Szybciej, szybciej, szybciej!

Zacznę od małego wyznania.
Nigdy nie lubiłem wyścigów Formuły 1. Nie pociągało mnie śledzenie kilkudziesięciu okrążeń, z których większość wyglądała tak samo. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Przynajmniej dla niedoświadczonego widza. Poziom emocji wyścigów przypominał mi coś w rodzaju śledzenia partii szachów o trzeciej nad ranem.

Wiem, że to dość odważne stwierdzenie, jak na autora piszącego dla portalu motoryzacyjnego, ale nic na to nie poradzę. Kiedy w zwiastunie filmu Wyścig (Rush) jeden z bohaterów powiedział: Nie szukaj normalności u facetów gotowych zginąć, jeżdżąc w kółko – poczułem, że nadajemy na tych samych falach.

Na szczęście, Ron Howard, reżyser Wyścigu, na spółkę ze scenarzystą Peterem Morganem i Hansem Zimmerem – autorem muzyki zadbali o takich widzów jak ja. Zresztą, Howard miał już w tym względzie spore doświadczenie.

Jego Piękny umysł – opowieść o genialnym matematyku porwała wszystkich, nawet tych, którym nigdy nie było po drodze z Królową Nauk. Jego Człowiek ringu przyciągnął do kin nie tylko fanów boksu, a Apollo 13 pokochali ci, którzy rzadko zadzierają głowę, by popatrzeć na gwiazdy.

Jak tego dokonał? To proste. Wszystkie te filmy opowiadają o życiu bohaterów. O tym, kim są jako ludzie, a dopiero w dalszej kolejności o tym, co robią, co ich napędza. To ma drugorzędne znaczenie. To tylko dekoracje. Bohaterowie Wyścigu mogliby, po drobnych przeróbkach zająć miejsce załogi Apollo 13, a Człowiek ringu – Johna Nasha, matematyka o pięknym umyśle.

Ron Howard zrobił jednak coś jeszcze. Swoim najnowszym filmem (premiera odbyła się w 2013 roku) sprawił, że wielu widzów (a ja wśród nich) będzie inaczej patrzeć na ten niebezpieczny sport.

Wyścig to zderzenie dwóch osobowości. Z jednej strony Niki Lauda, z drugiej – James Hunt. James to wariat, Niki to geniusz kierownicy. Nawiasem mówiąc, słowo zderzenie w kontekście filmu, w którym ważną rolę odgrywają kraksy, stłuczki i wypadki, nabiera nowego znaczenia.

Niki Lauda (Daniel Brühl), człowiek wiecznie uśmiechnięty… Żartuję 🙂 Jego twarz rzadko wyraża radość, przypomina w tym raczej fińskiego skoczka narciarskiego Janne Ahonena. Austriacki kierowca to perfekcjonista, który metodycznie, krok po kroku dąży do celu.

Chce udowodnić całemu światu, że jedynym człowiekiem godnym tytułu mistrza świata jest on. Chce pokazać ojcu, że wybierając drogę kierowcy, kiedyś pojawi się na pierwszych stronach gazet, a nazwisko Lauda będzie kojarzone właśnie z nim.

lauda2011

Niki Lauda, 2011 rok (fot. Wikipedia)

James Hunt* (Chris Hemsworth) to przeciwieństwo Laudy. Człowiek rozrywkowy, korzystający z życia pełnymi garściami. Kobiety i alkohol nie opuszczają go na krok.

hunt1977

James Hunt, 1977 rok (fot. Wikipedia)

Już w momencie ich pierwszego spotkania (poznajemy ich w roku 1970), widzimy wyraźnie, że nie będzie tutaj miejsca na przyjaźń. Jeśli już, to będzie ona gdzieś tam skrzętnie skrywana za maską noszoną przez prawdziwych twardzieli. Podziw, fascynacja, szacunek będą tym, co z czasem nabierze coraz większego znaczenia.

Widać to szczególnie w momencie, kiedy Niki Lauda ulega wypadkowi, w wyniku którego zostaje trwale oszpecony, a jego płuca – uszkodzone toksycznymi gazami. Hunt jest tym wyraźnie przejęty. Ale show must go on, sezon wyścigowy trwa dalej.

Paradoksalnie, to telewizyjne relacje z wyścigów, w których wygrywa Hunt, przyspieszają rekonwalescencję i działają wręcz leczniczo na Laudę. Kierowca po długim pobycie w szpitalu powraca do rywalizacji. Musi nadrobić stracony czas i punkty, które podczas jego nieobecności gorliwie zbierał Hunt.

Zanim to jednak nastąpi, warto dodać, że wbrew tytułowi, Wyścig to nie tylko wyścigi. To także świetnie rozegrane sceny, niemalże komediowe. Przykładem może być moment, w którym Lauda poznaje swoją przyszłą żonę. Jadą razem samochodem. Niestety, ich Peugeot ulega awarii (ech, ta francuska motoryzacja 😉

W pięknych włoskich plenerach, u boku równie pięknej kobiety Lauda chce wezwać pomoc. Jego towarzyszka podróży postanawia użyć broni, która działa na mężczyzn pod każdą szerokością geograficzną. Brzmi banalnie? Tym większe jest zaskoczenie widzów:

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść?

Wracamy na tor. Nadchodzi najważniejszy dzień. Zaraz dowiemy się wszystkiego. Poznamy nowego mistrza świata sezonu 1976. Grand Prix Japonii to ostatni ostatnia odsłona tego serialu. Pojawia się jednak problem: deszcz. Kierowcy wiedzą, co to oznacza.

Będzie ślisko. Nieprzewidywalnie. Niebezpiecznie. Na granicy brawury. A oni będą gnać. 270 km na godzinę. Samochód zmieni się w bombę. Trumnę na kółkach. Setki koni pod maską. Moc, którą trudno okiełznać. Lauda ma tylko 3 punkty straty. To niewiele.

Ruszają. Bez taryfy ulgowej. Deszcz tnie bolidy. Przeszkadza. Nikt nie poddaje się. Nie zdejmuje nogi z gazu. Przyspieszają. Szybciej. Jeszcze szybciej. Na złamanie karku.

Po śmierć.

Jeszcze szybciej. Pędzą. Gnają. Gaz. Hamulec. Bieg. Gaz. Gaz.

Szybciej. Szybciej. Szybciej…

 

*) Po zakończeniu kariery, James Hunt w latach osiemdziesiątych przeszedł kurację odwykową, musiał także zmagać się z depresją. Z nastaniem lat dziewięćdziesiątych postanowił zmienić tryb życia, ustatkować się.

Zmarł nagle na atak serca w 1993 roku. O jego stosunku do życia, a właściwie śmierci świadczy zapis w pozostawionym przez niego testamencie. Napisał w nim, by przyjaciele uczcili jego śmierć „huczną imprezą”. Jak można się domyślać, ostatnia wola Hunta została skrupulatnie spełniona…


Prowadzisz agencję reklamową?
Szukasz copywritera, scenarzysty?
 

Zobacz, w czym mogę Ci pomóc (moja oferta)
Zobacz, co zachwyciło moich klientów (referencje)
Obejrzyj moje portfolio
Dowiedz się więcej o mnie (z kim współpracuję)


Napisz do mnie:

[contact-form-7 id=”9″ title=”Formularz 1″]