I ostatnie moje słowo nazywa się…


 

Chociaż poniższy tekst mówi między innymi o przewidywaniu przyszłości, to stawiam wirtualną zgrzewkę piwa temu, kto odgadnie jego zakończenie 😉

 


Wyszczekany jak Jack McCall

Poznajcie Jacka McCalla – amerykańskiego agenta literackiego.

Facet kompletnie nie liczy się ze słowami. Wystarczy, że otworzy usta i od razu rani otoczenie swoim niewyparzonym językiem. Na pewno znacie takich ludzi. Błyskotliwych mistrzów ciętej riposty. Cynicznych do bólu.

Dobra, to tyle na razie o Jacku. Zaraz do niego wrócimy.


Pierwsze słowo dziecka

Wszyscy wiemy, jak wyjątkowym momentem jest chwila, kiedy malec po raz pierwszy świadomie wymawia słowo „mama”.

Co ciekawe, słowo to brzmi niemal identycznie we wszystkich językach świata. Czyż nie jest to niezwykłe? I czy nie jest ostatecznym dowodem na to, że jesteśmy jedną wielką globalną rodziną?


I ostatnie moje słowo nazywa się…

O ile pierwsze słowo człowieka z reguły dotyczy takich spraw jak „mama” czy „tata”, to z ostatnim słowem jest już pewien problem.

Każdy chciałby odchodzić z jakimś przesłaniem na ustach. Chciałby powiedzieć coś, co zostanie zapamiętane na lata.

Jednym zdaniem podsumować swoje życie i podtrzymać na duchu tych, którzy zostaną na tym łez padole. Na przykład w ten sposób:

Kocham Cię. Zawsze Cię kochałem. I zawsze będę Cię kochał…
Kocham Was wszystkich i… do zobaczenia po drugiej stronie.
Weźcie, nie płaczcie już. A, byłbym zapomniał: podlewajcie moje paprotki.

Niestety, w praktyce nie jest już tak różowo:

Który drut mam przeciąć? Na pewno czerw…
Testament schowałem w sejfie. Podaję kod…
Dlaczego on jedzie moim pasem?!


Ostatnie 1000 słów

Wróćmy do Jacka McCalla.

Jego życie wywraca się do góry nogami w dniu, w którym dowiaduje się, że po wypowiedzeniu tysiąca słów – odejdzie z tego świata. Trudno o gorszą karę dla człowieka, który wyrzuca z siebie zdania z prędkością karabinu maszynowego.

To równocześnie punkt zwrotny w jego życiorysie. Od tej pory musi coraz bardziej ważyć słowa. „Wydawać” je jak najbardziej racjonalnie.


 

A gdyby tak pewnego dnia okazało się, że na Waszym życiowym koncie pozostało tylko 1000 słów? Jakie zdanie pozostawilibyście sobie na sam koniec?

 


Brak słów na koncie?

Jack McCall to postać zupełnie fikcyjna – główny bohater filmu „Tysiąc słów”. Jednak problem tam poruszony nie jest jedynie teoretycznym gdybaniem.

Sam często się zastanawiam nad tym, co się stanie, kiedy mój mózg zacznie odmawiać mi posłuszeństwa. Kiedy nie będę mógł już „zarabiać głową” na chleb.

I kiedy nie będzie mnie stać nie tylko na niespodziewane wydatki, ale na zaspokojenie zupełnie podstawowych potrzeb.

Kiedy będę chciał coś napisać, ale zwyczajnie zabraknie mi słów...


Jak przygotować się na godzinę zero?

Jestem copywriterem i scenarzystą. Pracuję w zawodzie, w którym to biologia rozdaje karty i decyduje, kogo i kiedy odesłać na przymusową emeryturę.

Był czas, kiedy efekciarskie zdania same pchały mi się do edytora tekstu. Kiedy bajeczną kreatywność włączało się lekkim pstryknięciem palców. Niestety, to już przeszłość.

Coraz częściej odczuwam „spadek mocy twórczych”.

Nie trzeba mieć przenikliwości analityka giełdowego, żeby przewidzieć, jak to się wszystko skończy.

Dlatego nie mam innego wyjścia niż już teraz wykonać manewr wyprzedzający. Jednym z wielu sposobów na zapewnienie sobie miękkiego lądowania na starość jest zainwestowanie pieniędzy.


Dywersyfikacja – trudne słowo, które czyni cuda

Już nasze prababki wiedziały, że nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka.

Nie wiem, czy to świadczyło o mądrości tychże kobiet, czy była to raczej zasługa lobby koszykarskiego. Mniejsza o to.

Dywersyfikacja inwestycji to dobry sposób na zminimalizowanie ryzyka.

Skąd jednak mam wiedzieć, w co zainwestować i jak to wszystko ładnie zdywersyfikować, żeby za te powiedzmy 30 lat nie obudzić się z przysłowiową ręką w przysłowiowym nocniku?


NN Perspektywa*, czyli są widoki na przyszłość

Okazuje się, że po pierwsze nie trzeba znać się na wszystkim. I po drugie, że osób takich jak ja, będących w podobnej sytuacji, musi być naprawdę dużo, skoro istnieją oferty wychodzące naprzeciw naszym lękom o finansową przyszłość:

NN Perspektywa to innowacyjne fundusze inwestycyjne,
które optymalizują swoją strategię inwestycyjną w czasie.

Taki tekst można przeczytać na stronie https://www.nntfi.pl/perspektywa. Wszedłem tam, rozejrzałem się i postanowiłem przetłumaczyć zamieszczone tam treści na zrozumiały przez przeciętnego człowieka język.

Oto tłumaczenie z polskiego na nasze:

  • ty wpłacasz regularnie nawet niewielkie sumy
  • nasi specjaliści stają na głowie, żeby je rozmnożyć
  • nie szarżują przy tym zanadto, żebyś nie stracił swoich pieniędzy
  • dywersyfikują środki pomiędzy fundusze akcji, obligacji i gotówkowe
  • a na koniec – w dowolnym momencie wypłacasz pomnożone pieniądze

Refleksja na marginesie, czyli o co tak naprawdę tu chodzi

Wbrew pozorom, głównym celem tego artykułu nie jest namówienie Was na wybór tej czy innej oferty. Nie chodzi też o nakłonienie Was do oszczędzania.

Tak naprawdę chcę zwrócić Waszą uwagę na dywersyfikację źródeł dochodu oraz inwestowanie pieniędzy zamiast ich „przejadania”.

Mówi się, że nie powinno się trzymać dziesięciu srok za ogon. Jednak jako freelancer każdego dnia dostrzegam zalety tego modelu.

Mając kilku klientów jestem mniej narażony na nagłą utratę pracy i znalezienie się na przysłowiowym lodzie.

Nawet blog, który w tym momencie czytacie, traktuję jako jedno ze swoich zabezpieczeń na przyszłość. Inwestuję w niego przede wszystkim swój czas. A czas to przecież pieniądz.


Dlaczego to takie ważne?

Bo dla wielu z Was (nie wyłączając mnie) nadejdzie kiedyś taki moment, w którym okaże się, że rynek pracy nie ma już nam nic do zaoferowania poza pracą za głodową pensję.

Albo co gorsza – nadal jest otwarty na nasze usługi, ale nie mamy już ani sił, ani zdrowia, by nadal wstawać rano i zarabiać na swoje utrzymanie.


Ostatnie słowo Jacka McCalla

Czy Jack McCall umarł po wypowiedzeniu ostatniego słowa? Jakie brzmiał jego ostatni tekst?

Nie chcę spojlerować, ale zdradzę tylko tyle, że to amerykańska komedia, czyli film, który ma sprawić, że z kina wychodzi się w świetnym nastroju. 🙂


*PS

Jeśli jesteście zainteresowani realizacją swoich celów finansowych (mam tu na myśli emeryturę, wysłanie dzieci na dobre, czyli niestety płatne studia, czy nawet tak prozaiczne rzeczy jak remont domu, który kiedyś i tak trzeba będzie przeprowadzić) – rzućcie okiem tutaj.


Tekst powstał przy współpracy z NN Investment Partners.


 

  • Wspominasz o nie przejadaniu pieniędzy. I o to właśnie chodzi, żeby z każdym miesiącem stawać się choć odrobinę bogatszym (choćby o te 100 zł). Ja podkręciłem swoje oszczędności do takiego poziomu, że boję się przyznawać niektórym znajomym. Bo jak im powiedzieć w twarz, że oszczędzam 3x tyle co on zarabia, żyjąc na tym samym poziomie?
    PS: Jeśli wydaje się wszystko co zarabia to już lepiej leżeć do góry brzuchem i nie pracować – efekt ten sam, a nie trzeba się męczyć 🙂

    • Bardzo dobre podejście! 🙂

    • Jan Grochocki

      A ja to bym się chętnie dowiedział, jak to robisz 😉

      • Wyjechałem za granicę, często zmieniam pracę, cały czas podnoszę kwalifikacje, nie mam samochodu, zanim coś kupię to kilka razy się zastanowię czy mi to potrzebne 🙂

        • „Nie mam samochodu” – i słusznie, bo auto to prawdziwa skarbonka bez dna…

          • Kiedyś miałem samochód. Regularnie masakrował mój cienki, studencki portfel 🙁 Do tego zawsze mnie stresowało szukanie miejsca do zaparkowania.

          • :)) Ktoś gdzieś kiedyś pisał przy okazji pewnego modelu samochodu, że jego użytkownicy cieszą zawsze dwa razy: pierwszy raz kiedy go kupują, a drugi – kiedy sprzedają 😉 Coś w tym jest.

          • Nie znałem tego 😉 Być może tylko „Niemiec płakał, kiedy sprzedawał”? 😛

        • Jan Grochocki

          Dzięki za odpowiedź! 🙂

  • Edyta Wara-Wąsowska

    Ja za jakiś czas chciałabym postawić na dochody pasywne – i oczywiście również odpowiednio zdywersyfikowane.
    PS: Fajnie się czyta Twoje teksty, które powstały we współpracy z jakąś marką. Nie ma tego uciążliwego, nachalnego wciskania produktu/usługi 😉

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz.

      Wiem, jak do tekstów sponsorowanych podchodzą czytelnicy na różnych blogach.
      Staram się, żeby wpisy takie były co najmniej tak dobre jak regularne posty.

      PS. Jeśli interesujesz się filmem (lub motoryzacją), zapraszam Cię do lektury najnowszego tekstu sponsorowanego:

      http://maciejwojtas.pl/mustang/