Wpływ muzyki na opis kiełbasy

Czy to, czego słuchamy, ma wpływ na to, co piszemy?

Mogę mówić tylko za siebie: moim zdaniem ma i to całkiem spory.

Często podczas pisania słucham muzyki. Po pierwsze dlatego, że lubię. Po drugie, bo nie wiedzieć czemu, dźwięki skutecznie „odblokowują” w momentach braku weny / pomysłów / natchnienia.

Jest jednak jeszcze coś.

Charakter słuchanej muzyki przekłada się dość mocno na klimat, a nawet całą konstrukcję pisanego tekstu. Najlepiej widać to podczas pisania scenariusza, a konkretnie tworzenia dialogów.

Bohaterowie mówią zupełnie inaczej, jeśli słucham powiedzmy ostrzejszego rocka, a inaczej jeśli w tle leci jakiś zwiewny barok. Dlaczego tak jest? Nie mam pojęcia. Ważne, że to działa. Zawsze.

Jak można to wykorzystać?

Jeśli wiadomo, że to działa, to jak to wykorzystać? Bardzo prosto. Wystarczy aplikować sobie muzykę odpowiednią do danego zadania. Zaraz zobaczycie, jak to wygląda w praniu.

Postanowiłem twórczo przerobić opis kiełbasy, słuchając podczas pisania siedmiu w miarę różnorodnych utworów.

Tak wyglądał oryginalny tekst (ze strony olewnik.com.pl):

opsi-kielbasy


 

Test: 7 różnych utworów – 7 różnych opisów tego samego produktu

Kilka słów o dwóch zasadach, jakie sobie narzuciłem podczas tego eksperymentu.

Po pierwsze, tworząc kolejne opisy, słuchałem utworów dobrze mi już znanych. To ważne, ponieważ nie musiałem dzięki temu dodatkowo wytężać uwagi na śledzenie melodii itp.

Po drugie, nie zastanawiałem się długo nad danym opisem. Po prostu – odpalałem filmik i zaczynałem pisać. Bez przygotowania. Rozwijałem pierwszą myśl, jaka przyszła mi do głowy.

Efekty okazały się zaskakujące:

Zaledwie po kilku sekundach od rozpoczęcia słuchania utworu pojawiał mi się w głowie gotowy pomysł na cały tekst. Regularnie za każdym razem.

Zachęcam Cię do równoczesnego słuchania danego utworu wraz z opisem produktu. To może być naprawdę interesujące doświadczenie.

Utwór nr 1

Pomysł na opis:

Monotonny, powtarzający się motyw klawesynu przełożyłem na wielokrotnie powtarzające się te same wyrazy:

Ta sama receptura. Te same składniki. Ten sam smak. To samo mięso. Te same zioła. Te same przyprawy.

Od miesięcy. Od lat. Od pokoleń. Wszystko robione tak samo perfekcyjnie. Z pasją, z sercem, z zaangażowaniem. 

Właśnie tak powstaje kiełbasa krakowska.
Bez barwników, bez ulepszaczy, bez glutaminianu.
Z myślą o Tobie.

Utwór nr 2

Pomysł na opis:

James Bond to nie tylko kobieciarz. Okazuje się, że także „kiełbasiarz”:

Znasz ją. Poznaliście się dawno temu. Dobra była. Ostra, ale wyrafinowana. Obiecywała, że pokaże ci, jak smakuje wieprzowina z przyprawami.

Opowiadała ci, ile przeszła. Wędzenie, pieczenie, a potem jeszcze to suszenie… Nie miała lekkiego życia, to fakt.

A te jej pieprzne teksty? Pamiętasz, jak się wtedy czerwieniłeś?

Taka właśnie była: totalnie naturalna. Bez sztucznych barwników i tego całego glutaminianu, który wypełniał wnętrza jej koleżanek.

To co, chcesz się z nią umówić na spotkanie sam na sam?

Utwór nr 3

Pomysł na opis:

Zastosowałem lakoniczny język znany z filmów, których akcja dzieje się w przestrzeni kosmicznej. Zero lania wody, same konkrety:

Kiełbasa krakowska sucha – raport dzienny nr 435:

Receptura: brak kopii u konkurencji
Składniki: najlepsze z obecnie dostępnych
Smak: brak informacji o istnieniu podobnego
Stopień wyważenia kompozycji ziół i przypraw: optymalny
Udział tradycji: 100%
Zawartość barwników: nie stwierdzono
Zawartość glutaminanu: nie stwierdzono
Gotowość do spożycia: natychmiastowa

Utwór nr 4

Pomysł na opis:

Opis w formie monologu kogoś, kto nie do końca wie, o co w tym wszystkim chodzi (to nawiązanie do tematyki serialu, z którego pochodzi powyższy fragment):

Tak, to ona, krakowska sucha. Nie wiem, dlaczego tak dobrze smakuje.

Może przez te przyprawy i zioła? A może przez mięso wieprzowe? Albo przez pieprz i sól? Z tego co mówili, jest wędzona, pieczona i suszona. Dla smaku.

Pamiętam tylko tyle, że nie ma w niej barwników i glutaminianu. Twierdzą, że od dawna ją robią. Tak samo. Zawsze tak samo.

Utwór nr 5

Pomysł na opis:

W połowie XXI wieku (akcja filmu, z którego pochodzi muzyka, rozgrywa się w roku 2046) produkcja żywności z pewnością będzie w pełni zautomatyzowana. Dlatego opis produktu przetłumaczyłem na język fabrycznych robotów:

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Świeże mięso wieprzowe.
Zioła, przyprawy, sól, pieprz.
Wędzenie.
Pieczenie.
Suszenie.

Enter.

Utwór nr 6

Pomysł na opis:

Nawiązałem do scen ze spotu – otwarcie filharmonii, zbieranie się widowni przed koncertem, witanie gości itp.

Witam wszystkich przybyłych!

Kogo ja widzę? Kryształek soli z ziarenkiem pieprzu jako przyprawą towarzyszącą, cóż za znakomity duet! A tam – cała rodzina ziół, wspaniale!

Zapowiada się aromatyczny wieczór. Ach, jeszcze moje panie: przyprawy, jak zawsze wyraziste.

Zaczekajmy na głównego gościa tej imprezy. O, już jest! Mięso wieprzowe. Świeżo z masarni. Zatem możemy zaczynać.

Najpierw wędzenie. Teraz pieczenie. A po wszystkim zapraszamy na suszenie.

Przepraszam bardzo… ale barwniki? To nie jest impreza dla was. Proszę opuścić miejsce produkcji. To samo dotyczy glutaminianu sodu.

Najwyraźniej nie wiecie, że kiełbasa krakowska sucha świetnie obywa się bez was.

Utwór nr 7

Pomysł na wpis:

Połączenie Chopina z Mickiewiczem i jego Panem Tadeuszem. Plus wątki z literatury barokowej. Najwyraźniej wszystko się w tym opisie pokiełbasiło:

Gdzieżeś się podziała kiełbasko sucha mała? Gdzież Twe plastry wędzone przyprawiane zielem rozmaitym, nadziewane wieprzem, traktowane pieprzem.

I solą.

Serce me pała do lic Twych suchych i kruchych wnętrzności. O, utulże spłowiałą mą skórę i zetlałe kości. Tylko nie smagaj ich chemią sodową, ni barwnikiem żadnym…

Czy odwrotnie też to zadziała?

Jak widać, muzyka może wpływać na klimat i ogólny wydźwięk tworzonego tekstu. A gdyby to odwrócić? Czy tekst może natchnąć kompozytora? Postaram się kiedyś to sprawdzić 😉


10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika (pełna wersja)


 

Z KIM WSPÓŁPRACUJĘ
OPINIE ZACHWYCONYCH KLIENTÓW
KONTAKT

 


  • Hm, nie wydaje mi się, by muzyka mogła aż tak zdefiniować tekst. Nie wiem, czy to możliwe, ale gdyby ten test przeprowadzany byłby nieświadomie, wyniki byłyby dla mnie wymierniejsze.

    • Zgadzam się z Tobą. Ale ten test siłą rzeczy nie mógł być przeprowadzony nieświadomie 🙂
      W tym przypadku bardziej wyszło coś innego: muzyka jako rewelacyjny katalizator pomysłów, swego rodzaju legalny „dopalacz”.
      Naprawdę po kilku sekundach od uruchomienia filmiku miałem w głowie cały obraz tego, co chcę napisać. Coś fantastycznego 🙂
      Natomiast podczas mojej zwykłej codziennej pracy wpływ słuchanej muzyki na tekst jest nieco mniejszy, aczkolwiek wyraźnie wyczuwalny.

      • Mnie po prostu trudno uwierzyć w to, by piosenka tak ukierunkowywała formę tekstu. Zastanawiam się, czy więcej w tym świadomej kreacji wynikającej z założenia, że dany utwór powinien jakoś wpłynąć, czy to naprawdę tak wyraźnie działa. Ale… wierzę na słowo. I może, jak będę miał sposobność, sam poeksperymentuję.

        • Żeby wyniki były miarodajne, musiałbym znaleźć kogoś, na kim mógłbym poeksperymentować.
          W tym przypadku nie dało się radykalnie oddzielić świadomej kreacji od [sam nie wiem, jak to nazwać].
          Po prostu otworzyłem się na działanie muzyki i tyle 😉

  • czy tekst może natchnąć kompozytora? też pytanie, przede wszystkim! najpiękniejsza na świecie poezja śpiewana pozdrawia. 🙂

    • Poezja – jasna sprawa 🙂 A coś bardziej wymagającego? Na przykład rozkład jazdy autobusów? :)))

      • też! czasem jedno słowo wystarczy, by wpadło do głowy, tłukło się i nie mogło wyjść 😉

        • Muszę koniecznie spróbować 🙂
          A co do słowa, które nie chce się odczepić – znam ten ból :)))

          • boli zwłaszcza wtedy, jak się nie ma pod ręką nic do pisania… 😉

          • Najgorsze są genialne pomysły pojawiające się w środku nocy. Wydaje się, że bez problemu się je zapamięta do rana. Niestety tak to nie działa 🙁

          • haha, nigdy 😀

  • Genialne. Muszę to koniecznie przetestować na własnej klawiaturze!

    • Dzięki 🙂 Ale naprawdę dobre teksty będą dopiero teraz 🙂 Na przykład ten zapowiada się nieźle: Jak zagonić mózg do roboty? 20 trików na pobudzenie kreatywności.

  • Ciekawy opis, ale wydaje mi się, że inne wyniki padłyby, gdybyś użył muzyki, której nie znasz. Wtedy różnice byłyby bardziej subtelne, a nie jasno wynikające z porównań do filmów, nie samej muzyki. Tutaj duży wpływ miało wszystko to, co kojarzysz z danym utworem, a nie sama melodia i jej klimat.

    • Bardzo dobry pomysł, być może wykorzystam to w pracy albo w kolejnym artykule 🙂 Dzięki za inspirację 🙂

  • Chyba muszę zacząć słychać muzyki, choć zawsze wolałam pracować w ciszy. Jaki gatunek proponujesz do opisu deweloperów? Byle nue mury runą?;)

    • Na pewno odpada muzyka „ze słowami”. Komuś, kto pisze teksty, może to po prostu przeszkadzać. Rodzaj muzyki – zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Jeśli opisujesz rajską przestrzeń wokół osiedla zatopionego w zieleni i usytuowanego nad zacisznym brzegiem jeziora – wybierz coś delikatnego 🙂 A jeśli piszesz fragment o „prężnie działającym deweloperze” – coś bardziej „bojowego” 🙂 Wiem, że brzmi to banalnie, ale np. mi to pomaga. A co do ciszy – fakt – czasem jest niezastąpiona 🙂

  • Pingback: Jak (szybko) stworzyć portfolio, które zauroczy klienta()

  • Pingback: Spoty reklamowe, które ogląda się z zachwytem / wzruszeniem / przyjemnością()

  • Pingback: Jak napisać artykuł? Jak stworzyć genialny tekst na bloga?()

  • Bondowska kiełba <3

    • Zmielona, podsuszana 😉 [zamiast wstrząśnięta, nie zmieszana]

  • <3

    • Właśnie zajęłaś pierwsze miejsce w kategorii „najkrótszy komentarz na tym blogu” 🙂

  • Genialny wpis, podziwiam pomysł! Zawsze słucham muzyki podczas pisania i faktycznie pomaga to w chwilach, gdy nie wiem, jak pójść z tekstem dalej. Nie miałam jednak świadomości, jak wiele to daje w procesie twórczym 🙂

    • Też nie wiem, jak to działa, ale działa wspaniale.
      Nie wyobrażam sobie pisania w kompletnej ciszy (owszem, czasami to konieczne, ale na dłuższą metę – ciężko zebrać myśli 😉

  • Sylwia

    Ciekawe ujęcie tematu. Nigdy bym nie pomyślała…

  • Zawsze intrygowało mnie to, jak muzyka potrafi wpłynąć na odbiór tekstu lub obrazu. Pamiętam, kiedyś pokazywano w ten sposób marsz 11 listopada – raz podkładano spokojną muzykę, a raz ostry rap. Wrażenia były zupełnie inne!

    • Okazuje się, że nie tylko wpływa na odbiór, ale też działa w drugą stronę (podczas tworzenia).

  • Muzyka ma wpływ na nasz nastrój więc i efekty daje różne przy pisaniu różnych tekstów. Świetny post 😉

  • Hahahahahahahahahaha. Z rana poprawiłeś mi humor tym postem.

  • Wersja z Bonda doskonała! Chyba muszę przyspieszyć rytmy przy pisaniu 😉

    • Warto poeksperymentować, efekty okażą się zaskakujące 🙂
      A Chopin – smakuje w każdej postaci, rockowej także 🙂