10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika


 


 

Szczęka czytelnika, która z wrażenia z hukiem opada na ziemię, to jest to, co blogerzy (copywriterzy) lubią najbardziej. Jak napisać artykuł, by zaintrygować internautę? Zobaczcie kilka sposobów na smakowity tekst.

Uwaga: na końcu artykułu czeka na Was BONUS.

 


 

1. Tytuł

Sposób 1: liczba na początku

Chociaż sam użyłem tego triku, to szczerze mówiąc mam alergię na tytuły w stylu 5 sprawdzonych sposobów na dietę czy 47 pomysłów na tytuł zaczynający się od liczebnika. Kiedyś takie rzeczy robiły wrażenie, dziś trochę mniej. Opad szczęki? Tylko w przypadku naprawdę dużych liczb, np. 1000 sposobów na…

Sposób 2: zaskoczenie w połowie zdania

Dobrym pomysłem jest zaskoczenie czytelnika w połowie zdania, tak jak w tytule Jak założyć sklep internetowy, by zwinąć go po paru miesiącach. Nie wiem jak Was, ale mnie taki nagłówek na pewno skłoniłby do zapoznania się z resztą tekstu. Szybkość opadu szczęki jest w takich przypadkach wprost proporcjonalna do stopnia przewrotności tytułu.

Sposób 3: słowo z innej parafii

Można także użyć barwnej, obrazowej frazy niepasującej stylistycznie do całości tytułu, na przykład zupełnie kolokwialnej, np. opad szczęki. Im większy kontrast między takim rodzynkiem a resztą tytułu – tym większe emocje i ciekawszy obraz rodzący się w głowie czytelnika.

 


 

2. Lead / lid / zajawka

Prawda jest arcyboleśnie prosta. Przeciętny czytelnik rzuca okiem tylko na tytuł. Bardziej ogarnięty – na lead, czyli błyskotliwą zapowiedź tego, co czeka na niego w artykule. Nieliczni, zdesperowani czytają artykuł w całości. Wiem, brzmi to okrutnie, ale tak to niestety wygląda. Wracając do naszej zajawki. Jak ją stworzyć?

Sposób 1: z grubej rury

Najlepiej wyobrazić sobie lead tak ostry, jak to możliwe, a potem zdobyć się na odwagę i przenieść przynajmniej część jego mocy do edytora tekstu. Na przykład jeśli piszemy o weekendowym wypadzie na strzelnicę, możemy zacząć (nomen omen) z grubej rury: Miałeś kiedyś ochotę zastrzelić swojego szefa?

Jestem pewny, że takim zdaniem kupimy sobie od razu sympatię 99,99 procenta czytelników. Pozostały jeden promil stanowić będą prawdopodobnie szefowie niedostrzegający zagrożenia ze strony pracowników.

strzelba

Na zdjęciu: idealny odbiorca artykułu o strzelnicy

Oczywiście nie można za każdym razem epatować tanią sensacją, ponieważ z każdym takim tekstem obniża się u internautów poziom zainteresowania, a rośnie stopień ich znudzenia. Zresztą, wystarczy wspomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu filmiki na YouTube zatytułowane Pan X miażdży / masakruje pana Y, biłyby rekordy oglądalności. Teraz to coś zupełnie normalnego. Ot, kolejna zwyczajna masakra na śniadanie…

rolnik

Na zdjęciu: rolnicy po całodziennym oraniu w internecie udają się na zasłużony odpoczynek.

Nawiasem mówiąc, dziś, kiedy w co drugim spocie ktoś kogoś masakruje na różne sposoby, coraz częściej mamy dziwne wrażenie, że żyjemy w kraju rzeźników. Albo rolników (słynne zaorywanie kogoś w co drugim artykule, wpisie czy filmiku).

Sposób 2: w białych rękawiczkach

Dlatego można zacząć artykuł nieco mniej drastycznie, co nie znaczy oczywiście, że czytelnik ma zacząć ziewać podczas wędrówki wzrokiem przez lead. Oto dwa przykłady takich początków artykułu:

1. Greckie Meteory

Być w Grecji i nie odwiedzić Meteorów, to jak wybrać się do centrum Paryża i za wszelką cenę unikać widoku wieży Eiffla. Dlaczego warto skierować swe kroki do prawosławnych klasztorów, których dachy zdają się sięgać nieba? Czy to miejsce jest naprawdę tak zachwycające, jak o nim mówią? [więcej…]

2. Pałac cesarza Dioklecjana

Przekraczając bramy pałacu Dioklecjana, w jednej chwili cofamy się w czasie o 1700 lat… Taka liczba jest naprawdę trudna do wyobrażenia. Ile to pokoleń? Przykładając tutaj polską miarę, można powiedzieć, że gdyby Dioklecjan chciał zaprosić Mieszka Pierwszego do siebie na partyjkę (no właśnie, czego?), musiałby czekać na niego, skromnie licząc, jakieś siedem wieków. [więcej…]

 


 

 3. Forma tekstu

Treść ma znaczenie, ale równie istotny jest sposób jej podania. To tak jak z kotletem schabowym: inaczej smakuje w wykwintnej restauracji z gwiazdkami Michelin, a inaczej jedzony z psiej miski. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie próbowałem ani jednego, ani drugiego.

pies czyta

Bardzo ciekawy artykuł. Ciekawe, co będzie dalej?

Dlatego zdecydowanie warto poszukać innych, nieszablonowych form dla swoich tekstów. Można w tym celu czerpać inspiracje z innych, nieraz zupełnie odległych dziedzin.

Artykuł czy opis produktu może więc mieć formę bajki, pamiętnika, instrukcji obsługi itp. Co więcej, przy pisaniu tekstu warto inspirować się muzyką, plastyką czy np. motoryzacją. Bo niby dlaczego nie? 🙂

Artykuł „muzyczny” może mieć formę tematu z wariacjami albo ballady z powtarzanym refrenem (kto chodził do jakiejkolwiek szkoły muzycznej, ten wie, o co chodzi).

Z kolei artykuł „plastyczny”, który nie musi dotyczyć branży związanej ze sztuką, może przypominać swą konstrukcją obraz-tryptyk.

Natomiast struktura tekstu tworzonego dla klienta z branży motoryzacyjnej może nawiązywać na przykład do pracy silnika (4 fazy pracy silnika to 4 części tekstu, a w każdej z nich – jak w kolejnych fazach pracy silnika – dzieje się coś innego).

Nie można też zapomnieć o motywie podróży bohatera. Skoro schemat ten wykorzystywany jest z powodzeniem w co drugim filmie, to dlaczego nie zastosować go w artykule blogowym?
 
 

Zobacz 3 przykłady:

Przykład nr 1: Bohaterem artykułu może być nawet wanna wolno stojąca podróżująca przez wieki z człowiekiem na pokładzie:

http://maciejwojtas.pl/epicka-historia-wanny-wolnostojacej/
 
Przykład nr 2: opis produktu w formie listy składników z opakowania produktu żywnościowego:

Michałki klasyczne z Wawelu

Wyrób przeznaczony jest dla:

  • dzieci, które są prawie zawsze grzeczne
  • dzieci, które od czasu do czasu lubią coś zbroić
  • łobuziaków, którzy stale obiecują, że się poprawią
  • dorosłych, którzy stale się czymś niepotrzebnie martwią
  • dorosłych, którzy w środku wciąż czują się dziećmi

Skład:

  • cukier – bo cukier to podstawa wszystkich słodkości
  • orzeszki arachidowe – są nieśmiałe, dlatego kryją się w środku (podejrzewamy jednak, że bawią się tam w berka)
  • czekolada – patrz: cukier
  • mleko w proszku – bo mleko w płynie to w tym przypadku nie najlepszy pomysł
  • kakao – bo w tej postaci smakuje najlepiej (to potwierdzona informacja)
  • aromat – bo zapach jest równie ważny jak smak

Ostrzeżenie:

  • Zjedzenie jednego Michałka może wprawić Cię w dobry nastrój.
  • Zjedzenie dwóch – w świetny humor.
  • Trzy Michałki to gwarancja uśmiechu na twarzy przez kilka godzin.

 

Przykład nr 3: artykuł na bloga utrzymany w formie gry:

„Gra o zdrowie” – content marketing + storytelling

 


 

4. Triki scenariuszowe / rozwiązania zaczerpnięte z literatury

Artykuł może, a nawet powinien być opowieścią wciągającą czytelnika bez reszty. Jak to zrobić? Można do tego celu wykorzystać słynne 22 reguły Pixara. To istna kopalnia świeżych inspiracji. Obejrzyjcie tę prezentację:

 

Reguły Pixara to także zakamuflowane rady dla każdego blogera. Cztery z nich to wręcz pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce naprawdę dobrze pisać:

Reguła #2: To co podoba się widzom i to, co podoba się Tobie – to mogą być dwie różne historie. Pisz tak, by zaspokoić przede wszystkim widza.

#10 Rozłóż na czynniki pierwsze historie, które Ci się podobają. To, co w nich lubisz, jest częścią Ciebie. Musisz to dobrze poznać, zanim z tego skorzystasz.

#12 Zignoruj pierwszą myśl, która przychodzi Ci do głowy, i trzecią, i czwartą, i piątą – pozbądź się oczywistości. Zaskocz siebie.

#14 Dlaczego musisz opowiedzieć tę historię? Jakie przekonanie żywisz, którym jest napędzana tworzona przez Ciebie historia? To jest jej sedno.

Inspiracji można szukać nie tylko w bajkach Pixara. Warto sięgnąć po rozwiązania sprawdzone w literaturze:

Zanim go powiesili, czyli sztuka opowiadania historii

 


 

5. Nawiązania do kultury / popkultury

Jeśli chcemy, by czytelnik identyfikował się z naszym tekstem, warto umieścić w artykule odniesienia do kultury, sztuki czy popkultury. Ważne, by były to elementy bardzo dobrze znane tej grupie odbiorców, do której kierujemy nasze słowa. Tylko wtedy uznają oni tekst za coś bliskiego ich sercu.

I tylko wtedy będziemy mogli pobawić się np. w parafrazowanie różnych słynnych motywów. W innym przypadku zostaniemy niezrozumiani, a czytelnicy poczują się wykluczeni, ponieważ np. nie będą kojarzyć użytego przez nas cytatu z którejś tam części Star Wars albo kultowej piosenki z Kabaretu Starszych Panów. A to chyba najgorsza kara dla każdego, kto żyje z pisania. Poniżej – dwa przykłady kreatywnego odwołania się do popkultury.

Zobacz 2 przykłady:

http://maciejwojtas.pl/rejs/

Zastosowania karteczki samoprzylepnej (okiem copywritera)

 


 

6. Koelizmy, czyli więcej niż…

Zwyczajny, standardowy tekst stosunkowo łatwo można zmienić w „coś więcej niż zwykły tekst”. Wystarczy zilustrować artykuł jakimś poetyckim zdjęciem ze stocka, dodać szczyptę pseudomądrości, najlepiej zapisanych tak, by Każdy Wyraz Zaczynał Się Od Dużej Litery.

kot w tle

Ewentualnie nasycić zdanie kropkami: Dzięki. Temu. Każde. Słowo. Jest. Jak. Slogan. Volkswagena. I kropka. Nawiasem mówiąc, „więcej niż”to prawdopodobnie najbardziej wyświechtana i zużyta fraza reklamowa, która o dziwo – nadal ma się dobrze. Na tyle dobrze, że nawet najwięksi na rynku nie wstydzą się jej używać:

pc

Więcej niż to więcej niż tylko „więcej niż”

 


 

7. Tytuły i śródtytuły – pisz jasno i zrozumiale (dla ludzi i robotów Google)

Wzrok czytelnika to odpowiednik człowieka, który selekcjonuje ludzi stojących przed klubem. Jeśli widzi atrakcyjny tytuł albo śródtytuł – zatrzymuje się, lustruje obiekt i wpuszcza go „do środka”. Z kolei brak śródtytułów (lub śródtytuły nie budzące emocji) mogą przyczynić się do tego, że odbiorca pobieżnie przeskanuje tekst i po pięciu sekundach wyrzuci go z pamięci.

Ale to tylko jedna strona medalu. Druga kwestia to SEO. Fraza kluczowa w tytule to podstawa sukcesu. Jeśli dodatkowo uwydatnisz śródtytuły znacznikami h2/h3, to zmusisz roboty Google do baczniejszego przyglądnięcia się Twojej pracy. A to przełoży się pozytywnie na liczbę wejść na stronę.

 


 

8. Idź na całość. Zaszalej. Napierniczaj pomysłami. A nuż trafisz prosto w serce czytelnika.

To moja ulubiona metoda.

Festiwal Dobrego Contentu: 7 pomysłów na contentową petardę

 


 

9. A jeśli utknąłeś na amen?

Wtedy weź słuchawki i posłuchaj muzyki. Albo tej, którą dobrze znasz, albo wręcz przeciwnie – zupełnie ci nieznanej. Czy to coś pomoże? Jak mawiają pracownicy helpdesków:

U mnie działa.

Chcesz wpaść na dobry pomysł? Posłuchaj muzyki

 


 

10. Poprawki

Przed wypuszczeniem tekstu w świat, a tym samym przed ostatecznym pozostawieniem go na pastwę czytelników, warto przeczytać go kilka, a nawet kilkanaście razy. Najlepiej na głos i najlepiej komuś, kto nie był zaangażowany w jego powstanie. Czytanie na głos pozwoli nam wychwycić sformułowania, które nie brzmią zbyt dobrze. Czytając po cichu, nie wyłapiemy oczywistych nieraz błędów. Dlaczego tak się dzieje – nie wiem.

To samo dotyczy poprawek. Dobrze jest przespać się z tematem, przeczytać go na świeżo na drugi, a nawet trzeci dzień. Oczywiście nie można poprawiać w nieskończoność, choć sam akurat nie ustrzegłem się tego błędu.

kartka papieru

Tekst, który czytacie miał blisko 100 zapisanych wersji. A i tak nie jestem z niego do końca zadowolony. I chyba nigdy nie będę…

 


 

BONUS 🙂

Zapraszam was do polubienia mojej strony autorskiej
https://www.facebook.com/wojtasmaciej/

Dlaczego warto dać lajka?
Każdy, kto zalajkuje stronę, może liczyć na DARMOWE KONSULTACJE z copywritingu. Oczywiście, jeśli tylko będę w stanie pomóc (merytorycznie i czasowo). Pomogłem już w tym zakresie wielu osobom, więc nie krępujcie się.

 


 

Inne wpisy, które warto zobaczyć:

Proste triki mocno pobudzające kreatywność

Opisy produktów prawie jak… sceny filmowe [kreatywny copywriting]


96 Comments

  1. Maćku, bardzo ciekawy artykuł. Z radością przyznaję, że przeczytałem około 90% słów, które się na niego składają, a obaj wiemy, że to wynik imponujący. Czy planujesz w drugiej części przedstawiać warsztat (proces, narzędzia), który przydaje się w ocenie trafności samej koncepcji artykułu lub jego poszczególnych elementów?

    1. Nie chciałem powielać tego, co wszyscy już gdzieś tam czytali. Wykorzystałem własne doświadczenia i obserwacje. Przy okazji zapraszam na kolejne części artykułu. Postaram się, by były co najmniej tak dobre jak ten tekst 🙂

  2. Dobre rady podane w przystępny sposób i do tego z jajem. Takich treści na blogach brakuje, jednocześnie uczących i zapewniających rozrywkę. Na pewno będę tu jeszcze zaglądał. 🙂

  3. Artykuł przykuwa uwagę, więc zostały w nim zastosowane różne omawiane techniki 🙂 Przeczytałam go w całości, co nie często mi się zdarza 🙂 Gratulacje, z pewnością sugestie te wykorzystam tworząc własnego bloga

  4. Warto jednak dodać, że te wszystkie sposoby powinny też łączyć się z pewną uczciwością w stosunku do czytelnika. Jeśli po zobaczeniu zaskakującego tytułu i interesującej zajawki kliknie i stwierdzi że tekst albo nie zawiera tego co oczekiwał, albo wątek zapowiedziany na początku jest doczepiony na siłę i gdzieś tam ledwie wspomniany, to efekt może być odwrotny – czytelnik znielubi autora.

    Stosunkowo dobrym sposobem może być znalezienie w tekście dwóch lub trzech elementów, które mogą się wydawać niepowiązane i wymienić je w tytule. Wtedy w trakcie czytania tekstu czytelnik dowie się o co chodziło w tytule. To może być na przykład formuła „Co łączy tornado, Einsteina i filiżankę herbaty?” (a łączy sporo).

  5. no trochę oczywistych oczywistości jest, ale i diamenciki wymagające szlifu też się znajdą. To chyba dobrze, prawda? 🙂

    1. Ten artykuł został opublikowany 16 kwietnia. Dziś jest 6 lipca, a ja stale coś w nim dłubię i poprawiam 🙂 Normalnie jak facet w swoim ukochanym samochodzie 🙂

  6. Bosze, co ja tu robię? I przede wszystkim dlaczego jestem tu pierwszy raz? Dlaczego dopiero teraz tu trafiłam? Lądujesz na liście regularnie czytanych 🙂

    A co do idealnego połączenia szefów i strzelnicy – potwierdzam. Sama jakoś na początku roku popełniłam tekst w tym temacie, czyli coś w stylu 7 szefów, których chciałam już z samego rana strzelić w fejsa. Do dziś jest namiętnie podczytywany 🙂

  7. Nie mam pojęcia, co w tym tekście wywołuje Twoje niezadowolenie (chyba, że już nie wywołuje), ale jak dla mnie jest bomba! Przeczytałam od dechy do dechy i w sumie z chęcią łyknęłabym drugie tyle 😉

  8. Dla mnie, jako poczatkujacego, Twój artykuł moze okazac sie bardzo pomocny. Musiałeś w niego włożyć sporo pracy ale efekt robi wrazenie. Pozdrawiam i będę do Ciebie zaglądał.

  9. Dzięki za wiele pomysłów i inspiracji! Szczególnie rady produkcji pixara są trafne :). Czasem człowiek ślęczy nad tym monitorem i nic, po prostu echo. Niby jest pomysł, a treść wydaje się nam oklepana. Dzięki Tobie mam masę nowych pomysłów, czy się wykorzystają, czas pokaże. Często pisze pod wpływem emocji, a to ma swoje plusy i minusy, wiadomo. To, co podoba się mnie, nie do końca musi ciekawić czytelnika. A ja lubię być szczera, co nie zawsze jest dobre. Pozdrawiam, Mamatywna 🙂

  10. Eeej, ale tytuły z cyferkami naprawdę zwiększają klikalność. Mam jeszcze do wypróbowania jeden motyw a’la brukowce, coś w stylu: „100 000 osób już widziało te zdjęcia…” albo „Cała Polska żyje tym tematem”, ale na razie zabrakło mi jaj.
    Dzięki za rady – wydają się bardzo przydatne i dają do myślenia. Twój FP ma mojego lajka – będę zaglądać częściej, może uda mi się złapać trochę Twojej lekkości pióra.

    1. Co do cyferek – zgadzam się.
      Sęk w tym, że to się chyba zaczyna wszystkim powoli przejadać.
      Widocznie ludzie biorą sobie do serca porady takie jak te w moim artykule 😉

      Z drugiej strony – takie brukowe tytuły nie pasują chyba do Twojego bloga. Piszesz z taką fajną elegancją. Nie psułbym tego efektu w imię paru dodatkowych „klików”.

      1. Oo bardzo dziękuję za komplement 🙂
        PS. Najbardziej klikalne moje tytuły to:

        Jak wychować szczęśliwe dziecko
        Powiedz mi co czytasz a powiem Ci kim jesteś
        Trzy seriale, które ryją beret

        Czyli tylko jeden z cyferką w tle 🙂

  11. Świetny tekst 🙂 Do niektórych z tych punktów stosuję się od jakiegoś czasu, inne są dla mnie nowością.
    Uświadomiłeś mi, że mimowolnie unikam stosowania liczb w tytule, choć mogłabym ich używać, bo moje wpisy na blogu przeważnie mają formę listy. Sama natomiast chętnie czytam wszelkie teksty typu „10 sposobów”.
    Jeszcze a propos tytułu – do tej pory najwięcej wyświetleń ma u mnie tekst pod tytułem „Pierwszy raz po porodzie jest wyjątkowy”. Żałuję, że nie miewam częściej takich pomysłów!

  12. Ech, aleś kloca walnął XD To nie jest wpis, toż to wpiszysko! 😀 Zapisze go sobie, bo całego naraz czytać się nie da, trzeba ciągle monitor wycierać, ewentualnie kącik ust, gdy ślina pocieknie od nadmiaru mądrości płynących z ekranu.

  13. Powaliłeś mnie tym tekstem, szczęka opadła i to w trakcie jedzenia (niezbyt oczekiwanie), w trakcie czytania frazy o kotlecie w misce dla psa. Akurat jadłam śniadanie, ale drobiazg.
    Tekst jest tak genialny, że wrócę tu jeszcze ze trzy razy!

  14. Jakbym siebie widziała podczas pisania doktoratu :): „Tekst, który czytacie miał blisko 100 zapisanych wersji. A i tak nie jestem z niego do końca zadowolony. I chyba nigdy nie będę…” Perfekcjonizm bywa złym doradcą bardzo często (czas, czas i nerwy). Ostatecznie tekst bardzo dobry! Podstawię go lubemu pod nos jako lekturę na popołudnie 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *