O Księżycu, który świecił tym-tym


 

Dobre opowieści to te, które mają zaskakujące zakończenia.

A gdyby tak stworzyć historię, która nigdy się nie kończy?

 


To było tak.

Na jednej z grup na FB znalazłem wierszyk:

Raz Pan Księżyc poszedł ajci
I narobił siusiu w majci
Wszystkie gwiazdki obrażone
Odwróciły główki w inną stronę

A Pan Księżyc zawstydzony
Zdjął te wstrętne majtalony
I powiedzcie teraz dzieci
Czym Pan Księżyc w nocy świeci?

Postanowiłem skomentować ten wpis:

Hej, Księżycu zawstydzony
Wdziewaj prędko pantalony

Noc się kończy
Dzień za pasem
Nie wymachuj tu [tymczasem]

Przeproś gwiazdki
Przeproś dzieci
Nie epatuj tym, co świeci

A gdy znowu noc nastanie
Pokaż nowe swe ubranie

Na odpowiedź Księżyca nie trzeba było długo czekać:

Hej, szalony Wojtasie,
pewnie mienisz się w krasie.

Nie znasz życia, chłopino
– dzielisz życie z dziewczyną.

Nie wiesz, jak to fatalnie
tkwić na niebie centralnie.

Gnić, umierać z tęsknoty,
cierpieć z braku roboty.

Czułem kiedyś chuci plusk
teraz chce mnie dorwać Musk…

W naszą wymianę zdań włączył się po chwili sam Leon Musk*:

Szanowny panie Moon, tak jak już wielokrotnie pisałem, w przyszłym miesiącu planuję budowę kolejnej bazy kosmicznej. Ponawiam swoją propozycję. Jeśli byłby pan zainteresowany sprzedażą części swoich nieruchomości – proszę o kontakt na priv.

Co tu począć, co tu począć… Księżyc miotał się jak lekarz od in vitro trzymający garść plemników w ręce.

Faktycznie, miał ciężki orzech do zgryzienia. Nasz naturalny satelita postanowił jednak zjeść ciastko i mieć ciastko. Ustalił, że sprzeda swoje najlepsze działki w dniu pełni, 17 maja.

Miliarder dobił targu. Następnej nocy wyszedł na taras, by przez teleskop podziwiać swoje nowe nieruchomości. Coś jednak było nie tak. 24 godziny później miał już stuprocentową pewność, że Księżyc zrobił go w balona (elona).

***

Niezwykłe, jak bardzo kreatywny potrafi być ludzki język, gdy człowiek chce wytoczyć najbardziej wulgarne działa. Leon ujadałby na Księżyc pewnie do białego rana, gdyby nie to, że mięsiste zdania wypuszczane w kosmos usłyszała jego mała córeczka:

Do kogo tak brzydko mówisz, tatusiu? I czy złamas to taki pan, który…

Leon pobladł. Błyskawicznie zaczął się tłumaczyć. Wymyślił na poczekaniu wierszyk, w którym z grubsza streścił sens swojej wcześniejszej wypowiedzi:

Raz Pan Księżyc poszedł ajci
I narobił siusiu w majci
Wszystkie gwiazdki obrażone
Odwróciły główki w inną stronę

A Pan Księżyc zawstydzony
Zdjął te wstrętne majtalony
I powiedzcie teraz dzieci
Czym Pan Księżyc w nocy świeci?

Dziewczynka zachichotała, po czym pobiegła do domu i po chwili wróciła ze swoim tabletem:

Tatusiu, a czy mógłbyś mi zapisać ten wierszyk? Chciałabym wrzucić go na fejsa…

 


*) Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.