Lepiej) nie 😉

    Czy trzeba znać triki mieszające ludziom w głowach?
    Zdecydowanie nie!

    Co więc trzeba umieć i jakim człowiekiem trzeba być – żeby na to miano zasłużyć?

    Moim zdaniem, kluczowe są 3 rzeczy:

    1) Empatia
    2) Logika
    3) Sumienie
     


     
    1) Empatia, czyli umiejętność możliwie najgłębszego wczucia się w sytuację życiową klienta.

    To coś więcej niż ślizganie się po stereotypach typu:

    • student = głodny, chudy
    • matka = wiecznie zmęczona
    • facet = samiec myślący tylko o jednym
    • dziecko = nieporadne

    W zasadzie tutaj mógłbym zakończyć, a i tak spokojnie wystarczyłoby Ci to do osiągnięcia mistrzostwa w tym fachu.
     
     
    2) Logika, czyli umiejętność takiego argumentowania swoich racji, którego nie da się obalić.

    Logika to czyste zasady gry.

    Tak-tak, nie-nie.

    Zero kręcenia, ukrywania faktów.

    Jeśli potrafisz logicznie myśleć, to jako copywriter będziesz nie do zatrzymania.
     
     
    3) Sumienie to świadomość, że od tego, co napiszesz, zależy ile i jakich produktów, usług oraz idei będzie na świecie… więcej.

    To kompas pozwalający odróżnić Ci dobro od zła.

    Dzięki niemu potrafisz odrzucać zlecenia, które są sprzeczne z tym, w co wierzysz.

    Używanie sumienia w pracy sprawia, że Twoje życie prywatne i zawodowe jest spójne.
     


     

    Dlaczego ta spójność jest tak ważna?

     
    Bo człowiek, który jest spójny w tym, co robi w domu i w pracy – jest szczęśliwy.

    A szczęśliwy, nieskażony cynizmem copywriter – to skarb!
     


     
    Ćwiczenie nr 1: empatia

    Uargumentuj konieczność podwyżki swojej stawki (w trzech punktach).

    Spróbuj nie napisać ani słowa o sobie.

    Skup się wyłącznie na kliencie.

    Do których potrzeb się odwołasz?
     
     
    Ćwiczenie nr 2: logika

    Jak myślisz, czego może potrzebować ktoś, kto ma dosłownie wszystko?

    Wymyśl produkt, który mógłbyś mu sprzedać.

    Odrzuć pomysły nierealne, technicznie niewykonalne.
     
     
    Ćwiczenie nr 3: sumienie

    Dostajesz propozycję napisania całej serii scenariuszy spotów wideo dla firmy z branży alkoholowej.

    Produkt, który będziesz reklamował, to napój bezalkoholowy łudząco podobny do pełnowartościowego. Ma nawet tę samą nazwę.

    Nowy napój przeznaczony jest dla dzieci 10+.

    Co robisz z taką propozycją?

    Bierzesz bez mrugnięcia okiem, czy wybiegasz myślami w przyszłość, próbując oszacować, jak taki produkt wpłynie na życie młodych klientów?
     


     

    Rozdział dla przedsiębiorców: „Jak wybrać (znaleźć) dobrego copywritera?”

    Dobry copywriter podobny jest do rzemieślnika, który od lat, w zaciszu swojego warsztatu zajmuje się trenowaniem swoich umiejętności.

    Nie traktuje pisania jako zajęcia z doskoku, po godzinach, tylko jako swój stały zawód.

    Jako pracę na długie lata, a nawet na całe życie.

    Między tym, co i dla kogo pisze – a tym, jak żyje, nie ma u niego żadnej sprzeczności.

    Jest wewnętrznie spójny, a jego życie harmonijne, bo we wszystkich swoich wyborach kieruje się kompasem moralnym.

    Nie bierze każdego zlecenia.

    Nie współpracuje z każdym.

    Nie namówisz go na wszystko.
     


     

    Jak znaleźć kogoś takiego?

     
    Najprostszym kryterium jest czas.

    Ktoś, kto od lat trwa w tym zawodzie – trwa w nim nie bez przyczyny.

    Nie chodzi jedynie o jego nieprzeciętne umiejętności czy długoletnie doświadczenie, które posiadł.

    Bardziej o to, że na dłuższą metę nie da się pracować w tym zawodzie, nie będąc w zgodzie ze sobą.
     
     
    Czy to znaczy, że osoby z mniejszym stażem są z góry na straconej pozycji?

    Oczywiście, że nie!

    Wejdź na stronę internetową dowolnego copywritera.

    Poczytaj jego blog. Przestudiuj media społecznościowe.

    Poczytaj komentarze, jakie zostawia w branżowych grupach. Zobacz, jak odnosi się do innych.

    Zdaj się na swoją intuicję.
     
     
    A jeśli nie masz na to czasu, wrzuć swoje ogłoszenie do którejś z facebookowych grup dla copywriterów.

    Osoba, od której otrzymasz ofertę spełniającą w maksymalnym stopniu opublikowane przez Ciebie wytyczne – będzie tą najlepszą.
     


     

    Skąd to wiem?

     
    1) Przede wszystkim, jeśli odpisze na ogłoszenie, starannie odhaczając wszystkie ważne dla Ciebie punkty, jeśli jego odpowiedź będzie w stu procentach „na temat”, to będzie to znaczyło, że potrafi czytać ze zrozumieniem.

    To pierwsze sito oddzielające profesjonalistów od amatorów.

    Ale nie jedyne.
     
     
    2) Dobry copywriter, żeby do Ciebie dotrzeć, posłuży się empatią.

    Prześwietli Cię na wylot, żeby dokładnie poznać Ciebie i Twoje potrzeby.

    Będzie to znaczyło, że potrafi dotrzeć do każdej informacji.

    Znając Twoje potrzeby, zaproponuje konkretne rozwiązania.
     
     
    3) Logicznie uargumentuje swoją prośbę o nawiązanie współpracy.

    Czytając jego odpowiedź, od razu poczujesz, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu.
     
     
    4) A jeśli do Ciebie napisze, będzie to znaczyło, że Twoje wartości są mu bliskie.
     
     
    Prawda, że proste?
     


     

    Zapraszam Cię na mój kurs copywritingu!

    Ogrom wiedzy, indywidualny mentoring i fantastyczna grupa na FB to początek długiej listy zalet tego szkolenia:
     

    Kurs copywritingu i kreatywnego pisania: dla początkujących, online, z osobistym mentorem [wersja pełna]


     


     




    Czego możesz się nauczyć od ptaszka, którym wszyscy gardzą?


     


     
    Opowiem Ci bajkę o wróbelku.

    Oto ona:

    „Wróbelek przycupnął”.

    To właściwie koniec, ale…
     


     
    1) Wróbelek przycupnął na stercie kamieni.

    Miał więcej szczęścia niż tysiące, miliony swoich braci i sióstr zamęczonych z rozkazu Mao.

    Plan właściciela Chin był prosty: pozbyć się ptaków, które niszczą zbiory.

    Wystarczyło tylko nie pozwolić im, żeby mogły choć na chwilę odpocząć.

    Zmusić je, żeby latały bez przerwy.

    Przeganiać je, jeśli któryś postanowił usiąść na ziemi.

    Ptaszek nigdy wcześniej nie widział czegoś tak okrutnego.
     


     
    2) Wróbelek przycupnął na parapecie kuchennego okna.

    Przez szybę zobaczył ludzi, którzy poruszają się po omacku.

    Ona miała opaskę na oczach, on też.

    Ich wspólne dziecko – nie.

    Nie miało, bo tylko ono było niewidome.

    W dodatku od niedawna, bo choroba przyszła nagle.

    Rodzice postanowili nauczyć się poruszać bezwzrokowo.

    Nauczyć się, żeby mu potem pomóc.

    Ptaszek nigdy wcześniej nie widział takiej miłości.
     


     
    3) Wróbelek przycupnął na zardzewiałym pręcie.

    Przez zakratowane okno zobaczył mężczyznę zawiązującego sobie pętlę na szyi.

    Więzień już miał skręcić sobie kark, kiedy zobaczył skrzydlatego przybysza.

    Zaczął go odganiać, ale bez skutku.

    Nie chciał tego zrobić przy świadkach, nawet tych niemych.

    W końcu ustąpił.

    Rozwiązał sznur skręcony z pociętego prześcieradła i… rozpłakał się.

    Ptaszek nigdy wcześniej nie widział takiej desperacji.
     


     
    4) Wróbelek przycupnął na mokrym maszcie, z którego smutno zwisał potargany żagiel.

    Kiedy rozbitek dryfujący na granicy życia i śmierci zobaczył, kto go odwiedził, jego serce nagle zerwało się na równe nogi.

    Ptaszek nigdy wcześniej nie widział takiej radości na swój widok.
     


     
    5) Wróbelek przycupnął na drewnianej ławce w parku.

    Po drugiej stronie alejki, na podobnej ławce, chłopak inhalował swoją dziewczynę pięknymi słowami.

    Ptaszek nigdy wcześniej nie widział tak błyszczących, kobiecych oczu i tak rozpalonych męskich źrenic.
     


     

    A teraz najważniejsze

    Ta bajka nie jest wcale o wróbelku, tylko o Tobie.

    Jeśli wydaje Ci się, że jesteś takim szaro-brązowym stworzeniem, które jest takie jak wszyscy i ma nudne życie jak większość, to mylisz się przeokrutnie.

    Każda ludzka historia jest niepowtarzalna.

    Każda Twoja historia jest ciekawa.

    Musisz tylko zacząć dziwić się światu.
     


     
    Musisz zacząć być jak wróbelek.

    Jak ptaszek, który co rano budzi się z czystą kartą.

    Z pustą kartą pamięci.
     


     




    12 rzeczy, którymi sprawisz ludziom radość (za darmo i bez wysiłku)

     


     

    Są rzeczy warte wszystkich pieniędzy, choć kosztują tyle, co nic.

    Bo wystarczy naprawdę niewiele, by sprawić radość tym, których kochasz.

    I tym, których widzisz pierwszy raz w życiu.

    A nawet tym, których nigdy osobiście nie spotkasz.

     


     

    Prawie za darmo

    1)

    Kliknij pod czyimś komentarzem na Facebooku reakcję „super”, zamiast zwykłego „lubię to”.

    To niby nic takiego, ale tym sposobem sprawisz, że komuś od razu zrobi się cieplej na sercu.

    [koszt: brak]

     
     

    2)

    Spójrz w oczy swojej żonie i powiedz jej, że pięknie wygląda.

    Powiedz mężowi, że dobrze, że jest.

    Rzuć mu to nawet mimochodem.

    Na pewno usłyszy i zapamięta.

    [koszt: 3-5 sekund]

     
     


     

    Tanie

    3)

    Pożycz swoje notatki z wykładów komuś, kto nie ma śmiałości o nie poprosić.

    [koszt: 5-10 sekund]

     
     

    4)

    Skomentuj artykuł na blogu, pod którym bardzo rzadko pojawiają się komentarze.

    Kto wie, może właśnie twoje dobre słowo skutecznie uleczy podcięte skrzydła autora strony.

    [koszt: 10-15 sekund]

     


     

    Średnio drogie

    5)

    Przepuść w kolejce do kasy kogoś, kto ma tylko kilka produktów w koszyku.

    To naprawdę nic wielkiego, a rozwala system.

    [koszt: 20-50 sekund]

     
     

    6)

    Opowiedz swojemu dziecku nietypową bajkę na dobranoc.

    Niech bohaterem będzie ono samo.

    Dla ciebie to ledwie parę minut, a ono zapamięta każde twoje zdanie.

    Na bardzo długo.

    [koszt: 5-10 minut]

     


     


     

    Chcesz nauczyć się tak pisać? Zapisz się na mój kurs copywritingu i kreatywnego pisania!

     


     


     

    Drogie

    7)

    Zadzwoń do swoich rodziców, którzy są w podeszłym wieku.

    Zapytaj mamę o przepis na jakiś smakołyk.

    Albo tatę o to, czy oglądał wczorajszy mecz.

    Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo na to czekają (chociaż nigdy ci się do tego nie przyznają).

    [koszt: 3-15 minut]

     
     

    8)

    Wysłuchaj cierpliwie do końca młodzieńczej historii dziadka, choć opowiadał ci ją już setki razy.

    Bo ani się nie obejrzysz, jak sam wejdziesz w jego buty.

    [koszt: 20-30 minut]

     


     

    Bezcenne

    9)

    Nie odwracaj wzroku od ludzi, którym się nie powiodło.

    Od tych, którzy nie radzą sobie tak dobrze jak Ty: od alkoholików, bezdomnych, ubogich.

    Nic nie boli bardziej, niż poczucie bycia traktowanym jak powietrze.

    [koszt: ?]

     
     

    10)

    Uśmiechnij się do kogoś, do kogo nikt nigdy się nie uśmiecha.

    [koszt: ?]

     
     

    11)

    Podziękuj komuś za coś, za co nigdy mu nie dziękujesz.

    [koszt: ?]

     
     

    12)

    Udostępnij ten post na Facebooku lub w innym miejscu 🙂

    [Twoje kliknięcie w poniższy przycisk sprawi mi mnóstwo radości!]




    „Jak mam wybór, czy wejść komuś w drogę czy w d…ę, to wchodzę w drogę” [WYWIAD]


     
     

    To jeden z tych wywiadów, które zapadają i w pamięć, i w serce.

    Dziś zapraszam was do świata, w którym króluje czysta wolność.

    Przewodnikiem po tej krainie, za którą każdy z nas po cichu tęskni, będzie Joszko Broda: multiinstrumentalista, kompozytor i producent muzyczny.

    Warto doczytać do samego końca.

     


     

    RODZINA

     


     

    Jak miała wyglądać twoja przyszła rodzina? Miałeś jakieś plany co do niej, jakąś jej wizję, kiedy byłeś jeszcze kawalerem?

    Chyba zwykle jest tak, że się lubi to, co się zna, o ile są to dobre doświadczenia.

    Mój dziadek miał rodzinę wielodzietną i zawsze mi się podobała koncepcja takiej dużej rodziny wielopokoleniowej, tworzącej wspólnotę, zorganizowanej wokół wspólnych wartości i kultury.

     


     

    Dziś masz dziesięcioro dzieci. Dziewięciu synów i jedną córkę*. Głupie pytanie, ale muszę je zadać: zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądałoby twoje życie, gdyby było odwrotnie? Gdybyś miał dziewięć córek i jednego syna?

    Znajomi, którzy mają więcej córek, mówią, że niczym się to nie różni oprócz tego, że dochodzi jeszcze pisk.

    Myślę, że w każdej rodzinie wielodzietnej jest intensywnie, niezależnie od rozkładu płci.

    Pewnie na poziomie szczegółów są inne tematy – może zamiast kolekcji karabinów, łuków i mieczy, mielibyśmy cały dom w sukienkach i torebkach?

    [*) Dwie córki; kilka dni temu rodzina powiększyła się o kolejne, jedenaste już dziecko]

     


     

    A czy wierzysz w prawdziwość ludowego przysłowia „Bóg da dzieci, da i na dzieci”?

    Moja mama mówi ładnie: „dał Pan Bóg łowieczkę, da i trowkę”.

    Rozmawiając na ten temat z żoną doszliśmy do wniosku, że to ludowe przysłowie sprawdza się w ten sposób, że człowiek mający odpowiedzialność za taką liczbę dzieci, otrzymuje niezwykłą motywację, która pozwala na przekroczenie swoich własnych barier.

    Pamiętam doskonale, co robiłem, jak jeszcze nie miałem dzieci i wiem, jak działam teraz.

    Jestem tą samą osobą, ale moja rzeczywistość wymaga całkiem innej odpowiedzi, jeśli chodzi o działanie.

    Łatwo to dostrzec u ludzi, którzy nagle są postawieni przez życie pod ścianą.

    Często dzwonią do mnie osoby, które w związku z chorobą dziecka, nagle, szukając funduszy na leczenie, organizują koncerty, aukcje, zbiórki i są zdeterminowani i skuteczni.

    Bez tej trudnej sytuacji nigdy nie wyzwoliliby tych pokładów energii i mocy.

    Myślę, że tak jest z rodziną wielodzietną.

    Działasz i efekt musi być, bo taka jest potrzeba.

    Oczywiście dotyczy to ludzi odpowiedzialnych.

     


     

    Zgadzam się w stu procentach. Tak sobie teraz myślę, że każdy rodzic boi się, zamartwia o swoje dzieci, o ich przyszłość itd. Tymczasem od niektórych rodzin wielodzietnych często bije przedziwny spokój, jest tam wyczuwalna radość życia. Czy źródłem tego jest wiara?

    Zawsze wiara jest źródłem pozytywnego nastawienia do całości.

    Ludzie wierzący po prostu są szczęśliwsi.

    Myślę, że ten zauważalny z zewnątrz spokój w rodzinie wielodzietnej wynika z tego, że chlebem powszednim są większe amplitudy wszelkich doznań, gdzie potem nie robią już wrażenia tak zwane „niezwykłe wydarzenia” i „sytuacje specjalne”, ponieważ one są codziennością.

    Jest też tak, że nagle jest tak dużo spraw i problemów, że uczysz się wyławiać te priorytetowe i nie przywiązywać wagi do tych bez znaczenia.

    Potem ludzie pytają: ale jak ty to robisz, że się tym nie przejmujesz?

    Widocznie nie jest to aż tak ważne.

     


     

    Dobre podejście! A skoro jesteśmy już przy problemach: czy miałeś takie chwile, kiedy było ci tak ciężko (finansowo), że traciłeś nadzieję, że wyjdziesz na prostą? Co wtedy robiłeś?

    Razem z żoną ustaliliśmy na początku naszego małżeństwa, że pieniądze nie będą dyktować nam warunków i myślę, że udaje się tego trzymać, bo warunki finansowe nigdy nie spowodowały u mnie utraty nadziei.

    Poza tym, mimo, że ja mam dość artystyczne podejście do zarządzania pieniędzmi, to moja żona, która ogarnia tematy menedżerskie, nigdy nie pozwoliła mi wpaść w poważne tarapaty finansowe.

    Podejmowaliśmy różne wyzwania inwestycyjne i wtedy bywało trudniej, ale wiedzieliśmy, co robimy i po co i byliśmy w tym razem.

     


     

    Jak myślisz, dlaczego ludzie wywodzący się z rodzin wielodzietnych często powielają ten wzorzec w swoich rodzinach? Czy dlatego, że wiedzą z własnego doświadczenia, że to wspaniała sprawa?

    Z moich obserwacji wynika, że niekoniecznie wszyscy powielają.

    Różnie to bywa, w zależności od własnych doświadczeń oraz postawionych sobie celów.

    Moja żona, która wychowała się w dużej rodzinie, zawsze taką chciała i chyba do czwórki dzieci, marudziła, że jest za mało ludzi.

     


     

    Zaintrygowała mnie jeszcze jedna rzecz w kontekście posiadania tak licznej rodziny. Dlaczego zdecydowaliście się z żoną na edukację domową swoich dzieci?

    Moja żona powiedziała takie zdanie: urodziłam sobie klasę, to sobie ją teraz będę uczyć.

    Chodzi o to, że system właściwie zawłaszczał nasze dzieci, ich serca.

    My byliśmy od tego, żeby świeże, pachnące, wypoczęte, nakarmione dzieci dostarczyć do instytucji, która zajmowała się ich kształtowaniem, wychowaniem, układaniem ich świata – czyli szkoła przejmowała sedno sprawy.

    Sami chcieliśmy to robić, szczególnie, że w wielu punktach mieliśmy poważne wątpliwości co do szkolnych propozycji.

    Tak się zaczęło, potem pojawiła się jeszcze lawina innych argumentów, które utwierdzają nas co do słuszności podjętej decyzji.

     


     

    To teraz będzie naprawdę trudne pytanie: jak być dobrym ojcem w tych szalonych czasach?

    Więcej słuchać i robić, niż mówić.

     


     

    Hmm… dałeś mi teraz mocno do myślenia, więc zrewanżuję się tym samym. Wyobraź sobie, że jesteś jednym z synów… Joszka Brody. Jak jednym zdaniem opisałbyś swojego ojca? Co najważniejszego od niego dostałeś? (poza życiem)

    Tata dał mi swój czas.

     


     

    MUZYCZNY BIZNES

     


     

    Jak wpadłeś na pomysł, żeby nazwać swoją firmę najprościej jak się da: „Firma z lasu”? Jest genialna!

    Dziękuję!

    Po pierwsze identyfikuję się z lasem i to słowo jest mocno związane z moim działaniem, po drugie kontrasty są fajne, a poza tym dobrze to oddaje moją specyficzną postawę odnośnie wchodzenia w różne układy i układziki.

    Jestem z lasu i jak mam wybór, czy wejść komuś w drogę czy w dupę, to wchodzę w drogę.

     


     

    Dobre, dobre!

    Wracając do biznesu. Niektóre poradniki biznesowe zalecają, żeby wchodząc na rynek, zastosować tzw. „strategię błękitnego oceanu”. Czyli stworzyć nową, własną niszę i być w niej numerem jeden. Mam wrażenie, że twoją działalność można opisać właśnie w ten sposób. Jak się zatem się czujesz, mając świadomość, że de facto nie masz konkurencji?

    Masz rację.

    Myślałem właśnie w ten sposób.

    Nie chcę się ścigać o celebrycki fejm, nie walczę o listy przebojów – to nie moja liga i nie moje aspiracje.

    Gram muzykę, która po prostu do tego nie pasuje.

    Najlepiej jej w lesie, na polanie i obok potoka.

    Fajny ten ocean i mam szczerą nadzieję, że w ludziach istnieje potrzeba, żeby zmierzyć się również z tego typu przestrzenią w kulturze.

     


     

    Muszę o to zapytać: jak promować muzykę, której nie puszczają ogólnopolskie stacje radiowe?

    Chciałbym zebrać wokół siebie ludzi, którzy na takie dźwięki czekają.

    Zebrać ich na tyle blisko, żeby mogli usłyszeć mój sygnał z niewielkiej odległości.

    Prawdopodobnie nie będzie o mnie głośno w dużej skali, ale mam nadzieję, że uda się mówić cicho, ale do tych, którzy chcą słuchać.

     


     

    Zadam teraz pytanie w imieniu tych, którzy zaczynają dopiero swoją muzyczną karierę. Czy w dzisiejszych czasach wytwórnie muzyczne są w ogóle komuś jeszcze potrzebne? Czy można odnieść sukces bez pomocy żadnych pośredników?

    Wytwórnia muzyczna służy jej właścicielom i udziałowcom do zarabiania pieniędzy i taki jest jej interes, moim zdaniem nie do końca zgodny z interesem poszczególnych artystów.

    Wytwórnia sprzedaje muzykę wielu osób i siłą rzeczy sprawdza, ile najwięcej można wyciągnąć z całości, a nie, jak zapewnić najlepszą możliwą karierę konkretnemu artyście.

    Często idzie to ze sobą w parze, ale częściej nie.

    Na szczęście dzisiaj są już nowe możliwości, które dają większe pole manewru, ale nie jest na tyle dobrze, żeby przełamać monopol, bo nie ma wielu ludzi znających się na wszystkim – można nagrać we własnym zakresie, zagrać, wyprodukować, zmiksować, zrobić projekt graficzny i promocję w social mediach, wydać w postaci cyfrowej i ogarnąć wszystkie papiery, ale różnie może być z efektami.

    Dobra jakość jednak wiąże się i powinna się wiązać z dobrą ceną.

    Mówię tu oczywiście o produkcjach wartościowych, bo teraz sukces można osiągnąć wygłupiając się przed kamerą i nawet nie musisz wyróżniać się wyrafinowanym dowcipem. Wystarczy, że będzie głupio.

    Jeśli chcesz bez wytwórni zrobić świetną pod każdym względem produkcję, to szykuj worek pieniędzy i mówię tu o etapie produkcji, nie o kosztach sprzedaży, a z samą sprzedażą jest teraz dużo gorzej niż przed internetową rewolucją, więc trudno mówić nawet o odzyskaniu kosztów.

     


     

    Prośba do czytelników: posłuchajcie, jak rewelacyjnie może brzmień okaryna, czyli ludowy instrument wykonany z gliny:

     


     

    A gdybyś miał worek pieniędzy, to w którego wykonawcę byś je zainwestował? W jaki zespół? Na jaki nurt, gatunek postawiłbyś?

    Najbliższa mojemu sercu jest muzyka etniczna w wykonaniu wielkich mistrzów.

    Moim zdaniem to jest poziom muzyczny niczym nie różniący się od Milesa Davisa i Johna Coltrane’a.

    Sukcesywnie inwestuję w nagrywanie tych osób, w miarę możliwości i moim marzeniem jest wydanie tej muzyki, bo jest genialna.

     


     

    Powiedz, tak z ręką na sercu, czy warto być muzykiem w Polsce? Czy to dobry pomysł na życie?

    Czy warto mieć niebieskie oczy?

    Jak byłem młody, chciałem zostać lutnikiem i mimo, że zdobyłem takie wykształcenie, gram.

    Już w pierwszej klasie liceum plastycznego w Zakopanem, mój profesor od malarstwa, Arkadiusz Waloch, powiedział mi, że ja już jestem światowym muzykiem i nic innego nie potrzebuję.

    Oczywiście wtedy nie myślałem, że będę się z tego kiedykolwiek utrzymywał.

    Grałem z potrzeby serca.

    Jestem muzykiem trochę niezależnie od tego, czy chcę.

    Kiedyś pracowałem, sprzątając pokoje w internacie.

    Nie wiem, czy byłem dobrym sprzątaczem, ale fajnie się śpiewało na głosy z odkurzaczem.

    W trakcie jednego odkurzania zmieniał tonację o pół tonu, kiedy worek się napełniał.

    Trochę trudno mi być sobą, artystą, bo mam jakieś dziwne tory komunikacyjne z otoczeniem, a jeśli chodzi o pracę, to coś za coś.

    Jest ciekawie, przygodowo, dużo się dzieje, ale jest też trudno, szczególnie, gdy trzeba z tego żyć. Chciałbym móc grać tylko dla przyjemności, a pieniądze zarabiać, gdzieś, gdzie się zarabia.

     


     

    Praca pracą, ale odpoczywać też trzeba. Pytanie więc: jak odpoczywasz? Przy czym odpoczywa człowiek, który „las ma we krwi”?

    Odpoczywam muzyką.

    W graniu mam taką przestrzeń, do której nikt nie ma dostępu, gdzie czuję się absolutnie sobą i absolutnie bezpieczny.

    To moja enklawa.

    Mogę być wtedy gdziekolwiek, bo mogę wygenerować swoją autonomię.

    W lesie wszystko jest muzyczne, tam wystarczy słuchać i to jest ideał, bo tam wszystko sprzyja.

     


     

    MUZYKA

     


     

    Twoja muzyka wypływa prosto z natury. To widać, słychać i czuć. Czy gdybyś mieszkał w bloku z wielkiej płyty, tworzyłbyś taką samą muzykę jak teraz? Czy miejsce zamieszkania wpływa na twórcę?

    Wpływa.

    Kiedyś mieszkałem w bloku przez trzy miesiące, odbywając praktykę w warsztacie lutniczym i od razu złapałem „doła”.

    Zrozumiałem, że to nie dla mnie.

    To nie jest kwestia, co bym tworzył, ja po prostu bym tego nie przeżył.

     


     

    Doskonale to rozumiem.

    Gdybyś miał porównać dusze skrzypiec: takich rasowych, z lutniczego konkursu Wieniawskiego i duszę skrzypiec ludowych – to czym by się one różniły, a w czym byłyby podobne? Nie pytam o kwestie techniczne.

    Niczym.

    Gdybym miał jednak dokonać jakiegoś porównania, to może tak: perfekcja i próba osiągnięcia ideału kontra wolność i próba osiągnięcia nieskończoności.

     


     

    Jak uważasz, czy muzyka może doprowadzić świat do katastrofy?

    Oczywiście.

    Muzyka działa mocno w rejonie emocji.

    Emocje są często katalizatorem tragicznych wydarzeń.

    Można wykorzystać muzykę w ten sposób, żeby zbudować emocję, która zakończy się katastrofą.

    Można też taką emocję podsycać latami, budując zło.

    Gdybym chciał, doprowadziłbym słuchaczy przy pomocy dźwięków do ostateczności.

    Muzyka to język.

     


     

    A w drugą stronę? Czy muzyka może ocalić świat? Jeśli tak, to jaka? Co musi w niej być, żeby skutecznie łagodziła nasze rozbrykane obyczaje?

    Klasycznie: musi być dobra, prawdziwa i piękna, czyli musi łączyć w sobie profesjonalizm, dobrą formę i przekaz, który jest zgodny z naturą człowieka i buduje.

     


     

    Grasz na instrumentach mocno analogowych: na drumli, okarynie, fujarach, rogach, trąbicie, skrzypcach, gajdach beskidzkich i wielu innych. Czy to prawda, że masz ochotę na projekt, w którym połączysz dwa totalnie odległe światy: instrument taki jak… chrust z elektroniką.

    Tak, projekt już realizuję, ale nie powiem, co i jak, bo dobre pomysły szybko się rozchodzą.

     


     

    O NOWEJ PŁYCIE, KTÓRA RZUCA NA KOLANA

     


     

    Lada dzień ukaże się twoja płyta „Człowiek z lasu”. Muzyka, którą tam proponujesz oparta jest na skrajnej prostocie. Wszedłem na stronę z darmowymi fragmentami z tejże płyty.

    Najpierw posłuchałem skrzypiec i uderzyła mnie potężna tęsknota zawarta w tych dźwiękach. Potem posłuchałem drumli i poczułem, że dotykam jakiejś tajemnicy. Na koniec posłuchałem fujarki i przeniosłem się w czasie i przestrzeni.

    Jak to jest w muzyce na instrument solo drzemie tak wielka moc?

    Jestem wyznawcą jednego, ale za to dobrze postawionego dźwięku.

    Siła tkwi w prostocie, która jest bardzo wymagająca.

    Nie da się ukryć wśród ścieżek, zasłonić innym instrumentem.

    Grasz albo nie grasz.

    To nie jest tak, że weźmiesz prosty, etniczny instrument i każdy wydobyty z niego dźwięk rzuci na kolana.

    Tu nie ma drogi na skróty.

    Włożyłem w pracę nad instrumentami bardzo dużo czasu.

    Koledzy grali w piłkę, a ja szedłem w tym czasie na wiele godzin do pracowni mojego taty poznawać świat muzyki.

    Moje dźwięki są efektem ogromnej pracy, którą w nie włożyłem.

     


     

    Na tej samej stronie niechcący kliknąłem równocześnie dwa utwory. Pierwszy na flet i drugi – na drumlę. I stało się coś przedziwnego. Te dwie ścieżki, dwa zupełnie osobne byty stworzone do bycia samodzielnymi – idealnie zgrały się ze sobą. Pełna harmonia brzmień. To przypadek?

    Ciekawe, bo ja niechcący zrobiłem dokładnie to samo i efekt również był dla mnie miły i inspirujący.

    Czasem tak się zdarza, że pewne odkrycia pojawiają się tam, gdzie ich nie szukaliśmy.

     


     

    I jeszcze jeden przerywnik: kliknijcie na poniższy filmik i posłuchajcie, jak brzmi drumla. Jeśli nie znacie jeszcze tego ludowego instrumentu, to jego dźwięk totalnie was zaskoczy 🙂

     


     

    Zastanawiam się, dlaczego dźwięki z tej płyty tak dobrze „wchodzą” w człowieka? Czy dlatego, że co stworzyłeś, można nazwać muzyką pierwotną?

    Jeśli dobrze „wchodzą”, to bardzo mnie cieszy taka informacja zwrotna, bo ta muzyka jest w dużej mierze improwizacją.

    Zazwyczaj twórca na płycie pokazuje się od tej najlepszej, skończonej, dopracowanej do granic perfekcji strony.

    Ja chciałem trochę poeksperymentować, bo wiem, że nie tylko efekt końcowy, zaprojektowany, pięknie opakowany, jest fascynujący.

    To trochę ryzykowne, ale tylko w taki sposób mogę zaprosić do środka mojego świata, tylko tak można pobyć ze mną w lesie, gdzie te dźwięki powstają, gdzie mają właśnie jakąś pierwotną postać, która, moim zdaniem, zawiera całą tajemnicę i jest po prostu niesamowita.

     


     

    TO, CO NAJWAŻNIEJSZE

     


     

    Na swoim blogu piszesz: „Nie należę do mainstreamu. Nie oddam swojej niezależności i nie będę niczyim niewolnikiem”. Jaką cenę płacisz za swoją wolność?

    Ceną jest cisza w niektórych przestrzeniach.

    Artysta, żeby czuł, że jest potrzebny, musi mieć słuchaczy, potrzebuje synergii, informacji zwrotnej, więc wielu muzyków, których znam, żeby to mieć, oddało bardzo dużo.

    Dla mnie to za wysoka cena.

    Wolę grać premierowy koncert na szczycie Ochodzitej o wschodzie słońca przy minus 15, niż przegrać na wspaniałej scenie możliwość decydowania o sobie.

    Bo finansowo, to lepiej wychodzę na tym, co robię jako twórca niezależny, szczególnie w moim niszowym gatunku.

    Jak słyszę opowieści znajomych z branży, jak bezwzględnie się z nimi postępuje, to cieszę się, że mam swój las.

     


     

    Czy zatem jesteś człowiekiem spełnionym? A jeśli nie, to ile ci jeszcze brakuje do osiągnięcia tego stanu?

    W dużej mierze tak, bo mam wspaniałą rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza.

    Myślę, że dopóki mam małe dzieci, to jeszcze przede mną długa droga.

    Piłka jest w grze, nowe wyzwania czekają każdego dnia, na każdym zakręcie.

    Za wcześnie na odpoczynek.

     


     

    Co chciałbyś zapisać swoim dzieciom? Dosłownie zapisać, jedno zdanie na kartce, które byłoby twoim testamentem. Jedna myśl, która będzie dla nich drogowskazem.

    Bądźcie jak mama.

     


     

    Mam jeszcze jedno egzystencjalne pytanie: czy da się żyć tak, żeby nie bać dnia, w którym zapuka do nas śmierć?

    Tak, ja zasadniczo nie mam czasu na takie rozmyślania 🙂

    Jak otwieram rano oczy, to na dzień dobry mam do ogarnięcia kilka najważniejszych na świecie problemów moich dzieci i tak aż do wieczora, a w międzyczasie cała masa spraw.

    Jaki z tego profit?

    Nie za bardzo masz czas, żeby się zbyt dużo zastanawiać, a jeśli już się zastanowisz, to wiesz, że przynajmniej starałeś się robić rzeczy ważne dla najbliższych, których kochasz.

     


     

    I już naprawdę ostatnie pytanie: jak myślisz, czy w niebie będzie jakaś muzyka? Jaką muzykę chciałbyś tam usłyszeć?

    Kilka lat temu zmarł mój bliski znajomy muzyk, Piotr Żyżelewicz.

    Przyśnił mi się pewnej nocy i wtedy zapytałem go w tym śnie, czy w niebie jest muzyka.

    Potwierdził, ale powiedział mi, że są tam sprawy o wiele ważniejsze.

    Mam nadzieję, że w wieczności muzyka będzie wieczna i nieskończona i nieskończenie dobra, a my będziemy mieli do niej dostęp od wewnątrz, będziemy w środku melodii.

     


     
     


     

    PS

    Płytę „Człowiek z lasu” możecie kupić na stronie mojego Gościa, bez żadnych pośredników:
    http://joszkobroda.pl/czlowiek-z-lasu/


     


     
     


     

    Zobacz koniecznie najczęściej udostępniany wpis:

     


     

    Podobał Ci się wywiad? Wciśnij poniższy przycisk 🙂




    List ojca do 5-letniej córki


     
     
    Droga córeczko,

    przypadkiem usłyszałem, jak mówiłaś, kim chciałabyś zostać, kiedy dorośniesz.

    Zaskoczyłaś mnie, bo tego się nie spodziewałem.

    Powiedziałaś, że chcesz kiedyś być… mamą.
     
     
     
    To piękne marzenie!

    Obawiam się jednak, że zrealizowanie go będzie trudniejsze, niż myślisz.
     
     
     
    Po drodze czekać na Ciebie będą różne pułapki.

    Pierwsze już za kilka lat, kiedy wejdziesz w okres młodości.
     
     
     
    Jesteś wrażliwa, więc szybko uwierzysz tym, którzy wiedzą, jak rozgrywa się dziewczyny.

    Uwierzysz ludziom, którzy będą chcieli tę Twoją wrażliwość przekuć na pieniądze.

    Będą Cię osaczać tak długo, aż stracisz niewinność.
     
     
     
    Niemal ulegniesz, kiedy namówią Cię do popierania szczytnych akcji, które ze szczytnością nie mają nic wspólnego.

    Prawie się zgodzisz, kiedy każą Ci protestować w obronie prawa do czegoś, przeciwko temu czy owemu.
     
     
     
    Mam jednak nadzieję, że nie uwierzysz w te bzdury i w ostatniej chwili się wycofasz.

    Że szybko rozgryziesz intencje tych, którzy będą chcieli dzięki Tobie osiągnąć swoje cele.

    Ufam, że Twoja mądrość pozwoli Ci z daleka wyczuwać fałsz ich sprytnych haseł reklamowych.
     
     
     
    Potem zaczniesz rozglądać się za chłopakami.

    Niestety, szansa, że znajdziesz kogoś niepoharatanego przez życie, będzie niewielka.

    Gorzej: z każdym kolejnym rokiem będzie coraz mniejsza.
     
     
     
    Boję się, że trafisz na kogoś, kto mimo swojego młodego wieku będzie miał już połamany kręgosłup.

    Będzie boleśnie poraniony przez swoje lęki, fobie i uzależnienia.

    Że trafisz na kogoś, kto po przetrawieniu terabajtów nagich ciał będzie w Tobie widział kawałek mięsa, a nie kobietę.
     
     
     
    Jeśli się w nim zakochasz, wtedy on będzie na Ciebie naciskał, żebyś była „taka jak wszystkie”.

    Ten przekaz, żebyś zrzuciła z siebie balast wstydu i czystości, będzie Cię atakował z każdego ekranu.

    Dzień w dzień, noc w noc.
     
     
     
    Będą Ci wmawiać, że musisz być wyzwolona od wszystkiego, bo to jedyny przepis na Twoje szczęście.

    Paradoksalnie, przekonywać Cię do tego będą kobiety, które obok prawdziwego szczęścia nigdy nawet nie stały.
     
     
     
    Nawet jeśli wytrwasz na swoich pozycjach, to nadal będziesz musiała dzielnie się bronić.

    Koleżanki powiedzą Ci, że papierek nie jest potrzebny, jeśli ludzie się kochają.

    Mam nadzieję, że zanim zamknie się wieko mojej trumny, zdążę zobaczyć, jak rozpromieniona wychodzisz w białej sukni z kościoła.
     
     
     
    A potem zajdziesz w ciążę.

    Życzliwi będą Ci wmawiać, że po porodzie musisz jak najszybciej wrócić do pracy.

    Inaczej Twoja kariera nieodwołalnie się załamie i już nigdy się nie podniesie.
     
     
     
    Będą naciskać, żebyś oddała dziecko do żłobka, wynajęła opiekunkę, zrobiła wszystko, by tylko wyrwać się z domu.

    By schronić się w pracy, zamiast robić to, czego nikt od Ciebie lepiej nie zrobi.

    Zamiast wprowadzić nowego człowieka w życie: kroczek po kroczku, za jego maleńką rączkę.
     
     
     
    Z każdym kolejnym dzieckiem, które będziesz nosić pod sercem, presja będzie rosła.

    „A po co ci następny problem?”

    „Jeszcze jedno? Ale jaja…”

    „Robisz to dla pięćset plus?”
     
     
     
    Mało kto będzie rozumiał Twoje podejście.

    Niewielu pojmie, że to, na co się zdecydowałaś, jest piękne.

    Że nadaje Twojemu życiu nieporównywalny z niczym sens.
     
     
     
    Nawiasem mówiąc, Twój mąż też nie będzie miał lekko.

    Będzie zdezorientowany, bo nieustannie ktoś będzie kwestionował jego rolę.

    Będzie wmawiał mu, na czym polega bycie prawdziwym mężczyzną.
     
     
     
    Paradoksalnie, będą to robić ludzie, którzy nigdy prawdziwej męskości nie doświadczyli.

    Pokiereszowane kobiety i pogubieni faceci.
     
     
     
    Wierzę jednak, że uda Ci się ominąć te wszystkie pułapki.

    Wiem, że poradzisz sobie, bo każdego dnia widzisz, że miłość jest możliwa.
     
     
     
    Obserwujesz swoją mamę, która kocha i jest kochana.

    Podziwiasz kobietę, która wie, że miłość mnoży się przez dzielenie.

    I że wychowywanie dzieci nie jest marnowaniem życia, tylko jego spełnieniem.
     
     
     
    Wierzę, że gdzieś tam urodził się już ktoś, kto podaruje Ci to, co najważniejsze.

    A jeśli się jeszcze nie urodził, to może jest już w czyichś planach.
     
     
     
    Już teraz trzymam za tego chłopaka mocno kciuki.

    Za to, żeby świat go nie zepsuł.
     
     
     
    I żebyś była z nim tak szczęśliwa,

    jak jesteś szczęśliwa teraz.
     
     
     
    Twój tata
     


     




    Te 2 słowa sprawią, że po raz pierwszy od dawna zaczniesz delektować się każdą chwilą


     


     
    Najczęściej wygląda to tak:
     


     
    Dostałam się na studia, ale… to dopiero pierwszy miesiąc. Dopiero jak skończę pierwszy rok, to…

    Mam papier ze studiów, ale… to dopiero licencjat. Dopiero magister mi w czymś pomoże.

    Mam już magistra, ale… to żaden wyczyn. Każdy go ma. Dopiero jak zrobię doktorat, pokażę ludziom, na co mnie stać.
     


     
    Znalazłam chłopaka, ale… to dopiero początki znajomości. Dopiero pierścionek na palcu to będzie coś!

    Mam już narzeczonego, ale… to tylko kandydat na męża, nic pewnego. Dopiero jak będę żoną, to zacznę żyć jak 100-procentowa kobieta.

    Jestem po ślubie, ale… dzieci to jednak dzieci.
     


     
    Jestem w ciąży, ale… dopiero po porodzie zacznie się prawdziwe matkowanie.

    Jestem matką, ale… mój Jacuś ma tylko 2 latka. Dopiero jak pójdzie do szkoły, poczuję ulgę.

    Jacuś chodzi do szkoły, ale… to dopiero podstawówka. Dopiero jak zrobi średnie, odetchnę spokojniej.

    Jacuś zrobił maturę, ale… dziś bez studiów… ani rusz.

    I tak dalej, i tak dalej.
     


     

    Co tu jest nie tak?

    Zamiast cieszyć się chwilą, za każdym razem myślami jesteś gdzieś w przyszłości, w której wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie.

    Jesteś myślami w czasach, które wreszcie dadzą Ci to, za czym pędzisz: pełną satysfakcję i spełnienie.

    Z takimi czasami jest jednak pewien problem: one nigdy nie nadchodzą.

    Zawsze z tyłu głowy wykluwać Ci się będzie piszcząca myśl: „ale to dopiero…”.
     


     

    Jak to zmienić?

    Zastanawiałem się nad tym pytaniem i… chyba znalazłem rozwiązanie.

    Popraw mnie, jeśli się mylę.
     


     

    Trik:

    Przeczytaj jeszcze raz zdania, które umieściłem na początku tego wpisu.

    Przed każdym z nich wstaw 2 słowa: „na szczęście”.

    I nie dopowiadaj dalszego ciągu.

    Ciesz się ich niezwykłym brzmieniem!
     


     
    Na szczęście dostałam się na studia!

    Na szczęście mam licencjat!

    Na szczęście mam magistra!

    Na szczęście znalazłam chłopaka!

    Na szczęście mam już narzeczonego!

    Na szczęście jestem po ślubie!

    Na szczęście jestem w ciąży!

    Na szczęście jestem matką 2-latka!

    Na szczęście Jacuś chodzi do podstawówki!

    Na szczęście Jacuś zrobił maturę!

    I tak dalej…

    Czujesz różnicę?
     


     

    Dlaczego „na szczęście”?

    Bo w każdym momencie życia… masz szczęście!

    Prawie wszystko, czego doświadczasz, można skwitować tymi dwoma prostymi słowami.

    Dodając te 2 słowa, zatrzymujesz czas.

    Przestajesz niepotrzebnie wybiegać w przyszłość.

    Spokojnie, powoli delektujesz się tym, co już masz.

    A masz więcej, niż myślisz.
     


     

    Kurs copywritingu i kreatywnego pisania: dla początkujących, online, z osobistym mentorem [wersja pełna]


     


     

    Szczęście w nieszczęściu

    Ból może być sygnałem choroby, która Cię zżera od lat. Im wcześniej go doświadczysz, tym głośniejsze będzie Twoje „mam szczęście”.

    Najwięksi twardziele, którzy ufają Bogu na maksa i w każdych okolicznościach, potrafią dodać „na szczęście” nawet wtedy, kiedy lekarz mówi, że nie ma dobrych wieści.

    Wielu z nich, już po fakcie, kiedy oddalą się od zagrożenia na bezpieczną odległość wielu lat, dojdzie do wniosku, że nawet ten rak był dla nich na swój sposób szczęściem, wręcz błogosławieństwem.

    Więc kiedy będziesz już jedną nogą na drugim świecie i okaże się, że kolejka do bram nieba jest dłuższa, niż można by się spodziewać, westchnij sobie wtedy tak:

    „Na szczęście zabrałem ze sobą karimatę i śpiwór. Mogę przenocować u Pana Boga za piecem, albo nawet na kuchennej podłodze”.