Jesteś tym, co… piszesz

Mówi się czasami, że jesteśmy tym, co jemy. Czy jednak tylko jedzenie ma na nas wpływ?

Pytanie to pojawiło się w mojej głowie podczas czytania recenzji filmu „Nowy początek”.

Przy okazji, posłuchajcie fragmentu muzyki z tego właśnie filmu. Jest ona nieprzypadkowo bardzo… „lingwistyczna”:

Zastanowiły mnie poniższe słowa:

W rozważania bohaterów sprytnie zostaje wpleciona jeszcze teoria Sapira-Whorfa, według której używany przez człowieka język, wpływa na jego myślenie, a co za tym idzie – nauka innego języka sprawi nie tylko, że zaczniemy myśleć w innym języku, ale też zupełnie inaczej postrzegać świat. [więcej…]

Pytanie:

Czy teorię tę można odnieść do pisarzy, poetów, scenarzystów albo copywriterów?

Czy to, czym osoby te się zajmują, co i jak piszą – ma wpływ na ich myślenie? Zmienia ich postrzeganie świata?

Moim zdaniem, przynajmniej częściowo – tak. W końcu każda z tych osób posługuje się swoistym „językiem”, „kodem” – zupełnie innym niż reszta społeczeństwa.

Przykłady z własnego podwórka

Wiele razy zdarzało mi się myśleć sloganami czy odpowiadać komuś one-linerami.

Czytając o różnych tragediach, czasem zamiast współczucia pojawia się w mojej głowie dość przerażająca myśl, że to co się wydarzyło, byłoby świetnym tematem na scenariusz.

Lubię się też zasłuchać w dialogi ludzi stojących w kolejce do kasy (niekiedy brzmią tak filmowo, że żałuję, że nie mam przy sobie dyktafonu).

To nie wszystko.

Pisanie na tematy, które pierwotnie nie były dla mnie szczególnie interesujące sprawia, że na wiele rzeczy patrzę teraz inaczej, z większym zrozumieniem.

Z każdym kolejnym artykułem odkrywam jakąś kolejną cząstkę rzeczywistości. Nie powiem – ma to swój urok i jest na swój sposób fascynujące.

Pisanie poszerza moje horyzonty, choć nie zawsze w kierunku, który sobie założyłem.

Kiedy przez wiele miesięcy pisałem artykuły o koparkach, często zdarzało mi się potem w realu „zagapić” na taką maszynę, choć nigdy wcześniej mnie one nie interesowały. A kiedy przez rok opisywałem biustonosze… (ok, nie chcę rozwijać tego wątku;)

Jednym słowem – moja praca wpływała, wpływa i podejrzewam, że będzie  mocno wpływać na moje życie.

Też tak macie? 🙂

 

  • Bardzo fajny tekst, a tytuł jaki piękny 🙂 Też tak mam, najgorzej jak pomysły nie dają spać. Ostatnio wymyśliłam nazwę na nowy cykl w grupie, ale ujawnię ją dopiero w przyszłym tygodniu, jak skończę rysunek 🙂 Dodam tylko, że wymyśliłam ją przed snem i nieco mnie rozbawiła 😀 😀 (śmieję się w najmniej odpowiednich momentach). W pisaniu jest coś magicznego, intymnego i nieustannie fascynującego jednocześnie. Pisanie wzbogaca, poszerza horyzonty, ale też uważam, że dużo zależy od naszego nastawienia i ciekawości. Cholernie to lubię, żyję tym 🙂 Lubię też „złośliwe uśmiechy losu”, efekty uboczne np. kiedyś przez parę ładnych miesięcy pisałam teksty związane z promocją. Potem nagle po pracy dostaję papierowy list. Otwieram ostrożnie, a w środku krótki tekst + słowo kluczowe, na które miałam alergię 😀 😀

    • Miło poczytać kogoś, kto naprawdę kocha to, co robi 🙂
      A co do alergii – fakt, jest taka copywriterska jednostka chorobowa :))
      Czasami zbyt długi kontakt z jednym tematem trzeba po prostu „odchorować” 😉
      Dzięki za komentarz!

      • Nie ma sprawy 🙂 Wiesz, że lubię Twojego bloga 🙂

  • Zgodzę się z tym, że pisanie poszerza horyzonty. Spisanie pewnych rzeczy wymusza na nas dogłębnego przemyślenia tematu. Czasami wtedy dochodzimy do wniosków, które normalnie nie pojawiłyby się w naszej głowie.

    • Zgadzam się w stu procentach.
      Przy okazji – ciekawe do jakich wniosków dochodzi się podczas pisania testamentu? 😉

      • Myślę, że podobne do tych z „łoża śmierci”. Żałuję, że nie żyłem na 100%. Żałuję, że czegoś nie zrobiłem, a nawet nie spróbowałem itd. 😛

        • Albo: żałuję, że siedziałem tyle w pracy, zamiast spędzić czas z rodziną…

  • Przypomniał mi się taki cytat : „Jak robisz małe rzeczy, tak robisz wszystko”. Tak jest z pisaniem, tak jest z jedzeniem, tak jest ze wszystkim 😉

    • To parafraza tekstu z Ewangelii.
      Jest jeszcze ludowe porzekadło: „jaki kto do jedzenia, taki do roboty” 😉

  • No cóż, myśl może i przerażająca (to o tragedii i o scenariuszu), ale ja bym to nazwała raczej „zboczeniem zawodowym” – ja jestem tłumaczką i jak tylko widzę coś źle przetłumaczonego lub literówkę, to od razu mam ochotę zacisnąć pięści i spytać, czy tekst był przetłumaczony przez Google 😉 Akurat w Twoim przypadku temat jest delikatny, jeśli komuś dzieje się krzywda, ale jeśli Cię inspiruje, to nie musisz nikomu o tym opowiadać 😉 tylko wykorzystać pomysł czy pokierować scenariusz w podobną stronę. Ja nie uważam, żeby to było coś naprawdę okropnego. Inspiruje nas życie.

    • Masz rację 🙂 A propos pisania scenariuszy. Oglądałem kiedyś dokument o człowieku, którego odwiedziło FBI, ponieważ zaniepokoiło ich to, czego szukał w internecie (a były to sposoby na zabicie żony i inne tego typu porady). Okazało się, że facet zbierał materiały do nowego serialu :))) [to też dowodzi stopnia inwigilacji internetu, przynajmniej w USA]

  • Tak, tak, tak! Zdecydowanie zgadzam się ze zdaniem, że pisanie poszerza nasze horyzonty. Też miałam tak, że gdy w pracy zmuszona byłam do napisania tekstu o rzeczy, która nie była w zasięgu mojego zainteresowania, to jednak po zgłębieniu tematu, nagle zaczynałam się nim interesować, albo przynajmniej doszukiwałam się w otaczającej rzeczywistości, odniesienia do niego 🙂

    • A jaki to był temat? 🙂

      • W pracy głównie pisałam różnego rodzaje instrukcje i w ten sposób zdobywałam wiedzę, np. z zakresu prowadzenia kantoru 🙂 Oczywiście potem, gdy musiałam skorzystać z jego usług, zwracałam uwagę czy dany kantor stosuje wszystkie wytyczne zawarte w rozporządzeniu 🙂 Podobnie było w przypadku prowadzenia działalności gastronomicznej… Zawsze jednym okiem podglądałam czy oby na pewno restauracja w której jem, stosuje się do danych procedur 😛

  • „używany przez człowieka język, wpływa na jego myślenie, a co za
    tym idzie – nauka innego języka sprawi nie tylko, że zaczniemy myśleć w
    innym języku, ale też zupełnie inaczej postrzegać świat” – jako lingwistka i poliglotka potwierdzam, że tak właśnie jest. Dlatego zaborcy pierwszą rzeczą, jaką robili to zakazywali używania ojczystego języka – bo ucząc się np.niemieckiego, zaczynasz w tym języku postrzegać świat. Obcy język to inne idiomy, porównania osadzone w kulturze danego obszaru językowego. To jest świat w innym „duchu” – przykłady słów na przykłąd w języku polskim, a greckim , w słowniku są zupełnie różne! Sama to zauważyłam; w polskim słowniku często podaje się przykłady związane z pracą i takie bardzo suche (np. PODOBAĆ SIĘ : Podoba mi się ten film) w greckim są najczęściej związane z emocjami i romantyczne (PODOBAĆ SIĘ: Bardzo podoba mi się Janis!) .

    A co do przekładania pracy w życiu prywatnym…. no pewnie, że tak mam! Często jest tak ,że słuchamy jakiejś piosenki z mężem i on mówi „fajny bas” (sam gra na gitarze elektr.) a ja: „…i dobry przykład present perfect continuous” 🙂

    • Wyróżniłbym Twój komentarz (bo jest bardzo wartościowy), ale nie wiem, co trzeba w tym celu kliknąć 🙁

      • Dzięki bardzo. Cieszę się, że czasem napiszę coś sensownego :- )

      • U góry komentarza, po praeej stronie masz strzałkę, która rozwija menu i tam siedzi ta opcja 🙂

  • Nie jestem copy to może tak rozwojowo u mnie nie jest, ale z tym nagrywaniem ludzi w kolejkach… No nie nagrywam, aż tak to nie, ale zdarza mi się w autobusie zapisać zasłyszaną wymianę zdań, bo a to ktoś miał porównania, na jakie w życiu bym nie wpadła, a to całość mnie rozbawiła i chcę to zapamiętać, bo a nuż się kiedyś przyda 😉

    • :))) Czasami ciężko powstrzymać się od śmiechu, kiedy usłyszy się jakąś „perełkę”.