Wypalenie


 

Wiedziałem, że ten dzień w końcu nastąpi. Że obudzę się rano, wejdę na bloga, rzucę okiem na wpisy i wyłączę komputer.

 


Podobno to normalne i od czasu do czasu dopada każdego blogera.

Myślałem, że jestem wyjęty spod tego „prawa”. Przecież blog był moim oczkiem w głowie. W każdy wpis wkładałem co najmniej całe serce, wszystkie swoje najlepsze pomysły. I nagle…

Z dnia na dzień zabrakło mi energii do prowadzenia bloga.
Normalnie jakby ktoś wyłączył mi prąd za niepłacenie rachunków.

To nie to, że nie mam pomysłów na artykuły. Mam, i to bardzo dużo. Kilkadziesiąt samych tytułów, kilkanaście rozgrzebanych, rozpoczętych tekstów.

Nie potrafię sklecić sensownego zdania.
Czuję, że nie mam już nic mądrego do powiedzenia.
[a o pierdołach nie chcę pisać]

Mam nadzieję, że to chwilowy kryzys.
I że do jutra z wypalenia zostanie już tylko popiół.

Tak że ten… 🙂

Przy okazji: macie jakieś sposoby na ruszenie z miejsca?

  • Tak chyba trzeba będzie zrobić 🙂

  • Przynajmniej dwa teksty na ten temat napisałam ;). Niemniej… jedyna skuteczna metoda to siąść i poczekać aż przejdzie (niemoc) lub przyjdzie (wena) ;).

  • Moim sposobem jest wyjście na dwór 🙂 Spacer, rower, rolki, cokolwiek byle na powietrzu! jak przewietrze głowę, zaraz jest lepiej 🙂

    • Niestety, wychodzenie na dwór odpada 🙁
      Tu gdzie mieszkam, wychodzi się tylko na pole 😉

      • Tym lepiej! Nie ma nic lepszego niż świeże powietrze, a jedyny dźwięki jaki słychać to świergot ptaków 🙂

        • Tak, co do powietrza – pełna zgoda. Potrafi postawić człowieka na nogi 🙂

  • Maćku, dla pocieszenia powiem, że Twój post to świetny pomysł na… post 😀 Lepsze to niż brak ruchu na blogu 😀 A chęć do pisania wróci na pewno 🙂 daj sobie czas 🙂

    • Wiem, takie było założenie: ruszyć z miejsca, pisząc o niemożności ruszenia 🙂
      Zaskoczyło mnie to wypalenie, taka obojętność na widok swojego bloga.
      Oby było tak, jak piszesz 🙂 Dzięki za komentarz 🙂

  • I dzięki za trzymanie kciuków 🙂

  • Maciej, ile razy mialam cos takiego, juz wydawalo mi sie, ze nic wiecej nie napisze i zamkne bloga. Ale po kilku dniach takiego smecenia sie bez pisania spadala mi na glowe lawina pomyslow i inspiracji… Daj sobie czas na oddech, a zobaczysz, ze wiele dobrego z tego wykielkuje. Pozdrawiam cieplutko Beata

    • Na brak pomysłów nie narzekam. Mógłbym je puszkować i wysyłać na eksport 🙂
      Bardziej chodzi o sensowność tego pisania.
      Ale faktycznie będę musiał zrobić sobie wolne i wrócić „cały na biało” 🙂
      Dziękuję za dobre słowo 🙂

  • To minie 🙂 I podziwiam, że nie mając chęci do pisania – jednak napisałeś – czyli do wypalenia bardzo daleko! Mój sposób: mam przygotowanych kilka tematów, które nie wymagają większego wysiłku, takich czysto informacyjnych. I wskakują wtedy, gdy nie mam weny lub chęci. Ale chyba najlepszym sposobem jest mieć nie pomysły, a napisane już artykuły, gotowe do opublikowania.

  • Odpocznij, zrób coś innego, to bardzo szybko minie 🙂 Jak odpoczniesz i wrócisz do bloga to zobaczysz, że nie będziesz mógł przestać pisać 🙂 Na mnie taki odpoczynek świetnie działa 🙂 Lubię to szczególnie na wakacjach, gdy wracam i nagle patrzę: ooo, komputer! 😀 Lubię to uczucie, gdy wracam i wszystko jest takie jakby nowe, stęsknione wyczekane 🙂 🙂

  • Odpocznij chwilę od pisania, powinno pomóc 😉

  • Dziękuję 🙂 i wzajemnie 🙂

  • Idź na spacer, Maćku, pooddychaj świeżym powietrzem 🙂 Mam nadzieję, że to Ci pomoże, a jutro rozpoczniesz dzień z zupełnie innym poczuciem 😉

  • nieprzyzwoitka

    Odpocznij. Podejrzewam, że każdy z nas to przeżywa. Daj na luz, idź na pole (heheh Kraków pozdrawia), idź do lasu, popatrz na zielone, napij się mohito… eee ok, to nie-meskie, więc napij się czegoś męskiego i już. Samo przyszło, samo pójdzie. A jeśli potrzebujesz dodatkowo jakiegoś komplemetu, to z chęcią Cię uraczę – bardzo lubię Cię czytać, i Twoje sweet komcie również:) Twoje poczucie sarkazmu i ironii idealnie wpisują się w mój klimat, więc z przyjemnością Cię obserwuję. I uczy do góry chłopaku, grunt to żyć szczęśliwie, a szczęście to spokój ducha, więc proszę się nie zadręczać! Bloga prowadzisz chyba dla przyjemności a nie z przymusu, no nie? 🙂

  • Padłeś? Powstań i zapierdalaj 🙂

    PS. Ciekawe, czy na mnie podziała?

  • Edyta Wara-Wąsowska

    Mózg potrzebuje różnych bodźców i lubi się uczyć, dlatego przez kilka dni skup się na czymś zupełnie odległym od pisania – może to być cokolwiek, ale najlepiej coś, czego nigdy jeszcze nie próbowałeś, a co Cię zawsze interesowało. Pomoże. 🙂

    • ” coś, czego nigdy jeszcze nie próbowałeś, a co Cię zawsze interesowało”

      Brzmi kusząco 🙂

  • Polecam jakiś wysiłek fizyczny. Pójść pobiegać, pojeździć na rowerze, potańczyć. Kilkanaście minut ruchu i energia oraz zapał powinny wrócić na swoje miejsce. 😀 No, przynajmniej u mnie by się to sprawdziło.

    • Na krótkotrwały „dołek” – na pewno działa. Wiem, bo sprawdzałem. Na większy kryzys potrzebne są chyba ciut mocniejsze środki 🙂 Ale co do wysiłku – jeszcze nikomu nie zaszkodził 🙂

  • Wróć do źródła. Pisz dla przyjemności, bądź zadowolony z wpisu- nie myśl o tym co my o nim napiszemy, czy odwiedzimy, jak dużo, jak często.

    • Bardzo dobre rady, dzięki 🙂
      [no, może poza tą „bądź zadowolony z wpisu” – bo nigdy nie jestem do końca zadowolony ze swoich tekstów 😉

  • Smutno mi się zrobiło…Macieju, w przeciągu lat jeszcze będzie wiele wypaleń. Nie stresuj się, zamknij komputer, wyjdź na świeże powietrze, walnij kielona i nie przejmuj się. Przyjdzie inspiracja to przyjdzie. Ja bede czekać. Trzymaj sie!

    • Dzięki za dobre słowo 🙂
      Nie wyobrażam sobie perspektywy kilku lat (w odniesieniu do bloga) :))

  • U mnie najlepiej działa obiecanie sobie że siadam do postu tylko na 5 – 10 minut. To taki mały odcinek czasu więc na pewno dam radę. I powiem Ci że z reguły po tym czasie już się wkręcę w pisanie. I ciągnę dalej 🙂 Czasami do końca – czasami do połowy. Jednak najważniejsze że wyrabiam sobie nawyk pisania 😀 Może też to przetestuj 😉

    • Pomysł bardzo dobry 🙂
      Akurat w mojej sytuacji nie muszę pracować nad nawykiem pisania (jestem copywriterem, więc rolę bata pełnią klienci 😉

      • W takim razie u Ciebie nie nawyk, a sposób na walkę z brakiem weny i wypaleniem 🙂

  • Na mniej najlepiej działa brak internetu. Odłączenie wszystkiego i piękny widok za oknem. Nie ma takiej siły, która wtedy mogłaby mnie rozproszyć 🙂

    • Na mnie też działa – nic mnie bardziej nie wkurza niż awaria neta, kiedy mam rozgrzebaną robotę dla klienta 🙂

  • Ja czekam. Zwykle dzień-dwa i mija, bo ja nie potrafię być bezczynna.

  • Ja mam taki, że nic na siłę 🙂 Ale jednocześnie wiem, czym jest twórcza niemoc – bardzo chcesz pisać, ale miotasz się w niemożności zrobienia tego.
    Zbieraj tematy! Rozejrzyj się i zastanów, o czym CHCIAŁBYŚ napisać.

    • O równaniach miłości 🙂 Serio, mam szkic takiego artykułu, ale to tak trudny temat, że chyba nie dam rady.

  • Biorąc pod uwagę, że szybko wróciłeś do pisania, wypalenie było zdecydowanie za mocnym słowem. Może po prostu chwilowa blokada?

  • Czytam, rozglądam się, sprawdzam co mam w szkicach i po paru dniach przerwy odżywam i działam 🙂

  • Widzę Maćku, że ten temat wraca do każdego z nas jak bumerang. Czyli wygląda, że to taka norma jest. Pisarska sinusoida. Nie wiem, co trzeba zrobić poza… przeczekać 🙂

    • Ech… nie mam czasu na czekanie, stary jestem…

  • Ja tak mam ostatnia. Pod koniec grudnia założyłem sobie, że będę publikował 2 razy w tygodniu (zobacz na kalendarz u mnie – od stycznia regularnie poniedziałek i czwartek). No i teraz coś pieprznęło i nie mogę. Dzisiaj pierwszy raz nic nie opublikowałem i moje założenie poszło się jeb…ać. Od teraz będę publikować raz w tygodniu.
    A jak ruszyć z miejsca? Nie wiem, może przeczekać? Albo oświadczyć, że się kończy z blogowaniem i zamyka poletko. Robiłem tak kilka razy i momentalnie wypalenie znikało 🙂
    Gorzej jak ma się te durne postanowienia regularnego pisania…

    • „oświadczyć, że się kończy z blogowaniem i zamyka poletko”

      Dobra myśl 😉

  • Mam jeden. Nie czytam „złotych rad” blogosfery” bo … mnie irytują. Piszę, kiedy chcę. Na siłę, na mus, bo tak trzeba, bo to … bo tamto, bo „klyenci” uciekną jak mawia pewien bloger, bo czytelnicy mnie rzucą, bo to … komercja, bo wpis, bo post … A gdzie radość? Poszła z przymusem na główną bo tak trzeba, To nie dla mnie. Jak ruszyć, ruszyć temat, który mnie rusza.

    • Masz rację, czasem chyba trzeba wrócić do źródeł.

  • Krystyna Polek

    Moim jedynym sposobem jest „rozwód” z komputerem na kilka dni 🙂

    • Nie wiem, czy moi klienci zgodziliby się na taki chwilowy rozwód 🙂