Pisanie jest jak umieranie


Uwaga: poniższy tekst powstał w środku nocy. Może zawierać drobne błędy oraz śladowe ilości orzechów arachidowych.


Dlaczego pisanie jest podobne do umierania? Bo angażuje człowieka na sto procent i dotyczy każdej komórki ludzkiego ciała. I tak jak nie da się umierać na pół etatu, tak nie da się (jeśli myśli się poważnie o tym zajęciu) – pisać na pół gwizdka.

[A propos połowy etatu. Jakiś sprytny gość wymyślił kiedyś karę połowy dożywocia. Na czym miała polegać? Na tym, że skazany przychodził do więzienia co drugi dzień.]


Doświadczenie graniczne

W tym roku zaliczyłem już dwa arcytrudne pisarskie maratony:

  • konkurs Biedronki na bajkę dla dzieci
  • oraz konkurs Script Pro na scenariusz filmu fabularnego.

„Łaskotki” – bajka, którą piszę na konkurs Biedronki

Udział w każdym z nich kosztował mnie mnóstwo wysiłku. Każdy z nich pisałem właściwie na ostatnią chwilę (biorąc pod uwagę to, że ludzie przeznaczają na pisanie tego rodzaju rzeczy cały rok).

Oznaczało to dwie rzeczy:

  • wstawanie przez wiele dni z rzędu o trzeciej, najpóźniej czwartej rano
  • i pisanie przez kilkanaście godzin do tzw. oporu.

Zbliżyłem się do granicy swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. I zobaczyłem z bliska, jak wygląda ta słynna linia, za którą jest już tylko czyste szaleństwo.


W mym szaleństwie jest metoda

Pisałem gdzieś na tym blogu, że uprawiam coś, co roboczo nazwałem copywritingiem totalnym. Polega to na tym, że możliwie każdą sytuację wykorzystuje się do szlifowania warsztatu.

Po pewnym czasie człowiek zaczyna myśleć jak copywriter, mówić jak copywriter, a nawet jeść, śmiać się i wydalać jak copywriter. Szybko zdałem sobie sprawę, że podobnie podchodzę do blogowania.

Artykuły mające grubo ponad sto wersji i tysiące poprawek to jeden z objawów perfekcjonizmu, który za każdym razem wysysa ze mnie całą energię:

Jednak okazało się, że to nic w porównaniu z tym, czego doświadczyłem podczas pisania scenariusza filmu fabularnego i książki dla dzieci.


Wysoki sądzie, naprawdę tam byłem

Pisanie dialogów, tworzenie opisów przyrody, wymyślanie bohaterów – to bardzo przyjemne zajęcie. Do tego stopnia, że w pewnej chwili zdałem sobie sprawę, że zaczynam żyć w świecie, który sam kreuję.

Coś jak murarz, który w nocy co prawda ciałem jest w łóżku z żoną, ale sercem – łazi po budowie [to czysto teoretyczny przykład].

Jeśli mój bohater robił coś śmiesznego – śmiałem się razem z nim. Jeśli umarło mu dziecko na rękach – płakałem razem z nim. A jeśli flirtował z inną postacią – czerwieniłem się, że ajj…

Nie sądziłem, że można aż tak wczuć się w rolę. To było niesamowite, ale równocześnie dość przerażające.

Myślę, że jak tak dalej pójdzie, będę musiał kupić sobie psa przewodnika, który będzie pilnował, żebym nie wpadł przypadkiem pod samochód, kiedy idąc przez miasto, pracuję nad jakimś pomysłem.


To nie jest zajęcie dla faceta

Jeszcze parę lat temu uważałem, że pisanie nie zajęciem dla mężczyzny. Że tekściarz to ktoś, kogo można ulokować między repasatorem pończoch, sprzedawcą damskiej bielizny, a równie damskim fryzjerem.

Dziś już wiem, że to zawód jak każdy inny.

Co więcej, bycie facetem bardzo pomaga w pisaniu. Lakoniczność, zwięzłość formułowanych myśli, umiejętność panowania nad całą architekturą tekstu – to jedne z niewielu rzeczy, które mężczyznom przychodzą z łatwością.


MacGyver lubi to

Chociaż muzyka to moja miłość numer jeden, to w pisaniu spodobała mi się jego ekstremalna prostota. A konkretnie „minimalne wymagania sprzętowe” potrzebne do tego, by zacząć się w to bawić.

Wystarczy przecież kawałek ołówka i kartka papieru, by stworzyć wehikuł, który zabierze na pokład miliony ludzi do miejsc, o których spece z NASA mogą tylko pomarzyć.

MacGyver byłby dumny.


40 lat szukania pasji życia

Odyseusz błąkał się przez 10 lat, zanim trafił do domu. Koziołkowi Matołkowi kilkanaście lat zajęło odnalezienie Pacanowa. Żydzi przez 40 lat szukali swojej ziemi obiecanej. Domyślam się, jak się czuli, kiedy tam wreszcie dotarli.

Prawie 40 lat szukałem odpowiedzi na pytanie „co będę robił, kiedy w końcu dorosnę”.

Dziś już wiem. Tak na 99 procent…



Zobacz też inne wpisy:

Poznaj tajemnicę najlepszych tekstów na tym blogu [+przykłady]

Blogi, które podziwiam – dlaczego są takie dobre? (odc. 1)

Siła słów, czyli najważniejszy tekst w karierze

  • A ja 40 lat (no, 39) żyłem w błogiej nieświadomości, że lubię biegać i to długodystansowo.
    Przykład sprzed kilku lat. Grałem intensywnie w jedną z gier online (nawet w klanie byłem – takim e-sportowym rzecz jasna). Po którejś z zarwanych nocy (ach te różnice czasu w turniejach na amerykańskich serwerach) wyszedłem na zakupy do sklepu. Po wyjściu z klatki schodowej złapałem się na tym, że idę tuż przy ścianie bloku, po cieniutkim chodniku, ostrożnie przepatrując krawędzie dachów najbliższych bloków. Tym razem nie było snajpera…

    • Wychodzi na to, że w 1978 roku dosypywali coś do odżywek dla dzieci 😉
      A nie, sorry, wtedy nie było takich rzeczy.

      [też mam 39 lat]

      • No ja jestem ociupinkę starszy, już po drugiej stronie czwórki z zerem 😉 Ta ociupinka to czas liczony od momentu, w którym zacząłem biegać a to kilka latek trwa 🙂

        • Rozumiem, nie zazdroszczę.

          • Nie jest źle, pewne sprawy mogę juz na zaawansowany wiek i demencję zrzucać;)

          • No i ludzie ustępują miejsca w tramwaju…

  • joanna

    Świetnie się czyta o kimś, kto ma pasję. Wiadomo, czasem proces twórczy bywa bardzo wyczerpujący, ale moim zdaniem również pisanie daje coś niezwykłego – tworzysz nowy świat, w którym poniekąd zaczynasz żyć.

  • połowa dożywocia mnie rozwaliła 😉 nie spodziewałam się, że w ogóle da się osiągnąć coś takiego jak połowa dożywocia.

    115 wersji lekko mnie przeraziło, chociaż może bardziej powinnam się zmartwić, że u mnie wersja pierwsza często jest tą ostatnią.

    • Boże, nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę… 😉

      A połowa dożywocia jest genialnie logiczna: co drugi dzień idziesz za kratki i tak do końca życia 😉

  • Miałeś rację. Podoba mi się 🙂 To jest właśnie niesamowite i przerażające w pisaniu, że piszesz i tworzysz zupełnie inny świat, który uzależnia 🙂 (I choć bardzo to lubię i mogłabym pisać bez przerwy (i byłoby to wysoce prawdopodobne, gdybym była sama) to jednak jestem za tym, aby mieć równowagę i prawdziwe życie 🙂 Podoba mi się to, co napisałeś, że nie da się pisać na pół gwizdka. Albo się to robi wszystkimi zmysłami albo szkoda czasu. Kara połowy dożywocia jest śmieszna, ale wyobraź sobie ilu więźniów zrobiłoby za nią wszystko 🙂 „Panie, ale ja tylko na chwilę wychodzę, żeby zobaczyć jak świat wygląda, jak mi kwitną kwiatki w ogródku! Bez obaw, jutro tu wrócę!” 🙂 „Zbliżyłem się do granicy swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. I zobaczyłem z bliska, jak wygląda ta słynna linia, za którą jest już tylko czyste szaleństwo.” – Cóż mogę dodać? Że uwielbiam ten stan? 🙂 Że uwielbiam to czyste szaleństwo? 🙂 🙂 Jak wstaję rano ok. 5 to o 12 jestem już jak trup 😉 Sen jest jednak bardzo potrzebny, żeby normalnie funkcjonować 😉 „każdą sytuację wykorzystuje się do szlifowania warsztatu” – popieram! 🙂 Ja odkąd jestem copywriterką inaczej patrzę na życie 🙂 Piękne zakończenie 🙂

    • Też lubię, kiedy flow dociska mnie do klawiatury tak mocno, że nie mogę się od niej oderwać 😉

      [dzięki za komentarz] 😉

  • Monika (mama na całego)

    A ja odkryłam, że kiedy piszesz powieść, opowiadanie po jakimś czasie orientujesz się, że bohater zaczyna żyć własnym życiem. I co wtedy? Trzeba mu na to pozwolić 🙂

    • Świetna uwaga.

      Na 5 godzin przed zakończeniem konkursu nie miałem jeszcze zakończenia bajki.

      I jeden z bohaterów sam mi je podpowiedział. Po prostu jego losy same się ułożyły.

      Magia 🙂

  • Ja też tak perfekcyjnie chcę zawsze dopracować tekst i poprawiam i poprawiam, heh…. czasem mnie to dobija. Niektóre dojrzewają tak długo, że stają się nieaktualne 😛

    • Ostatnie zdanie – świetne, choć bardzo smutne.

      • Na szczęście czasem piszę coś co jest związane z porą roku, czy świętami, także zdarzyło mi się, że tekst czekał kilka miesięcy i trafił na bloga 😀

        • To jak z tym zegarem. Podobno zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę 🙂

  • Dorota Sfera Copywritera

    Świetny tekst 🙂 Sto lat temu odkryłam, że teksty pisane nocą mają swój wyjątkowy czar. Są głębsze. To trochę jak rozmowy prowadzone do bladego świtu. Za dnia nie podejmiesz tych tematów, nie zbudujesz tych zdań i nie powiesz tego, co śmiało powiesz w nocy. Magia zmroku, lekkiego zmęczenia i przytłumienia naszych mechanizmów obronnych robi swoje. Stajemy się bardziej sobą. Tekst jest emocjonalny, czuje się to, o czym piszesz! To ogromny sukces! 🙂

    • Z tym pisaniem nocą jest różnie. Czasem owszem – wychodzą rzeczy genialne, ale często rano się okazuje, że nawet nie stały obok tych z napisem „w miarę dobre” 😉

      • Dorota Sfera Copywritera

        To też fakt. Jednak pewien automatyzm czy mniejsza samoświadomość pisania nocą dodają naturalności 🙂 Wtedy to, że teksty nie są idealne staje się ich zaletą 😉

        • „Wtedy to, że teksty nie są idealne staje się ich zaletą”
          Brzmi trochę jak herezja, ale kupuję ją w ciemno 😉

  • Anna Tytkowska

    „tekściarz to ktoś, kogo można ulokować między repasatorem pończoch, sprzedawcą damskiej bielizny, a równie damskim fryzjerem” – intrygujące, „sennie niejasne” i mocno nostalgiczne. Ach ten „repasator pończoch” . Już widzę taką opowieść o repasatorze pończoch – trochę psychologu, trochę detektywie, trochę artyście. Ale przede wszystkim wielbicielu kobiet 🙂

    • Suuuper pomysł 😉
      Faktycznie taka niezbyt oczywista postać.

  • Dominika Rygiel

    Zapomniałeś dodać ostrzeżenie, by przed czytaniem tego tekstu skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. 🙂

    Btw. Witam w klubie tych, którzy mają po kilkadziesiąt wersji danego tekstu w WP :> Już myślałam, że tylko ja idę tą drogą 😉

    • Cały ten blog ma taką klauzulę 😉

      Ci, którzy piszą po kilkadziesiąt wersji, powinni od razu trafiać do nieba 😉

  • Ja nie mogę pisać kolejnej wersji tekstu, bo powstaje 15 nowych wpisów 😉 I potem mam rozdwojenie jaźni 😀

    Niby zrobione jest lepsze od doskonałego, ale jak widać – nie zawsze się sprawdza 🙂

  • prawdziwy geniusz z tego co wymyślił połowę dożywocia 😛 niejeden skazany chciałby odbyć taką karę:P

  • Kilkadziesiąt wersji tekstu? Przecież jak ten osioł co mu w żłoby dano, nie wiedziałabym którą wybrać. Skoro prawdziwi pisarze tak mają to ja nie chcę być pisarzem. 😛 😉
    A takie mocne zaangażowanie ponoć jest dowodem na to, że jest się w czymś dobrym, więc to chyba dobrze świadczy o Tobie. 🙂

  • Wypalenie jest jak umieranie. Kiedyś chciałam sobie uciąć obie dłonie, myślałam, że nigdy już nic nie napiszę. Chciałam wyrzucić wszystkie książki z domu, podpalić wszelkie przejawy słowa pisanego (za dużo zleceń, za dużo pracy). Dziś wiem, że twórczość (pisanie) to życie, to woda, to energia. Na Twoim blogu nie ma umierania, jest radość pisania.

    • Ale dlaczego nie lubisz ironii?
      Serio pytam.

      • Z dwóch powodów. Poważniejszy jest taki, że ironii jest za blisko do złośliwości, cynizmu i sarkazmu. Drugi powód jest taki, że ludzie mnie nie rozumieją, kiedy ją stosuję (nie wiedzą, czy żartuję, czy ja tak na poważnie….)

        • Pierwszy powód – rozumiem (chociaż u mnie ironia jest tak łagodna, że nic tylko ją sproszkować i dodawać do odżywek dla niemowląt 😉

          Drugi powód – też rozumiem i też czasem tego doświadczam 🙂

  • Geniuszem jest ten, który wymyślił taki rodzaj kary dożywocia 🙂 A czytając Twój tekst, po raz kolejny łzy lały mi się strumieniami!

    • Haha! Dzięki za inspirację 🙂
      Spróbuję nawiązać współpracę z jakąś marką chusteczek :))

      Serio!

      [krejzi is maj lajf;)))

  • Pozytywne zafiksowanie na pisanie, szukanie wszędzie inspiracji, ćwiczenie na przykładach z życia wziętych, to ja rozumiem, choć na kilka lat musiałam sobie zrobić od tego przerwę, silna obsesja ciągnęła mnie w niepokojącym kierunku. 😉
    Bookendorfina

    • Aż tak?
      No to ładna perspektywa…

      • Wąska specjalizacja tekstów też swoje dołożyła. 😉 Przyjemnie było się od niej uwolnić na dłuższy czas. 🙂

  • Tak, pisanie potrafi zabić. Ostatnio prawie umarłam kończąc pisać magisterkę. Prokrastynacja sprawiła, że magisterkę zaczęłam pisać 3 tygodnie przed terminem. Ostatnie 48 godzin nie spałam, jak już ją w końcu zdałam to padłam i nie miałam siły wstać :P. Cudowne czasy 😀
    „Jeśli mój bohater robił coś śmiesznego – śmiałem się razem z nim. Jeśli
    umarło mu dziecko na rękach – płakałem razem z nim. A jeśli flirtował z
    inną postacią – czerwieniłem się, że ajj…”
    – jeśli w ten sposób piszesz opowiadania, że tak się wczuwasz w bohaterów to one muszą być świetne :D.

    • Wczuwanie się ma jednak ograniczenia.
      Przez nie nigdy nie będę pisał np. o samobójstwie.
      Mógłbym tego nie przeżyć 😉

      • Dla dobrego opowiadania/książki, która by służyła kolejnym pokoleniom powinieneś się poświęcić :D.
        Oczywiście żartuję 😀

        • Dobra myśl 🙂
          Tylko wcześniej musiałbym komuś zapisać zyski ze sprzedaży tej książki 😉

  • A ja myślałam, że kilkadziesiąt wersji tekstu na bloga, w którym i tak jestem w stanie znaleźć błąd czy literówkę, to norma… no cóż! Myliłam się. A przy okazji – zostało mi naprawdę bardzo niewiele czasu do magicznej 40. więc pora się ogarnąć… Co na kształt melancholii mnie ogarnęło 😉

    • Perfekcjoniści nie powinni zakładać blogów 😉

  • u mnie 40 lat minęło i czasami mam jeszcze wątpliwości co do drogi…

  • Iwona Siekierska

    115 wersja? Miałabym z Tobą nad czym pracować 🙂 „Przekleństwo perfekcjonizmu” – fajna książka, polecam 🙂 P.S. Maciek – kolejny, świetny tekst. Wiem, że się powtarzam, ale świetnie piszesz.

    • „Miałabym z Tobą nad czym pracować ”

      Znaczy zajmujesz się zawodowo takimi sierotami jak ja? 😉

      A co do (blogowego) perfekcjonizmu – to chyba przez mój zawód, który wymaga dbałości o każdą literkę (jestem copywriterem).

  • Do tej pory uważałem, że pisanie zwłaszcza na blogach to raczej rodzaj „wybebeszania” się, a w skrajnych przypadkach nawet „rzygania” sobą (sorry za dosłowność). Ale nie sposób przyznać Ci racji. Sam gdy złapię fazę to piszę tekst aż go skończę – zwłaszcza te, w których wyrażam opinie na temat określonego zjawiska społecznego. Czego przykładem jest już znany Ci tekst o uzależnieniu od Facebooka. Powstawał przez kilkanaście godzin w jednym ciągu, miał blisko 10 ścieżek, w które chciałem pójść i kilkadziesiąt drobnych poprawek.

    • A najlepsze jest to, że paradoksalnie – najlepszy odbiór mają teksty pisane ad hoc, z minimalną liczbą poprawek (tak jest u mnie – a u Ciebie?)

      • U mnie to różnie bywa, czasami są to krótkie proste teksty, innym razem popularność zdobywają te długie, w których komentuję aktualną sytuację odnośnie jakiegoś tematu. Nie zauważyłem jakiejś stałej reguły na moim blogu. 😉

        • W sumie brak reguł też jest jakąś tam regułą.

  • Wspaniale, że do Ciebie trafiłam (chyba już drugi albo trzeci raz). Mam podobnie. Zawsze mam 372367 wersji każdego postu. I żeby napisać dobry tekst, muszę się wczuć. Często pomaga mi przy tym muzyka, noc i samotność. No i kawa! Trzymam kciuki za konkurs Biedronki. Dowiedziałam się o nim z Twojego bloga – jakoś wpadła na post z 2 dni przed końcem. Obiecałam sobie, że za rok spróbuję swoich sił. Na razie w głowie mam jedynie pomysł na postać. Czekam na przebłyski genialnych pomysłów.

    • Zacznij pisać, a Twoja postać sama Cię pokieruje. Wiem, to brzmi jak rada jakiegoś gościa o kołczingu, ale tak właśnie jest.

      Dopiero w trakcie pisania przyszły mi do głowy rzeczy, których w życiu bym wcześniej „na sucho” nie wymyślił.

      I chyba to jest najlepsze w tym całym pisaniu. Że nigdy nie wiesz, jak skończy się tekst, który zaczyna się od słów: „zacznij pisać…” 🙂

  • Jak zawsze – świetny tekst…
    Jakoś umknął mi ten konkurs Biedronki, a już od pewnego czasu noszę się z zamiarem napisania bajki na niego… Chyba po prostu ją napiszę, a jak przypadkiem będzie znowu konkurs – to wyślę 😉

    • Zdecydowanie warto zacząć już teraz. Pisanie na ostatnią chwilę to samobójstwo 🙂
      A poza tym – zawsze można wysłać swój tekst do jakiegoś wydawnictwa.

  • Cieszę się, że doszedłeś po 40 latach do tego, co chcesz robić (na 99% ;)), bo uwielbiam czytać Twoje teksty. I mam nadzieję, że kiedyś mój warsztat będzie na tyle dobry, że będe mogła się pochwalić własną powieścią. Powodzenia w dalszym rozwoju Macieju!

    • Dziękuję 🙂

      I życzę wielkiej frajdy z pisania 🙂
      [a pieniądze z tego przyjdą same]

  • Konkurs Biedry? Sto tysi! Kurczę, a dziś 27!

    • Spokojnie, za rok znowu będzie. A jeśli masz jakikolwiek talent plastyczny, to w okolicach czerwca 2017 ogłoszą konkurs na ilustrację do bajki. Też 100 tysi można wygrać 🙂

  • Ela

    A ja myslalam, ze moje 20 wersji to duzo za duzo – jesteś mistrz ☺

    • 20 wersji? Bałbym się opublikować taki tekst (ale muszę kiedyś spróbować 😉

  • Bycie copywraiterem to ciężka praca, ale chyba jej efekty są warte tego zachodu? Ciekawe jest to, że można przez tyle lat szukać pasji. Może i moje pasje kiedyś się znowu zmienią (choć ja w ciągu ostatnich kilkunastu lat to miałam kilka zmian moich zainteresowań i myślałam, że już na pewno mi się nie zmienią, bo przecież kilkanaście lat na szukanie pasji to dużo, a jednak nie … ) 😀

    • Osiągnięcie satysfakcjonującego poziomu zarobków zajmuje wiele lat 🙁

  • Super dzieciaczki

    Ja nigdy nie piszę kilkadzięsięciu wersji tekstu. Tylko jedną z poprawkami stylistycznymi, czyli marna ze mnie pisarka ;D

    • Chodzi o wersje, które zlicza WordPress.
      Tak czy inaczej – zazdroszczę 🙂

  • Chyba nie dałbym rady… 🙁