Jedzenie dla freelancera


 
Nie piję alkoholu i nie palę papierosów.
Jednak w moim wieku bycie „na nie” – to za mało.
Najwyższy czas na coś „na tak”.
 


Ostatnio wkręciłem się w kiełki.

Na razie tylko teoretycznie, ale niedługo pewnie przejdę od słów do czynów. Zastanawiam się, od czego zacząć, ponieważ każdy rodzaj kiełków ma swoją „specjalizację”.


Kiełki rukoli

Co robią?

Są uważane za afrodyzjak. Wzmagają potencję. Wpływają korzystnie na płodność.

Czy freelancer tego potrzebuje?

Płodny freelancer tworzy dużo, często i w każdej pozycji. W dodatku czuje zdrowy pociąg do roboty. Efekty od razu odbijają się na stanie jego konta.


Kiełki rzodkiewki

Co robią?

Wspomagają odporność. Dzięki nim można pracować wtedy, kiedy inni freelancerzy bezskutecznie walczą z infekcjami.

Czy freelancer tego potrzebuje?

Mniej freelancerów na rynku = więcej zleceń do wzięcia. Czysty zysk.


Kiełki rzeżuchy

Co robią?

Poprawiają wygląd cery, skóry i paznokci. Stymulują wytwarzanie żółci i moczu.

Czy freelancer tego potrzebuje?

  • Młodzieńcza cera – nie, bo przecież freelancer siedzi całymi dniami w domu, więc nie musi dbać o wygląd.
  • Zdrowe włosy – jak wyżej.
  • Piękne paznokcie – tak samo.
  • Więcej żółci – o, to może się przydać w internetowych dyskusjach.
  • Więcej moczu – tutaj kawa lepiej załatwia sprawę.

Kiełki brokułów

Co robią?

Działają antynowotworowo. Zapobiegają udarom mózgu. Chronią przed wrzodami żołądka.

Czy freelancer tego potrzebuje?

Zdecydowanie tak!

Przecież codziennie czyta rakotwórcze treści. Równie często krew go zalewa, kiedy loguje się do banku, a stan konta robi to, co żołnierz na warcie – ani drgnie.

No a nieustający stres to prosta droga do zamienienia błony śluzowej żołądka w jedno wielkie (co tam chcecie).


Kiełki bazylii

Co robią?

Pobudzają trawienie, pomagają na wzdęcia i kolki jelitowe. Zwalczają stany zapalne układu oddechowego, gardła i okolic.

Czy freelancer tego potrzebuje?

Myślę, że im starszy i bardziej sterany życiem – tym bardziej.


Kiełki buraka

Co robią?

Zwalczają anemię.

Czy freelancer tego potrzebuje?

Cóż, z głęboką anemią daleko się nie zajedzie, bo czerwone krwinki transportują tlen do mózgu. Więc gdy ich jest mało, to robić nie ma komu. Wnioski? Zdecydowanie warto zaprzyjaźnić się z małymi buraczkami.



Warto zobaczyć również te wpisy:

Przychodzi klient do freelancera i nudzi tak

Na czym zarobisz w 2017 roku? Zobacz 10 pomysłów dla kreatywnych

10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika (pełna wersja)

  • Joanna Tkaczyk

    I pomyśleć, że do tej pory nie jadłam kiełków – co ze mnie za freelancer 🙁
    A tak btw. to bardzo fajny blog – na pewno zostanę na dłużej 😀

  • O słodki jeżu, a ja żyłam tylko na kiełkach brokułu! Lecę do sklepu po więcej, czuje się wybrakowana! 😀

  • czyli freelancer tylko kiełki musi wpierniczać:) ?

    • Nie wiem, jeszcze ich nie próbowałem.
      Na razie jestem na diecie „kotlet + ziemniaki + kapusta” 😉

  • Się możesz śmiać, ale ja już kilkukrotnie się do kiełkowania przymierzałem, właśnie zależałoby mi na żelazie. Ciekawe tylko czy mi tego kotuchy nie wpierniczą zanim ja zjem zielone (i czy im nie zaszkodzi) 😉

    • Nie śmieję się. Dobrze kombinujesz.

    • my ostatnio zajadamy się kiełkami tymi co się na patelnię daje, to sa chyba z fasoli mung – dobrze wchodzą takie podprażone do sałatek 🙂

      • Jeeej, na to nie wpadłem, dzięki za podpowiedź 🙂

      • Podsmażone na oleju czy „w sosie własnym”?

        • jak kto woli:) my dajemy odrobinę oleju rzepakowego i tak je prażymy

  • pani Mondro

    kurde co Ty bierzesz 😛

    • Odpowiedź jest w pierwszym zdaniu tego wpisu 🙂

  • elka

    OOO 🙂 widzę, że temat zdrowia i odżywiania aż miło mnie dietetykowi i zielarce czytać ten wpis. Bardzo dobry, profesjonalnie o żywieniu i wpływie na naszą copywriterów energię od tego jedzonka :-).

  • Miałam kiedyś ogromną fazę na kiełki – organizm domagał się dowitaminizowania, czy co? Kupiłam nawet magiczną kiełkownicę. Dawała radę. Teraz mam fazę na czekoladę, cóż począć 😉

    A, koty nie zeżarły, bo się przez plastik nie przebiły 😉

    • O, faza na czekoladę 🙂
      Dobry kierunek, podoba mi się 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Hehe 🙂 Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaopatrzyć się w polecane przez Ciebie rodzaje kiełków – i być jeszcze bardziej płodną twórczo (skoro z płodzeniem potomstwa biologicznego mi nie wyszło 😉 ) Jak zawsze fajny tekst – bez spiny, na luzie, z przymrużeniem oka 🙂

    • Dobrze na pisanie robi rzodkiewka (+ orzechy w każdej postaci 😉
      [sprawdziłem na sobie]

  • U mnie na razie zabawa z kiełkami skończyła się na zakupieniu nasion i… w zasadzie tyle 😀 teraz leżą i czekają na właściwy moment…;)

    • Jak tak leżą i leżą, to pewnie niedługo choćby z nudów zakiełkują 😉

  • Prawie się popłakałam ze śmiechu 😀 Dobry post. Świetne kiełkowe spostrzeżenia! 🙂

  • Nie wierzę ludziom, którzy nie piją alkoholu 😛 Teraz jestem w kropce, bo w sumie lubiłam Cię czasem czytać…

  • Bardzo lubię kiełki ostatnio pierwszy raz kupiłam kiełki brokuła teraz czekam na konsumpcję

  • To ponad moje siły te wszystkie kiełki. We mnie to tylko kiełkuje chęć wszamania burgera, przyznaję się 😀 Ale tekst uroczy – szczególnie przy wymienianiu tego, co się freelancerowi przyda, a co nie. Bardzo trafne spostrzeżenia! 😀

  • Co!!! Życie bez piwa to nie życie!!! 😛

  • Ciekawe spojrzenie, faktycznie pod tym względem jedne kiełki są bardziej pożądane od innych w diecie freelancera 😉 Ja lubię jajecznicę z kiełkami brokuła i kapusty czerwonej 😉

    • W sumie copywriter jest w stanie napisać tekst, że kiełki to zaraza 🙂
      Wszystko zależy od zlecenia 😀

      • Co racja to racja 😉

  • ach, czy serio warto wierzyć w to, że coś tak małego jak kiełek zdziała w naszym organizmie cuda? 😛 cóż, ważne, że sprzedawcy ekożywności triumfują 😀

  • Wkręciłam się w kiełki w zeszłym roku. Jeszcze-nie-rzodkiewki goszczą w mojej lodówce cały czas 🙂 W tym przypadku zdecydowały walory gównie smakowe, a zdrowotne są miłym dodatkiem.

    Może po tych kiełkach pomysły będą lepiej kiełkować? 🙂

    • Zdecydowanie tak, zwłaszcza po rzodkiewkowych 🙂

  • Nie smakują mi kiełki 🙂 Za to, Łukasz bardzo lubi 😀 Śmiesznie to trochę wygląda jak wcina 😉 Taki chłop wcinający kiełki 😀 😀 Komicznie to wygląda 🙂 Jeśli chodzi o tytuł wpisu to ja lubię wszelkiego rodzaju sałatki eksperymentalne (u mnie każda sałatka to jeden wielki spontan) 😉 (Ale podobno bardzo dobre wychodzą, bo Łukasz jeszcze żyje 😀 😀 i nie przestaje chwalić). Lubię od czasu do czasu zjeść coś zdrowego, ale dobrym mięchem też nie pogardzę 😀 😀 (To chyba silniejsze ode mnie 😉

    • „Taki chłop wcinający kiełki 😀 😀 Komicznie to wygląda 🙂 ”

      Komicznie wyglądałoby, gdyby było odwrotnie 😉

      • Kiełki zapewne miałyby niestrawność po takim grubasie 😉

  • Brokuły przychodziły mi najciężej, ale teraz to już z górki. Trzeba dbać o siebie i dokładnie tak jak napisałeś, czas na bycie na tak. 🙂

  • Dzięki 🙂

  • Agata Maj Cher

    Prawdą jest, co pisze pan jegomość. A kiełki lucerny są dyskretne i szybko wzrastają.

    • Podoba mi się słowo „dyskretne” w kontekście kiełków 😉

  • Rzeczywiście niektorych kiełków jako freelancer nie ma potrzeby jeść 😉

  • Maciek, a jak Tak będziesz się tym żywił to nie zaczniesz sam kiełkować? 😛

    • :)))
      Kiełkować może nie, ale sklonować bym się chciał. Miałbym więcej czasu dla siebie 😉

      • jak bedziesz już klonował to ja poproszę o Twoją kreatywność 😀

        • Hehe 🙂 Zainspirowałaś mnie 🙂

          Ja będę kiedyś sławny, to wypuszczę swoją linię suplementów na potencję :)) [twórczą ofkors]

  • Ugotowanepozamiatane.pl

    Kiełki są super, zwłaszcza a wiosnę

  • Klaudia Wnuk-Adamczyk

    Mężczyźni szczególnie powinni o siebie dbać ;). A takie kiełki spowodują że facet poczuje się zdrowszy, lżejszy, modny ( bo teraz zdrowa żywność na topie ;), zdrowszy a I potencja wzrasta co widać po moim mężu :). Także śmiało proszę konsumować. Pozdrawiam

  • A ja lubie kielki, znikaja stanowczo za szybko 😉

  • Małgorzata Hert

    Kiełki uwielbiam. Tekst świetny, fajnie się czytało 🙂

  • Ja Zwykła Matkaa

    Czyli kiełki to samo Dobro. Jako dodatek to Ja rozumiem 😉 Mòj mąż mega mięsny. Chyba mu podeślę Twój wpis 🙂