Marketing w Polsce: 1980-2045 [artykuł konkursowy]

Marketing w Polsce: 1980-2045*

Historia marketingu kołem się toczy. Pesymiści twierdzą, że wszystko już było. Optymiści, że najlepsze dopiero przed nami. A jak jest naprawdę?

Zapraszam Cię do GRY, dzięki której poznasz wszystkie odcienie marketingu.

Rok 1980

Fabryki pracują teoretycznie pełną parą. Gospodarka kręci się od niechcenia. Jest sztucznie dokarmiana zagranicznymi kredytami niczym kaczka w parku spleśniałym chlebem.

Niby wszystko w porządku, ale towary znikają w tajemniczych okolicznościach, pochłonięte przez monstrualny odkurzacz zamontowany za naszą wschodnią granicą.

Marketing? Nie masz prawa znać tego terminu.

  • Skaczesz do przodu o pięć lat, zamykając po drodze oczy, by nie uszkodził ich gaz łzawiący wypuszczany w stanie wojennym w stronę przeciwników władzy.

Rok 1985

Produkty o jakości, która Steve’a Jobsa wprawiłaby w dożywotni wytrzeszcz oczu, sprzedają się jak świeże bułeczki. Przy okazji, bułeczki akurat w tych czasach są naprawdę świeże. I to bez polepszaczy.

Marketing? Nie musisz się tym przejmować. Wystarczy, że od czasu do czasu zrobisz kontrolowany wyciek tajnych informacji gdzie i kiedy rzucili coś tam do sklepu.

  • Skaczesz do przodu o pięć lat. Tym razem naprawdę warto.

Rok 1990

Ludzie kupują wszystko i za każdą cenę. Od zera do milionera? To prostsze niż kiedykolwiek. Zwłaszcza na pięć lat przed denominacją, która wszystkim obetnie cztery zera z tyłu.

Marketing? Jeszcze nie teraz. Choć już niedługo będzie odmieniany przez wszystkie przypadki. Przypadkiem też stanie się marzeniem wszystkich maturzystów.

  • Skaczesz do przodu o kolejne pięć lat. W ciemno, bo nic złego nie może Ci się przydarzyć.

Rok 1995

Zachodnie marki przemawiają z wyższością w głosie, a klienci jak zaczarowani słuchają ich opowieści: o świecie bez łupieżu, o odrobinie luksusu, na którą sobie zasłużyli, o samochodach prosto z raju.

Marketing? Wow! Ależ to jest skuteczne!

  • Skaczesz do przodu o pięć lat, zahaczając niechcący o pierwszy kabel internetowy.

Rok 2000

Internet jest w fazie pieluszek niemowlęcych. Prasa drukowana kwitnie, a telewizja? Wydaje się być nieśmiertelna.

Marketing? Uff… zaczyna się robić naprawdę ciasno na rynku. A stare triki przestały działać.

  • Jedyna nadzieja w raczkującym internecie. Skacz o pięć lat, nie ma co czekać.

Rok 2005

Nadchodzi era Facebooka. Rolę supportu przed występem gwiazdy pełni portal Nasza Klasa.

Marketing? Kurcze, ależ to się ciężko sprzedaje…

  • Skaczesz do przodu o pięć lat, potykając się w połowie lotu o wystającą z USA krawędź światowego kryzysu.

Rok 2010

Internet sprawia, że klienci zaczynają publicznie mówić to, co myślą o markach. Dla niektórych z nich jest to wyjątkowo lodowaty prysznic.

Marketing? To już tak nie działa. Wymyśl coś.

  • Jak tylko wymyślisz coś sensownego – skocz do przodu o pięć lat. Wrażeniami z podróży obowiązkowo podziel się na Facebooku.

Rok 2015

Twitter nie może się zagnieździć w Polsce, a starsi mają alergię na Snapchata. W dodatku Facebook bije rekordy w cięciu zasięgów. Marketerzy mogliby poszukać pocieszenia na forach, ale te ostatnie zostały opanowane przez zawodowych „szeptaczy”.

Przy okazji, to jeden z najbardziej schizofrenicznych zawodów tych czasów. Dziś jesteś podstarzałą Krystyną z Otwocka, a jutro Kevinem z warszawskiego gimnazjum.

Marketing? Teraz wymaga naprawdę akrobatycznych umiejętności. Liczba miejsc, w których przesiadują potencjalni klienci, nigdy nie była tak duża.

  • Łatwo już było. A jak będzie w przyszłości? Sprawdź to. Skocz w przyszłość o pięć, dziesięć albo piętnaście lat.

Rok 2020

Liczba influencerów po raz pierwszy przekracza liczbę „normalnych” użytkowników internetu, a na jednego internautę przypada dwa tysiące blogerów i vlogerów.

Mark Zuckerberg po raz dwudziesty próbuje umieścić facebookowego satelitę na orbicie. Ups…


Rok 2025

Trendy: internet rzeczy + live streaming + wideo 360 + VR

Przykład wykorzystania: lodówka przeprowadza transmisję live (livestraming) z pieczenia kurczaka na rożnie (wideo 360) w kuchence gazowej. Kurczak ma na głowie ognioodporne okulary Spectacles czwartej generacji, które rejestrują przebieg wypadków. Rzeczywistość, w której znalazł się biedny ptak, nie jest jednak bynajmniej wirtualna.


Rok 2030

Trend: aplikacje czytające w myślach i dopasowujące reklamy do impulsów ludzkiej woli.

Ponieważ na każdą truciznę zawsze prędzej czy później pojawia się antidotum (choć wyznawcy teorii spiskowych twierdzą, że jest dokładnie odwrotnie) – także i w tym przypadku pojawiają się urządzenia tuszujące aktywność mózgu.

Bezmyślność staje się najbardziej pożądaną umiejętnością.
Twórcy blockerów myśli zbijają na swoich wynalazkach prawdziwe fortuny.

Marketing? Chyba powoli dochodzisz do ściany.

  • Jeśli chcesz mieć frajdę z „robienia marketingu”, cofnij się o 30 lat. Jeśli jednak w sobie żyłkę odkrywcy – skocz do przodu o pięć lat.

Rok 2035

Świat ogarnia epidemia adwertonii – nieznanej wcześniej choroby, której objawem jest totalna, nieodwracalna obojętność na każdy, nawet najbardziej drastyczny przekaz reklamowy.

Marketing? Weź mnie nie rozśmieszaj.

  • Skocz do przodu o pięć lat. Czeka Cię przyszłość, o jakiej nawet nie marzyłeś… Zafunduj sobie odrobinę luksusu… To bez sensu, przecież i tak jesteś zaimpregnowany na reklamę.

Rok 2040

Adwertonia powoduje załamanie światowej gospodarki. Jedynym rozwiązaniem jest wojna.

Jeśli chcesz zrobić karierę w marketingu, nie masz wyjścia – musisz skoczyć w otchłań najbardziej bezsensownej wojny w historii. [edit: wszystkie wojny były bezsensowne]


Rok 2045

Wojna.
Liczniki zostają wyzerowane.
Aby zacząć zabawę od nowa, wróć do roku 1990.

Albo kup grę Marketingowy ninja i zagraj w to jeszcze raz, sam 😉

*Ta dam!

Gratulacje! Właśnie przeczytałeś artykuł promujący fikcyjną grę planszową „Marketingowy ninja” 🙂


Powyższy tekst został stworzony z myślą o udziale w Mistrzostwach Polski w Content Marketingu.


 

  • Sorry, Maćku, ale jeśli ktoś już chociaż raz przeczytał Twój artykuł, to się nie da nabrać 🙂 Ja przeskrolowałam, doszłam do puenty i moja puenta była: „Oczyyywiścieeee”. Może nowych czytelników zaskoczysz, ale regularnych już nie 😉

    • No to faktycznie mam problem 🙂
      A co by Cię zaskoczyło? Pytam tak na przyszłość 😉

      • Zaskoczyłoby mnie, jakbyś napisał w końcu coś poważnego, bez tej erupcji przejaskrawionej kreatywności, chociaż dalej ciekawie i na swój styl 🙂 Pióro masz, jednak – jak dla mnie – stajesz się już przewidywalny w swoich tekstach. Dochodzi do tego również wrażenie, że niezbyt szlifujesz swoje pomysły, bo – jak nawet pojawi się jakiś genialny – mam wrażenie, że poruszasz się tylko po jego powierzchni i że ważniejsze dla Ciebie jest po prostu bycie „jajcarzem” 🙂

        • Dzięki za feedback. W sumie czuję to samo. I chyba będę musiał coś z tym zrobić (w rozsądnych granicach).
          Co do śmieszkowania – traktuję bloga jako odskocznię od „poważnych” tekstów dla klientów.

          Chociaż powoli staram się pisać też rzeczy o większym stopniu powagi: http://maciejwojtas.pl/ciaza/
          Natomiast odnośnie stwierdzenia „niezbyt szlifujesz swoje pomysły” – powyższy tekst miał grubo ponad sto wersji…

          • Widzę również dzisiejszy tekst o prokrastynacji – odszedłeś tam od jajcowania i w końcu zobaczyłam innego Maćka, a i wyciągnęłam z niego coś dla siebie.
            Co do wersji powyższego artykułu – szczerze? nie widać 🙂 I nie piszę tego ze złośliwości. Po prostu widocznie jestem już obryta z Twoim piórem, podejściem i stylem.

          • Muszę przyznać, że dałaś mi do myślenia, dzięki 🙂
            [piszę jak najbardziej serio]

  • Apokalipsa czai się za rogiem ;D A tak serio… Pamiętam jak marketing raczkował, jak wszyscy chcieli być marketingowcami, jak uwielbiana była telewizja, jak każdy mógł od zera zostać milionerem… I to, co teraz nam się wydaje fajnym działaniem marketingowym, kiedyś będzie tak samo wyśmiewane jak działania sprzed lat… że takie nieporadne, że dziecinada, że bez polotu.

    • Ja pamiętam, jak wystarczał średni angielski + papier magistra (kierunek właściwie dowolny), by zarabiać ciężkie miliony (ok, sprzed denominacji, ale i tak miliony).
      Paradoksalnie, dziś robię rzeczy, do których nie wymagany jest ani angielski, ani mgr – i żyję 🙂

  • Pozwolę sobie na kilka korekt:

    1. Coraz więcej specjalistów od marketingu uważa, że do ściany to już doszliśmy. Teraz liczą się tylko nieszablonowe pomysły i działania ale każdy kolejny i tak będzie miał coraz krótszy czas życia.

    2. Zobojętnienie na reklamy trwa już od jakiegoś czasu. U niektórych nawet od wielu lat. Słyszałeś o czymś takim jak „ślepota banerowa”?

    3. Wojna (taka prawdziwa, nie marketingowa) będzie szybciej niż nam się wydaje. Niestety 🙁

    • Weź pod uwagę, że artykuł ma charakter czysto rozrywkowy. Pominąłem parę drobiazgów, zależało mi na efekcie końcowym. Natomiast wszystkie Twoje uwagi są bardzo trafne.
      Ślepota bannerowa – 100% racji 🙂 Na końcu piszę o prawdziwej wojnie, też się tego niestety obawiam 🙁

      • Wiem, że rozrywkowy. Czytało się świetnie. I w zasadzie gdybym nie wiedział tego, co napisałem, to bym nawet byłbym skłonny w niego uwierzyć 🙂

        Co do wojny, to radziłbym się już przygotowywać. Obawiam się, że to kwestia niecałego roku. No chyba, że coś się nagle zmieni, ale póki co nie zanosi się 🙁
        W Rosji można już kupować broń bez zezwolenia. A u nas co? Aresztowali gościa, który znalazł zardzewiałe resztki jakiegoś rewolweru z czasów wojny. Teraz biegły do bada, czy nie stanowi zagrożenia… Taaaa, chyba, jak się nim rzuci.

        • Nie może być wojny. Blog mi się właśnie rozkręca. A na serio – obyś się mylił. Zobaczymy, co będzie po wyborach w USA.